Menu


Dave Adcock: Pomoc to moja pasja

Dave Adcock: Pomoc to moja pasja

Rok 2004. Polska i inne kraje Europy Wschodniej wstępują do UE. W tym czasie nasilają się też wyjazdy do UK „za chlebem”. Ksiądz z lokalnej parafii w Southampton zauważa, że coraz więcej młodych Polaków przychodzi na mszę i pragnie jakoś ułatwić tym ludziom odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Council, czyli rada miasta, zachęca go do utworzenia i kierowania organizacją EU Welcome. Nie jest to jednak proste. W 2005 r. staje się jasne, że potrzeba kogoś na stałe, lidera. I tu pojawia się miły, starszy pan, który szuka pracy na pół etatu – Dave Adcock. Nie mając pojęcia o języku czy obyczajowości zaczyna działać. Rozmawia: Magda Chruściel.

Jak wyglądały twoje początki w EU Welcome?
– Na początku dostałem komórkę, adres mailowy i ogólny zarys działalności. Nie miałem pojęcia co mam robić, jak porozumieć się z ludźmi. Nie znałem języka. Ale miałem ogromną chęć pomocy ludziom i pasję, żeby pokazać, że w Anglii da się żyć, a nie tylko egzystować. Znalazłem więc na początek ludzi, którzy znali angielski, ale też polski, rumuński czy słowacki, aby móc dotrzeć do społeczności imigrantów.

Kiedy już złapałeś kontakt z ludźmi, zaczęła cię również fascynować kultura Polski, jej historia, jak również język. To niezwykłe – masz 62 lata, pomocników, którzy mówią świetnie również po angielsku, a mimo to zacząłeś się uczyć polskiego.
– Pewnie nigdy nie poznam języka polskiego w takim stopniu, jak Polacy język angielski. Ale staram się! Zrozumiałem, że dużo łatwiej rozmawia się z ludźmi, jeżeli choć trochę zna się ich język. Dużo też czytam o historii Polski, staram się poznać waszą kulturę. To klucz do zrozumienia Polaków jako narodu, waszego spojrzenia na świat.

Zarządzanie taką organizacją jak EU Welcome nie jest prostym zajęciem. Potrzeba środków finansowych, żeby organizować spotkania, opłacić salki. Czy można cię jakoś wesprzeć w twojej działalności?
– Tak, organizacja środków finansowych jest z roku na rok coraz trudniejsza. Lokalny rząd, City Council, ma coraz mniej pieniędzy, więc zdecydowaliśmy się zamieścić na naszej stronie internetowej euwelcome.org.uk guzik, dzięki któremu można przekazać nam dowolną kwotę, w dowolnym czasie. Nie bierzemy pieniędzy od nikogo pod wpływem emocji. Ludzie często oferują je, kiedy pomagamy im w ciężkiej do załatwienia sprawie, ale to nie jest nasz cel, nie chcemy na tym zarabiać.

Projekt, któremu przewodzisz na początku miał jeden cel – informować. O prawach w pracy, jak nie dać się oszukać landlordowi, wydawane były ulotki po polsku i po angielsku na ten temat. Z czasem jednak rozszerzyliście swoją działalność. Co jeszcze organizujecie?
– Dla mnie EU Welcome nigdy nie miało być tylko miejscem, gdzie przychodzi się z problemami. Chcę wspierać imigrantów w ich rozwoju. Pokazać, że dzięki nauce angielskiego, dzięki uczęszczaniu na różnego rodzaju kursy, mogą mieć lepsze życie. Temu służą warsztaty z pisania cv i listu motywacyjnego czy zajęcia o rozmowach kwalifikacyjnych.

Obywatele Polski, Rumunii czy Słowacji mają możliwość integracji z lokalną społecznością – organizujemy zajęcia dla mam z dziećmi, na których poznają się i bawią mali sąsiedzi z różnych krajów. Chcę pokazać, że można żyć normalnie i bezpiecznie w tak specyficznym kraju, jak Wielka Brytania. Dlatego organizujemy wyjścia do lokalnych świątyń – do meczetu, do świątyni Sikhów. To wspaniałe, że ludzie różnych wyznań mogą się spotkać, porozmawiać o swoich religiach i kulturze, odrzucając obawy i stereotypy. To co dla mnie ogromnie ważne – to jest to, że mam możliwość zmiany sposobu postrzegania Polaków przez Anglików.

Kiedy w 2004 roku nadeszła fala imigracji, Brytyjczycy byli zaniepokojeni, ale z czasem docenili was jako świetnych, ciężko pracujących ludzi. Ja natomiast chcę pokazać, że jesteście nie tylko pracownikami, ale macie swoje pasje, tak samo, jak my. Dlatego organizujemy wystawy malarstwa i fotografii. Dzięki temu artyści pokazują swoje prace, ale również poznają siebie nawzajem.

Jednym słowem – wolisz dać ludziom wędkę niż rybę?
– Dokładnie! Jestem wielkim zwolennikiem idei, żeby pomóc ludziom umieć pomóc samemu sobie. To nie jest sztuka pójść z kimś do urzędu i załatwić coś za niego. Czasami wystarczy zapytać – czego się boisz? Nie wiesz co powiedzieć urzędnikowi – mogę to z tobą przetrenować! Polakom często brakuje wiary w siebie, w swoje umiejętności. Czekają, aż ktoś im powie – możesz starać się o lepszą pracę, możesz rozwijać swoje pasje, możesz się kształcić. Ale nikt nie mówi. Sami muszą sobie pozwolić nauczyć się sięgać po informacje. My tylko to ułatwiamy.

Pomaganie nie jest prostą sprawą. Czy zdarzyły się przypadki, kiedy miałeś dość?
– Większość ludzi, których spotykam na swojej drodze są naprawdę mili, uczciwi, tylko może lekko zagubieni. Nigdy nie miałem sytuacji na tyle ekstremalnej, aby przestać myśleć o rzuceniu tego zajęcia, chociaż na początku naszej działalności miałem kilka telefonów, gdzie próbowano mnie zastraszyć.

Głos w słuchawce mówił, że spotka mnie kara za pomaganie obcym, że powinienem się wstydzić za to, że nie pomagam Brytyjczykom, tylko imigrantom. Ale zgłosiłem to policji, telefony nie powtarzały się. A mi ta praca sprawia zbyt wiele przyjemności, żeby, ot tak, ją zostawić.

Co w takim razie daje ci energię do dalszej pracy?
– Na pewno częściowo jest to praca z młodymi ludźmi. Zarażają mnie swoimi pomysłami, swoim entuzjazmem. Ale największą przyjemnością i motorem do dalszych działań jest obserwowanie, jak ludzie zmieniają swoje życie na lepsze. Parę lat temu przyszła do mnie młoda kobieta, matka z maleńkim dzieckiem.

Była ofiarą przemocy domowej, wstrzymano jej zasiłek, jej partner nie wspierał jej... To było bardzo inspirujące widzieć, jak dzięki naszemu wsparciu i radom staje na nogi, zmienia się, jej sytuacja staje się stabilna, a ona sama silniejsza. To zawsze największa radość, kiedy zmieniamy ludzkie życie na lepsze. To mnie inspiruje do dalszej pracy.

A jak w twoich oczach zmienił się obraz polskiego imigranta? Czy Polak, który przyjechał do Anglii w 2015 roku różni się od tego, który przyjechał w 2005 roku?
– Oczywiście! Świat poszedł do przodu, wszystko się zmieniło. Kiedyś przyjeżdżali głównie ludzie ze słabym angielskim, szukali byle jakiej pracy, godzili się na fatalne warunki mieszkaniowe – byle jakoś przetrwać. Teraz częściej przyjeżdżają ludzie wykształceni, po studiach i z dobrym angielskim.

Nie chcą tylko egzystować, ale żyć na poziomie. Często sięgają bez wahania po pracę, o której ich krajanie w 2006 roku nawet nie śmieli marzyć. I to dobrze – Polacy są utalentowani, chcą się rozwijać i mogą wspomóc nasze społeczeństwo, wnieść coś dobrego. Zakładacie firmy, które świetnie prosperują – to wspaniałe.

Brexit – dobra czy zła decyzja? Ta dyskusja trwa od dawna, ale ciekawa jestem, jak to wygląda z twojej perspektywy. Może doradzisz coś Polakom, którzy chcą pozostać w Wielkiej Brytanii?
– Jestem człowiekiem rozważnym i myślę, że Brexit nie był dobrym wyborem. Unia Europejska to też nie jest najlepsze wyjście, ale mogliśmy pracować nad zmianami w niej, zamiast od razu odchodzić. Przez to nie tylko Polacy, ale młodzi Brytyjczycy również czują się niepewnie. Byłem rozczarowany, kiedy ogłoszono wyniki referendum.

Minął ponad rok od głosowania, a my nadal nie wiemy, jak będzie wyglądać życie nasze i przyszłych pokoleń w tym kraju. To smutne. Mam jednak nadzieję, że Polacy będą mogli pozostać w UK. Spróbujmy o to zadbać na razie na własny rachunek – przechowujmy dokumenty, certyfikaty. Zachęcam wszystkich do doskonalenia języka i czytania o Wielkiej Brytanii. To pomoże wam zrozumieć rzeczywistość w jakiej wspólnie żyjemy. Anglia to piękny kraj, spróbujcie go zwiedzić. A ja będę się starał nadal pomagać i zbierać informacje o dalszej przyszłości po całkowitym oddzieleniu się od Unii Europejskiej.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę