Menu


Koncert „100 lat” był wyrażeniem patriotyzmu

Koncert „100 lat” był wyrażeniem patriotyzmu

Z Januszem Sikorą-Sikorskim, głównym organizatorem koncertu niepodległościowego w Royal Albert Hall, b. Chef Operation Officer w czołowej na świecie The Agency Group, rozmawia Karol Pomeranek.

Niepodległościowy koncert w Royal Albert Hall przeszedł do historii jako jedno z najważniejszych wydarzeń minionych lat. Na długo przed rozpoczęciem wyprzedane bilety, wypełniona do ostatniego miejsca sala, znakomici artyści. Jak Pan ocenia to wydarzenie?
– Miałem dziesiątki emaili i tekstów i telefonów dziękujących za koncert – emaili, które wzruszyły mnie bardzo, ale i potwierdziły moją pewność, że Polacy w Wielkiej Brytanii chcieli przeżyć razem to wielkie święto i zamanifestować swoją polskość. Ludzie opowiadali, że płakali ze wzruszenia, radości; czuli, że ten wyjątkowy koncert miał historyczny oddźwięk. Profesor Norman Davis, autor 10-stronicowej historii Polski ostatnich sto lat, którą napisał na moją prośbę, i którą umieściłem w programie koncertu, wysłał mi email, (mam nadzieję, że wybaczy mi, że go cytuję): „The concert was a colossal triumph... for Poland. London pulled it off better than Warsaw did. Many great sounds and masses of beautiful, memorable words. I was very glad to be associated with it.”. Wszyscy, bez wyjątku, podkreślali wyjątkową atmosferę koncertu, a także poczucie jedności wielotysięcznej publiczności. Otrzymałem także wiele entuzjastycznych komentarzy od cudzoziemców i od artystów i muzyków, którzy wzięli udział w koncercie: „Cały czas myślimy i wymieniamy korespondencje wspominając nasz koncert!”, „Każdy z nas cieszy się niezmiernie - to był nasz najlepszy koncert jaki w życiu zagraliśmy i taki w naszych sercach pozostanie...”, „Zjednoczyłeś różnych Polaków i ofiarowałeś im przekrój artystyczny z dorobku Polski”. Ja chciałbym podkreślić,  że koncert był apolityczny; wiele ludzi zauważyło to i bardzo pochwalało. Cały mój wkład do koncertu uważam za dar dla mojej ojczyzny na miarę wagi święta. Jedna strona w programie wypełniona jest niezliczoną liczbą nazwisk osób, którym należą się podziękowania – artystom, prezenterkom, muzykom, osobom zajmującym się sprawami logistycznymi produkcji, technikom, menadżerom, agentom, członkom chórów i ich dyrygentom, naszemu głównemu dyrygentowi, projektantkom sukien, partnerom, sponsorom, donatorom, wolontariuszom, którzy pracowali niestrudzenie w ten weekend i wielu innym osobom, łącznie z komitetem organizacyjnym. Bez tych wszystkich osób, koncert pozostałby tylko moim marzeniem, ideą.

Dlaczego w ogóle podjął się Pan realizacji takiego przedsięwzięcia?
– 100 lecie odzyskania niepodległości przez Polskę, powrotu Polski na mapy Europy jest wyjątkową rocznicą. Ta rocznica jest rocznicą wszystkich Polaków bez względu na ich przekonania polityczne. Jest także wyzwaniem, byśmy zastanowili się kim my jesteśmy jako Polacy. W 1961 roku prezydent Kennedy powiedział w swojej mowie inauguracyjnej: „nie pytaj co twój kraj może zrobić dla ciebie, lecz co ty możesz zrobić dla swojego kraju.”. Pomysł koncertu „100 lat” miał, między innymi, korzenie w tej mądrej wypowiedzi prezydenckiej. Uważałem, ze śpiew, muzyka, nasza kultura – które łączą nas wszystkich, będzie najbardziej odpowiednią formą uczczenia rocznicy. Koncert był darem dla Polski, lecz także potwierdzeniem naszej łączności z krajem, przynależności do Polski. Chciałem, by koncert 11 listopada wywołał gamę uczuć: nostalgię, dumę no i oczywiście miłość Ojczyzny. Pragnąłem, byśmy przeżyli muzycznie historię ostatnich 100 lat; żeby każdy znalazł w programie to unikalne „coś”, co kojarzy mu się z Polską, by poruszone było serce każdego i byśmy wyszli z tego koncertu z przekonaniem, że jesteśmy Polakami  i pomimo różnic poglądów, jak to się zdarza w każdej rodzinie, związani jesteśmy na zawsze w naszej narodowej polskiej Rodzinie.

Ile czasu trwały przygotowania. Wiem, że organizacja takich imprez to dla Pana nie pierwszyzna, o czym porozmawiamy za chwilę, ale problemy pojawiają się zawsze. Tutaj też były?
– Zacząłem pracować nad koncertem 5 lat temu, przedstawiłem ideę koncertu powiernikom Towarzystwa Pomocy Polakom, którego jestem od wielu lat prezesem. W swojej wieloletniej historii TPP, która powstała w Londynie w 1948 r. przejmując i kontynuując działalność Polskiego Czerwonego Krzyża, niosąc wieloraką pomoc Polakom w Anglii i w Polsce, nie zapomniała o wadze podnoszenia ducha, propagowaniu polskiej kultury, organizując i wspierając polskie biblioteki, akademie z okazji świąt narodowych. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że jest to projekt ambitny i  największy w naszej historii. Lecz nie na darmo jednym z założycieli TPP, był generał Józef Haller – generał broni Wojska Polskiego, Naczelny Dowódca wszystkich Wojsk Polskich od 4 października 1918 roku, komendant Legionów, od 16 marca do 2 kwietnia 1915 roku, pełniący obowiązki komendanta Legionów od 4 do 13 listopada 1916 roku. Co więcej, pierwszą prezeską TPP była Helena Sikorska – żona generała Władysława Sikorskiego. Powiernicy wierząc, że i generał Haller i Helena Sikorska bez wahania podjęliby decyzję o zorganizowaniu koncertu, z entuzjazmem poparli projekt, a TPP zostało głównym organizatorem i gwarantem całego przedsięwzięcia. A jak koncert, to tylko  w najpiękniejszej i najsłynniejszej sali koncertowej na świecie – Royal Albert Hall. Wtedy miałem pierwszą rozmowę z ówczesnym dyrektorem Royal Albert  Hall, Jasper Hopes. Idea koncertu polskiego spodobała mu się i zarezerwował datę 11 listopada 2018 r w kalendarzu koncertowym. Warto tutaj wspomnieć, że znałem Jasper dobrze z racji mojej pracy. Przez wiele lat byłem dyrektorem jednej z największych agencji muzycznych na świecie i nasi artyści regularnie występowali w Royal Albert Hall. Po 40 latach pracy w biznesie, wiedziałem, że problemów będzie niemało i oczywiście pojawiły się od samego początku, jeden po drugim, aż do niedzieli 11  listopada; problemy wielkie, odpowiednie do skali koncertu. Moj 40-letni staż pracy okazał się nieoceniony, w przewidywaniu potencjalnych problemów i usuwaniu ich zawczasu lub przynajmniej minimalizowaniu ich. Miałem także szczęście, że na współpracę zgodził się Maciej Chrzanowski – osoba o wielkim talencie w sprawach technicznych i logistycznych, do którego miałem 100 procent zaufania. Nie chcę wracać do problemów; w pamięci mam jedynie ten cudowny,  jedyny w życiu polski wieczór w Londynie.   

Moment podczas koncertu, który wzruszył Pana szczególnie?
– Momentów takich było wiele. Układając cały program muzyczny, długo zastanawiałem się nad każdym utworem. Chciałem, by koncert wzruszył i trafił do serca każdego, każdy utwór wpisywany w program wywoływał u mnie już wtedy gamę uczuć. A na koncercie wzruszenie zaczęło się od hymnu narodowego śpiewanego przez tysiące Polaków prowadzonego przez wspaniałą Anię Jeruc. Trudno wyrazić w słowach, to co czułem w tym momencie. Niestety większość koncertu spędziłem poza sceną rozwiązując te ostatnie problemy. Słyszałem Barkę, Powrócisz tu, Tolerancję i Przeżyj to Sam – były to bardzo emotywne momenty. Dopiero w poniedziałek, mogłem słuchać na spokojnie, urywków koncertu, zamieszczonych na You Tube  i zdałem sobie sprawę, że każdy utwór miał swój wyjątkowy oddźwięk wśród publiczności – taki jaki ja miałem wybierając te utwory…

Komu chciałby Pan szczególnie podziękować za pomoc i wsparcie?
– Nie byłoby słusznym, gdybym zaczął wymieniać poszczególne nazwiska. Jak powiedziałem poprzednio, trzeba przestudiować stronę programu z wszystkimi, którym należą się słowa podziękowania. Jedyna grupa ludzi, których nazwisk tam zabrakło, to rodzice 130 dzieci – członów chóru polskich szkół. Powstanie chóru to nie tylko przesłuchania, ale także liczne próby, na które rodzice musieli przywieźć dzieci, zawsze w te cenne dla rodziny soboty. Chciałbym im szczególnie podziękować. Jestem także wdzięczny strategicznym partnerom w tym firmie Sami Swoi, którzy między innymi pokryli niemały koszt druku programów.

Rozumiem, że po tak udanym evencie możemy spodziewać się kolejnych. Jakie ma Pan plany w tym zakresie?
– Ten koncert był niepowtarzalny; a za sto lat mnie już nie będzie. Plany oczywiście mam i zapewniam, że podzielę się z czytelnikami „Gońca” jak tylko się skrystalizują.

Jest Pan osobą rozpoznawalną w środowisku polonijnym. Niemniej jednak nie każdy wie, że całe Pańskie zawodowe życie związane było z działalnością artystyczną. Pracował Pan w „The Agency Group” na stanowisku Chef Operating Officer, a pracując w centrali w Londynie, był odpowiedzialnym za globalne operacje firmy we wszystkich biurach rozlokowanych po całym świecie. Miał Pan przyjemność współpracować z absolutnym topem artystycznym. Jak Pan wspomina tamte lata?
– Z zewnątrz moje życie wydawało się godne pozazdroszczenia. Jeździłem po świecie, byłem włączony w organizację niezliczonych koncertów we wszystkich częściach świata, mogłem być na najwspanialszych koncertach, spotykałem światowe ikony muzyczne. Jak obchodziłem moją 25 rocznicę w biznesie otrzymałem piękny kolaż cds, a podpis pod nim był „25 years of rock, pop, alcohol and agrevation with grateful thanks”. Przez następne 15 lat mojej pracy nic się nie zmieniło. Praca w środowisku ludzi twórczych i posiadających ogromne ego nie jest łatwa. Na pewno 40 lat w biznesie było dla mnie nauką nie tylko jak prowadzić biznes, ale i jak traktować i szanować innych, aby z nich wydobywać to co najlepsze, i utrzymywać zgodę i harmonię; nigdy nie stracić z oczu ostatecznego celu i nie rozwodzić się nad problemami i co najważniejsze, nie pamiętać niczego złego. Głową muru się nigdy nie przebije, najlepiej go obejść. 

A jakieś ciekawe anegdoty. Współpracował Pan przecież z takimi legendami jak The Rolling Stones, Deep Purple czy Pink Floyd.
– Konferencja muzyczna w Marina Del Rey w Kalifornii. Wieczorem, zgodnie z tradycją, wylądowaliśmy w barze. Tego wieczoru byłem wyjątkowo zmęczony i ignorując prośby i starania przyjaciół poszedłem spać. Przy śniadaniu koledzy śmiali się ze mnie, bo przegapiłem – Stevie Wonder, jednego z moich ulubionych artystów, który tego dnia przybył do hotelu i dołączył się do naszej grupy dzieląc się z nimi anegdotami. Przyjemniejszym wspomnieniem jest urodzinowe przyjęcie – David Gilmore, gdzie zrobił  dla nas, zaproszonych, fantastyczny koncert. Pamiętam,  koncert w stoczni w Gdańsku w 2006 r., który zorganizowaliśmy dla Dawida jako jego agenci. Było to dla mnie wielkie przeżycie. Widziałem oczywiście wiele koncertów Pink Floyd, mojego ulubionego zespołu, lecz muszę przyznać, że najwspanialszym koncertem Pink Floyd i chyba najlepszym koncertem mojego życia (poza naszym w Albert Hall) był na pewno ich koncert dla 110-tysięcznej widowni przed pałacem Versaille, który także zorganizowaliśmy. Po koncercie, Prince Rupert Von Lowenstein zaprosił nas na przyjęcie do zamku obok i było ono na miarę bankietów króla Louis XVI. Z Deep Purple pojechałem raz do Brazylii; sprawa płatności za koncerty wisiała na włosku; moim zadaniem było wynegocjować i zapewnić zapłatę. Siedziałem tydzień w hotelu w Sau Paulo i codziennie zbierałem pieniądze ze sprzedanych biletów – gotówkę... Dzięki mojej interwencji koncerty się odbyły; nazbieraliśmy całą sumę należną, a ja w międzyczasie miałem wspaniałe masaże codziennie w hotelu i jadłem cudowne steki brazylijskie. Anegdot jest wiele lecz na koniec powrócę do jednego wydarzenia. Jest czwartek, całe biuro szykuje się na wyjazd do Glastonbury (dla mnie było tam za dużo błota, a na festiwal jeździły, wdzięczne za „zlote bilety”, moje dzieci). Telefonuje klient, reprezentujący jednego z oligarchów. Oligarcha zaplanował swoje urodziny na jachcie na Morzu Śródziemnym i zapragnął występu jakiegoś znanego artysty. Gotowy był zapłacić każdą sumę i zapewniał prywatny samolot dla artysty i potrzebnych mu osób. Zamówił także osobny jacht, zacumowany przy jego jachcie, na którym umieszczono sprzęt nagłaśniający. Klient błagał o pomoc.  Po kilku telefonach do artystów, którzy mogliby ewentualnie zagrać, znalazłem jednego i wynegocjowałem stawkę dla niego czterokrotnie przekraczającą jego normalną zapłatę – była to suma sześciocyfrowa – za jedną godzinę grania. Urodziny udały się wspaniale, a artysta od tej pory uważał mnie za geniusza pertraktacji.

Proszę powiedzieć, czym dla Pana jest patriotyzm? W jednym z wywiadów wspominał Pan swoich rodziców, którzy przeszli przez piekło Syberii. Powiedział Pan, że po takich przejściach pojęcie patriotyzmu dla ich pokolenia było diametralnie różne od Pańskiego.
– Rzeczywiście, już kilka razy mówiłem co znaczy dla mnie patriotyzm. Dzisiaj, chciałbym nawiązać do słów wypowiedzianych przez wspaniałego Staszka Soykę w wywiadzie dla Telewizji Polskiej przed koncertem; „z patriotyzmem to jest tak jak z chrześcijaństwem, można być chrześcijaninem lub świadkiem chrześcijaństwa; to nie to co ja mówię, ale to jak ja postępuję”. Ja chcę swój patriotyzm, swoje umiłowanie Ojczyzny wyrazić w swoich czynach, w tym co robię dla kraju moich rodziców i dziadków – mojego kraju. Koncert „100 lat” był dla mnie wyrażeniem mojego patriotyzmu.

A obecna Polonia na Wyspach. To patrioci przez duże „P”. Czy może przez duże „P” tylko starsza Polonia?
- Nie można być patriotą przez małe p. A Patriotą może być każdy, bez względu na to gdzie się urodził i kiedy. Patriotyzm jest dla mnie jak miłość. Jest ona różna w różnym wieku, inaczej się wyraża, lecz jest zawsze miłością. Polacy, którzy jak moim rodzice, utracili swoją Ojczyznę i zmuszeni byli żyć z dala od niej, odczuwali jej brak bardzo boleśnie. Moje pokolenie, urodzone poza Polską, ma wielki dług wdzięczności do spłacenia w stosunku do nich za przekazanie nam umiłowania Ojczyzny i wszczepienia w nas ducha polskości. Dla pokolenia moich rodziców i dziadków, i mojego pokolenia, wolna Polska była marzeniem. Dla pokolenia, które przyjechało do Anglii po wejściu Polski do Unii, wolna Polska jest rzeczywistością, krajem do którego mogą wrócić w każdej chwili. Młode pokolenia Polaków słusznie cieszą się, że Polska jest pełnoprawnym członkiem wspólnoty narodów europejskich. Oni nie czują kompleksów pokoleń wcześniejszych i to moim zdaniem bardzo dobrze. Ich udział w koncercie, ich entuzjazm, ich reakcje na utwory, ich głośno wyrażana radość, ich komentarze po koncercie, są najlepszym świadectwem ich Patriotyzmu i łączności z Ojczyzną.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę