Menu


Polsko-walijski zespół podbija UK

Polsko-walijski zespół podbija UK

No Thoughts No Gravity to młoda, polsko-walijska grupa, którą na żywo można usłyszeć między innymi w Londynie. Jej wokalistka, Justyna Salamon, żyje w dwóch światach – i tym zwykłym codziennym, i tym muzycznym. Na scenie towarzyszy jej Walijczyk Phillip Hudson (Phil No Thoughts – jak go czasem nazywa).

Mam szansę rozmawiać z nią akurat podczas przerwy (Justyna pracuje w siedzibie firmy zajmującej się modą). – Podział pracy w naszym duecie jest dość prosty – to Phil zajmuje się komponowaniem muzyki, pisaniem tekstów i grą na gitarze. Choć czasem pracujemy nad kompozycją razem, zwłaszcza jeśli chodzi o linie melodyczne, to zazwyczaj Phillip zostawia mi tylko śpiewanie – śmieje się Justyna.

Materiał na płytę

Przyjechała na Wyspy kilka lat temu, wtedy zaczęła studia na uniwersytecie w Londynie. Mniej więcej wtedy też poznała gitarzystę, z którym postanowiła założyć zespół. Oficjalnie pracują ze sobą od 2010 roku, ale – tak na poważnie – działają wspólnie od 2013 roku. – Grywaliśmy wcześniej, ale nie było to nic konkretnego, sami nie wiedzieliśmy, jak ta nasza współpraca ma wyglądać, na czym – muzycznie – mamy się skupić. Dopiero wtedy stwierdziliśmy, że chcemy działać pod szyldem No Thoughts No Gravity – opowiada Justyna. I tak się zaczęło.

Najpierw było pisanie tekstów piosenek (tym zajmował się głównie Phillip) i komponowanie muzyki. Tak minęło sześć miesięcy. – To co mogliśmy, nagrywaliśmy w domu, dopiero później zaczęliśmy koncertować. Teraz mamy już gotowy materiał na płytę, a niedawno w sieci pojawił się nasz pierwszy singiel, „Night Taxi Boy”, nagrany w listopadzie – mówi mi Justyna. Singiel jest dostępny między innymi w serwisie Soundcloud czy Spotify. Kolejny krok przed muzykami to wydanie drugiego singla, a w dalszej kolejności – nagrania pierwszej EP-ki, czyli mini-albumu z 5-6 piosenkami, a później – albumu długogrającego. Jest szansa, że mini-album będzie gotowy już w drugiej połowie tego roku.

Muzyczne Rodowody

O grupie szerzej można było usłyszeć dzięki projektowi Muzyczne Rodowody, albumowi prezentującemu twórczość młodych polskich muzyków ze Zjednoczonego Królestwa, na którym umieszczono ich utwór „Love is Easy”.

– Od momentu rozpoczęcia współpracy zespół skupia się na pisaniu własnego unikalnego materiału, a także koncertowaniu w największych i najbardziej znanych klubach w Londynie – czytamy na stronie muzycznerodowody-wb.pl. – W tym samym czasie muzykom udało się zdobyć silne poparcie w mediach społecznościowych, zespół znalazł się w pierwszej dziesiątce najbardziej popularnych grup muzycznych na portalu MySpace i SoundCloud. Łączna liczba wyświetleń na kanale YouTube wynosi 50.000.

– Kiedy przyjechałam do Londynu w 2010 roku na studia, musiałam łączyć je z pracą – tak robi tu mnóstwo osób. Przyzwyczaiłam się do tego, żeby przeżyć cały tydzień bez dnia wolnego, na najwyższych obrotach, i tak mi zostało do dzisiaj. Dlatego praca nie jest przeszkodą w tym, żeby zajmować się także muzyką – i na odwrót – mówi Justyna. – I praca, i zespół dają mi ogromną satysfakcję, dlatego nie przeszkadza mi, że obu tym rzeczom poświęcam tak dużo czasu. Jeśli się coś kocha, to zawsze się znajdzie na to czas – podkreśla.

Dla Justyny przełomem był już wspomniany rok 2013, kiedy skończyła studia i musiała pomyśleć o tym, co dalej. Znalazła pracę, zacieśniła współpracę z Philem. – Muzyka zawsze była blisko mnie, ale to nie jest łatwy kawałek chleba. To moje zarządzanie było takim zabezpieczeniem – w razie gdyby mi nie wyszło na scenie. Już w Polsce lubiłam śpiewać, ale to dopiero w Londynie uświadomiłam sobie, głównie dzięki Philowi, że właśnie to chcę robić – wspomina.

Połamana gitara

Phillip urodził się i wychował w Walii i – jak można przeczytać w opisie projektu Muzyczne Rodowody – zaczął grać na gitarze w wieku 11 lat. Grał z wieloma zespołami, zarówno w Walii, później – podczas studiów – w Southampton, a teraz – w Londynie, gdzie przeniósł się, by rozwijać karierę na większej scenie. – Phillip posiada umiejętność spektakularnie szybkiej gry na gitarze, która potrafi wprawić w osłupienie publiczność .

– Długo mieliśmy problem z nazwaniem, jak można określić naszą muzykę. Zaczęliśmy z brzmieniami akustycznymi, później, po tym jak przez przypadek złamałam Philowi gitarę akustyczną, zdecydowaliśmy się na połączenie brzmienia akustycznego z elektrycznymi i rockowymi – opowiada. – Dla kogo gramy? Dla tych, którzy usłyszą naszą muzykę, powiedzą „to jest fajne”, i do nas wrócą – przyznaje.

Justynę i Phillipa będzie można usłyszeć 9 kwietnia w The Workshop na Old Street w Londynie i 16 kwietnia w teatrze The Tabard (Chiswick). 

Joanna Szmatuła

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę