Menu


Bitwa o Anglię i Alex Herbst

Bitwa o Anglię i Alex Herbst

Uwielbiamy gry komputerowe, strzelanki, lotnicze pościgi za wrogiem, który kryje się wśród drapaczy chmur na wirtualnym Manhattanie ładnie zaprojektowanym przez zdolnego grafika. Liczba punktów rosnąca na dole ekranu oznaczająca strącone samoloty sprawia nam przyjemność. Ma się to oko i refleks! Ale kiedy chcemy coś zjeść, czy pobiec do łazienki, odkładamy grę. Ratowanie świata może chwilę poczekać.

Ilu z nas byłoby zdolnych do ratowania świata naprawdę? Do prawdziwej walki na śmierć i życie w ciemnościach i huku, w ciasnym kokpicie spitfire’a? Bez możliwości przyciśnięcia „pauzy”? Czy dalibyśmy radę strzelić do kolegi, który nie może się wydostać z płonącego samolotu, by uratować go od śmierci w męczarniach? Czy poświęcilibyśmy dobrze rokujący związek dla Sprawy? Czy poradzilibyśmy sobie z wyrzutami sumienia po zestrzeleniu wroga, który też jest przecież człowiekiem? A jak byśmy zareagowali, gdyby naszą ofiarę, nierzadko najwyższą, przemilczano czy zlekceważono?

Londyn, Victoria Embankment, czyli widok na Tamizę. Granitowy panel o długości 25 metrów, ozdobiony płaskorzeźbami i rzeźbami. Naturalnej wielkości figury lotników. Biegną. Ich twarze pokazują wszystkie odcienie emocji: strach, zdecydowanie, aż do ekscytacji. Skupieni, wypatrują czegoś w dali. Zewnętrzna część rzeźby wyłożona jest brązowymi tablicami, na których wypisane są nazwiska. To nazwiska bohaterów bitwy o Anglię.

Pomnik powstał w hołdzie wszystkim lotnikom, którzy walczyli w 1940 r. podczas II wojny światowej, biorąc udział w bitwie po stronie aliantów. Został odlany przez Morris Singer, najstarszą na świecie odlewnię artystyczną, która odlała również wiele wybitnych rzeźb i posągów na całym świecie, w tym lwy i fontanny na Trafalgar Square. Autorem pomnika jest Paul Day. Odsłonięto go niedawno, raptem 10 lat temu, 18 września w 65. rocznicę bitwy w obecności lotników, którzy brali udział w walkach.

Czym była bitwa o Anglię?

„Gdyby nie wspaniały wkład materialny i osobowy polskich dywizjonów lotniczych i niedościgniona odwaga pilotów, mogę powiedzieć że wynik bitwy nie byłby taki sam”
Brytyjski Marszałek Lotnictwa, Sir Hugh Dowding (1941)

Jak mówią ogólnodostępne źródła, bitwa o Wielką Brytanię to kampania powietrzna nad południową i centralną Anglią, toczona między niemieckim lotnictwem Luftwaffe a brytyjskim RAF w czasie II wojny światowej, od 10 lipca do 31 października 1940 r. Była to pierwsza kampania toczona wyłącznie za pomocą lotnictwa. Po pokonaniu Francji Adolf Hitler oczekiwał, że Wielka Brytania wycofa się z wojny, korzystając z niemieckiej oferty pokojowej i da Niemcom wolną rękę do działań w Europie. W początkowych planach niemieckich nie leżało zdobycie Wielkiej Brytanii. Skoro jednak rząd brytyjski pod przewodnictwem premiera Winstona Churchilla stanowczo odrzucił niemieckie propozycje sugestii pokojowych, Hitler zarządził przygotowania do inwazji. Warunkiem koniecznym do realizacji tego planu było osiągnięcie przewagi w powietrzu poprzez zniszczenie brytyjskiego lotnictwa w powietrzu i na ziemi, co stało się głównym celem niemieckim bitwy o Anglię.

W początkowych jej fazach istotnym celem Niemców było również niszczenie brytyjskiej floty i żeglugi, zwłaszcza na kanale La Manche, a następnie zniszczenie brytyjskiego przemysłu lotniczego. Ubocznym celem miała być izolacja Wielkiej Brytanii przez niszczenie transportu morskiego, wpływająca na złamanie chęci oporu. Wobec nie osiągnięcia przewagi w powietrzu, głównym celem niemieckim stało się złamanie chęci oporu w społeczeństwie brytyjskim, zmierzające do wycofania się Wielkiej Brytanii z wojny. I rzeczywiście, w początkowym okresie samoloty Luftwaffe w atakach na konwoje zatopiły 18 statków i 4 niszczyciele, natomiast walki powietrzne kosztowały Brytyjczyków stratę 77 samolotów. Jeszcze boleśniejsza była śmierć 40 pilotów. Ubytek takiej liczby samolotów można było uzupełnić w ciągu kilku dni, ale szkolenie lotników trwało o wiele dłużej. Co gorsza, szybko wykruszali się piloci, którzy zdobyli doświadczenie podczas walk nad Francją.

Ratunkiem w tej sytuacji było odwołania się do pilotów cudzoziemskich. Zaczęto tworzyć dwa polskie i dwa czechosłowackie dywizjony myśliwskie oraz jeden kanadyjski. Początkowo Brytyjczycy podchodzili z dużą rezerwą do „obcych”. Po krótkim czasie przekonali się jednak, że Polakom towarzyszy niewiarygodny duch walki. Zrozumieli, że chcą oni wolności dla siebie i swojego narodu, i będą o nią walczyć, będąc nawet tysiące kilometrów od ojczyzny, latając po „obcym” niebie. Dodatkowym atutem było świetne przygotowanie do lotu. Był to wynik polskiej szkoły lotnictwa, która zdążyła wyszkolić prawdziwych asów.

Kim jest Alex Herbst

Przeżył trzy zestrzelenia. Był oficjalnie uznany za zabitego. Jeden z ostatnich żyjących pilotów z dywizjonu 303. Dotarł na Wyspy w trakcie Bitwy o Anglię. Obserwował rodzącą się legendę dywizjonu 303. Aż w końcu sam dołączył do elity, biorąc czynny udział w operacjach 1944 r. wyzwalających Europę. Witold Aleksander Herbst urodził się w 1919 r. w Warszawie. „Bakcyla latania” złapał w wieku 15 lat. Spełnił swoje marzenie. Od 1938 r. uczęszczał do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Po wybuchu wojny ewakuował się przez Zaleszczyki, Bukareszt, Stambuł i Marsylię do Lyonu, by ostatecznie trafić do Wielkiej Brytanii. Tam najpierw latał w dywizjonie 308, później w 303.

W czasie służby kapitan Herbst odbył 141 misji, latając na myśliwcu Spitfire w patrolach i osłaniając angielskie i amerykańskie rajdy bombowe na Niemcy. Brał też udział w lądowaniu aliantów w Normandii w 1944 r. Uczestnik operacji „Overlord” i „Market Garden”. Za odwagę i osiągnięcia Witold Aleksander Herbst został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych oraz krzyżem kawalerskim Polonia Restituta i medalem Pro Memoria. W tym roku został także odznaczony nagrodą Teraz Polska 2015 w edycji Zachodniego Wybrzeża USA w kategorii „osobowość”.

Witold, dziś znany jako Alex Herbst ostatni lat raz pilotował bojowego spitfire’a w październiku 1944 r. Później dowództwo zdecydowało, że nie ma już potrzeby ryzykować i Herbst został zawieszony w czynnych misjach wojskowych. Po zakończeniu wojny pozostał w Londynie, gdzie studiował (począwszy od ostatnich miesięcy wojny) w London School of Economics. Nie miał możliwości dalszego latania jako pilot wojskowy ani cywilny. – Nie mogłem dołączyć do Polskich Sił Powietrznych. Brytyjski przemysł lotniczy kurczył się i nie było w nim przyszłości. To były najcięższe lata mojego życia – wspomina Alex Herbst. Pod koniec lat 60. wyemigrował do USA. – Tutaj nikt nie patrzył na mnie z pogardą, jak w Anglii i tu mogłem pracować w swoim zawodzie – dodaje były pilot.

– Niezwykła jest też osobowość Alexa. To człowiek doskonale zorientowany w świecie, odnajdujący się w każdym towarzystwie, inteligentny i urzekający – twierdzi Sławomir Ciok, reżyser filmu „Spitfire Liberator: The Alex Herbst Story”, opowiadającego historię życia ostatniego żyjącego pilota z dywizjonu 303.

– Latanie w Royal Air Force w Wielkiej Brytanii w czasie II wojny światowej pełne było ekstremalnych emocji podczas walki, ale również dobijającej nudy w trakcie wyczekiwania na nowe zadania. Wtedy dwudziestokilkuletni Witek spędzał czas nie tylko na tradycyjnych rozrywkach biesiadnych, ale również doskonalił się intelektualnie, obcował z kinem, teatrem i muzyką, a także pisał. „Podniebna Kawaleria” jest efektem pracy rozpoczętej wtedy. Autor wiedział, że na jego oczach dzieje się wielka historia i warto ją utrwalić – czytamy w recenzji reżysera filmu, dla którego „Podniebna kawaleria” była punktem wyjścia do nakręcenia filmu o Alexie.

– Herbst nie poprzestawał na własnym wkładzie do zbiorowych pamiętników dywizjonów, które później stały się źródłem książek i filmów, ale stworzył swoje osobiste wspomnienia, skupione na codziennym życiu pilotów w tamtym okresie. – Gdy jeszcze w czasie wojny ukazał się słynny do dziś „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera, jedyną reakcją pilotów był śmiech i powszechne wykpiwanie co bardziej niewiarygodnie pokoloryzowanych fragmentów. My nie byliśmy herosami. Byliśmy zwykłymi ludźmi, z przywarami i wadami. Tego w książce Fiedlera nie ma. Jestem zdania, że trzeba bohaterów przedstawiać takimi, jacy byli – wspomina Alex Herbst w wywiadzie wideo.

– W tej sytuacji jedynym sposobem na lepsze oddanie ducha tamtych czasów było pokazanie wszystkiego oczami pilota – jednego z nich – podsumowuje Sławomir Ciok. Zarówno w książce, jak i w filmie widać dwie strony medalu naszych bohaterów – jedna to ta, którą znamy: odwaga, determinacja, czasami i brawura. Druga to natomiast lęk, buta, niechęć do podporządkowania się czy arogancja.

– To nie szkolna lektura dla grzecznych chłopców i nie zbiorowe pamiętniki, ale własne wspomnienia, pozbawione propagandy, cenzury, przemilczeń czy przeinaczeń. A w nich czysty patriotyzm, bez podpierania się bieżącym interesem politycznym. To szczera, bolesna, ale często także zwyczajnie zabawna i nieco pikantna opowieść człowieka, którzy wiele dał z siebie i do dziś nie wyolbrzymia swoich zasług – mówią o Herbście Sławomir Ciok i Krzysztof Poraj-Kuczewski, producenci filmu.

Kolejny film o wojnie?

Wbrew pozorom niełatwo było zachęcić samego bohatera do udziału w tym projekcie i podzielenia się z szerszą publicznością swoimi doświadczeniami. – Swoim zaangażowaniem i dociekliwością udało mi się go przekonać, że nie będzie tracił ze mną swojego czasu. Warto wiedzieć, że filmy o wojnie nie mają dobrej reputacji w oczach weteranów. Nagrałem uwagi Alexa na temat wykonania wojennych filmów z udziałem samolotów i wziąłem sobie je do serca – zaznacza reżyser.

Inną trudnością był wiek bohatera i jego samopoczucie. – Zdjęcia były wyczerpujące dla mnie, a co dopiero dla niego. Pewnego razu usłyszałem, że omal go nie zabiliśmy – opowiada Sławomir Ciok w jednym z wywiadów.

Akcja „Spitfire Liberator: The Alex Herbst Story”,  toczy się w Waszyngtonie, we Francji, Anglii i Szkocji, a także w Polsce. Film powstał w dwóch wersjach językowych: po angielsku i po polsku.
Michał Dwojewski, asystent reżysera, jest zdania, że obywatele krajów zachodniej Europy nie zdają sobie sprawy, w jak tragicznej sytuacji znaleźli się Polacy walczący tu na froncie. – Po sześciu latach wojny Polacy zostali ograbieni ze swych marzeń o wolnej, niepodległej ojczyźnie. Powrót do komunistycznej Polski wiązał się z represjami. W Wielkiej Brytanii wielokrotnie pomijano wkład Polaków w walce po stronie aliantów zachodnich – tłumaczy.

Sławomir Ciok: – Czas, byśmy wreszcie sami opowiedzieli swoją historię, według własnego scenariusza, a nie tego, który został nam dawno temu napisany w skomplikowanych realiach. Tu już nie chodzi o sam film, ale o sprawę, którą pokazuje i której służy. Pokażmy Brytyjczykom i Amerykanom, że jesteśmy dumni, jaki mamy wkład w historię świata – zaznacza.

Pamiętajmy o bohaterach

(...) Nie było biało-czerwonych, to chyba niczyja wina
Anglicy to dżentelmeni, nie chcieli drażnić Stalina (...)
Elektryczne Gitary „Dywizjon 303”

1946 r. Londyńska Parada Zwycięstwa na Oxford Street. Wśród maszerujących wojsk nie ma bohaterskich lotników. Strach przed Stalinem jest silniejszy niż wdzięczność Brytyjczyków. Nie ma tych, co oddali swoje „dzisiaj” za nasze „jutro”.

– Czuliśmy, że musimy uzupełnić tę kartę historii. Gorycz, która towarzyszyła żołnierzom tamtych czasów podczas Victory Parade w Londynie, być może w minimalnym stopniu została zniwelowana podczas premierowego wieczoru – stwierdził Krzysztof Poraj- Kuczewski, producent. – To nasze małe, narodowe zwycięstwo pokazujące zbiorowy wysiłek nas wielu. – Film ten reprezentuje pilota, ale także tysiące emigrantów, którzy po zakończeniu drugiej wojny światowej zostali zapomniani – podsumował dr JD Wyneken, historyk, specjalista od II wojny światowej podczas premiery filmu.

– Amerykańscy widzowie bali się suchego i nudnawego dokumentu, a tymczasem zobaczyli barwną filmową historię, okraszoną niebywałym humorem bohatera – piszą amerykańskie media po premierze filmu.
Dla Michała Dwojewskiego, szkockiego asystenta reżysera, udział w historii Alexa był przygodą życia. – Byłem w pierwszej bazie szkoleniowej Alexa w szkockim Montrose. Odwiedziłem też lokalny cmentarz, na którym spoczywają nasi piloci. Następna była baza dywizjonu 303 w Northolt na obrzeżach Londynu. Obok Memoriał polskich pilotów poległych podczas II wojny światowej. I pobliskie Ruislip, a w nim Orchard, ulubiona restauracja dywizjonu 303. Te wszystkie miejsca są przesiąknięte historią dzielnych młodych Polaków.

Ludzi, którzy mieli marzenia takie same jak my: by kochać, śmiać się, poznawać ludzi, mieć rodzinę, chodzić do kina, pić piwo, czy podrywać dziewczyny – kontynuuje Dwojewski. – W tej chwili pracuję na promie z Dover do Calais. Pływam na trasie przelotów setek polskich pilotów, w tym Alexa. Niektórzy, tak jak ja teraz, pokonywali tę trasę kilka razy dziennie. Klify witały, a czasami i żegnały tych pilotów, którzy walcząc daleko od własnego kraju pozostawili część siebie w okupowanym kraju. Naszym obowiązkiem jest opowiadać ich historie, aby przyszłe pokolenia pamiętały o nich. Abyśmy mieli własną tożsamość i byśmy wiedzieli, kim jesteśmy.

Bitwa w liczbach:

  • Niemcy stracili 1.733 samoloty, ok. 650 zostało uszkodzonych, 2.500 lotników poległo lub zostało wziętych do niewoli, a 1000 zostało rannych
  • Brytyjczycy stracili 1.087 samolotów, ok. 450 zostało uszkodzonych. Zginęło 544 pilotów, a 500 zostało rannych
  • W bitwie o Anglię walczyło 145 polskich pilotów (poległo 28, nie licząc Josefa Františka), co stanowiło 5 proc. ogółu pilotów RAF biorących udział w bitwie                 
  • Polacy zestrzelili 170 samolotów niemieckich, uszkodzili 36
  • Dywizjon 303 był najlepszą jednostką lotniczą: zgłosił zestrzelenie 126 maszyn Luftwaffe wyprzedzając następny brytyjski dywizjon, który zestrzelił około 50 niemieckich samolotów.

Anna Dobiecka

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę