Menu


Potrzebna pomoc dla małej Anastazji. Rodzice zbierają pieniądze

Potrzebna pomoc dla małej Anastazji. Rodzice zbierają pieniądze

Anastazja Okońska ma 2,5 roku, a za sobą 13 bloków chemii, dwie operacje i prawie dwa lata walki z nowotworem złośliwym. Teraz rodzice proszą o pomoc. Potrzebne jest blisko 650 000 złotych na immunoterapia przeciwciałami anty-GD2.

12 listopada ma rozpocząć się ostatni etap leczenia – immunoterapia przeciwciałami anty-GD2. Rodzice, jak sami mówią czują na plecach oddech śmierci, czasu jest coraz mniej, a kwota do zebrania niewyobrażalna. 

- Pamiętam, że nie mogłam się doczekać, kiedy włoski Nastusi będą na tyle długie, bym mogła zaplatać warkoczyki, wpinać kolorowe spineczki, wymyślać różne fryzury. Potem przyszedł rak, a ja musiałam patrzeć, jak moje dziecko staje się jednym z łysych dzieci oddziału onkologicznego. Po pierwszym bloku chemii, Anastazja, zdejmując gumkę z włosów, wyciągnęła całego swojego kucyka. Byłam przerażona. Wypadanie włosów stało namacalną oznaką tego, że wszystko dzieje się naprawdę, że nowotwór istnieje, że Anastazja jest bardzo chora… - opowiada mama dziewczynki.

Anastazja zachorowała, kiedy miała 8 miesięcy. Swoje pierwsze kroczki stawiała już na oddziale onkologii. Zaczęło się od niewielkiego zgrubienia między łopatką, a kręgosłupem. Wstępne badania mówiły o niegroźnej zmianie – włókniaku albo naczyniaku. Sugerowano nawet, aby tego nie wycinać, nie sprawiać dziecku niepotrzebnego cierpienia. 

RTG pokazało guza wielkości męskiej pięści! Rodzice usłyszeliśmy diagnozę - Neuroblastoma IV stopnia, nerwiak zarodkowy – jeden z najgorszych i najbardziej złośliwych nowotworów, atakujących głównie małe dzieci. Lekarz od razu zdecydował się na chemioterapię. Rodzice, wraz z chorą córką zamieszkali na oddziale onkologii, gdzie trwała walka o życie dziewczynki. 

- Po jakimś czasie rączki Nastusi były już tak pokłute, że nie było miejsca na nowe wkłucia. Na sam widok igły trzęsła się ze strachu. A my razem z nią… Po 8 blokach wyniszczającej chemii zdecydowano się na operację. 7 grudnia zabrano Nastusię na blok operacyjny. Zostaliśmy sami pod drzwiami sali, pełni strachu o jej życie – wspomina mama Anastazji. 

Operacja trwała 4 godziny. Wycięto guza od strony klatki piersiowej. Anastazja została przewieziona na OIOM. Leżała taka malutka na wielkim szpitalnym łóżku. Wokół siebie miała kilometry kabelków, mnóstwo pomp i monitorów. Konieczna była jeszcze jedna operacja. Okazało się, że komórki nowotworowe są wciąż aktywne. Podjęto decyzję o dwóch kolejnych blokach chemii i późniejszej megachemii, która oprócz komórek nowotworowych niszczyła także te zdrowe, dlatego konieczny był autoprzeszczep komórek macierzystych.

- Na 3 tygodnie trafiliśmy do izolatki. Chemia spaliła przełyk, Nastusia cierpiała. Robiliśmy wszystko, by tylko nie płakać przy niej, by nie widziała naszych łez... Niedawno zakończyliśmy radioterapię. Nastusia przeszła cykl 14 naświetlań. Przed nami ostatni etap leczenia. Etap, za który musimy zapłacić z własnej kieszeni... – opowiadają rodzice. 

Rodzice otrzymali informacje z Krakowa, że dziewczynka została zakwalifikowana do immunoterapii przeciwciałami anty-GD2. Jest to jedna z najskuteczniejszych metod leczenia Neuroblastomy. Do 12 listopada rodzice muszą zebrać prawie 700 tys. złotych. 

Pomóc można tutaj. 

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę