Menu


Olivia Drost: Marzę, by żyć ciekawie

Olivia Drost: Marzę, by żyć ciekawie

Współpracuje z CNN Indonesia i National Geographic, studiowała w Dżakarcie, otrzymała Nagrodę Baracka Obamy. – Życie toczy się w szalonym tempie – śmieje się 23-letnia Olivia Drost, dziennikarka, obecnie kończąca studia na London School of Economics.

To będzie intensywny czas. We wrześniu wybiera się do USA w ramach projektu „Digital Communications Network”, do którego zakwalifikowało się 14 dziennikarzy z całego świata, ona – jako jedyna Polka. Program jest finansowany przez amerykański Departament Stanu i owiany lekką mgłą tajemnicy.

– Wiem tylko, że lecę do Teksasu, a potem przez dwa tygodnie będę odwiedzać najlepsze redakcje i instytucje związane z mediami oraz poszerzać wiedzę na temat cyfryzacji w tej dziedzinie – zdradza Olivia.

Poza cywilizacją

Dziennikarka multimedialna. Tak o sobie mówi. Zajmuje się pisaniem tekstów, realizuje materiały telewizyjne, należy do pokolenia cyfrowych tubylców, bo bez mediów społecznościowych nie wyobraża sobie życia.

Mimo młodego wieku ma na koncie szereg sukcesów. Wygrała Ogólnopolską Olimpiadę Dziennikarską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu (2013), Ogólnopolski Konkurs na Reportaż „Młodzież i media” na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy (2013), nagrodę główną w konkursie im. Macieja Szumowskiego na najlepszy reportaż (2015). Otrzymała też stypendium im. Leopolda Ungera na reportaż o Elmim Abdim, uchodźcy z Somalii, który po 20 latach jest prawdziwym warszawiakiem, zakochanym w stołecznym klubie Legia Warszawa (2015).

Wisienkę na torcie w tej kolekcji stanowi Nagroda Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nazywana „Polskim Pulitzerem” (2016). Olivia dostała wyróżnienie im. Stefana Żeromskiego w kategorii „najlepszy reportaż społeczny”, za tekst „Poprawka z dermatologii”. Ten materiał uważa za najważniejszy i najciekawszy jaki dotąd zrobiła. To opowieść o studencie medycyny Joachimie, którego profesor na egzaminie semestralnym zapytał o bardzo rzadką chorobę, a kilka miesięcy później chłopak odkrył ją na własnym ciele. Trafił do szpitala, gdzie lekarze chcieli podać mu lekarstwa na zupełnie inną dolegliwość, ale wtedy odłączył sobie kroplówkę, sprzeciwił się zaleceniom medyków i tylko dzięki własnej wiedzy przeżył.

– Bardzo poruszyła mnie ta historia. Kiedy spotkałam się z Joachimem przygotowując reportaż, kilka godzin po naszej rozmowie nie mogłam się pozbierać – wspomina dziennikarka.

Emocje innego rodzaju towarzyszą jej podczas robienia materiałów dla National Geographic, dla którego jak dotąd napisała dwa reportaże z Indonezji. Pierwszy opowiada o tradycyjnym weselu najwyższej kasty na wyspie Bali, na które została zaproszona przez swoją wykładowczynię z Dżakarty. Piękna, hinduistyczna ceremonia, prowadzona przez szamana, który na tę okoliczność zatrzymał deszcz.

Drugi reportaż jest pokłosiem wizyty w wiosce plemienia Baduy na wyspie Jawa. To lud odrzucający dorobek cywilizacji, żyjący bez prądu, dostępu do bieżącej wody, konsumujący tylko to, co sam da radę przygotować – ryby z pobliskiej rzeki, ryż z własnej uprawy. Ba, członkowie plemienia nawet nie mówią po indonezyjsku. I niezwykłe zjawisko – tam, gdzie mieszkają, po zmroku panuje kompletna ciemność.

Łzy radości i strachu

Pochodzi z Chełmży. Przez trzy lata codziennie dojeżdżała do liceum znajdującego się w oddalonym o 20 km Toruniu, a co dwa tygodnie do Bydgoszczy (60 km) na warsztaty dziennikarskie.

– Zawsze byłam umysłem ścisłym. Wygrywałam olimpiady matematyczne, wyróżniałam się z fizyki i chemii, ale prawdę mówiąc za tym nie przepadałam. Uwielbiałam za to ludzi, marzyłam, żeby poznawać fascynujące osoby.

W drugiej klasie liceum za osiągnięcia naukowe otrzymała Nagrodę Baracka Obamy – miesięczne stypendium w Abraham Lincoln High School w Filadelfii, a jej reportaż o jednym dniu z życia Nowego Jorku został opublikowany w młodzieżowym piśmie „Pod wiatr”. Dzięki niemu wygrała kilka konkursów, co zapewniło jej indeks na studia jeszcze przed maturą.

Potem był Uniwersytet Warszawski, gdzie dzieliła czas między naukę i praktyczne poznawanie dziennikarskich arkanów. Na pierwszym roku przez trzy miesiące praktykowała w telewizji TVN, a na drugim trafiła najpierw na staż, a później do pracy w portalu Onet, gdzie do dziś prowadzi cykl polonijno-podróżniczy. Uczestniczyła też w kilku międzynarodowych projektach, była m.in. w Belgradzie na szkoleniu z wykorzystania Twittera do pracy dziennikarskiej, w Kownie w ramach projektu dotyczącego młodych ludzi w mediach społecznościowych, w Bratysławie na Young Journalists for Tomorrow’s Europe, w Strasburgu, gdzie przeprowadzała relację na żywo ze studia w Parlamencie Europejskim. Prawdziwym przełomem okazał się jednak wyjazd do Azji.

– Na trzecim roku studiów zauważyłam na stronie mojej macierzystej uczelni informację o stypendium rządowym do Indonezji. Pomyślałam czemu nie i złożyłam podanie. Było do załatwienia trochę formalności, rozmowa w ambasadzie, skomplikowany proces rekrutacji, ale udało się! Ponad pół roku później, we wrześniu 2016 roku, zaczęłam roczne studia z języka indonezyjskiego na politechnice w Dżakarcie – opowiada 23-latka, podkreślając, że egzotyczną wyprawę traktowała jako przygodę życia. Wiedziała, że to kraj muzułmański, że będzie się tam żyło zupełnie inaczej niż w Europie, a wyjazd oznacza długi rozbrat z rodziną, przyjaciółmi, ówczesnym chłopakiem. Całą drogę z Warszawy do Dżakarty, która trwała prawie 20 godzin, śmiała się i płakała na przemian. Polały się łzy tęsknoty i strachu przed tym co ją czeka oraz radości z tego, co nadchodzi.

W Indonezji wszystko zachwycało i przerażało jednocześnie. To największy pod względem populacji islamski kraj na świecie, co przekłada się na życie studenckie – grafik zajęć jest podporządkowany modlitwom muzułmanów, na uczelni znajduje się przeznaczona do religijnych praktyk musholla, panują specyficzne zasady odnośnie ubioru. Studenci muszą nosić stroje zakrywające kolana i ramiona, nie mogą też przychodzić w klapkach, mimo że te ostatnie są w Indonezji podstawowym obuwiem.

Polka znalazła się w grupie ze studentami z Syrii, Tadżykistanu, Afganistanu, Tajlandii, Japonii, Indii, Korei Południowej, Madagaskaru oraz Sudanu. Razem z polską przyjaciółką Basią, z którą wspólnie aplikowała o wyjazd na stypendium, były jedynymi białymi dziewczynami z Europy.

Po trzech miesiącach intensywnej nauki Olivia trafiła do CNN Indonesia, gdzie zajmowała się tematami europejskimi. Wszyscy dookoła mówili po indonezyjsku, ale dawała radę. Z czasem coraz lepiej.

– Wiadomo, że nie władam nim perfekcyjnie. Zawsze mam nad sobą edytora albo szefa danego działu, który czyta tekst przed publikacją i poprawia ewentualne usterki, ale to bardzo prosty język i trudno popełnić poważne błędy składniowe czy gramatyczne – mówi Polka, która obecnie, po powrocie na Stary Kontynent, jest europejskim reporterem-współpracownikiem tej stacji. Przygotowuje materiały do cyklu podróżniczego „24 godziny w...”, w ramach którego prezentowała m.in. Warszawę, Londyn, a ostatnio egipską Hurghadę. Podpowiada widzom co warto zjeść, zobaczyć, czego spróbować. W lutym relacjonowała też wydarzenia podczas London Fashion Week.

W głębi dymiącego wulkanu

– Nienawidziłam tego kraju – za chaos, brud na ulicach, brak szacunku do przyrody, a jednocześnie pokochałam go. Indonezja ma w sobie jakąś magię – przyznaje Drost, która po zakończeniu stypendium i rocznym pobycie w Azji planowała przez jakiś pomieszkać w Polsce. Tęsknota za rodziną, przyjaciółmi, brak chleba, pierogów i tych wszystkich rzeczy, których nie ma na emigracji… To wszystko miało znaczenie, ale kiedy pojawiła się możliwość kontynuacji studiów na London School of Economics and Political Science, znowu podjęła rękawicę, mając świadomość, że rezygnacji z możliwości nauki na jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie może w przyszłości żałować. Wybrała kierunek łączący praktyczną wiedzę o mediach i dziennikarstwie z podstawami ekonomii, zarządzania i regulacjami prawnymi, trafiając do 17-osobowej międzynarodowej grupy studenckiej. Jej projekt naukowy, któremu poświęca ostatnie miesiące, dotyczy kwestii autoryzacji w polskim prawie prasowym. Bada jak ten obowiązek, unikatowy w skali demokratycznego świata, wpływa na materiały przygotowywane przez dziennikarzy.

– Mam to szczęście, że nauka i praca są moją pasją, w co wpisuje się również zamiłowanie do podróży. Byłam już w 21 krajach na czterech kontynentach: w Europie, Azji, Afryce i Ameryce Północnej – wylicza 23-latka, podkreślając, że bodaj największe wrażenie zrobiły na niej czynne wulkany Bromo i Ijen na wschodniej Jawie. Kilka godzin wspinaczki, w większości w masce pozwalającej na oddychanie, kiedy z krateru wydobywa się siarczka, żeby stanąć na szczycie i zajrzeć w głąb dymiącego wulkanu. Niesamowite uczucie!

– Z miejsc, które chciałabym w najbliższym czasie odwiedzić, na pierwszym miejscu jest Kuba. Czuję, że właśnie ucieka mi coś, co mam okazję zobaczyć ostatni raz, przed nadchodzącymi tam wielkimi zmianami. Może w przyszłym roku – planuje Olivia, która na pytanie o zawodowe marzenie odpowiada: – Leopold Unger napisał kiedyś książkę pt. „Udało mi się mieć ciekawe życie”. Ja życzę sobie tego samego…

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę