Menu


Na Wyspach powrót do naturalnych metod upraw?

Na Wyspach powrót do naturalnych metod upraw? Shutterstock

Mięso, mleko czy jajka kiedyś wyglądały, a nawet smakowały zupełnie inaczej niż dziś. W Polsce wiele sieci wycofuje ze swojej oferty jaja z chowu przemysłowego. Na Wyspach też trwa powrót do naturalnych metod upraw.

Wszystko wskazuje na to, że już niedługo będziemy mogli spróbować produktów, jakie z dzieciństwa zapamiętały nasze babcie. – Kurczaka z własnego gospodarstwa jadło się najwyżej raz w tygodniu, w niedzielę. Ale co to było za mięso – wspomina 76-letni Bogdan, emerytowany architekt krajobrazu, który wychował się na wsi pod Białymstokiem. – Kurczak miał inny kształt, wielkość, kolor, był inny niż ten dzisiejszy... No a przede wszystkim – smak. Na takiej kurze gotowało się zupę, która stawiała człowieka na nogi – tłumaczy.

Inny gatunek ptaka

Skąd takie różnice? Winny jest przemysłowy chów zwierząt. Aby to wytłumaczyć, można porównać jadłospis ptaków z naszym menu. Świeże i różnorodne naturalne produkty stanowią o wiele zdrowszą dietę niż monotonne gotowe dania z półproduktów. O tym, jak fatalny wpływ na zdrowie mają te drugie, nakręcono dziesiątki dokumentów. Podobnie z zastępowaniem ruchu na świeżym powietrzu siedzącym trybem życia. To samo tyczy się zwierząt. Świeże rośliny, nasiona, korzenie i pestki z łąki (również te o o właściwościach leczniczych czy przeciwzapalnych, jak choćby koper czy czerwona koniczyna) zostały zastąpione gotowymi mieszankami dostarczanymi przez masowych producentów.

Dodatkowo zdarzają się przypadki, gdy kurczaki na przemysłowej farmie karmione są mączką mięsno-kostną pochodzącą z... padłych kurczaków. Takie przypadki wykryto nie tylko za granicą, ale również na sześciu polskich farmach. Do tego dodajmy antybiotyki i hormony, które wraz z mięsem trafiają do naszego organizmu.

Producenci przemysłowi często muszą je dodawać, by zwiększyć wydajność farmy, a mówiąc potocznie: utuczyć zwierzęta i skrócić czas potrzebny do tego, by te nadawały się do uboju. Wreszcie farmy przemysłowe to często fabryki mięsa i jajek, na których kurom do przeżycia musi wystarczyć kilka centymetrów powierzchni w ciemnej, zatłoczonej hali. Trudno się zatem dziwić, że dzisiejsza kura czy kurczak w niczym nie przypomina gatunku pochodzącego ze wspomnień naszych rodziców.

Rosół na zdrowie?

Wygląd i smak wyrobów pochodzących od takich zwierząt można ocenić osobiście. A co z właściwościami odżywczymi? Badania przeprowadzone na uniwersytecie Rutgers w New Jersey sumują dane dotyczące jajek z chowu klatkowego i z wolnego wybiegu. Gdy przebadano te drugie okazało się, że zawierały o 25-33 proc. mniej cholesterolu, 25 proc. mniej szkodliwego tłuszczu nasyconego, o dwie trzecie więcej witaminy A, trzy razy więcej witaminy E, siedem razy więcej beta-karotenu i dwa razy tyle zdrowych kwasów omega-3. Nie dziwi też sześciokrotnie wyższa zawartość witaminy D, która syntetyzuje się w organizmie pod wpływem słońca.

Ptaki, które nie mają przez całe życie styczności z promieniami słonecznymi, nie mogą jej przecież wytworzyć. To samo dotyczy mięsa innych zwierząt, jak również ryb. Problemy z apetycznym wyglądem towaru mają właściciele przemysłowych hodowli łososia. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie organizacji Friends of the Earth, zdarza się, że pozbawiony wolności i odpowiedniego pokarmu łosoś traci kolor i staje się szary. Takie mięso masowo jest farbowane na różowo, by przypominało to od dzikich łososi i zachęcało nas do konsumpcji.

Mleko mleku nierówne

W przypadku mleka i sera chodzi również o pasteryzację, a później nawet kilkutygodniowe przechowywanie na półce. – Ja jestem wiecznie na diecie, więc lubię takie zwykłe mleko ze sklepu. Dzieciom podaję jednak takie prosto od krowy, bo podobno jest zdrowsze – mówi 25-letnia Justyna z Birmingham, mama 4-letniego Antka i 3-letniej Jagody. Świeże mleko „prosto od krowy” lekarze rutynowo zalecają dzieciom. Jednak rzadko informują mamy, że to mleko ze sklepu zawiera często nawet kilka razy mniej witamin i minerałów aniżeli to od krowy.

Świeży napój poddawany jest pasteryzacji, w wyniku której giną bakterie, ale też substancje odżywcze. Nie da się już z niego zrobić maślanki czy twarogu. Później mleko jest też standaryzowane do określonej zawartości tłuszczu – krowie nie jest pod tym względem jednolite. A to w tłuszczu obecne jest najwięcej witamin, takich jak A czy D, dlatego mleko 0,5 proc. raczej nie powinno być podawane dzieciom, ponieważ jest najmniej wartościowe. Z kolei sery coraz częściej, zamiast z mleka, zrobione są z... oleju, barwników i emulgatorów.

Wystarczy sprawdzić

W oferowaniu najtańszych produktów niskiej jakości przodują duże markety. Znaczna większość mięsa czy jaj z półki sklepowej to te hodowane przemysłowo, ale coraz częściej nawet duże sieci oferują alternatywy. Jeden z brytyjskich sklepów wielkopowierzchniowych od roku chwali się, że wszystkie sprzedawane w nim jaja są od brytyjskich kur i nie pochodzą z chowu klatkowego. Nawet jeśli sklep nie składa takich deklaracji, można łatwo sprawdzić, skąd pochodzą jajka. Na każdym z nich jest kod zaczynający się od liczby 0 do 3. „Trójki” to jaja pochodzące od kur trzymanych przez całe życie w klatkach.

„Dwójki” to chów ściółkowy – w hali znajduje się podłoże takie, jak słoma, co umożliwia kurze naturalne dla niej „grzebanie” i założenie własnej grzędy. Jajka z oznaczeniem „1” to produkt od kur z wolnego wybiegu, czyli takich, które zamykane są tylko na noc, głównie z powodów bezpieczeństwa. Jajka z oznaczeniem „0” pochodzą od kur, które spędzają życie na świeżym powietrzu i korzystają z różnorodnej, naturalnej diety.

Powrót butchera

I choć sklepy, które zawsze chcą zwiększyć zyski, posuwają się do najbardziej wydajnych metod przy pozyskiwaniu mięsa czy mleka, to jednocześnie coraz łatwiej jest na Wyspach dostać produkty dokładnie takie, jak z wiejskiego gospodarstwa. Można to zaobserwować szczególnie w branży mięsnej. „Butcher”, czyli rzeźnik z prawdziwego zdarzenia otwiera się dziś nawet w małych miasteczkach, a jego ambicją jest zwykle, by oferować sprawdzone towary od lokalnych producentów. Często sprzedawca osobiście zna farmerów, którzy przywożą mu swoje wyroby. Ciekawostką mogą być „paczki mięsne”, które coraz więcej rolników dostarcza do domu na życzenie klienta.

Niektórzy zamawiają co tydzień zestaw, który wystarczy do przygotowania kilku obiadów. Inni sięgają po niego tylko przed grillem czy imprezą. Zasada jest jedna: mięso pochodzi z konkretnego gospodarstwa, jest świeże i pozyskiwane w naturalny sposób. Z kolei w przypadku mleka to surowe, filtrowane czy pełnotłuste można już kupić nie tylko w modnych delikatesach ekologicznych, ale też bezpośrednio z kilkuset farm na terenie całego kraju. Mapa stworzona przez magazyn Farmers Weekly i dostępna on-line pozwala znaleźć „swojego” rolnika nie tylko na rogatkach Londynu, ale też na maleńkiej wyspie Saint Anne czy wśród jezior u podnóża gór w Szkocji.

Mlekomat robi karierę

W Polsce nasza żywność zawsze napawała nas dumą i może to tłumaczy, dlaczego tak dużym zainteresowaniem cieszą się podobne inicjatywy. Mleko „prosto od krowy” od lat można kupić z mlekomatu w Warszawie czy Szczecinie. – W niedzielę o godzinie 9:00 wstawiliśmy 60 litrów mleka, w południe już go nie było. W sobotę podobnie. To naprawdę rewelacyjna sprawa. Mleko jest świeżutkie, prosto od krowy. Sprawdziłyśmy i rzeczywiście się zsiada. Smakuje zupełnie inaczej niż to z kartonów – mówiła lokalnej prasie, w kilka dni po uruchomieniu mlekomatu, sprzedawczyni jednego ze szczecińskich sklepów Społem.

Niezwykły krok podjęły też sieci sklepów. Lidl, Kaufland, Aldi, Netto, Biedronka czy Carrefour zapowiedziały kilka miesięcy temu, że do 2020-2025 roku wycofają z półek jajka „trójki”, czyli te, które najbardziej bazują na cierpieniu zwierząt. Na takie działanie zdecydowało się też kilka mniejszych polskich sieci, jak sklepy Stokrotka.

Stała czujność

Z uwagi na rosnącą popularność ekologicznego i nieprzetworzonego jedzenia, supermarkety coraz częściej odpowiadają na potrzeby konsumentów. Lata oporu klientów przed kupowaniem jaj od „nieszczęśliwych” kur przyniosły efekt, co pokazuje, że warto zwracać uwagę na pochodzenie produktów i wybierać te zdrowsze. Mimo, że często niektórzy sprzedawcy wykorzystują pośpiech kupujących i ich dobre intencje.

Krowy relaksujące się na łące, mleczarka ubijająca ręcznie masło i kiełbasa wędzona nad ogniskiem – takie obrazki na opakowaniach niestety nic nie znaczą. Liczą się tylko oznaczenia i fakty – kraj pochodzenia mięsa czy nabiału (musi być wyszczególniony na opakowaniu lub w kodzie kreskowym), jego skład i sposób pozyskiwania. Najlepiej wystrzegać się mięsa z dalekich krain, bo zawsze trzeba je silnie konserwować przed podróżą. Szczególnie uważać na towary z Chin.

Już kilka lat temu miał miejsce skandal z udziałem tamtejszych jajek. Okazało się, że tanie jaja sprzedawane na lokalnym targu w prowincji Henan były sztucznym tworem z foremki. Przygotowano je z żywicy, skrobi, alg działających jak żelatyna i żółtego barwnika. Rolę skorupki pełnił wosk zmieszany z gipsem i wapnem...

Sonia Grodek

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę