Menu



Polska - Izrael. Raj populistów - pisze Jacek Żakowski - felietonista "Sami Swoi Magazynu" (ex. "Goniec Polski")

  • Napisał 
Polska - Izrael. Raj populistów - pisze Jacek Żakowski - felietonista "Sami Swoi Magazynu" (ex. "Goniec Polski")

Witajcie w „Gońcu”! Mam lekkie deja vu. W latach 80. pisałem regularnie do „Dziennika Związkowego” w Chicago, a teraz mam pisać do „Gońca Polskiego” (obecnie Sami Swoi Magazynu - przyp. red.) w Londynie. Przypadek? Jeśli, to znaczący. Bo znów baczniej patrzymy na zagranicę i lepiej niż przez 30 lat rozumiemy znaczenie Polaków, którzy tam mieszkają. A Londyn jest nowym Chicago jeśli chodzi o skalę emigracji i znaczenie dla kraju.

Super, że się będziemy spotykali. Dzięki za zaproszenie! I za pierwsze pytanie.

*

W polityce rzadko chodzi tylko o to, o co formalnie chodzi. Podobnie, jak w życiu, ale bardziej. W awanturze wokół ustawy reprywatyzacyjnej to jest niewątpliwe. Ważna jest oczywiście, historyczna przeszłość, z której wyrastają żale i fobie obu stron. Ale ona była też 10 czy 20 lat temu, i takich awantur nie było, żebyśmy wyrzucali swoich ambasadorów. Teraz są nie przypadkiem. Ta nieprzypadkowość jest groźna. Jej główne źródła są dwa: populizacja zachodniej polityki po kryzysie 2007/2008 r. i słabnięcie amerykańskiego przywódca rozpoczęte za prezydentury George’a W. Busha jr.

W populizacji Izrael i Polska należą do najściślejszej czołówki. Jednym z przejawów jest zdobywanie poparcia wyborców przy pomocy nieustannego wskazywanie im obcych jako wrogów, przed którymi politycy obiecują nas bronić. Innym jest moralizowanie politycznej debaty, przedstawianie sporów o interesy, które są naturalną treścią polityki i dają się negocjować, jako walki dobra ze złem, gdzie negocjować nie wolno, bo na zło nie można się przecież godzić.

Jedno i drugie działa oczywiście najlepiej, kiedy populiści mogą się odwołać do stereotypów i lęków wynikających z doświadczeń. Relacje polsko-żydowskie są ich wielkim złożem, z którego populiści mogą czerpać paliwo wiadrami. Jeżeli główne siły polityczne w Izraelu i Polsce wcześniej robiły tak bardzo oszczędnie, to nie dlatego, że nie widziały tego rezerwuaru, ale dlatego, że czuły na sobie surowy wzrok Waszyngtonu, który nie życzył sobie wojenek wewnątrz Zachodu. Trzeba się było z tym liczyć, bo uznawano za pewnik, że amerykańska reakcja może być bardzo bolesna.

Nie przypadkiem przez ponad 20 lat polsko-żydowskie i polsko-izraelskie rozmowy majątkowe odbywały się w Nowym Jorku albo w Waszyngtonie. Bo gospodarze dyskretnie trzymali je w ryzach dzięki czemu oba kraje rozumiały, że nie muszą dojść do porozumienia, ale nie mogą robić awantury. To zachęcało do budowania mostów i zniechęcało do prężenia muskułów. Dlatego do tych rozmów Polska wystawiała intelektualistów takich jak Marian Turski czy Władysław Bartoszewski, a nie polityków szukających taniej popularności.

Słabnięcie USA sprawiało, że hamulce słabły, aż teraz puściły. Ameryka ma większe problemy. Koncentruje się na Chinach i demokracji, więc populiści mogą bardziej hasać w sprawach, które jej wprost nie dotyczą (np. TVN). Krzywi się, ale mało kto się jej jeszcze boi - nie tylko w tej sprawie. To jest groźne. Po pierwsze dlatego, że Zachód jest coraz bardziej podzielony takimi konfliktami. A po drugie dlatego, że Ameryka będzie wreszcie musiała skapitulować, albo zademonstrować swoją karząca siłę wobec jednego z niesfornych sojuszników. I oby nie padło na nas.

Powrót na górę