Menu



Trzęsienie ziemi w Watykanie

  • Napisane przez  ks. Bartosz Rajewski
ks. Bartosz Rajewski ks. Bartosz Rajewski

W minionych tygodniach Kościołem wstrząsnęła informacja o mającej się ukazać 15 stycznia książce autorstwa emerytowanego papieża Benedykta XVI i watykańskiego hierarchy kard. Roberta Saraha. 

O publikacji zatytułowanej „Z głębokości naszych serc. Kapłaństwo, celibat i kryzys Kościoła katolickiego” mówiono, że jest zaskakująca, niezwykła i niebezpieczna. Informacja o niej wprawiła w osłupienie chyba wszystkich dziennikarzy zajmujących się Watykanem, co oznacza, że również ci, którzy są dla nich źródłem informacji – biskupi i kardynałowie z kurii czy watykańscy urzędnicy różnego szczebla – również nie mieli o niej pojęcia. Papież Franciszek został postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Już sam fakt, że emerytowany Benedykt XVI, który w czasie swojej abdykacji zapowiedział milczenie, nagle wydaje książkę, w której broni dyscypliny celibatu i poniekąd występuje przeciwko papieżowi Franciszkowi, rodził niemałe emocje, domysły i spekulacje. Czy rzeczywiście – jak pisali niemieccy dziennikarze – „Benedykt wbił Franciszkowi nóż w plecy”?  

Szybko okazało się jednak, że papież senior został wykorzystany czy też wciągnięty do intrygi, którą – jak sądzę – zaprojektował współautor tej książki, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kard. Robert Sarah. W przeddzień publikacji książki papież senior oświadczył, że chce usunięcia swego imienia z grona autorów „Z głębi naszych serc”. Papieski sekretarz – abp Georg Ganswein oświadczył, że na prośbę Benedykta XVI skontaktował się z kard. Sarahem i poprosił go, by jak najszybciej przekazał wydawcom informację o konieczności wprowadzenia poprawek.

Fakt, że Benedykt XVI odciął się od kontrowersyjnej książki kard. Roberta Saraha zapewne zasmucił nie tylko środowiska ultrakonserwatywne, ale też całą rzeszę fanów purpurata, których pośród polskich katolików nie brakuje. Sam zaś kard. Robert Sarah w moim mniemaniu jest postacią tragiczną. Od lat nie mogę się nadziwić, że papież Franciszek toleruje jego obecność w Watykanie. Purpurat wiele razy swoimi wypowiedziami siał zamęt, a wprowadzając w życie własne idee, uderzał w jedność Kościoła i skutecznie ją osłabiał. Sam mam doświadczenie odejścia z naszej parafii kilku osób, które po lekturze książek kard. Saraha uznały, że prawdziwy Kościół musi być ultrakonserwatywny. Wciąż szkoda mi naszej zakrystianki, która pod wpływem książek kardynała zaczęła uważać papieża Franciszka za szarlatana, a tzw. liturgię przedsoborową za jedyną słuszną i prawdziwą (odrzuciła możliwość uczestniczenia w Eucharystii sprawowanej w rycie innym niż tzw. „trydencki”).

Warto też przypomnieć, że kard. Sarah podczas konferencji „Sacra Liturgia” w Londynie (lipiec 2016) wzywał biskupów do powrotu do odprawiania Mszy „ad orientem”, a wiernych – do klękania w czasie przyjmowania Komunii św. (sam celebruję „ad orientem”, ale nie uważam, że jest to jedyny słuszny kierunek). Patologiczna i bardzo szkodliwa była też jego wypowiedź nt. sposobu przyjmowania Komunii św.: „Komunia św. na rękę to podstępny atak diabła na Eucharystię” – mówił. Dodać coś jeszcze?

Gdy ponad dwa lata temu papież Franciszek powierzył większe kompetencje i odpowiedzialność za przekład tekstów liturgicznych krajowym Konferencjom Episkopatów, kosztem Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, prefekt tej Kongregacji, kard. Robert Sarah właśnie, opublikował komentarz do papieskiego dokumentu, w którym pomniejszył zmianę wprowadzoną przez papieża i dowodził, iż kompetencje Kongregacji zostały takie, jak były. Franciszek napisał wówczas list do kard. Saraha, w którym – spokojnie, acz stanowczo – wskazał, że kardynalska interpretacja jest niezgodna z jego papieską wolą wyrażoną w „Magnum principium”. Innymi słowy: że odtąd Konferencje Episkopatu rzeczywiście będą miały znacznie silniejszą pozycję wobec Kongregacji niż do tej pory i niż chciałby kard. Sarah. Co więcej: papież zalecił, by ten jego list został opublikowany w każdym z miejsc, w którym pojawiła się interpretacja kard. Saraha. 

Ta bezprecedensowa publiczna polemika papieża z jednym z kurialnych kardynałów ujawniła już wtedy, że spór o wizję Kościoła – czy ma być centralnie zarządzaną instytucją, czy też wspólnotą wspólnot – przybiera na sile. Ów spór osiągnął właśnie apogeum. Może udałoby się tego uniknąć, gdyby kard. Sarah, podobnie jak jego sfrustrowani koledzy Müller i Burke, zamiast piastować wysokie stanowisko w Watykanie, został kapelanem jakiegoś zakonu daleko od Rzymu?

 

(ks. Bartosz Rajewski)

Powrót na górę