Menu


Paulie Polka - miłośniczka horrorów

Paulie Polka - miłośniczka horrorów

Z Paulie Polką, malarką, fotograficzką i graficzką, której wernisaż odbył się w Brick Lane Gallery w Londynie, rozmawia Anna Dobiecka.

Ujawniamy twoje imię i nazwisko?
– Wolę zostać Paulie Polką, jeśli można.

To powiedz, ile masz lat i jak długo mieszkasz w Anglii?
– 28, a w UK jestem siódmy miesiąc.

Chcesz powiedzieć, że w ciągu pół roku pobytu na emigracji udało ci się zaistnieć na rynku brytyjskiej sztuki?
– „Udało” to nie do końca dobre słowo. Musiałam się nad tym trochę napracować. Nie ukrywam, że kontaktowałam się z wieloma galeriami, by pokazać swoje prace szerszej publiczności. Właściwie po to przyjechałam do Londynu.

Czy to znaczy, że w Polsce trudniej żyje się artystom?
– Zdecydowanie widzę w Anglii więcej możliwości. Miałam, co prawda, w Polsce kilka wystaw, ale próby zaistnienia w ojczyźnie zawsze rozbijały się w momencie, gdy po wstępnej aprobacie moich prac przez pracowników galerii słyszałam pytanie, po której ASP jestem. A ja z wykształcenia jestem slawistką i graficzką komputerową. Nie studiowałam sztuki. Wtedy najczęściej słyszałam „A, to nie, to dziękujemy”.

No dobrze, to pół roku temu przyjechałaś do Londynu, poszłaś do galerii...
– Zaczęłam od wysyłania próbek swoich obrazów do różnych galerii, m.in. do Brick Lane Gallery. I akurat z tej galerii managerka wysłała mi wiadomość, że chętnie pokażą moje prace. To galeria, która promuje sztukę współczesną i młodych twórców. Mają też najwyraźniej zrozumienie dla nurtu, który jest mi bliski.

A czym on jest? Skąd się wywodzi?
– Mówi się o nim lowbrow, czyli sztuka niskich lotów. Kierunek zapoczątkował w Kalifornii w latach 60. Robert Williams, malarz i rysownik. Dziś mój autorytet w sprawach dotyczących twórczości.

Twoje prace robią wrażenie. Mamy np. dziecięcą buźkę jak z vintage reklamy płatków Kelloga, która pochyla się z apetytem nad ułożonym na talerzyku... krwawiącym mózgiem. Skąd pomysł na taką makabreskę?
– Jestem wielbicielką horrorów z lat 50., a także ekspresjonizmu niemieckiego i Kustom Kulture.

Jak odbiorcy reagują na twoje prace. Czy tak, jaki był twój zamysł?
– Przeważnie pozytywnie. Ci, którym się nie podoba, mówią, że nie rozumieją. Ale de facto tu nie ma głębszej treści. To po prostu groteska, zabawa konwencją.

Znajomy artysta często mówi, że w Polsce humor się nie sprzedaje. A jakie jest twoje zdanie na ten temat?
– Coś w tym jest... Chyba Polacy lubią się samobiczować wg idei „Polska Chrystusem narodów”. Jak tylko w pracy brak patosu i głębszego przesłania, to automatycznie nie jest warta uwagi. A przecież w sumie łatwo jest stworzyć byle co i dopisać do tego „głęboką” filozofię.

Takich osób jak ty, czyli młodych twórców, jest więcej, ale nie każdy z nich ma szansę zostać zauważonym.
– Tak, sama widzę, że niektórzy uważają, iż skoro zajmują się „prawdziwą sztuką”, to nie będą zniżać się do tego, by zabiegać o wyrazy uznania. Mają jakąś taką blokadę. Ale to błędne rozumowanie. Jeśli chcemy, by nasze prace zobaczyło więcej osób niż garstka najbliższych, trzeba o to zawalczyć. Nie ma innej drogi, jeśli nie chce się siedzieć w domu  

W sprawach sztuki twoim mistrzem i autorytetem jest Williams, a w życiu?
– Autorytetem moralnym jest dla mnie moja mama. To ona mnie wychowała, zaszczepiła miłość do sztuki, muzyki. Jej zawdzięczam zainteresowanie modą i vintage.

Czego oczekujesz po swojej wystawie? Masz jakieś marzenia z nią związane?
– Tak, chciałabym zostać dostrzeżona, mieć szansę na rozwój i na realizowanie dalszych projektów.

A co to za projekty?
– W planach mam m.in. serię portretów rodzinnych inspirowanych wiktoriańskimi fotografiami, a także tematykę cyrkową, ale więcej już nic na ten temat nie powiem.

Co jest jeszcze w sferze zainteresowań Paulie Polki oprócz sztuki i mody?
– Uwielbiam stare motocykle i rock`n`rolla, też starego.

Na swojej stronie piszesz, że tańczyłaś w balecie. Czy to ma jakiś związek z późniejszą twórczością, zainteresowaniami?
– Tańczyć zaczęłam w wieku pięciu lat. Balet był początkiem mojej drogi prowadzącej przez salsę i stepowanie do tańców swingowych. Kocham tańczyć, w szczególności lindy hop. Rozluźnia i uwalnia emocje. Można się zapomnieć. Oprócz tańca w moim życiu długo towarzyszył mi sport. Głównie jeździectwo i strzelectwo. W tym drugim osiągnęłam sporo tytułów. Najważniejszy to podwójne mistrzostwo Polski w strzelaniach karabinowych. Czasami tęsknię za zapachem prochu.

Gdzie chciałabyś spędzić wymarzone wakacje?
– Chciałabym motocyklem przejechać Stany Zjednoczone, ze wschodniego krańca aż po Kalifornię.

I po drodze spotkać Williamsa...
– Oj, tak!

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę