Menu


Jan Tomaszewski – bramkarz, którego pamięta cały świat

  • Napisane przez  Emil Kopański (laczynaspilka.pl)
  • 1 komentarz
Jan Tomaszewski – bramkarz, którego pamięta cały świat

Przed legendarnym meczem na Wembley były reprezentant Anglii Brian Clough nazywał go „clownem”, ale po zakończeniu spotkania przylgnęło do niego inne określenie – „człowiek, który zatrzymał Anglię”. Choć nie unikał kontrowersji, trzeba powiedzieć wprost – Jan Tomaszewski, obchodzący 70. urodziny, był bramkarzem fenomenalnym.

Zdania o nim są podzielone – jedni go kochają, inni wręcz nie znoszą. Mimo to trudno znaleźć w historii polskiego futbolu bramkarza, który w wyraźniejszy sposób zapisałby się na jej kartach. Karierę rozpoczynał w Śląsku Wrocław, z którego przeniósł się do lokalnego rywala – Gwardii. Wkrótce jednak powrócił do macierzystego klubu i tam dostał szansę regularnych występów na najwyższym stopniu rozgrywkowym w kraju. Pierwszy sezon w tej roli nie był jednak zbyt udany – Śląsk w tabeli wyprzedził jedynie ROW Rybnik i pożegnał się z ówczesną I ligą.

Nieudany debiut, który stał się początkiem sukcesów
Po spadku Tomaszewski został we Wrocławiu. Na zapleczu elity spisywał się na tyle dobrze, że zwrócił na siebie uwagę działaczy Legii Warszawa, którzy ściągnęli go na Łazienkowską. W stolicy „Tomek” wielkiej kariery nie zrobił, ale na pewno pobyt w Warszawie wspomina dobrze choćby z jednego powodu. Dostał bowiem szansę debiutu w reprezentacji Polski od selekcjonera Kazimierza Górskiego. Mecz z RFN nie był szczególnie udany – choć biało-czerwoni prowadzili 1:0, w drugiej połowie stracili trzy gole i musieli pogodzić się z porażką. Na Tomaszewskiego spłynęła szeroka fala krytyki, ale trudno uznawać go za jedynego winnego porażki. Trzeba pamiętać, że RFN była wówczas jedną z najsilniejszych drużyn globu – rok przed meczem zajęla trzecie miejsce na świecie, a kilka miesięcy później sięgnęła po tytuł mistrza Europy.
Niemniej jednak Tomaszewski pożegnał się z miejscem między słupkami kadry na ponad rok. W międzyczasie opuścił też Legię, by przenieść się do ŁKS Łódź. Już jako piłkarz tego klubu wrócił w 1973 roku do kadry narodowej i drugie podejście było już udane. Choć w wygranym meczu z USA (4:0) rozegrał 45 minut, na stałe zagościł między jej słupkami. W kwalifikacjach mistrzostw świata w 1974 roku miał już niepodważalną pozycję, jednak w pamięci kibiców zapisał się przede wszystkim jednym spotkaniem.

„Człowiek, który zatrzymał Anglię”
17 października 1974 roku, Wembley. Polacy walczą o awans do turnieju finałowego mistrzostw świata w RFN, a tym razem zmierzą się z Anglią. W pierwszym meczu pokonali „Synów Albionu” 2:0, więc Anglicy stoją wręcz pod ścianą. Muszą pokonać Polaków, jeśli marzą o wyjeździe na mundial. Polacy stawiają jednak ogromny opór, a w bramce dobrze spisuje się Tomaszewski. Broni piłki wręcz nieprawdopodobne, a we wszystkim wspierają go obrońcy. W drugiej połowie dość niespodziewanie pada bramka dla biało-czerwonych – Jan Domarski strzałem, który jak sam wspominał „zszedł mu z nogi” – pokonuje bezrobotnego wręcz wcześniej Petera Shiltona. Anglicy ruszają do frontalnego ataku, jednak tego dnia sposób na Tomaszewskiego znajdują tylko raz. Na niespełna pół godziny przed ostatnim gwizdkiem rzut karny pewnie egzekwuje Allan Clarke. To jednak za mało, by to Anglicy pojechali na mundial. Po zakończeniu spotkania padają na murawę. Tomaszewski wędruje natomiast w górę, gdzie wyrzucają go na rękach rozentuzjazmowani koledzy. Polska po kilkudziesięciu latach wraca na mistrzostwa świata, a Tomaszewski zyskuje miano „człowieka, który zatrzymał Anglię”. Dla naszych rywali – jak obwieszcza wydanie „The Sun” z 18 października – kończy się świat…

Ten wielki mundial
Nic dziwnego, że „Tomek” po takim popisie stał się niekwestionowanym numerem jeden w narodowych barwach. Na mundialu w RFN Polska trafiła do „grupy śmierci” – z Argentyną, Włochami i Haiti. Już w pierwszym meczu sprawiła niespodziankę, pokonując Argentyńczyków 3:2. W drugim spotkaniu rozgromili Haiti 7:0, zapewniając sobie awans do dalszej fazy turnieju. Nie zamierzali jednak zwalniać tempa i także Włosi musieli obejść się smakiem, przegrywając 1:2. W kolejnym meczu – ze Szwecją – Tomaszewski znów przypomniał o sobie. Obronił rzut karny wykonywany przez Stefana Tappera i stał się jednym z głównych architektów zwycięstwa 1:0. Biało-czerwoni, będący rewelacją imprezy, sunęli dalej. Pokonali Jugosławię 2:1 i znaleźli się w czwórce najlepszych zespołów świata! Półfinałowy bój z gospodarzami przeszedł do historii nie tylko polskiego, ale i światowego futbolu. Rozgrywany w fatalnych warunkach atmosferycznych „mecz na wodzie” zakończył się dla naszych reprezentantów niepowodzeniem, jednak Tomaszewski znów zapisał się w piłkarskich annałach. Obronił drugi rzut karny na jednym mundialu, tym razem egzekwowany przez Uliego Hoennessa. Jako pierwszy golkiper zdołał dwukrotnie zatrzymać strzały z „jedenastki" na imprezie tej rangi. Polacy przegrali jednak 0:1 i ostatecznie zajęli trzecie miejsce na świecie, pokonując w decydującym o podium meczu Brazylię 1:0.

Srebro w Montrealu, (nie)boskie Buenos
Po dwóch latach Tomaszewski do medalu mistrzostw świata dopisał kolejny sukces – wicemistrzostwo olimpijskie w Montrealu. W finale biało-czerwoni ulegli NRD 1:3, a „Tomek” z powodu urazu musiał opuścić boisko już po 20 minutach. W 1978 roku Polacy znów zameldowali się na mistrzostwach świata, a Tomaszewski wciąż był numerem jeden w bramce. Biało-czerwoni wyszli z grupy z pierwszego miejsca, a drużyna była prawdziwą mieszanką rutyny z młodością. W drugiej rundzie (która też była fazą grupową) Polacy w pierwszym meczu ulegli Argentynie 0:2, a po tym spotkaniu Tomaszewski stracił miejsce między słupkami na rzecz Zygmunta Kukli. Po raz ostatni w koszulce z orłem na piersi „Tomek” wystąpił 18 listopada 1981 roku w towarzyskiej potyczce z Hiszpanią. Łącznie rozegrał w niej 63 razy. Kontynuował jednak karierę klubową, stając się pierwszym Polakiem w hiszpańskiej Primera Division, przywdziewając barwy Herculesa Alicante. Buty na kołku zawiesił w 1982 roku w ŁKS Łódź.

Trener, polityk, ekspert
Po zakończeniu kariery Tomaszewski przez chwilę był trenerem ŁKS, a w latach 1989-90 szkolił bramkarzy reprezentacji Polski. Prowadził też ponownie ŁKS a także Widzew, jednak były to role wyłącznie epizodyczne. Doskonale odnajdywał się za to w roli eksperta i komentatora, który nie stronił od kontrowersyjnych i kolorowych wypowiedzi. W 2011 roku zaangażował się mocniej w politykę, startując w wyborach parlamentarnych i swój cel osiągnął – stał się posłem na Sejm VII kadencji. Cztery lata później nie powtórzył już takiego wyniku. Do dziś jest bardzo aktywny w mediach, które bardzo lubią go za jaskrawość i otwarty język. Abstrahując od wszystkiego, trzeba przyznać, że Jan Tomaszewski był przede wszystkim kapitalnym bramkarzem. Panie Janku, wszystkiego najlepszego!

1 komentarz

  • LastNoble
    LastNoble sobota, 13, styczeń 2018 13:07 Link do komentarza

    I see you don't monetize your site, don't waste your traffic, you
    can earn extra cash every month because you've got high quality content.
    If you want to know how to make extra bucks, search for: Mertiso's tips best adsense alternative

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę