Logo
 Wydrukuj tę stronę

Przeprowadzka do UK nie taka straszna...

Przeprowadzka do UK nie taka straszna... Shutterstock

Coraz więcej naszych rodaków przeprowadza się na stałe do Anglii. Zmiana adresu ciągnie za sobą dużo formalności i praktycznych trudności, w których gąszczu łatwo się pogubić.

– Polacy przebywający w Wielkiej Brytanii raczej zostaną tam na dłużej. Może o tym świadczyć m.in. coraz większa liczba kupowanych przez nich nieruchomości oraz rosnąca liczba urodzeń polskich dzieci – mówił niedawno polski konsul generalny w Manchesterze.

Argumenty „za” można mnożyć: wyższe pensje, łatwiejsze znalezienie pracy, wyższy standard życia, bardziej przyjazne prawo. Wśród minusów przeprowadzki do Anglii, poza rozłąką z rodziną i znajomymi, jest głównie... sama przeprowadzka. Wielu z nas przeraża zmiana adresu, wiezienie całego dobytku na drugi koniec Europy czy możliwe nieprzyjemności ze strony polskiego fiskusa. Odpowiednio przygotowane przenosiny mają jednak szansę zamknąć się w kilku tygodniach, po których będziemy szczęśliwymi mieszkańcami Wysp.

Przeprowadzają się całe miasta

„Polskie miasto, które przeprowadziło się do Anglii” – tak o wyludnionej Łodzi pisał na początku roku The Sun. Większości z nas nie tylko jest trudno wyobrazić sobie przeprowadzkę całego miasta do innego kraju, ale nawet organizacja przewiezienia za granicę własnego dobytku. Mimo to, coraz więcej z nas się na to decyduje. – Na początku organizowaliśmy około trzech przeprowadzek w miesiącu. W tym momencie wykonujemy około 100 przeprowadzek międzynarodowych miesięcznie, a najczęściej wybierane kraje wyjazdu naszych klientów to Anglia oraz Niemcy – mówi przedstawiciel firmy transportowej.

Nietypowe pomysły

Jeszcze kilka lat temu trudno było znaleźć profesjonalną firmę, która potrafiłaby się tym zająć. Teraz mamy do wyboru kilkaset firm transportowych, które przewiozą wszystko: od kilku paczek z bibelotami, po całe tiry załadowane dobytkiem. Do tego niektóre z nich oferują pakowanie i pomoc w rozładunku. A koszty? W większości firm transport 5 m2 dobytku to ok. 200-400 funtów a 20 m2 – 800-1200 funtów. Samą lodówkę przewieziemy za ok. 60 funtów, wózek dziecięcy – od 10 funtów, a telewizor w jednej z firm za 1,5 funta za... cal. Koszty transportu całego dobytku powinny więc zamknąć się w kilku tysiącach złotych.

Wybierając firmę warto znaleźć taką, która ma ubezpieczenie od wypadku, pożaru itp. Choć koszt przeprowadzki bywa wtedy o 20-50 proc. wyższy, w razie problemów dostaniemy zwrot pieniędzy za uszkodzone rzeczy. Fantazja naszych rodaków w temacie przeprowadzek jest przy tym nieograniczona – w jednej z firm przewozowych klient zażyczył sobie transport nagrobka, w innej w połowie drogi do Anglii przypomniał sobie, że zamknął w transporterze kota gotowego do wyjazdu, jednak... nie wziął go ze sobą, więc trzeba zawrócić, by zwierzę nie umarło z głodu.

 

Pracownicy jeszcze innej firmy z rozbawieniem wspominają za to panią, która tygodniami ustalała szczegóły wyjazdu, poprosiła pracowników o pomoc w zapakowaniu ciężkich szaf i łóżek, godzinami pakowała cenną porcelanę, obiecywała herbatkę po dotarciu do jej „wymarzonego domu” w Londynie by w końcu, podczas przekraczania granicy, rozpłakać się i powiedzieć, że jednak nie chce przeprowadzać się do Anglii. Podobne historie ma też przedstawiciel f-my transportowej. – Jeżeli chodzi o najbardziej nietypową przeprowadzką jaką zorganizowaliśmy to była Korea Południowa. Inny nietypowy kierunek to Norwegia – Storsteinnes, około 1800 km na północ od Oslo. Żadna firma poza naszą nie chciała się podjąć przeprowadzki na koło podbiegunowe z uwagi na ciężkie warunki pogodowe.

Krok po kroku w nowym domu

Wróćmy jednak do Anglii. Po przyjeździe, gdy mamy już stały adres (może być to mieszkanie wynajmowane), musimy udać się do banku otworzyć konto. Większość banków wymaga jednak okazania rachunku na nasze nazwisko z aktualnym adresem – warto więc tuż po przyjeździe zadbać, by comiesięczny kwit za telefon, Internet czy prąd był wystawiany na nasze nazwisko. Zwykle wystarczy telefon do dostawcy usługi lub krótka wizyta w oddziale.

 Po przeprowadzce mamy też prawo wymienić polskie prawo jazdy na brytyjskie, choć możemy też legalnie jeździć na tym wydanym w ojczyźnie. Wielu Polaków decyduje się jednak na zamianę – dzięki temu uzyskują uznawany wszędzie dokument, potwierdzający ich adres. Pomaga to właśnie w wynajęciu mieszkania czy np. wzięciu kredytu.

Aby wymienić prawo jazdy wystarczy wypełnić formularz D1, który można znaleźć na każdej poczcie, i wysłać go ze zdjęciem paszportowym, dotychczasowym prawem jazdy, paszportem i potwierdzeniem wpłaty 50 funtów do Royal Mail Special Delivery na adres: DVLA, Swansea, SA99 1BT. Po około dwóch tygodniach powinniśmy dostać pocztą nowy dokument i paszport. Jeśli do Anglii przyjechaliśmy z dzieckiem, jak najszybciej udajmy się do Education Service. Znajdziemy tam prosty formularz, za pomocą którego zgłosimy dziecko do brytyjskiej szkoły. Konieczny będzie do tego jego akt urodzenia – warto więc zabrać go ze sobą z Polski.

 

Zamykanie drzwi

Jest jeszcze kilka formalności, które musimy załatwić w Polsce. Żeby otrzymywać listy, w najbliższym urzędzie pocztowym musimy zgłosić nowy, brytyjski adres lub adres krewnych w Polsce, do których ma trafiać nasza korespondencja. Listy będą automatycznie przekierowywane. W przypadku brytyjskiego adresu będą one jednak wracały do nadawców, którzy nie nakleili na kopertę wystarczającej liczby znaczków. Upewnijmy się więc, że znają oni nasz nowy adres. Najłatwiej jest zrobić to za pomocą e-maila, choć urzędy i niektóre firmy mogą wymagać, by pofatygować się do nich osobiście. Tak może być np. z operatorem telefonicznym.

Warto przy okazji – o ile to możliwe – zrezygnować z ich usług. W przeciwnym razie mimo, że nie korzystamy z polskiego telefonu, mogą do nas co miesiąc przychodzić rachunki. Tak samo jest z Internetem, kablówką itp. Dobrze też podać informację o nowym adresie w naszym banku. Zastanówmy się przy tym, czy warto „trzymać” otwarte polskie konto – jeśli opłaty za jego prowadzenie są wysokie, po powrocie może okazać się, że mamy debet. Nie lekceważmy też kart kredytowych – na większości z nich opłaty naliczane są automatycznie co miesiąc, co może zaowocować po roku sporym długiem. Najlepiej spłacić kartę i przy najbliższej okazji z niej zrezygnować – wyjęcie z bankomatu nawet małej sumy za granicą, może kosztować jednorazowo kilkadziesiąt złotych.

Pamiętliwy fiskus

To, co spędza sen z powiek osobom, które są jedną nogą w Polsce, a drugą w Anglii, to polski urząd skarbowy. Czy trzeba się z nim rozliczać? Jeśli przeprowadzamy się do Anglii to nie, o ile w ciągu roku nie pracowaliśmy w Polsce. Jeśli jednak zdarzyła nam się praca dorywcza, nawet na symboliczną kwotę, to pod koniec roku podatkowego musimy złożyć PIT-37, w którym rozliczamy się tylko z przychodu uzyskanego w Polsce.

Warto wiedzieć, że nawet, jeśli jesteśmy w Polsce zameldowani (np. u rodziny), ale faktycznie mieszkamy już i pracujemy w Anglii przez ponad 180 dni w roku, to nie musimy rozliczać się z brytyjskich przychodów. Aby rozwiać wątpliwości urzędu skarbowego, warto przed wyjazdem złożyć w nim formularz NIP-3, w którym zaznaczymy, że przenosimy nasze „centrum interesów życiowych” do Anglii. Wiele odpowiedzi na bardziej skomplikowane pytania, dotyczące rozliczania się w Polsce (np. w przypadku, gdy mieszka tam żona, wynajmuje się mieszkanie itp.), można znaleźć na stronie Powroty.zielonalinia.gov.pl.

 

Przyjazne procedury

Polska rzeczywistość podatkowa potrafi dać się we znaki, dlatego wiele osób, wraz z przeprowadzką do Anglii, z ulgą przenosi też na Wyspy swoją firmę. O ile przeniesienie do Anglii całej rodziny jest trudne, to „przeprowadzka” firmy to już czysta przyjemność. Za sobą zostawiamy podejrzliwego fiskusa, wysokie składki na głodowe emerytury i przepisy, które urzędnicy interpretują zależnie od nastroju; przed nami gwarantowana brytyjska emerytura, niskie opłaty i przejrzyste prawo.

Wystarczy zlikwidować polską działalność – złożyć wniosek CEIDG-1 w urzędzie miasta lub gminy. Jeśli korzystaliśmy z kasy fiskalnej, należy udać się z nią do urzędu skarbowego, by oficjalnie „zakończyć jej pracę”. Niestety, polski urząd skarbowy jest pamiętliwy, dlatego dokumenty firmowe najlepiej jest przechowywać jeszcze przez pięć lat. W przypadku dokumentów związanych z zatrudnieniem pracowników, fiskus lub ZUS może do nich zajrzeć nawet... za 50 lat.

Solo i na swoim

Przejdźmy do otwierania swojej działalności w Anglii. Wystarczy... zacząć. Zarejestrować działalność można do października następnego roku po tym, w którym zaczęliśmy działalność. Czyli: firma otwarta w roku 2013 musi zostać zgłoszona do HM Revenue & Customs do października 2014; po tym terminie można narazić się na karę. Najpopularniejszym rodzajem działalności jest „solo trader” – nie oznacza to jednak, że w jej ramach nie można zatrudniać pracowników, tylko że osobiście i wyłącznie (solo) odpowiada się za zobowiązania firmy. To wszystkie formalności na start – podatek i składkę zdrowotną można płacić co miesiąc, ale można też co kwartał, co najczęściej wybierają początkujący przedsiębiorcy.

O kolejnych krokach poinformuje nas odpowiedni urząd. W razie wątpliwości odnośnie tego, jaką firmę założyć, gdzie się zgłosić itp. pomocy udziela Business Link Helpline pod numerem 0845 600 9006. Wielu przedsiębiorców popełnia błąd, powierzając założenie firmy agencjom ogłaszającym się przez Internet. Dopełnienie wszystkich formalności osobiście jest jednak na tyle proste, że nie warto ryzykować – takie firmy często „znikają” po uiszczeniu opłaty, poza tym i tak trzeba stawić się osobiście w brytyjskim urzędzie po National Insurance Number, o czym często tacy pośrednicy zapominają poinformować.

Zobacz także:

© Goniec.com