Menu


Na Wyspach tworzymy własną historię

Na Wyspach tworzymy własną historię Monika Szostek

Pochodząca z Częstochowy i mieszkająca obecnie w Salisbury na południu Anglii Monika Szostek wydała właśnie swoją drugą książkę „Qwerty: Historia”. To powieść opowiadająca historię, z którą wielu Polaków, starających odnaleźć się w nowej brytyjskiej rzeczywistości, może się identyfikować. Rozmawia Marta Łaczkowska.   

W powieści „Qwerty: Historia” główny bohater stara się zaaklimatyzować w nowym miejscu. Widać tutaj pewną analogię do sytuacji Polaków w UK, którzy decydują się na emigrację i próbują odnaleźć się w brytyjskich realiach.
– Pomysł na książkę zrodził się po moim przyjeździe do Wielkiej Brytanii. Do tamtego czasu nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo różnimy się – my Polacy od Anglików i odwrotnie. Mimo że jesteśmy wszyscy Europejczykami, nasze zwyczaje i mentalność są od siebie pod niektórymi względami odległe. Mój bohater na początku nie potrafi dopasować się do nowej sytuacji – jest trochę jak ryba wyjęta z wody. Dokładnie tak samo czułam się ja – jakby ktoś teleportował mnie do innego świata. Qwerty Seymore jednak odnajduje się w końcu w swoim nowym środowisku, na typowych, angielskich przedmieściach miasta Poole, tak jak ja w końcu odnalazłam się w nowej rzeczywistości. Myślę, że to jest głównym przesłaniem tej powieści. Prędzej czy później znajdujemy swoje miejsce, nowych przyjaciół, coś, co łączy nas z ludźmi zamiast z nimi dzielić, angażujemy się w nowe zajęcia, uczymy się nowych rzeczy i życie znów nabiera kolorów. Tworzymy własną historię.

W Anglii przez 11 lat pobytu tutaj ukończyła pani studia, a teraz realizuje się w swojej pasji, czyli pisaniu, ale czy początki w Wielkiej Brytanii były trudne, jak w przypadku bohatera pani powieści, czy wręcz przeciwnie?
– Początki w UK były dla mnie bardzo trudne. Myślę, że takie są dla większości przybyszów: panują inne zasady w życiu codziennym i w pracy; nagle odcina się przysłowiową pępowinę i trzeba radzić sobie samemu. To szkoła życia. Nie znałam wtedy obowiązujących tu zasad, wszystko było nowe, nieznane. Oczywiście, miałam wtedy lat dwadzieścia i wszystko wydawało się też ekscytujące, zaczęłam nagle utrzymywać się sama, decydować o swoim życiu. Do dziś pamiętam, jak przez pierwszy rok desperacko szukałam pracy, jak próbowałam radzić sobie z realiami, wynajmem mieszkania. Myśl o powrocie towarzyszyła mi wtedy cały czas – dzwoniłam do Polski z automatu telefonicznego w pobliskim supermarkecie ASDA i cały czas mówiłam tylko o tym, co zrobię, gdy już stąd wyjadę. Ale powoli życie zaczęło układać się w całość.

Od kiedy zajmuje się pani pisaniem?
– Od zawsze. Moją pierwszą i ulubioną zabawką – według mojej babci i mamy – była czysta kartka i długopis, na której próbowałam nabazgrać litery. Pierwszą książkę napisałam, gdy miałam może 12 lat. Opowiadała o dwóch krasnalach, które wybrały się na planetę Wenus, aby uratować ziemię przed zgubnym wpływem Wielkiego Diamentu. Od tamtego czasu nie mogę przestać pisać – to dla mnie taka sama radość, jak dla innych jeżdżenie na nartach czy gotowanie. Gdy piszę, jestem w swoim świecie; to jest tak, jakby historia siedziała mi w głowie, czekając tylko, aż wydostanie się na zewnątrz i zacznie żyć własnym życiem.

Oprócz pisania jest pani również tłumaczem. Czemu poświęca pani więcej czasu?
– Zdecydowanie pisaniu. To jest trochę jak nałóg: gdy już się zacznie, nie można przestać. Kocham to i czasami siedzę do trzeciej nad ranem, gdy akurat jakiś szczególny pomysł przychodzi mi do głowy. Z drugiej strony, lubię także moją pracę i chętnie podejmuję się coraz to nowych wyzwań, spędzając długie godziny nad przeróżnymi tekstami. Tłumaczenia to też swoista forma sztuki, gdzie trzeba oddać nie tylko dosłowne znaczenie tekstu, ale także jego sens, eliminując „sztywne” brzmienie. Najbardziej mnie cieszy, gdy klienci to doceniają – to wtedy czuję, że mój czas był wart poświęcenia.

Trudno było wydać książkę w Wielkiej Brytanii?
– Wydanie książki nie było łatwe, szczególnie w języku polskim. Powieść została opublikowana przez CreateSpace. To niezależna platforma wydawnicza, która automatycznie umieszcza pozycje na Amazon, czyli na całym niemal świecie. Ale zajęło to dobre parę lat, zanim język polski został zaakceptowany jako język publikacji, nawet teraz tekst nie jest dostępny na Kindle. Proces wydawniczy też nie jest najprostszy – sporo pracy kosztuje przygotowanie całej oprawy, grafiki, korekty.

Jakie są dalsze plany? Pracuje pani już nad kolejną książką?
– „Qwerty: Historia” to dopiero pierwsza książka z serii przygód Qwerty’ego Seymore’a. Całe jego dzieje składają się z pięciu tomów; obecnie pracuję nad czwartym. Części druga, trzecia i piąta są już gotowe, ale czekają jeszcze na kilka poprawek tak, aby cała opowieść na pewno była spójna. Z upływem czasu dla naszego bohatera, jego historia staje się coraz bardziej mroczna i zawikłana; wrogowie chłopca okazują się kimś zupełnie innym niż się wydawało, a talenty Qwerty’ego rosną, jednocześnie sprowadzając na niego nowe nieszczęścia. Mogę zdradzić na razie tylko tyle, że druga część, zatytułowana: „Qwerty: Zagubiony w czasie” jest o wiele bardziej wybuchowa – są w niej miotacze ognia, tornada, fruwające wokół widelce i niebezpieczna zabawa z czasem.

Czy będzie ona dostępna także w języku angielskim?
– Tak, na pewno ją przetłumaczę! Zaczęłam ją pisać już dawno, w języku polskim i od początku skierowana była do polskiego czytelnika. Dlatego – póki co – kontynuuję opowieść po polsku. Ale Qwerty jest rodowitym Anglikiem i gdy tylko cała seria będzie kompletna, chętnie „przepiszę” ją na nowo, tym razem w języku wyspiarzy.

Zapraszamy na bloga Moniki: monikaszostek.blogspot.co.uk

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę