Logo
 Wydrukuj tę stronę

To nie może być prawda. Jedna rodzina i dwie bardzo bolesne historie

To nie może być prawda. Jedna rodzina i dwie bardzo bolesne historie

Dwóch wyjątkowych chłopców, dwie bolesne historie. Jedna rodzina zmagająca się z piętnem chorób, które odbierają radość, ale nie są w stanie odebrać nadziei.

Wojtek i Piotruś - dzieci wyjątkowe, ale też bardzo dotkliwie doświadczone. Nasze życie rodzinne odbywa się niemalże cały czas w ruchu, jedno z nas wciąż z kalendarzem planuje kolejne dni, podczas gdy drugie wspiera dzieci w codziennych obowiązkach. Bo chłopcy, choć rosną, zdają się wciąż tkwić w punkcie bez wyjścia. I chociaż robimy, co w naszej mocy, to choroby są bezlitosne i wciąż stawiają przed nami nowe wyzwania.

 - Wojtuś nie miał łatwego startu - opowiada jego mama Ewelina Sobczyk. Przyszedł na świat jako wcześniak, a lekarze od początku musieli walczyć z kolejnymi dolegliwościami i komplikacjami. W pewnym momencie dni, w których przekazywano złe informacje, zaczęły zlewać się w przerażającą całość. - Wciąż zastanawiałam się jak będzie wyglądała jego przyszłość, czy już zawsze będziemy mierzyć się z takimi problemami? To pytanie wciąż kłębiło się w mojej głowie. Teraz, Wojtek zmaga się z astmą, lewostronnym niedowładem spastycznym, nadwzrocznością astygmatyczną oraz opóźnieniem rozwoju. Ma też zespół zaburzeń oddychania i wylewy dokomorowe. Lista wciąż się wydłuża, a specjalistą zdają się kończyć pomysły na ratowanie naszego synka - wylicza pani Ewelina.

Piotruś jest starszy, ale również zmaga się z dolegliwościami, takimi jak niedowidzenie, astygmatyzm.  - Badamy go w kierunku nerwicy lękowej… Synek potrzebuje nieustannego wsparcia specjalistów, konsultacji lekarskich, terapii logopedycznej, wczesnego wspomagania rozwoju - wlicza mama chłopca i dodaje. - Żyjemy w świecie ograniczeń, a chcemy pokazać naszym dzieciom możliwości - leczenie i prowadzenie terapii jest dla nas niezwykle ważne. Przez lata staliśmy się mistrzami planowania i logistyki, niestety coraz częściej zawodzą rzeczy, od których zależy wszystko. Auto, którym dzieci dojeżdżają na terapię bardzo często się psuje, a naprawy pochłaniają ogromne środki, które chcielibyśmy przeznaczać na leczenie chłopców. Terapie, turnusy rehabilitacyjne, konsultacje ze specjalistami, zakup niezbędnego sprzętu to koszty, których suma daje ogromną kwotę. Kwotę, od której uginają się kolana. Koszt gwarantujący, że nasze dzieci będą miały szansę na pokonanie kolejnych barier, że otrzymają szanse na rozwój pomimo dolegliwości. 

Czasem zastanawiam się, jak dajemy radę z tym wszystkim, kiedy dni wypełnione są po brzegi. Od obcych ludzi słyszę słowa podziwu. Dla mnie to jednak żaden heroizm - dla moich dzieci jestem w stanie zrobić wszystko… Jest tylko jeden problem: moje wszystko nie wystarczy. By skutecznie walczyć z problemami, potrzebujemy wsparcia finansowego. Bez niego jesteśmy skazani na dostępną pomoc, a ta w przypadku naszych dzieci nie pokrywa nawet dziesiątej części zaleconych działań. Czasem zwyczajnie się boję. O chłopców, o ich przyszłość… O to, że nie sprostam wszystkim wyzwaniom, które stawia przede mną rzeczywistość. A ja nie chcę dla nich gwiazdki z nieba. Chcę codzienności, w której będą mogli i chcieli śmiało funkcjonować. Pomóż mi proszę! Daj naszej rodzinie szansę, zanim zabraknie nam sił i możliwości! Tak bardzo chciałabym powitać w naszej rodzinie zwyczajną codzienność. Ustaloną rutynę z daleka od sal terapeutycznych i gabinetów lekarskich. Zabrać dzieci na spacer, zorganizować dzień spontanicznie, bez wcześniej ustalonego planu. To poza moim zasięgiem. Jeśli nie mogę spełnić tego marzenia, muszę zawalczyć o inne. Jeśli dasz nam swoje wsparcie, nasze szanse znacznie wzrosną. (Źródło: siepomaga)

Zobacz, jak możesz pomóc tej walecznej rodzinie. Link do zbiórki

arch. E. Sobczyk 

Zobacz także:

© Goniec.com