Menu


Kryminał „Gońca”: Zabójstwo hrabiny

Kryminał „Gońca”: Zabójstwo hrabiny Shutterstock

Niezwykle drobiazgowe śledztwo prowadzone w sprawie zabójstwa polskiej hrabiny Teresy Łubieńskiej nie doprowadziło do skazania sprawcy. Detektywi nigdy nie ustalili tożsamości mordercy ani nawet motywu.

Piątek, 24 maja 1957 r. Późnym wieczorem na peronach podziemnej kolejki Gloucester Road w zachodnim Londynie nie ma wielu pasażerów. Stację tego dnia obsługuje trzech pracowników metra. Jeden z nich, Emmanuel Akinyemi, odpowiedzialny za bilety oraz obsługę windy około 22:20 słyszy, że ktoś wspina się po schodach ewakuacyjnych. Zwykle to gapowicze w ten sposób unikają zapłaty za przejazd. Emmanuel nie ma jednak tym razem czasu, by to sprawdzić. Z dołu bowiem dobiegają go wrzaski. Gdy zbiega na peron widzi ledwie trzymającą się na nogach starszą kobietę. – Bandyta, bandyta – krzyczy, uciskając jednocześnie klatkę piersiową pasażerka. Pracownik metra nie od razu zdaje sobie sprawę, jak poważna jest sytuacja. Dopiero gdy oboje wchodzą do windy, mężczyzna spostrzega krew spływającą spod płaszcza staruszki.

– Zostałam pchnięta nożem – cedzi przez zaciśnięte z bólu zęby kobieta.

Hrabina Teresa Łubieńska umrze tej samej nocy w szpitalu św. Marii w Paddington, po drugiej stronie Hyde Park. W trakcie operacji lekarze odnajdą wytatuowany na jej ramieniu numer – pamiątkę po pobycie w Auschwitz.

Stacje i tunele

Z pięciu ciosów, które otrzymała 73-latka, trzy dosięgły klatki piersiowej, z czego dwa przebiły serce. Poza tym sprawca pchnął Łubieńską w brzuch przebijając żołądek oraz w plecy. W drodze do szpitala towarzyszył jej oficer Metropolitan Police, ale nie udało mu się wiele ustalić – stan kobiety gwałtownie się pogarszał. Jej ostatnie słowa brzmiały: – Byłam na peronie, a potem zostałam pchnięta nożem.

Na stacji w tym czasie zaroiło się od mundurowych. Trwające kilka godzin przeszukiwanie peronów nie przyniosło żadnego efektu. Nie wykryto ani sprawcy, ani narzędzia zbrodni. Ślady krwi odnaleziono jedynie w okolicy windy, więc nie udało się określić, gdzie dokładnie nastąpił atak. Zakres poszukiwań rozszerzono następnie na przyległe do stacji tunele, ale podobnie – bez skutku. Wkrótce zidentyfikowano pociąg, z którego wysiadła hrabina. Przesłuchania kierowcy oraz strażnika jadącego taborem niczego nowego do sprawy nie wniosły.

Biegli ustalili natomiast, że sprawny fizycznie człowiek jest w stanie wejść na górę po schodach zanim dotrze tam winda, a zatem zabójca mógł bez większego problemu opuścić stację niezauważony.

Zbawienie

Zespół detektywów wytypowanych do sprawy szybko ustalił tożsamość zasztyletowanej. Mieszkająca przez ostatnie kilkanaście lat w mieszkaniu przy Cromwell Gardens kobieta, okazała się pochodzącą z Polski hrabiną. Jej barwny życiorys, a szczególnie działalność w okupowanej Polsce, dostarczały kolejnych znaków zapytania w i tak już dość skomplikowanym śledztwie.

Owdowiała jeszcze w 1919 roku, gdy mąż zginął podczas wojny polsko-bolszewickiej. W odrodzonej Polsce Teresa Łubieńska aktywnie działała na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, co później ocaliło ją od śmierci w obozie koncentracyjnym. We wrześniu 1939 r. wojna zabrała jej syna. Mieszkała wtedy w Warszawie przy Placu Zbawiciela, a jej dom stał się jednym z ważniejszych punktów pomocy polskim oficerom oraz cywilom, którzy próbowali wydostać się z okupowanej Warszawy.

Dobry znajomy Łubieńskiej, kpt. Stefan Witkowski, ukrywając się w „Zbawieniu”, jak wkrótce zaczęto nazywać mieszkanie, stworzył struktury polskiej organizacji wywiadowczej. Tzw. „Muszkieterzy” działali w głębokiej konspiracji i do dzisiaj historycy opierają się raczej na niepotwierdzonych informacjach niż pewnym materiale źródłowym. Komórka działała dość niezależnie, co w końcu doprowadziło do konfliktu z AK. W sierpniu 1942 r. „Muszkieterzy” zostali rozwiązani, a sam Witkowski oskarżony o niesubordynację i kolaborację z Niemcami, a następnie skazany na karę śmierci. Niedługo po wykonaniu wyroku Gestapo aresztowało Łubieńską.

18 tys. przesłuchanych

Przetrwała Pawiak, Auschwitz, aż w końcu trafiła do obozu w Ravensbruck w Brandenburgii we wschodnich Niemczech. Interwencja Szwedzkiego Czerwonego Krzyża uratowała ją przed egzekucją. Po wojnie przeniosła się do Wielkiej Brytanii. Zamieszkała w Londynie, ale wkrótce dopadły ją duchy przeszłości. Część historyków skłania się ku opinii, że Łubieńska, która przecież pozostawała w ścisłym kontakcie z Witkowskim, po prostu za dużo wiedziała. Faktem jest, że na kilka dni przed śmiercią kobieta zgłosiła się na policję. W zeznaniu oświadczyła, że czuje się zagrożona oraz obawia się o własne życie.

Detektywi po jej śmierci dotarli do tych zeznań. W konsekwencji przesłuchali świadków także z tamtego okresu, choć niewielu pozostało przy życiu. W sumie przesłuchano 18 tys. świadków. Śledczy wytypowali nawet kilku podejrzanych: pracownika metra, który w dniu zabójstwa wynajął pokój w hotelu obok stacji, choć nigdy się tam nie pojawił albo mężczyznę zatrudnionego w lokalnej szkole, który dzień po zabójstwie Polki przyszedł do pracy z podbitym okiem i zadrapaniami na twarzy. Nigdy jednak nie postawiono im zarzutów.

Bez wyjaśnienia

Policjanci ustalili, że tamtej nocy kobieta wracała z przyjęcia u znajomych w dzielnicy Ealing. Mieszkanie opuściła w towarzystwie polskiego księdza. Razem wsiedli do wagonu pociągu lini Piccadilly jadącego na wschód. Ksiądz jednak wysiadł stację wcześniej, więc nie posiadał żadnych wartościowych informacji.
Pomimo prowadzonego niezwykle intensywnie śledztwa, grupa dochodzeniowa nigdy nie ustaliła motywu zabójstwa. Z całą pewnością nie był to napad na tle rabunkowym. Morderca niczego bowiem nie zabrał. Z drugiej strony niewielkich rozmiarów nóż, jakiego użył, nie pasował do wersji o zamachu na życie hrabiny. Podobnie miejsce – dobrze oświetlona stacja metra – nie wydaje się świadomym wyborem do przeprowadzenia zaplanowanego morderstwa.

Przez kilka następnych miesięcy każdy nóż znaleziony w metrze był przekazywany biegłym z zespołu dochodzeniowego zajmującego się tą sprawą, ale mimo to nie udało się odnaleźć narzędzia zbrodni. Dochodzenie wkrótce utknęło w martwym punkcie, a kilka miesięcy później sąd wydał wyrok, klasyfikując sprawę zabójstwa Teresy Łubieńskiej, jako morderstwo dokonane przez osobę nieznaną. Sprawa jej śmierci nigdy nie została wyjaśniona.

Paweł Chojnowski

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę