Menu



Ratując życie zmieniasz świat, nieważne gdzie

  • Napisała 
Ratując życie zmieniasz świat, nieważne gdzie

Z Anną Topolewską i Janem Czyżewskim, Polakami mieszkającymi w UK i pomagającym w Nepalu z organizacji Little Feet Charity, rozmawia Marta Bielawska-Borowiak

Jesteście Polakami, mieszkacie w Wielkiej Brytanii, a pomagacie w Nepalu. Dlaczego akurat Nepal? Jak dowiedzieliście się o potrzebujących w Nepalu?

– Anna Topolewska: To zupełny przypadek lub zrządzenie losu. Zawsze mnie ciągnęło w tamte strony. Studiowałam filozofię w Polsce i bardzo chciałam jechać do Indii... no cóż, Nepal jest niedaleko. Fascynuje mnie filozofia, kultura i religie tamtego rejonu świata.

– Jan Czyżewski: Jeszcze będąc w Polsce poznałem wolontariuszkę Olę, która prowadzi placówkę humanitarną w Nepalu, pomagającą dzieciom z najuboższych rodzin, często półsierot. Swoimi opowieściami o nepalskich dzieciach, nepalskim świecie zaraziła mnie ona chęcią pomagania i tak zaczęła się moja przygoda.

Od jak dawna jesteście w UK? Jak wyglądało na początku wasze życie tutaj?

– AT: Przyjechałam 17 lat temu za pracą, jak każdy wtedy. Wylądowałam na Jersey, małej, pięknej wyspie koło Francji i tam spędziłam pierwsze 8 lat. Uczyłam się języka, studiowałam finanse. Zdobyłam zawód księgowej, bo po tej mojej filozofii to niewiele się da zrobić. Potem przyleciałam do mainland i już tu zostałam.

– JC: Ja jestem tu od 2004 roku. Na początku goniłem za pracą. Założyłem i rozwinąłem firmę. Czułem się niespełniony, nawet mając pieniądze i władzę. Dopiero w 2010 roku, gdy rozpocząłem medytację doznałem olśnienia: mogę się spełnić pomagając potrzebującym dzieciom na świecie.

Jakie były początki utworzonej przez was w 2015 roku organizacji Little Feet Charity? Skąd pomysł?

– JC: Poznaliśmy się w Londynie 2014 roku, w Polskiej Parafii na Ealing na spotkaniach wspólnoty Przystań Maryi. Ja wówczas dopiero co wróciłem z Nepalu i opowiadałem wrażenia z odbytej podroży. Ania przysłuchiwała się i tak to się zaczęło.

– AT: Słuchając ciebie od razu wiedziałam, że to będzie częścią mojej drogi. Później w trakcie rozmowy okazało się, że jesteś z Włocławka, a ja z Torunia, dzieliło nas tylko 50 km, a musieliśmy spotkać się w UK, żeby działać w Nepalu.

– JC: Już rok później odbyliśmy naszą pierwszą wspólną podróż do Nepalu. Był to wtedy bardzo trudny okres dla tego kraju, bowiem nawiedziło go mocne trzęsienie ziemi. Razem zmobilizowaliśmy rodziny i znajomych oraz sponsorów do zbiórek pieniężnych, za które zakupiliśmy najpotrzebniejsze wtedy rzeczy: śpiwory, jedzenie, ubrania, leki i przy pomocy naszej Oli z Nepalu dostarczyliśmy to wszystko w najbardziej potrzebujące, trudno dostępne górskie rejony. 

– AT: I to własnie podczas tej pierwszej podroży zakochałam się w Nepalu. Trudno to wytłumaczyć, ale jest to kraj magiczny, który swoją biedą i ubóstwem zmusza cie do spojrzenia w najgłębsze rejony własnego człowieczeństwa, czy własnej duszy. Kraj, który zadaje ci pytania dotyczące twojego istnienia, jego celu i przeznaczenia. Co tam zobaczymy, w tej otchłani, to zwierciadło, swoje prawdziwe oblicze. Ta podroż to było niezapomniane, niemal mistyczne przeżycie. Po powrocie postanowiliśmy, że chcemy kontynuować tą pomoc w bardziej sformalizowanej formie. Wtedy powstała fundacja Little Feet. 

– JC: Niesienie pomocy najuboższym w moim przypadku ma nieco dłuższa historię. Do Nepalu jeździłem od 2012 roku i sam oraz angażując sponsorów i znajomych, organizowałem pomoc materialną. 

Czy zostało am kiedykolwiek zarzucone, że angażujecie się gdzieś daleko, a w Polsce czy Wielkiej Brytanii też są osoby potrzebujące?

– JC: Tak, wielokrotnie. Jest to właściwie zarzut, z którym spotykamy się za każdym razem, kiedy wychodzimy do ludzi prosząc o pomoc. Mam na to jedna odpowiedz: ratując jedno życie, ratujesz cały świat, ratując jedno życie zmieniasz świat, nieważne gdzie.

– AT: Jednym z powodów dlaczego Nepal, a nie inne miejsce, jest charakterystyka tego kraju. To jeden z najuboższych krajów świata, gdzie dobra materialne są tak nierównomiernie rozdysponowane, gdzie nie ma nadziei na lepsze jutro dla dzieci, niewinnych, zagubionych w tym jakże niesprawiedliwym systemie. Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy spacerujemy ulicami Katmandu, podbiegają do nas bezdomne (!) dzieci, błagając o jedzenie. Tego nie ma w Polsce czy UK. To jest widok, którego się nie zapomina. Spacerując dalej w bocznych ulicach widzimy dzieci wąchające klej, odurzone, brudne, samotne, głodne. Dla nich nie ma szkół, nie ma służby zdrowia. Jeśli takie dziecko złamie sobie rękę, to ta ręka zrasta się (albo i nie) bez lekarza, bez jakiejkolwiek opieki medycznej. Widzieliśmy takie bezdomne, zdeformowanie dzieci. Śpią na ulicach, razem z bezpańskimi psami. Tam nikt się tym nie przejmuje, to dla nich normalne, ale my możemy coś zmienić. Ba, możemy, nawet powinniśmy. I własnie dlatego Nepal i dlatego Little Feet. 

Działacie głównie dla dzieci, które są najbardziej bezbronne wobec przemocy i wykorzystywania. Czym przede wszystkim zajmuje się wasza organizacja? Jaka jest wasza misja?

– AT: Naszą misją jest wielopłaszczyznowa pomoc dzieciom i ich rodzinom. Dotyczy to strony materialnej, jak pożywienie, ubrania, leki, opieka medyczna, ale również pomoc w nauce, rozwoju talentu, rożnych umiejętności. Finansujemy programy szkolne, kursy. Również udzielamy pomocy w sytuacjach kryzysowych, kataklizmach itd. Mamy za sobą pomoc w Nepalu podczas trzęsienia ziemi, współpracę z sierocińcem w Chitwan (Nepal) oraz z placówką humanitarną Karunika Tuition Center w Pharping (Nepal). Cały czas jesteśmy otwarci na nowe wyzwania.

Działacie głównie z Wielkiej Brytanii? Jak często bywacie w Nepalu?

– JC: Ja jeżdżę od 2012 roku. Na początku były to podróże prywatne z własnych środków, pomagałem ile mogłem, a od 2015 jeździmy jako Little Feet. Właśnie korzystając z okazji chciałbym zaprosić wszystkich chętnych na kolejną podróż do Nepalu razem z Little Feet. Planujemy wyjazd około 9-dniowy pod koniec października lub listopada tego roku. W planach mamy odwiedzenie Polskiej Placówki Humanitarnej oraz dzieci z Tuition Centre pod Katmandu, którym pomagamy, odwiedziny w zaprzyjaźnionej fundacji Chora Chori dającej schronienie bardzo skrzywdzonym dzieciom oraz chcemy przygotować podłoże pod nasz nowy projekt: współpraca z jedną z nepalskich szkół, która miałaby polegać na finansowaniu programów przyuczających do zawodu, które to są kluczowe w kwestii zapewnienia dzieciom stabilnej przyszłości dla nich samych i ich rodzin.

Wracając do pytania: na terenie Wielkiej Brytanii jesteśmy zarejestrowani i pozyskujemy środki na naszą działalność w Nepalu, ale nie tylko. Nie dalej jak w ubiegłym roku pomagaliśmy polskiej rodzinie z dwójką dzieci, której spalił się w Polsce dom. Zatem nie tylko Nepal, chcemy być wszędzie tam, gdzie pomoc jest potrzebna, jesteśmy organizacją międzynarodową.

Ilu wolontariuszy obecnie liczy fundacja?

– AT: W tej chwili jest nas dwoje plus 4 wolontariuszy. Ta liczba ciągle się zmienia, ludzie przychodzą i odchodzą. Ale zawsze ktoś jest. Korzystając z okazji chcielibyśmy zaprosić do współpracy wszystkich darczyńców, ludzi dobrej woli i prosić o pomoc. Ta pomoc może być wielowymiarowa: jeśli jest finansowa – to cudownie, podam poniżej dane konta, ale ta pomoc od serca także się liczy. Cały czas prowadzimy nabór na wolontariuszy do pomocy w zbiorkach oraz organizacji rożnych wydarzeń. Jeśli możesz to wesprzyj nas swoim wolnym czasem i dołącz do nas. Obiecujemy dobrą zabawę, mnóstwo pozytywnych emocji, nawiązanie nowych przyjaźni. A wszystko to dla dzieci, które nas potrzebują. Ewentualnych chętnych proszę o kontakt mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub na facebooku: Little-Feet Charity.

Czy ludzie chętnie angażują się w pomoc potrzebującym?

– JC: Tak, bardzo. Większość ludzi jest wrażliwa na punkcie biedy, nieszczęścia, szczególnie jeśli dotyczy to dzieci. 

Czym zajmujecie się na co dzień poza pracą w organizacji? Jakie są wasze pasje i marzenia?

– JC: Nadal prowadzę firmę. Po pracy zajmuję się sportem i rozwojem duchowym. W międzyczasie piszę moja autobiografie, a moim marzeniem jest czynienie dobra. 

– AT: Jestem główną księgową w amerykańskiej firmie związanej z przemysłem lotniczym. Po pracy oddaję się treningowi personalnemu, ćwiczę, medytuje. Moim marzeniem jest mieszkać na wsi, w otoczeniu zwierząt i przyrody oraz tak jak Jan czynić dobro full time.

Wszelkich wpłat można dokonywać bezpośrednio na konto:

Little Feet Ltd.
Barclays Bank
Acc: 034 184 72
Sort code: 20-45-45

Lub za pośrednictwem strony: www.little-feet.org.uk

Powrót na górę