Menu


Polka w londyńskim metrze

Polka w londyńskim metrze Jadwiga Brontē

– Nigdy nie stanowiło dla mnie problemu to, że branża budowlana jest zdominowana przez mężczyzn. Mam raczej władczy charakter, rzadko uznaję odpowiedź „nie” za ostateczną, co w tym zawodzie jest bardzo przydatną cechą – mówi inżynier Anna Kopyto, pracująca przy modernizacji londyńskiego metra.

Uwielbia Londyn. Za jego architekturę, połączenie nowego ze starym, dbałość o zabytki. Brytyjska stolica pełna jest parków, romantycznych zakątków, stylowych kawiarenek, starych pubów. Najbardziej lubi Borough Market, St. Katharine Docks i tereny wokół KrólewskiegoObserwatorium Astronomicznego.


– Tylko żeby jeszcze było kiedy z tych dobrodziejstw korzystać. Miarą osiągniętego sukcesu jest czas, który można spędzać na przyjemnościach – śmieje się Anna.

1400 wagonów
Pracuje jako inżynier projektu przy Four Lines Modernisation, którego celem jest unowocześnienie czterech najstarszych linii londyńskiego metra: Metropolitan, Hammersmith & City, District oraz Circle. Są one mocno wiekowe, zostały otwarte kolejno w 1863, 1864, 1868 i 1884 roku, dlatego konieczne jest ich dostosowanie do obecnych wymogów. Polka koordynuje działania umożliwiające instalację nowego systemu sygnalizacyjnego – organizuje cały proces budowlany, od ustaleń jakie prace są konieczne, poprzez zlecenie sporządzenia projektu dla wymaganych przeróbek, znalezienie kompetentnych wykonawców, aż po nadzór nad robotami wykonywanymi w terenie i sprawdzenie ich zgodności z projektem. Głównym celem tego przedsięwzięcia jest wzrost przepustowości do 32 pociągów na godzinę oraz zwiększenie niezawodności linii i komfortu pasażerów.


– Ludzie podróżujący metrem niestety zbyt często mają do czynienia z opóźnieniami spowodowanymi usterkami systemu sygnalizacyjnego. Nasze działania mają je zupełnie wyeliminować – mówi Polka, dodając, że Transport for London zakupił nowy tabor kolejowy, składający się ze 192 pociągów (czyli ponad 1400 wagonów), wyposażonych w klimatyzację i dużo przestronniejszych od swoich poprzedników. Będą się one komunikować z systemem sygnalizacyjnym za pomocą wi-fi umożliwiając ich bardzo dokładną lokalizację na trasie. Co więcej, będą jeździć w mniejszych odstępach od siebie, a ryzyko kolizji nie wzrośnie. Budżet przewidziany na realizację tej inwestycji wynosi około 5,5 mld funtów, a jej ukończenie planowane jest na 2023 rok.

Ślad na wiele lat
O tym, że zostanie inżynierem, marzyła od dziecka. Dlaczego akurat taki zawód? Trudno powiedzieć, bo poza dziadkiem, inżynierem budownictwa, który zmarł przed jej urodzeniem, nikt w rodzinie nie zajmował się tą branżą.

– Podoba mi się kiedy zapiski na kartce papieru zamieniają się w coś namacalnego, co pozostawi po mnie ślad na wiele lat. Chciałabym, żeby moje wnuki spacerując po mieście (czy to Katowicach, czy Londynie, czy może jeszcze jakimś innym), powiedziały: „to babcia zaprojektowała ten budynek i kładła te tory” – mówi Anna, która po skończeniu liceum w rodzinnych Katowicach dostała się na budownictwo na Politechnice Śląskiej w Gliwicach.

W 2008 roku związała się w Firmą Inżynierską „Statyk” jako asystent projektanta konstrukcji. Zaczęła od praktyk zawodowych na trzecim roku studiów i tak minęło kolejne sześć lat. Pracowała przy przygotowywaniu projektów wielu ciekawych inwestycji w Katowicach, wśród których były m.in. Muzeum Śląskie, Silesia Business Park oraz Osiedle Dębowe Tarasy. Jak podkreśla, nigdy nie stanowiło dla niej problemu to, że branża budowlana jest zdominowana przez mężczyzn.

– Mam raczej władczy charakter, rzadko uznaję odpowiedź „nie” za ostateczną, co w tym zawodzie jest bardzo przydatną cechą. Cieszy mnie, że z każdym rokiem widuję w naszej profesji coraz więcej kobiet. Jesteśmy zdyscyplinowane, świetnie zorganizowane, mamy pełno pomysłów, musimy tylko więcej wierzyć w siebie – zaznacza pani inżynier, która swoje pierwsze kroki na londyńskiej ziemi stawiała w czasach studenckich, pracując w tutejszych restauracjach, barach, hotelach. To był sprawdzony sposób, żeby zarobić kieszonkowe na resztę roku.



W odległym kosmosie
Na stałe nad Tamizą zakotwiczyła pięć lat temu. Szukała pracy w Polsce, jednak jej podania pozostawały bez odpowiedzi. Głównym motorem napędowym do zmiany zatrudnienia była chęć poznania realiów pracy na budowie oraz zdobycie doświadczenia niezbędnego przy ubieganiu się o uprawnienia budowlane. Jak przyznaje, miała wrażenie, że dla polskiego pracodawcy zatrudnienie kobiety na stanowisku inżyniera budowy jest czymś nie do pomyślenia. Tym większym zaskoczeniem było zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do Londynu. Postanowiła spróbować, mimo że z koleją nigdy wcześniej nie miała do czynienia. Na spotkanie udała się prosto z lotniska, konwersacja przebiegła w miłej atmosferze, a na rezultaty nie musiała długo czekać – już wieczorem piła z rodziną szampana świętując sukces, jakim było zatrudnienie w jednej z największych firm budowlanych w Wielkiej Brytanii Balfour Beatty.

Początki nie były łatwe, szczególnie zderzenie z barierą językową. Mimo że jak na polskie warunki angielski znała dość dobrze, branżowy slang wydawał się niczym odległy kosmos. Ten okres wypełniała codzienna nauka i chęć udowodnienia wszystkim dookoła, że jednak nie porwała się z motyką na słońce.

Weekendy i święta
– Nie chcę stać w miejscu. Zamierzam zgłębiać nowe technologie, pomysły, rozwiązania. Potrzebuję bodźców do rozwoju i osób z których mogę czerpać inspirację – nie ukrywa Anna, która przez pierwsze trzy lata pobytu w Londynie pracowała przy remontach torowisk tutejszego metra, dogłębnie poznając specyfikę prowadzonych procesów budowlanych. A te są bardzo ciekawe. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu 52 godzin można zerwać stare torowisko i zainstalować w jego miejsce od 200 do 800 metrów nowego. Jest to możliwe dzięki perfekcyjnemu zaplanowaniu każdej czynności oraz dokładnej koordynacji wszystkich prac. Proces planowania zaczyna się na wiele miesięcy przed tzw. weekend closure, których w roku bywa nawet 26. Firmy starają się też wykorzystać zmniejszony ruch pasażerów w trakcie świąt i wtedy, zamiast 52 godzin liczonych od północy w piątek wieczorem do czwartej rano w poniedziałek, ich liczba wzrasta do 76, a czasem nawet i 100, pozwalając na wykonanie bardziej skomplikowanych zadań.

– Zmianowy tryb odbija się na zdrowiu i ogólnym samopoczuciu. Praktycznie co drugi weekend pracowałam w terenie jako inżynier budowy, bywało, że 19 dni pod rząd – opowiada Anna, zaznaczając, że był to jej świadomy wybór. Musiała podpisać oświadczenie, iż zgadza się na taki system, a za nadgodziny otrzymywała dodatkowe wynagrodzenie. Do wysiłku motywowały ją nie tylko pieniądze, ale też możliwość wybudowania tego, z czym zdążyła się zżyć w trakcie wielotygodniowego i niekiedy żmudnego planowania. Widok efektów swoich działań daje niesamowitą satysfakcję. Natomiast minusem był brak czasu, na czym najbardziej cierpiała rodzina.

Do szpiku kości
Climbing boulder. To jeden z trudniejszych rodzajów wspinaczki, odbywający się zazwyczaj po wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych, bez asekuracji linowej. Od kiedy życie zawodowe Polki nieco się ustabilizowało, jako hobby zaczęła uprawiać właśnie ten sport. Sprawność, adrenalina, hartowanie ducha i ciała. Bakcylem do niego zaraziła swojego męża i jedynie 10-letnia córka Zosia póki co nie wykazuje specjalnego zainteresowania. Ale, kto wie, może niebawem się to zmieni.

Przyjaciele namawiają panią inżynier na Three Peaks Challenge, czyli zdobycie trzech najwyższych szczytów Wielkiej Brytanii (Ben Nevis w Szkocji, Scafell Pike w Anglii oraz Snowdon w Walii) w przeciągu 24 godzin. Nie są to może bardzo wysokie góry, ale mimo wszystko trzeba mieć niezłą kondycję, żeby ukończyć zadanie na czas. Na pewno będzie musiała się do tego solidnie przygotować.

Sport jest dobrą odskocznią od codziennych obowiązków. Życie na obczyźnie nie zawsze bywa usłane różami, ale poczucie wyobcowania towarzyszące jej na początku powoli zanika.

– Doceniam to, że Wielka Brytania zaoferowała mi opcje, których nie miałam w kraju. Poza tym, wbrew temu iż w Polsce powszechnie uważa się, że zawód inżyniera budownictwa jest bardzo dochodowy, nie ma to pokrycia w rzeczywistości. Praktycznie dożywotnia odpowiedzialność, na cały okres użytkowania budynku, którą ponosi się wykonując samodzielne funkcje techniczne jako projektant czy kierownik budowy, jest niewspółmierna do otrzymywanego wynagrodzenia. Nie ukrywam, że w Anglii zarobki są bardziej satysfakcjonujące – mówi Anna. I podkreśla, że pracując w męskim w większości towarzystwie jako kobieta nigdy nie miała taryfy ulgowej. Tak jak inni musiała nosić ciężki sprzęt pomiarowy i urządzenia do laserowego sterowania maszyn, w tunelu wszyscy na równi byli narażeni na hałas, pył i gorąco od pracujących urządzeń. Na powierzchni też nie jest dużo lepiej – brodzenie w błocie, ulewne deszcze, przenikający do szpiku kości wiatr. Czasami padało tak mocno, że skóra na dłoniach marszczyła się jak po długiej kąpieli.

– Bywało naprawdę ciężko, pojawiały się chwile zwątpienia. Ale tylko krótkotrwałe, bo ja nie wyobrażam sobie innej pracy – przyznaje Polka…

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę