Menu



Niewyparzona gęba

  • Napisane przez  Gosia Nowicka
Gosia Nowicka Gosia Nowicka

W Polsce mają swój gorszy sort Polaków, a my tu mamy swoje sorty. A co! Im wolno a nam nie?! Każdy, kto nie posiada Brytyjskiego akcentu, łatwo zrozumie do czego zmierzam… Nie owijając spraw w bawełnę, mam tu na myśli cichą nietolerancję obcego akcentu. 

Mieszkając w Anglii od wielu lat, przywykłam do komentarzy ze strony naszych gospodarzy, chwalących mój angielski. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w tych pochlebstwach ukryta jest nutka fałszu. To taki uśmiech przez zaciśnięte zęby. Jakby tak się nad tym zastanowić - co w tym dziwnego, że ktoś, kto połowę życia spędził w Anglii mówi dobrze po angielsku? I tu jest pies pogrzebany! Nie o sam język się bowiem rozchodzi kochani, ale o nasz twardy, ostry akcent! To on jest przyczyną tego, że patrzą na nas jak na małpy w zoo. Najzabawniejsze w tym całym cyrku jest, gdy mówią do nas "dużymi literami", powolutku, żebyśmy zrozumieli. Tylko, kto tutaj tak naprawdę czegoś nie pojmuje? To nie epoka kamienia łupanego. Duża część emigrantów mówi perfekcyjnie po angielsku. Ze swoim zasranym, ostrym akceptem - to fakt, ale mówi. Osobiście, czuję się urażona, gdy ktoś ze zdziwieniem stwierdza fakt, że mój angielski jest wyśmienity. Wytykając przy tym moją "inność". Tak do cholery! Po szesnastu latach pobytu na Wyspach mówię dobrze po angielsku. Z polskim akcentem. Nie robi to ze mnie durnia, nie trzeba mówić powoli, żebym zrozumiała…

Czy wyobrażacie sobie żeby ktokolwiek powiedział do Jamajczyka czy Hindusa, że dobrze mówi po angielsku?! Podejrzewam, że ów ignorant zostałby posądzony o dyskryminację albo przynajmniej fatalny nietakt. 

To wszystko to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. O reszcie mówić co najmniej nie wypada. Zawsze znajdzie się jednak taki z niewyparzoną gębą, co i tak powie… 

Załóżmy, tak tylko czysto teoretycznie, że dostępna jest intratna posadka. I na tę oto posadkę aplikuje kandydat A - pochodzenia angielskiego i kandydat B - pochodzący dajmy na to z Europy Wschodniej. Obaj kandydaci mają podobne kwalifikacje i doświadczenie. Za to jeden mówi z aksamitnym brytyjskim akcentem, drugi zaś brzmi jak rosyjski szpieg. I tutaj zagadka dla Was - który z kandydatów otrzyma stanowisko?...

Rzecz jasna, nie o samą wymowę chodzi. Kiedy otwarto granice Wielkiej Brytanii, napływać zaczęła tania siła robocza i to wszystkim było wówczas na rękę. Witano nas z wielkim uśmiechem i otwartymi ramionami. Podejmowaliśmy prace, których i tak nikt nie chciał: sprzątanie, budowlanka, fabryki. Kto mógł wtedy przypuszczać, że ta zaraza się rozpełznie jak jakieś parszywe robactwo. Ba! Tak się zuchwalcy rozbestwili, że do biur się pchają, na stanowiska wysokie pretendują! Jak oni tak, to my im z Unii wystąpimy i przegonimy rozwydrzeńców!

W londyńskiej metropolii sprawy mają się nieco inaczej, gdyż rodowitych Anglików jest tyle, co kot napłakał. Także siłą rzeczy faworyzowanie "swoich" mieć miejsca nie może. Wszyscy żyją sobie jak jedna wielka rodzina. Aczkolwiek w mniejszych miejscowościach sprawy mają się jak należy i jakby to szanowny Pan Kaczyński powiedział - ludzie najgorszego sortu wiedzą, gdzie ich miejsce. 

Muszę przyznać, że mieszkając w Londynie nie odczuwałam niechęci Brytyjczyków. W grajdołku, gdzie mieszkam od 4 lat, obcokrajowcy nadal postrzegani są jak przybysze z innej planety… Mało tego, że zgarniamy im pracę sprzed nosa, to jeszcze benefity pobieramy i służbę zdrowia obciążamy. 

Nie możemy jednak wrzucać wszystkich do jednego worka, jeżeli sami nie chcemy by nas generalizowano. Są Brytyjczycy, którzy traktują przyjezdnych jak bliźnich, nie zależnie od akcentu czy pochodzenia. Dla przykładu, w zeszłym miesiącu straciłam psa. Ku memu zdumieniu, inni właściciele psów w okolicy, okazali mi ogromne wsparcie i zrozumienie. Liczba życzliwych komentarzy na portalu społecznościowym była ogromna. W trudnych chwilach ludzie potrafią się zjednoczyć niezależnie od dzielących ich różnic. W końcu pies niczemu nie winien; nie szczekał z polskim czy angielskim akcentem…

(Gosia Nowicka)

Powrót na górę