Menu


Pieniądze wcale nie takie ważne?

Pieniądze wcale nie takie ważne? Shutterstock

– Młodym ludziom zdaje się, że pieniądze są najważniejszą rzeczą w życiu. Gdy się zestarzeją, są już tego pewni – twierdzi gorzko Oskar Wilde. Czy to prawda?

Większość z nas z powodu ich braku podjęła decyzję o wyjeździe z kraju. Jedni chcieli tylko szybko podreperować domowy budżet, inni opuszczali Polskę z zamiarem pozostania na obczyźnie, by mieć ich więcej. Pieniądze. Ponieważ brakowało ich nam w ojczyźnie, szukamy sposobu na ich zarabianie tutaj, na Wyspach Brytyjskich. Dlaczego są one dla nas tak ważne?

– Moja babcia, rocznik 30., nie może mi wybaczyć wyjazdu z Polski „za pieniędzmi” – wyznaje 30-letnia Agnieszka z Northfleet. – Mówi, że za jej czasów było biednie, ale nikt nie narzekał. Gdy się widzimy, pyta, po co ona Polskę odbudowywała, skoro ja z niej wyjechałam. A ja wreszcie chcę mieć pieniądze, by żyć, a nie wegetować – odpowiada.

Dla 25-letniego Rafała z Łodzi, absolwenta ekonomii, wyjazd za granicę tuż po studiach to „droga na skróty”. – Skoro pięć lat poświęciłem na zdobycie zawodu, to nie po to, by teraz jeździć wózkiem widłowym – zarzeka się. – Wolę powoli wypracowywać sobie ścieżkę kariery w kraju. Po pięciu latach na obczyźnie zapomnę to, czego się nauczyłem, a bez doświadczenia w zawodzie nie znajdę dobrej pracy – podkreśla. Choć ta, którą teraz Rafał zdobył, nie należy do najlepszych. Młodszy specjalista ds. marketingu i 1700 zł „na rękę” nie jest szczytem marzeń młodego człowieka.

– Gdy wskazujemy najważniejsze czynniki warunkujące szczęście w życiu, pieniądze nie są na pierwszym miejscu – podkreśla dr Inga Kowalewska, psycholog biznesu z Uniwersytetu SWPS. – Na pierwszym miejscu zawsze stawiamy zdrowie. Oczywiście, czasem dzięki pieniądzom możemy je sobie kupić, ale generalnie nie uważamy, że pieniądze warunkują poczucie szczęścia. Potrzebujemy ich do życia, wielu z nas zapewniają one poczucie bezpieczeństwa. Polacy mają zresztą dość specyficzny stosunek do pieniądza. Nie dość, że jesteśmy „narodem po przejściach” i „na dorobku”, to dodatkowo religia, która dominuje w Polsce, w ubóstwie dostrzega cnotę, w przeciwieństwie do protestantyzmu. Stąd ambiwalentne uczucia w stosunku do osób, którym się lepiej wiedzie. Z jednej strony zazdrościmy im, z drugiej – z tyłu głowy coś nam mówi, że duże pieniądze nie idą w parze z uczciwością czy moralnością. Dlatego łatwo osądzać nam osoby, które odważnie wyjechały za granicę, wytykając im niskie (czyli finansowe) pobudki – tłumaczy.

Na co nas stać?

Wg wyliczeń GUS-u średnia pensja w Polsce wynosi 4181 zł brutto. Wydaje się być nie najgorsza. Warto jednak spojrzeć na mapę wynagrodzeń: w większości województw oscyluje ona jednak w okolicach 3500 złotych, tylko w mazowieckim, pomorskim, śląskim i dolnośląskim przekracza ona 4 tys. Oczywiście niejeden Polak przeciera oczy ze zdumienia, poznając takie dane, bo aż 2/3 obywateli zarabia dużo mniej. Natomiast ok. 1,3 mln naszych rodaków otrzymuje jako wynagrodzenie tylko minimalną krajową, która wynosi obecnie 1850 zł brutto.  Dodatkowo przeważająca większość Polaków zarabia nie więcej niż 3,5 tys. złotych netto.

Sylwia Leśnik z małej miejscowości pod Łodzią wychowuje dwie córeczki. Pracuje w sklepie z odzieżą, zarabia brutto 1900 zł. – Za takie pieniądze możemy najwyżej przetrwać. Liczymy dosłownie każdy grosz. Jedzenie kupujemy na targowisku, potem sama wszystkie warzywa i owoce wekuję, i mrożę. Sąsiadka prowadzi sklep spożywczy, to mi podrzuca okrawki wędlin i towary z kończącą się datą przydatności. Sama piekę chleb. Ubrania dostaję od koleżanek, po starszych dzieciach albo kupuję w lumpexach. Na wakacjach byliśmy tylko raz, pięć dni w domku na Kaszubach. Składaliśmy na nie trzy lata. To nie jest życie – zwierza się 35-latka. Jej marzeniem jest przeprowadzić się do dużego miasta i zacząć zarabiać godne pieniądze. Oczywiście, w większych polskich miastach zarobki wyglądają dużo lepiej. Ale koszty życia również są większe.

– Moim rodzicom, którzy pochodzą z małego miasteczka wydaje się, że skoro mieszkam w Warszawie i zarabiam „powyżej czwórki” to powinnam już mieć własne mieszkanie, nowy samochód i jeździć na wakacje na Seszele. Nie wiedzą, jak drogie jest życie w stolicy – podkreśla 28-letnia Anita, pracująca w dużym wydawnictwie. – Połowę pensji zżera mi wynajem kawalerki i dojazdy do pracy, bo mieszkam na Targówku. Co z tego, że zarabiam więcej niż wynoszą razem emerytury moich rodziców, skoro to oni mogą pozwolić sobie na nowszy samochód – pyta.

Angielski styl życia

– Gdy zamieszkałam w Londynie osiem lat temu, liczyłam każde „pi” – wspomina 28-letnia Monika z Dagenham. – Jako „maki girl” w knajpie z japońskim jedzeniem zarabiałam ok. 5 funtów na godzinę i po zapłaceniu oysterki oraz najmu pokoju nie wystarczało mi na wiele. Znajomi się dziwili, że narzekam, bo w przeliczeniu na polskie pieniądze zarabiałam prawie 5 tys., czyli pięć razy tyle co oni. Nie zdawali sobie jednak sprawy, jak drogie jest życie w Londynie – zwraca uwagę. Dziś Monikę, jako general managera w sieciowej restauracji, stać na dom pod Londynem i samochód, ale też jej pensja jest wyższa od średniej krajowej. Zarabia 28 tys. funtów rocznie.

Jarek z Wrocławia, trzy lata temu, podliczył, że gdyby chciał przeciętnie żyć, powinien zarabiać 6350 zł miesięcznie brutto. – Mieszkanie (wynajem lub kredyt), wycieczka (raz w roku duża i raz w roku parę dni na narty), rachunki, jedzenie, jakieś ubrania, wydatki na dziecko, wydatki awaryjne (np. prezent na ślub), paliwo lub bilety miesięczne. To przecież nie są jakieś wysokie oczekiwania, prawda – oczekuje potwierdzenia Polak. Niestety wraz ze swoją partnerką zarabiali niewiele ponad połowę z tego i zdarzało im się zalegać z czynszem. Dlatego przyjechali do Londynu. – Tutaj z przeciętnej pensji, mimo że więcej płaci się za mieszkanie, można odłożyć dużo więcej. 1/3 pensji wystarczy na zakup nowej lodówki (w Polsce 3/4), a za 30 proc. zarobków można kupić niezłego laptopa. W Polsce na jego zakup nie wystarczy przeciętnej pensji. Żeby wyjechać na Majorkę, w Polsce trzeba wydać 75 proc. miesięcznych zarobków, w Anglii tylko 25. Mało tego, za 60 proc. pensji w Anglii można kupić 15-letniego volkswagena passata, „na chodzie”. W Polsce całą pensję trzeba wydać na ponad 20-letniego volkswagena golfa, właściwie trupa – zauważa.

Po trzech latach pobytu w Anglii Jarek pracuje jako spawacz na budowie i potrafi zarobić ponad 30 tys. rocznie. – Może i tęsknię za rodziną i przyjaciółmi, ale brak stresu, czy uda mi się opłacić wszystkie rachunki jest tego wart – podsumowuje 30-latek.
Podobnie jak w Polsce, większość osób w Wielkiej Brytanii nie zarabia średniej krajowej, a dużo mniej. Średnią podwyższają stawki najlepiej zarabiających, którzy potrafią w ciągu kilku dni zarobić roczną pensję robotnika, a także pensje londyńskie, które wynoszą prawie dwukrotność średniej krajowej.

Statystycy wyliczyli, iż średnia pensja polskiego emigranta w UK to ok. 1300 funtów miesięcznie, co stanowi ok. 65 proc. średniego wynagrodzenia.

Czy studia dają kasę?

Skoro więc brak kwalifikacji stawia nas na dole zarobkowej piramidy, warto pójść na studia? Jeśli tak, to jakie?

– Trudno dziś doradzać młodym ludziom w tak szybko zmieniającej się rzeczywistości. Nie dziwię się, gdy nastolatki słyszą od rodziców, że lepiej, by zostali lekarzami czy prawnikami niż np. artystami, bo będą mieli pewną przyszłość – twierdzi Sławomir z Poznania, właściciel niewielkiego sklepu osiedlowego. – Z drugiej strony samo robienie pieniędzy kiedyś człowieka zniszczy i wypali. Mojemu 17-letniemu synowi powiedziałem, że nie ma recepty… – przyznaje.

– Gdy miałam 16 lat wydawało mi się, że pieniądze to bzdura, że trzeba mieć pomysł na życie, robić coś wartościowego. Po czterech latach wiem, że pieniądze są potrzebne do wszystkiego, a zwłaszcza do realizacji idei – śmieje się Marta, studentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. – Żeby być dobrym pedagogiem, muszę skończyć studia. Bez pieniędzy nie dam rady się utrzymać, choć Olsztyn nie jest drogim miastem. Do założenia fundacji wspierającej zdolną, ale biedną młodzież też potrzebuję środków. Teraz widzę, że do realizacji mojego marzenia pewnie lepiej byłoby zająć się inwestowaniem na giełdzie niż studiować pedagogikę…

– Najpierw byłam zła, gdy moja córka rzuciła psychologię na Uniwersytecie Łódzkim. Wydawało mi się, że to dobry zawód i wszędzie znajdzie pracę. Ale teraz jestem zadowolona. Po urbanistyce na Uniwersytecie Warszawskim na pewno zarobi więcej – zaznacza 42-letnia Krystyna z Łodzi, matka 23-letniej Patrycji.

Teoretycznie, ukończone studia pozwalają nam zarobić, ale raczej nie od razu, chciałoby się rzec, patrząc na dane statystyczne dotyczące zarobków młodych ludzi. Analizy prowadzone przez Ogólnopolski System Monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów Szkół Wyższych pokazują, iż absolwenci wielu kierunków, dość często humanistycznych (co ciekawe, nawet prawa!) są nierzadko narażeni na bezrobocie. Dobrze się wiedzie informatykom, ale także leśnikom, a młodzi farmaceuci zarabiają lepiej niż początkujący lekarze i dentyści. Podsumowując – absolwent studiów magisterskich otrzymuje wynagrodzenie od ok. 2,8 tys. do 3,7 tys. zł brutto. Najłatwiej znajdują pracę ci, którzy ukończyli kierunki techniczne i społeczne.

Tradycyjnie, na najwyższe zarobki mogą liczyć absolwenci SGH w Warszawie – ponad 5,4 tys. brutto. Powyżej 3 tys. brutto mogą oczekiwać absolwenci Uniwersytetu Warszawskiego i wielu politechnik (poznańskiej, krakowskiej, gdańskiej) oraz uczelni krakowskiej (ale uwaga – nie osławionej Jagiellonki, tylko Uniwersytetu Ekonomicznego). Dorównuje im Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. Absolwenci pozostałych uczelni mogą liczyć na wynagrodzenie w okolicach 2,3 tys. brutto.

Absolwent w UK

A czy warto kształcić się w Anglii? Jak wyliczył miesiąc temu The Telegraph – młodzi ludzie z wykształceniem wyższym w Wielkiej Brytanii zarobią w ciągu całego swojego życia ok. 500 tys. funtów więcej niż ich koledzy bez dyplomu. Jakie więc studia opłaca się kończyć? Statystyki mówią, iż największe pieniądze zarobią ci, co postawili na studia techniczne – inżynierowie, informatycy, specjaliści od mechaniki i automatyki, a także mechanicy i matematycy – ich średnie roczne zarobki wahają się w granicach 39-44 tys. funtów.

25-letnia Isla ukończyła studia w Hull – Youth Work and Community Development. Miała pracować z ludźmi, zajmować się karierą i rozwojem młodzieży. Jej styczność z wybranym przez siebie zawodem zakończyła się na praktykach w Londynie. Trzeci rok szuka pracy. – Chyba zacznę nowe studia – zastanawia się. – Nie chcę sprzedawać w Croopie, chcę robić coś ambitniejszego, ale coś, co da mi pieniądze. Jej kolega z uczelni, Mark, nie miał problemów ze znalezieniem pracy. Ukończył Marketing and Financial Management i pracuje w Londynie. Nie uskarża się na zarobki. – 29 tys. rocznie na początek to dobra kwota. Zwłaszcza, że mam perspektywy rozwoju – podkreśla Mark.

Jeśli popatrzeć na podsumowanie, które dwa miesiące temu opublikował serwis savethestudent.org można dojść do ciekawych wniosków. Otóż najwięcej mogą zarobić absolwenci stomatologii (30 tys. rocznie), finansów, inżynierii chemicznej czy informatyki (ponad 27 tys. rocznie), ale równie wysoko ceni się w UK absolwentów fizyki czy filozofii (!) – 26 tys. rocznie. Niespodzianką jest, że tak wysoko opłacani w Polsce młodzi farmaceuci w Anglii zarobią na początek najwyżej… 18,5 tys., czyli mniej więcej tyle, co niewykwalifikowani pracownicy bez wykształcenia. W Anglii nie sprawdza się także mit bezrobotnego artysty. – Absolwenci po naszej uczelni mają oferty pracy już w połowie studiów – tłumaczy Gregor z Heriot-Watt University. – Zapotrzebowanie na specjalistów od wzornictwa jest ogromne, a początkowe pensje oscylują w granicach 30 tys. rocznie – zaznacza.

Gdy zarabiamy… za dużo

W 2014 r. zarejestrowano 243 nowe samoloty na prywatne firmy, rok później już 260. Podobnie z helikopterami. Z 9 ich liczba wzrosła do 12. Co to oznacza?  Po prostu z roku na rok systematycznie wzrasta w Polsce liczba osób zamożnych i bogatych. Co ciekawe, gdy w Europie branża dóbr luksusowych nieco zwolniła, w Polsce przyspiesza. W 2015 r. wartość rynku dóbr luksusowych sięgnęła 14,3 mld zł, czyli wzrosła w stosunku do 2013 o 13 proc. Zgodnie ze statystykami, w Polsce w 2014 r. żyło 16481 milionerów, czyli o 11 proc. więcej niż rok wcześniej.

W UK żyje około 715 tys. milionerów. Najwięcej z nich mieszka w Londynie (około 191 tys. osób). Najmniej w Walii – „tylko” 12 tys. O ich bogactwie zwykle decydują ceny nieruchomości, które w Londynie są bardzo wysokie. W stolicy jest ok. 9,4 tys. posiadłości, których cena przekracza milion funtów, podczas gdy w Szkocji jest ich tylko 54. Dodatkowo warto zauważyć, że gdy w Polsce liczymy milionerów, w Anglii należy liczyć… miliarderów. Jak podsumował w 2014 r. „Sunday Times”, Londyn ma 72 mieszkańców, których fortuna przekracza miliard funtów (1,6 mld dolarów). Gazeta podaje, że w Wielkiej Brytanii zagęszczenie miliarderów jest największe na świecie. Ale czy kraj, w którym żyje tak wielu zamożnych ludzi to kraj szczęśliwych? Otóż nie. Wg badań najszczęśliwszym miejscem do życia w Europie jest … Dania. Wydawałoby się, że to również kraj bogactwa. Ale Duńczycy szczycą się powiedzeniem, że u nich „niewielu ma zbyt dużo, ale jeszcze mniej jest takich, którzy mają zbyt mało”. Czyli najszczęśliwiej żyje się tam, gdzie dobrze jest większości, a nie tylko wybranym.

– Gdy zarabiamy tyle, że przestajemy już walczyć o byt, pieniądz pomaga nam budować nasz wizerunek. Pomaga realizować się. Jedni zdobywają 8-tysięczniki, inni działają charytatywnie. Po prostu spełniają się – tłumaczy Inga Kowalewska. – Ale to koniec dobrych wiadomości. Badania wykazują jednak, że gdy aktywujemy sobie w głowie ideę pieniądza, wystarczy, że np. zobaczymy tylko jego wizerunek, zmienia się nasz sposób działania i myślenia. Samo myślenie o pieniądzach powoduje, że alienujemy się, bo np. czujemy się lepsi i bardziej niezależni, niechętnie też pomagamy innym. Jednocześnie też uważamy, że nie potrzebujemy niczyjej pomocy. Pieniądze nas też po prostu dzielą. I to wyjątkowo szybko i skutecznie.

Czy wiesz, że:

  • Przeciętnie zarabiający mieszkaniec Londynu może za swoje wynagrodzenie nabyć ok. 0,2 m kw. mieszkania. Jednak mieszkaniec Berlina za średnią pensję nabędzie prawie 0,9 m kw. mieszkania. Na tle stolic europejskich, stosunek ceny nieruchomości do zarobków lokuje naszą stolicę po środku listy.
  • Liczba osób zarabiających najniższą krajową w UK, do 2020 r. podwoi się. W 1999 r. 1 osoba na 50 zarabiała taką stawkę, obecnie kwotę tę zarabia 1 na 20 osób, by w 2020 r. wzrosnąć do 1 na 9. Oznacza to, że stawkę taką otrzymywać będzie 3,2 mln osób.
  • Jeden miliarder przypada na około milion Amerykanów, w Wielkiej Brytanii – na 607 tys. Brytyjczyków.
Miasto Liczba milionerów
Warszawa 2757

Poznań
782
Kraków 510
Łódź 447
Wrocław 401
Gdańsk 282
Szczecin 241
Bydgoszcz 240
Białystok 192
Lublin 186

Anna Dobiecka

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę