Menu


Płynne złoto na wybiegu

Płynne złoto na wybiegu

Natalia Golec przebojem weszła do świata polskiej mody. Z wykształcenia prawniczka, ale także absolwentka stołecznej Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Pod jej autorską marką Enugo tworzy modę do noszenia z prawdziwie widowiskowymi formami. Rozmawia Natalia Ros. 

Moda do noszenia czy moda z wybiegów?
– Lubię i jedną, i drugą. Kolorowa ulica, pełna ciekawych, abstrakcyjnych form, w których da się funkcjonować na co dzień! W kontekście projektowania, obie zdecydowanie da się połączyć. To kwestia znalezienia złotego środka. Oryginalny i dobrze zaprojektowany design oraz niezbędna w modzie użytkowej funkcjonalność.J

Jakbyś opisała swoją ostatnią kolekcję?
– Kolekcja OPU.form na sezon Jesień/Zima 2017 zainspirowana jest serią rzeźb autorstwa Alyson Shotz przedstawiającą proces topnienia metalu. Jej abstrakcyjne formy są bardzo dynamiczne i wydają się topnieć na oczach obserwatora. To złudzenie zostało przeniesione do kolekcji za pomocą opulentnych aplikacji, dających wrażenie ubrań zamoczonych w płynnym złocie i srebrze.

Kolekcja opiera się na asortymencie męskiej garderoby – jak koszule, marynarki, garnitury, które zostały zdekonstruowane w swojej klasycznej formie i połączone na nowo w warstwowe sylwetki o bardziej kobiecym charakterze. Taki też jest typ kobiety, dla której tworzy marka Enugo i do której skierowana jest kolekcja. Bardzo aktywna i przedsiębiorcza, będąca silną indywidualnością, wyróżniająca się oryginalnym designem w codziennych stylizacjach.

Zgarniasz nagrodę za nagrodą, ale twoja kariera w modzie nie była tak oczywista. Jesteś prawnikiem. Jak to wszystko się zaczęło?
– Lubię próbować różnych rzeczy i rozwijać się na wielu polach, to bardzo otwiera umysł. Jestem bardzo ambitna, stąd gdzieś na mojej drodze pojawiły się studia prawnicze, na których zdobyłam wiele przydatnej praktyki i wiedzy także w prowadzeniu własnego biznesu modowego. W którymś momencie po prostu dojrzałam do tego, żeby potraktować moją największą pasję – modę – poważnie.

Zaczęło się od studiów, potem praktyki. Mnóstwo nauki jeszcze przede mną, więc teraz mocno inwestuję czas w swój rozwój. Właśnie wróciłam z londyńskiego Central Saint Martins z ogromem nowej wiedzy, a teraz powoli przygotowuję się do wyjazdu na stypendium w Pekinie.

Śledząc różne konkursy dla projektantów w Polsce, nabiera się wrażenia, że polska moda jest coraz bardziej ambitna. Czy czujesz, że ma to odzwierciedlenie w konsumentach i rynku?
– Konstrukcyjna i abstrakcyjna forma wykonania, łączenie wielu technik i projektowanie w oparciu o rzetelną wiedzę technologiczną – jest wielu polskich bardzo dobrze wykształconych projektantów, którzy w ten sposób tworzą swoje kolekcje. Patrząc na resztę świata, wiem, że konsument tę modę doceni. Najważniejsze to znaleźć złoty środek między oryginalnym i ciekawym designem a użytkowością. Rynek jest przesycony basic’iem i tanią modą sieciową. Dobra polska moda jest na nim bardzo potrzebna!

Projektujesz w duchu trendów, czy inspiracji szukasz gdzieś poza?
– Nie można zaprojektować dobrej kolekcji bez poprzedzenia procesu projektowego głębokim badaniem rynku. Projektujemy dla klienta i musimy mieć świadomość trendów, przygotowując dla niego kolekcję. Najważniejsze, żeby wprowadzać tylko takie trendy, które wpisują się w DNA marki i przede wszystkim spojrzeć nieco głębiej. Skupić się na budzących się trendach społecznych, które wpływają w kolejnych etapach rozwoju na wszystkie obszary życia, a na samym końcu także na modę.

Wierzysz, że projektant powinien skupić się na tym, na czym się zna i wyspecjalizować się w jednej dziedzinie, czy być raczej projektantem-orkiestrą, który od początku do końca wszystko sam przygotowuje? Jak to jest w twoim przypadku?
– W prowadzeniu swojej marki modowej jestem tak naprawdę projektantem, product managerem, kupcem, PR-owcem, grafikiem, krawcową oraz dostawcą w jednym. Działam na wszystkich obszarach, żeby marka komunikowała dokładnie to, co chcę innym przekazać. Jednak coraz częściej powierzam wiele zadań osobom wyspecjalizowanym w jednej dziedzinie.

Są jednak obszary, których nie wyobrażam sobie całkowicie powierzyć komuś innemu, bo są dla mnie integralnym etapem projektowym. Przykładem może być faza konstrukcyjna. Podczas drapowania i manipulacji formy na manekinie nadaję projektowi oczekiwany kształt często zupełnie inny niż to, co naszkicowane na kartce, jednocześnie przygotowując jego konstrukcję. Nie da się czasowo zrobić wszystkiego samemu, ale nie wyobrażam sobie, żeby nie przejść samodzielnie przez którykolwiek z etapów.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę