Menu



Brytyjczyk w pubie, czyli zderzenie z chodnikiem

  • Napisane przez  Małgorzata Mroczkowska
Brytyjczyk w pubie, czyli zderzenie z chodnikiem

Kończy się lockdown. W Polsce skończył się już jakiś czas temu. Europa od lipca w ogóle otworzyła się już na dawne zwyczaje, do których byliśmy przyzwyczajeni. Polacy mogą latać do Włoch, Grecji czy Hiszpanii i korzystać ze słoneczka. Brytyjczycy już wkrótce też do nich dołączą. Jednym słowem zaczęło się. Felieton ten piszę w pierwszy poniedziałek po półrocznej abstynencji, jaka dopadła naród wyspiarski. A na szczęście dla niektórych nareszcie otworzyli puby. 

Można więc znowu normalnie wyjść na piwko i spotkać się ze znajomymi. Chyba tylko wojna rozdzieliła Brytyjczyków od ich ukochanego pubu na tak długi okres. Byli tacy, którzy pisali nawet petycje w sprawie przywrócenia im prawa odwiedzania ich ukochanego miejsca na ziemi. Argumentowali to tym, że brak możliwości wypicia kilku głębszych wśród przyjaciół może odbić się uszczerbkiem na ich zdrowiu psychicznym, czego skutkiem będzie obciążenie służby zdrowia, która będzie ich depresję leczyć latami. Borys jednak przekonać się nie dał i swoim rodakom możliwość chadzania do pubu odebrał. Naród czekał więc i się doczekał! W pierwszy weekend lipca Borys przywrócił możliwość odwiedzania pubów! 

Tymczasem gazety zaczęły rozpisywać się o nowych zasadach odwiedzania miejsc takich jak puby. Poinformowano nas więc, że po pierwsze, aby wejść do pubu należy umówić się wpierw online, po drugie – można zamówić tylko cztery piwa (tak pisali!), po trzecie – obsługa jest oddzielona od klientów przezroczystą ścianą z folii jak w sklepie, a po czwarte – można w pubie przebywać tylko dwie godziny. Czy te nowe zasady kogokolwiek odstraszyły? Bardzo wątpię.

Już w niedzielny poranek, kiedy otworzyłam komputer zobaczyłam tysiące fotorelacji z wizyt w pubach, do jakich doszło w sobotnią noc w całej Wielkiej Brytanii. I co? Ano wszystko wróciło do starej, dobrze nam znanej rutyny. Naród walił drzwiami i oknami, by zamówić ukochanego pinta! Co więcej, tłum był tak wielki, że o jakimkolwiek dystansie, wprowadzonym w końcu dla naszego bezpieczeństwa, można było zapomnieć. Nawet jeśli ludzie dystansowali się w pubie, to i tak wszystko szlag trafiał po wyjściu. W skrócie, uliczki przed pubami wyglądały jak okolice stadionów po zakończonym meczu. Lud się bawił chyba lepiej niż w Nowy Rok! A było co świętować, oj było! Wreszcie można przecież oddać się ulubionej rozrywce Brytyjczyków, jaką jest zalać się w trupa, zderzyć z chodnikiem w weekend, by w poniedziałek w pełnej gotowości harować na chleb od rana.

Kiedy przyjechałam do UK szesnaście lat temu bardzo mnie to szokowało. Przyznacie bowiem, że w Polsce też się pije i to jak się pije! Jednak kultura picia jest u Słowian nieco inna. Nikt bowiem w moim rodzinnym mieście nie upijał się na umór, w dodatku co weekend! Jeśli już to od wielkiego święta, typu wesele czy chrzciny. Ale, żeby tak co sobotę? Nikt też nie szlajał się nieprzytomny po mieście, wykrzykując przy tym na całe gardło hymn narodowy, a koleżanki nie gubiły po takiej nocy butów oraz innych części garderoby. Tymczasem w Wielkiej Brytanii naród tak właśnie świętuje każdy weekend. Tutaj w dobrym tonie jest upodlić się w pubie lub pod nim, nieważne, że na oczach znajomych i obcych. Wszystko jest dozwolone, bo przecież pijanemu wybacza się wszystko!

Aby zrozumieć takie zachowanie Brytyjczyków, należy poznać ich historię i kulturę. Otóż dla większości z nich pub, który znajduje się tu na co trzeciej ulicy jest miejscem szczególnym. Tak jak kościół dla Polaka, tak pub dla Anglika jest miejscem, które odwiedza się lokalnie i regularnie! Jeśli jedzie się na wakacje, to pierwszym obowiązkiem Brytyjczyka jest nie znalezienie czystej plaży, ale pubu, w którym będzie mógł poznać kompanów do picia. Taka jest ta kultura i należy ją zrozumieć. Brytyjczycy są zamknięci w sobie i nie mają takiej jak pozostali Europejczycy śmiałości do nawiązywania nowych znajomości. Jedynym miejscem, które przełamuje ten wyspiarski wstyd jest właśnie pub. Tylko tam pękają wszelkie bariery i bez krępacji można obnażać cechy swoich charakterów. To właśnie dlatego Brytyjczycy tak bardzo kochają te swoje puby i właśnie dlatego tak za nimi tęsknili. Bo tylko tam mogą być sobą. Czy to się komuś podoba, czy nie.

Powrót na górę