Menu


Dlaczego Polacy wysiadają w czasie lotu samolotem?

Dlaczego Polacy wysiadają w czasie lotu samolotem?

Ostatnio internet obiegła wiadomość o Polaku, który lecąc samolotem z Polski do Wielkiej Brytanii próbował otworzyć drzwi i wysiąść, chociaż do końca lotu została jeszcze ponoć cała godzina. Inna nasza rodaczka, również na pokładzie samolotu widząc zamknięte drzwi do toalety kucnęła, zdjęła majtki i oddała mocz wprost na podłogę. Media nie poinformowały, czy do powyższych incydentów doszło na pokładzie tych samych linii lotniczych, bo może to tłumaczyłoby sprawę.

Co się dzieje z naszymi rodakami, zwłaszcza na pokładzie samolotu? Czy po osiągnięciu znacznej wysokości nasze polskie umysły ogarnia szaleństwo, strach, czy może zapadamy na jakąś tajemniczą chorobę? I dlaczego objawy tej choroby uaktywniają się zawsze na trasie Wielka Brytania-Polska? Czyżbyśmy mieli do czynienia z jakimś Trójkątem Bermudzkim? Ależ nie. To tylko nasz, rodzinny Trójkąt Polsko-Brytyjski. Gdzie mu tam do Bermudów!

Wspomniany Polak, który próbował otworzyć drzwi lecącego samolotu był tak pijany, że stewardessy miały poważny problem z doprowadzeniem go z powrotem na miejsce. Jakimś cudem zapewne udało im się to jednak. Po doprowadzeniu został zapięty w pasy, a kiedy samolot szczęśliwie wylądował nasz rodak, który pracuje w UK jako kierowca wózka widłowego opuścił samolot w asyście policji. Przed sądem tłumaczył się, że strasznie boi się latać i właśnie z tego powodu przed wylotem musiał sobie trochę łyknąć, jak to się mówi w naszej ojczyźnie, dla dodania sobie odwagi. W trakcie dalszego dochodzenia wyszło na jaw, że Polak po przejściu przez bramki lotniskowe kupił w sklepie bezcłowym litr wódki, który próbował wypić od razu na lotnisku. I choć był to mężczyzna rosły i nad Wisłą wychowany, to jednak przeliczył się i całości skonsumować nie zdołał. A, że był Polakiem, to przecież wódki wyrzucić nie mógł! No jakby to wyglądało, żeby tyle dobra marnować. Skoro nie dał rady całej butelki wypić od razu na lotnisku, czy nie zdążył jej wypić, niech mu już będzie, bo to lepiej brzmi, to postanowił tę resztkę, czyli pół butelki wódki zabrać ze sobą na pokład. W samolocie, jak powszechnie wiadomo, o czym zresztą informuje załoga pokładowa alkoholu spożywać nie wolno, poza oczywiście tym zakupionym u załogi. No, ale po co nasz rodak miał kupować, w dodatku w takiej cenie, skoro miał w plecaku jeszcze pół butelki swojego ulubionego napoju? Poszedł więc spryciulek do toalety, z plecakiem, co nie wzbudziło u współpasażerów najmniejszych podejrzeń, bo pewnie połowa z nich sama tak już wcześniej zrobiła i tam w dyskretnych warunkach opróżnił butelkę do końca. Zataczając się lekko wrócił na miejsce, co również nie wzbudziło w nikim podejrzeń, bo jak wiadomo w czasie lotu zataczają się wszyscy, nawet stewardesy, a one w pracy nie piją, przynajmniej nic o tym nie wiadomo. I pewnie nikt by się do końca lotu nie zorientował, że Polak jest kompletnie pijany, gdyby nie moment, w którym coś strzeliło mu do głowy, wstał ze swojego miejsca i udawszy się w kierunku drzwi wyjściowych próbował otworzyć je w czasie lotu.

I na koniec tej, jakże prawdziwej historii pytanie: dlaczego współpasażerowie nie wyczuli alkoholu od naszego rodaka? Odpowiedź: bo sami byli tak pijani, że woń alkoholu zupełnie im nie przeszkadzała, zresztą już nawet pewnie jej nie czuli. Nie wierzycie mi, że tak właśnie było? No to słuchajcie dalej. Otóż zapytałam znajomą stewardessę, która regularnie lata na trasie z Polski do Luton, lub innego Stanstead i powiedziała mi, że takie sytuacje są wręcz nagminne, tylko nie o wszystkich się pisze. Stwierdziła, że najgorsze są loty powrotne z Polski pod koniec weekendu, albo na początku tygodnia, czyli w poniedziałek. Dlaczego? Bo Polacy korzystając z tanich biletów lecą do ojczyzny na chrzciny, na oblewanie nowego domu brata, na oblewanie płotu, który brat w końcu postawił, o weselach i stypach nie wspominając. A, że Polak potrafi, to od piątku do niedzieli uderza w gaz i to ostro, czasem nawet dopija jeszcze w drodze na lotnisko! Moja znajoma mówi, że widziała nawet scenę, kiedy już przy bramkach odprawy lotniskowej ktoś, kto w teorii odprowadzał znajomego na lot wyciągał zza przysłowiowej pazuchy butelczynę, którą serdecznie się dzielił i trzeba było wypić tego ostatniego tuż przed odlotem. Jest też druga grupa Polaków, którzy co prawda podczas takiego pobytu w Polsce nie piją, trzymają fason, no ale ile można? I kiedy znajdują się już w strefie bezcłowej, to hulaj dusza, piekła nie ma. Jeśli jeszcze do tego nie daj boże są w towarzystwie znajomych, to zaczynają konsumpcję już na lotnisku. Po co marnować czas, prawda? I tak, nabzdryngoleni w trzy pośladki pakują się w najlepsze na pokład kłaniając się nisko stewardessom, które już wiedzą, że będą miały ciężki lot.

Nie trzeba chyba dodawać, że po takim locie samolot cuchnie wódką wymieszaną z piwskiem i że tego smrodu nie da się tak po prostu wywietrzyć podczas krótkiego postoju.

Polacy piją na pokładzie samolotu głównie z trzech powodów. Po pierwsze ze strachu przed lataniem. Pod drugie z rozpaczy, że opuszczają Polskę, i po trzecie z radości, że ją wreszcie opuszczają. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, prawdziwy Polak nie potrzebuje powodów do picia, ale odwrotnie potrzebuje powodów, by się nie napić.

Na pocieszenie dodam tylko, że nie tylko Polacy uwielbiają podniebne libacje. Anglicy i Szkoci wcale nie są gorsi i jadąc na wakacje zaczynają imprezę już na pokładzie samolotu, o czym regularnie informuje nas prasa brytyjska. Tylko, czy w tej sytuacji jest to dla nas jakiekolwiek pocieszenie?

Malgorzata Mroczkowska, z wyksztcenia politolog, od 2004 mieszka Londynie. Autorka powieści obyczajowych, między innym “Angielskie lato”, “Od jutra dieta! Zapiski niedoskonałej pani domu” i najnowsza “Dziennik przetrwania. Zapiski niedoskonałej matki”. O lat prowadzi portal dla polskich rodziców www.mumsfromlondon.com.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę