Menu



Felieton ks. Bartka Rajewskiego: Zrozummy się

  • Napisane przez  Ks. Bartek Rajewski
Felieton ks. Bartka Rajewskiego: Zrozummy się

W czerwcu spotkałem się z moim dobrym kolegą z czasów seminarium, z którym świetnie się wówczas rozumieliśmy. Dzisiaj obaj jesteśmy księżmi. Pracujemy jednak w różnych miejscach i w dosyć odmiennych uwarunkowaniach. On w Polsce, ja w Londynie. Nie rozmawialiśmy ze sobą kilka dobrych miesięcy. W czasie ostatniego spotkania, przed rokiem, powiedział mi na samym wstępie, że już się nie rozumiemy, ponieważ mówimy różnymi językami. 

W czasie ostatniej rozmowy powtórzył niemal to samo – „Ty jesteś inny. Nie rozumiem tego, co mówisz, co piszesz, co robisz. My już się nie rozumiemy!”. Poczułem się oskarżony, a jego słowa zabrzmiały trochę, jak wyrok. Po świętach wielkanocny, przez niemal dwa miesiące, czytamy w czasie liturgii Dzieje Apostolskie, które opisują życie pierwotnego Kościoła. Szczególne wrażenie robi na mnie zawsze piękny opis Zesłania Ducha Świętego. Zawsze zachwyca mnie w tej opowieści fakt, że wszyscy tam zgromadzeni, choć pochodzili z różnych części świata, rozumieli apostołów mówiących ich własnymi językami. „Pełni zdumienia i podziwu mówili: Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże” (por. Dz 2, 7-11). 

Gdyby wiara apostołów zatrzymała się na etapie wiary nienaruszającej ludzkich horyzontów umysłu i kultury, pewnie nigdy nie nazywalibyśmy się chrześcijanami. W życiu pierwszych uczniów Jezusa coś się jednak stało – obraz języków z ognia, jakie pojawiły się nad ich głowami w Wieczerniku, daje do zrozumienia, że w nich samych coś się zapaliło. Duch Święty pochodzący od Ojca i Syna (wszak Jezus tchnął sam na uczniów Ducha) umożliwił przejście od wiary letniej do wiary gorącej. Od strachu do pokoju. Od lęku do odwagi. Od uprzedzeń do otwartości. Zastanawiam się, co takiego dzisiaj z nami się stało, że się nie rozumiemy? Co takiego się wydarzyło, że szeregowi księża, biskupi, a nawet kardynałowie nie tylko nie potrafią zrozumieć papieża Franciszka, ale wręcz przeciwko niemu bez żadnego wstydu występują? Co takiego się stało, że wzywającego do bezkompromisowej walki z pedofilią wśród duchownych biskupa, nie rozumieją inni biskupi, prezbiterzy i świeccy? Co takiego z nami się stało, że nie potrafimy zaakceptować naszej różnorodności? Co się stało, że tak chętnie tym, których nie rozumiemy, których nie chcemy zrozumieć, których nawet nie próbujemy wysłuchać, zamykamy usta? Co się stało, że nie chcemy rozmawiać i boimy się dialogu? Przychodzi mi do głowy wiele odpowiedzi, ale najważniejsza wydaje się jedna – nie ma w nas Ducha Bożego. Dlatego tak bardzo potrzebujemy dzisiaj nowej Pięćdziesiątnicy, nowego Wylania Ducha Świętego.

Codziennie spotykam ludzi, którzy przestali rozumieć język Kościoła. Doskonale rozumieją język Ewangelii i codziennie w swoim życiu posługują się nim; bardzo dobrze rozumieją wszystko, co mówi i robi papież Franciszek, inspirując także ich do działania w tym samym duchu Ewangelii, ale nie potrafią zrozumieć tego, co mówi Kościół instytucjonalny ustami niektórych tzw. „katolickich” mediów, a nawet samych biskupów i prezbiterów. Wydaje im się nieprawdopodobne, że ta mowa coraz częściej przypomina język, którym posługują się parlamentarzyści przy ul. Wiejskiej, a czasem nawet ten, którego używają pełni nienawiści internetowi hejterzy, albo nawet maszerujący każdego roku przez Warszawę nacjonaliści. Ta mowa nie jest inspirowana przez Ducha Świętego. Nic więc dziwnego, że jest niezrozumiała. Jak odpowiedzieć ludziom, którzy tracą wiarę w Kościół nie żyjący inspiracją Ducha Świętego? Nie wiem. Czasem odpowiadam cytatem z wiersza Wisławy Szymborskiej pt. „Schyłek wieku”: „Jak żyć – spytał mnie w liście ktoś, kogo ja zamierzałam spytać o to samo”.

Dzisiaj Wam, Drodzy Czytelnicy, córki i synowie Kościoła, najwierniejsi z wiernych, którzy współczesnego Kościoła nie rozumiecie, choć bardzo tego pragniecie, i których Kościół instytucjonalny tak często nie rozumie, choć pewnie bardzo tego pragnie, dedykuję słowa mojego ulubionego teologa – kard. Henri’ego de Lubac’a pochodzące z jego książki „Medytacje o Kościele”: „Kościół! Kiedy go szukam i chcę zrozumieć – gdzie mogę go znaleźć? Jakimi barwami mogę odmalować jego obraz? Czy nie są to barwy, które kłócą się ze sobą? Mówi się, że jest on święty, a ja widzę, że jest pełen grzeszników. Mówi się, że jego misją jest oderwanie człowieka od trosk doczesnych i przypominanie o powołaniu do wieczności. A ja widzę, że jest on nieustannie zajęty sprawami tego świata i tego czasu. Zapewnia się, że jest on powszechny, otwarty niczym mądrość i miłość Boga. A ja stwierdzam, że jego członkowie bojaźliwie chowają się w zamkniętych kręgach”. Skoro wielki de Lubac tak właśnie widział Kościół, to i my możemy. Kochajmy go jednak taką miłością, jaką kochał go ten francuski teolog, jezuita i kardynał.

Czy rzeczywiście się nie rozumiemy? – zapytałem mojego kolegę. I odpowiedziałem: Doskonale Ciebie rozumiem, nawet jeśli nie we wszystkim się z Tobą zgadzam. Bo Kościół to nie partia polityczna, w której wszyscy muszą jednakowo myśleć, wartościować i głosować według czyjegoś widzimisię. Kościół od wieków jest piękny swoją różnorodnością, bo tworzą go ludzie nie tylko różnych ras, języków i narodów, ale przede wszystkim lokalnie tworzymy go my – ludzie o odmiennych osobowościach, charakterach, temperamentach, poglądach, filozofiach życia, wizjach świata, talentach, umiejętnościach. Jedność w Kościele nie jest równoznaczna z ujednoliceniem wszystkich form wyrazu teologii i duchowości, form liturgicznych i dyscypliny. Już w pierwotnym Kościele dochodziło do sporów i konfliktów, które wtedy niemal zawsze inspirowały progres. Wszak „różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich” (1 Kor 12, 4-6). Zrozummy się!

Powrót na górę