Menu


Odliczanie do 29 marca

Odliczanie do 29 marca

Wciąż wiadomo tak niewiele, a do Brexitu pozostały już niecałe dwa miesiące. Żadnego scenariusza nadal nie można wykluczyć.

Wszyscy mają nadzieję, że uda się uniknąć „no-dealu”, czyli wyjścia z Unii bez żadnych ustaleń. Kilku polityków zapowiedziało w takiej sytuacji rezygnację ze stanowiska.. Przede wszystkim jednak byłby to cios dla zbyt wielu osób czy biznesów, by komukolwiek zależało na takim ryzyku. Narodowy Bank Irlandii obliczył ostatnio, że dla Zielonej Wyspy no-deal oznaczałby zahamowanie wzrostu gospodarczego tego kraju o 4 procent. Trudno nawet pomyśleć, jakie są te liczby dla samego Brytyjskiego Królestwa.

Jest czas na zmiany?
Theresa May w listopadzie wynegocjowała z Unią warunki, które wielu osobom się nie podobały. Głównie chodziło o wprowadzenie kontroli i różnych zasad handlu pomiędzy Irlandią Północną a resztą kraju. Wtedy mówiło się, że to tylko propozycja, bo będzie jeszcze czas, by politycy wprowadzili poprawki. Okazuje się, że czasu nie ma, a żadne zmiany nie zostały jeszcze wprowadzone. Propozycja została zmiażdżona przez posłów. I trudno się dziwić, bo lewica Brexitu nigdy nie chciała, więc nie zamierza dać May satysfakcji szybkiego zwycięstwa, a sceptyków obecnych warunków Premier ma nawet we własnym obozie. Unijni urzędnicy mają świadomość, że no-deal to dla Wysp katastrofa, a także że sama pani Premier czy jej otoczenie boją się tego jak ognia. Politycy naciskają na renegocjację, ale wydaje się, że Theresa May nie może w tej sytuacji od Unii zbyt wiele wytargować.

Firmy przenoszą się za granicę
W międzyczasie docierają do nas coraz mniej optymistyczne wiadomości. Sony zdecydował kilka dni temu o przeniesieniu głównej siedziby na Europę z Londynu do Amsterdamu. Wcześniej na podobny ruch zdecydował się Panasonic, a Agencja Inwestycji Zagranicznych Niderlandów wylicza, że do 250 innych firm rozważa podobny krok. Nawet twardzi zwolennicy wyjścia z Unii mogli zwątpić w swoją decyzje, gdy wyszło ostatnio na jaw, że firmy największych propagatorów pożegnania z Europą zyskały właśnie zagraniczne siedziby. Jacob Rees-Mogg otworzył dwa fundusze w Dublinie, podczas gdy wynalazca James Dyson przeniósł siedzibę do Singapuru. Biznesmeni bronią się, że to ruchy symboliczne i niezwiązane z Brexitem. Pojawiają się jednak głosy rozczarowanych ich postawą Brytyjczyków, którzy, w przeciwieństwie do milionerów, w razie niekorzystnego obrotu spraw nie będą mogli się wyprowadzić.

Theresa May odbyła w ciągu ostatnich dni turnee po wszystkich partiach. Jak tłumaczyła „wsłuchuje się w głosy” i wyciąga wnioski. Nawet osoby z jej bliskiego otoczenia są jednak zniecierpliwione, wskazując, że czas na słuchanie był kilka miesięcy temu. Teraz, na nieco ponad 50 dni do godziny zero, oczekują konkretów. Nowe propozycje raczej nie przyniosą rewolucji. Wielu polityków liczy, że lekkiej modyfikacji ulegnie plan postania strefy buforowej między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii i ogólny pomysł, by Wyspy pozostały w europejskiej strefie celnej. Miałoby to być możliwe, gdyby opowiedziały się za tym inne europejskie kraje, a szczególnie Irlandia. W weekend przed kolejnym głosowaniem takie nadzieje zgasił minister spraw zagranicznych Irlandii Simon Coveney.

Różne podejście do tematu granic
Stwierdził on w programie telewizyjnym, że strefa buforowa zostaje. Z irlandzkiego punktu widzenia najważniejsze jest to, by nie dopuścić do przywrócenia granicy dzielącej kraj. Minister tłumaczy, że nie może wiedzieć na pewno, jak potoczą się Brytyjczykom unijne negocjacje. Jeśli źle, a strefy buforowej  by nie było, granica wróciłaby do krajobrazu. Nie widzi więc innego wyjścia, niż poprowadzenie tej linii przez Morze Irlandzkie lub pozostanie Wielkiej Brytanii w unijnej strefie celnej. - Już sama strefa buforowa to kompromis. To wszystko jest serią kompromisów, które powstały przez brytyjskie ograniczenia. - powiedział. Niespodziewanie w rolę obrońcy brytyjskich interesów wcielił się polski minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. - Mamy grę w tchórza, dwa samochody pędzą na siebie i zaraz będziemy mieli zderzenie czołowe. W konsekwencji Irlandia straci najwięcej i na niej będzie spoczywał obowiązek zapewnienia granicy zewnętrznej UE, czyli z Irlandią Północną. - stwierdził on na łamach Rzeczypospolitej.

Co będzie z granicami?
Brytyjskie media zareagowały z entuzjazmem. "Tak jak Dywizjon 303 podczas Bitwy o Anglię, Polska znów przychodzi na pomoc Wielkiej Brytanii! Brawo Polacy!" - pisał w swoich mediach społecznościowych Daniel Kawczyński z Partii Konserwatywnej. Strona przychylna unijnej jedności wskazuje jednak, że wyłamanie się Polski nie jest fair wobec innych krajów.

Sytuacja jest ciekawa również na południowej granicy. Po tym, jak propozycja Theresy May została odrzucona, rząd Francji przeznaczył równowartość 44 mln funtów na wypadek, gdyby 29 marca powróciła „twarda” granica. Pieniądze poszły na „posterunki, drogi, parkingi dla ciężarówek, magazyny w portach i 750 dodatkowej obsługi” - wyliczały gazety.

Jak czują się Polacy
Media w Polsce i na Wyspach coraz bardziej uważnie przyglądają się sytuacji Polaków, będących największą mniejszością na Wyspach. „Gazeta Wyborcza” przypomniała w ubiegłym tygodniu, że wyjście z Unii bez porozumienia oznaczać będzie nagłe wygaśnięcie prawa do emerytur lub obniżenie rent. Również „The Guardian” przepytał Polaków o to, jakie są ich nastroje w tym szczególnym politycznie czasie.  - Byliśmy pełni podziwu dla tego kraju i mieliśmy tu fantastyczne życie. Wszystko zmieniło się w 2016 roku. - mówi Ewa Lewicka, nauczycielka, na Wyspach od 2005 roku. - Czuję się rozczarowana, nieszczęśliwa, niechciana. Kraj się zmienił, ludzie są już inni. Ten kraj to obecnie koszmar. - mówi.

Gazeta przypomniała przy okazji niedawne badania Polish Business Link. Z 600 przepytanych wówczas szefów polskich firm 45 proc. powiedziało, że waha się nad wyprowadzką do Polski lub innego kraju, a 30 proc. już zdążyło zauważyć pierwsze zmiany w swoim otoczeniu. Innym przepytywanym był Sławomir Kaczyński, 34-latek, który właśnie przeprowadza się z Dartford na Islandię. - Gdy tu zamieszkałem, myślałem „ależ ci Anglicy utalentowani”. Po pięciu minutach zauważyłem, że czekają tylko, by zacząć narzekać, że za wszystko muszą płacić, a obcokrajowcy kradną im pracę. Kraj pokazał swoje prawdziwe oblicze.

Następny krok
 Tak jak można było przypuszczać, 29 stycznia posłowie nie zgodzili się na to, co z Unią wynegocjowała May. Zgłosili dużo poprawek, a rozmowy nad niektórymi nadal trwają. Posłanka Partii Pracy Yvette Cooper zaproponowała poprawkę, dzięki której jeśli do końca lutego nie pojawi się żadne rozwiązanie, posłowie będą mogli głosować za przedłużeniem czasu na ustalenie warunków Brexitu nawet do końca roku. Zapowiada się, że jeżeli osiągnięcie porozumienia wśród posłów zawiedzie, możliwy jest taki scenariusz. Mówi się o przedłużeniu w takim wypadku okresu przejściowego o rok – do końca 2021 roku, by dać sobie więcej czasu na wynegocjowanie korzystnych warunków. To może się udać, bo Wielka Brytania obiecuje w zamian dorzucanie się jak dotychczas do unijnej kasy i respektowanie praw mieszkańców UE do końca tego okresu, a więc dłużej niż wcześniej zapowiadano. Przeciwnicy nazywają to rozwiązanie przeciąganiem nieuniknionego i no-dealem w białych rękawiczkach.

Kontrowersyjne pomysły
Na razie więc pani Premier nadal stara się przekonać większość posłów do ustaleń, jakie zawarła z Unią, by wyjść ze wspólnoty o czasie w marcowym terminie. Najgoręcej było wokół kwestii oddzielenia Irlandii Północnej od reszty kraju za pomocą mniej lub bardziej symbolicznej granicy. Theresa May podczas wizyty w Irlandii Północnej jasno powie działa, że nie przewiduje granicy podobnej do tej, jaka dzieliła Irlandię dawniej i obiecała, że pracuje nad korzystniejszym rozwiązaniem. Jakim? Najpopularniejsza propozycja części posłów na wyjście z impasu to kontrole na granicach nowego typu, które nie wymagają postojów ani fizycznych przejść granicznych. Miałoby to polegać na automatycznym rozpoznawaniu tablic rejestracyjnych i innych nowoczesnych technologiach. Wielu widzi w tym nadzieję na kompromis – oddzielenie kraju od Irlandii, którego chcieli zwolennicy Brexitu, ale bez zasiek czy szlabanów, których obawiali się przeciwnicy. Jest tylko jeden problem. Unijna negocjatorka Brexitu Sabine Weyand twierdzi, że technologia, o której marzą posłowie, nie istnieje, a na pewno nie uda się jej wprowadzić w ciągu mniej niż dwóch miesięcy. Irlandzka minister ds. Europy Helen McEntee powiedziała, że jest rozczarowana brakiem realizmu brytyjskich polityków. - Nie da się zmienić projektu granicy, bo Wielka Brytania sama go negocjowała przez ostatnie 18 miesięcy. - stwierdziła. Również brytyjski minister Brexitu w gabinecie cieni Sir Keir Starmer przypomniał, że Premier i cały jej zespół od ponad roku zajmowali się negocjacjami, których wynikiem jest właśnie plan wprowadzenia kontroli na granicy z Irlandią. - Rozmawiamy o tym, bo nie udało im się znaleźć żadnego lepszego rozwiązania. - przypomniał, dodając, że jeśli specjalny zespół nie wpadł na lepszy projekt przez ostatnie kilkanaście miesięcy, to zdziwiłby się, gdyby grupka posłów wystąpiła z takim pomysłem po kilku dniach burzy mózgów. Jak widać, nadal jest wiele niewiadomych, jeśli chodzi o Brexit.


Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę