Menu


T. Wiśniowski: polski fotograf i armwrestlingowiec na Wyspach

T. Wiśniowski: polski fotograf i armwrestlingowiec na Wyspach

Rozmowa z Tomaszem Wiśniowskim, miłośnikiem armwrestlingu i polskim fotografem, którego prace można było podziwiać w londyńskiej 5th Base Gallery. O pasji, wyprawach oraz życiu prywatnym. Rozmawia: Anna Paprzycka

Jakie fotografie można było zobaczyć na wystawie „ECLECTIC”?
– Od 11 do 13 lipca w 5th Base Gallery w Londynie odbywała się trzydniowa wystawa pod nazwą: ECLECTIC, gdzie jedenastu absolwentów fotografii z Blackpool & The Fylde College, fili Uniwersytetu Lancaster prezentowało swoje końcowe prace.

Kim są bohaterowie zdjęć?
– Jeśli chodzi o mnie, to moje prace przedstawiają bardzo utytułowanego sportowca. Legendę armwrestlingu, obecnego mistrza świata organizacji WAL, Devon-a „NO LIMITS”, Larratt-a.

Dlaczego zdecydowałeś się na wybór właśnie tej postaci?
– Kilka czynników miało na to wpływ. Na pewno jednym z nich było to, iż Devon jest mistrzem świata w armwrestlingu, a armwrestling to moja pasja. Do tego, to bardzo atletycznie zbudowany, prawie dwumetrowy zawodnik, którego droga na szczyt to jedna wielka dedykacja, determinacja, poświęcenie i ciężka praca poparta solidną wiedzą. Między innymi o tym jest też moja praca dyplomowa.

Długo trwała praca nad zdjęciami?
– Sam projekt, praca nad koncepcją, to dobrych kilka tygodni. Do tego sprawy organizacyjne związane z wyjazdem i sprzętem. Same zdjęcia trwały około trzech godzin, które odbyły się w Spielberg w Austrii.

Jakie jest ich główne przesłanie?
– „Dedykacja” poszukując nowoczesnej męskości. Tak w skrócie można powiedzieć, że to o tym jest mój projekt. Obecnie męskość jest powiązana z siłownią i fizyczną aktywnością bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W nowoczesnych klubach fitness mężczyźni ćwiczą swoje ciała, aby być zdrowymi i gotowymi do wyzwań, jakie stawia im życie codzienne.

Po części mój projekt to walka ze stereotypami, które często zupełnie nie mają odzwierciedlania w rzeczywistości, mogą manipulować i zniechęcać do siebie. Wśród ludzi panuje stereotyp, że osoba umięśniona jest mniej inteligentna, a sala gimnastyczna jest miejscem dla osób, które niekoniecznie należą do elity intelektualnej. A po części, to pokazanie, że przy osiągnięciu sukcesu ważne są takie czynniki jak: motywacja, która jest fundamentem wszystkich wysiłków i osiągnięć sportowców i dedykacja, która jest wolą, którą człowiek ma w sobie i co daje mu energię do cięższej pracy, aby osiągnąć zamierzone cele. Na każdej płaszczyźnie wszystko musi być poparte solidną wiedzą.

W XXI wieku męskość jest pod ogromnym naciskiem w porównaniu z tym, co było w czasach starożytnych, w renesansie, a nawet w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wygląda na to, że cały ten rozwój jest przedłużeniem zjawisk, które kobiety doświadczały przez tysiąclecia. Problemem może być to, że obecnie oczekiwania są niewiarygodne, a rozwiązania są ekstremalne i szkodliwe.

To już twoja trzecia wystawa w UK. Po Manchesterze i Blackpool.
– Londyn to Londyn, chyba każdy artysta chciałby mieć swoją wystawę w tym mieście. 

W 5th Base Gallery pojawiły się również zdjęcia Małgosi, twojej życiowej partnerki.
– Tak, Gosia i ja studiujemy na tym samym roku, właściwie to już za kilka dni mamy rozdanie dyplomów. Gosia to nomad z krwi i kości, jej fotografia związana jest z podróżami i nomadyzm, który często przewija się w jej projektach. Zdjęcia, które pojawiły się w 5th Base Gallery, to część prac z jej najnowszego projektu: Nomadic Mind, w tłumaczeniu na polski: nomadyczny umysł. Niektóre z tych zdjęć można zobaczyć na jej online portfolio: lenswanderer.com.

Kto kogo zaraził fotografią? Czy może połączyła was wspólna pasja?
– Chyba ja ją zaraziłem.

Współpracujecie czy rywalizujecie?
– Na pewno jest współpraca i wspieranie się nawzajem. Moja fotografia związana jest między innymi ze sportami siłowymi, sportami walki, dużo atletyzmu, dynamiki, akcji. Gosia to w stu procentach podróżnik, coś w rodzaju Beaty Pawlikowskiej. Oczywiście, w tym co robimy, występują rzeczy wspólne, chociażby takie jak portret czy dokument, ale wciąż są to dwa zupełnie inne rodzaje fotografii, więc o jakiejkolwiek rywalizacji nie ma mowy.

Na twojej stronie można znaleźć zdjęcia z Singapuru, Milanu, Hongkongu, Paryża, ale też z polskiej wsi.
– W miarę czasu i możliwości staram się gdzieś pojechać, odwiedzić nowe miejsce. Odkąd w moim życiu pojawiła się Gosia, to przyznam szczerze, że wielu miejsc, które odwiedziłem z nią, zapewne nigdy bym nie zobaczył.

Na przykład kilkudniowe safari podczas pobytu w Kenii – coś niesamowitego. Lub pobyt na Kubie, gdzie m.in. odwiedziliśmy dom rodzinny Fidela Castro – mega sprawa. Ona to całe serce i organizator wszystkich naszych wypraw. Jeśli chodzi o wieś, to jest to Bełwin, mała wieś koło Przemyśla, tam się wychowałem, stamtąd pochodzę. Piękne miejsce. Zawsze jak odwiedzam dom rodzinny, to coś sfotografuje i wrzucę na bloga.

Lepiej czujesz się w fotografii reportażowej czy studyjnej?
– Dobrze czuję się w jednym i drugim, ale od jakiegoś czasu bardziej widzę siebie w fotografii studyjnej.

Od niedawna zaczęło panować przekonanie, że fotografem może zostać każdy – wystarczy tylko dobra lustrzanka. Co o tym myślisz?
– Lustrzankę może kupić sobie każdy lub prawie każdy i robić zdjęcia lepsze lub gorsze. Tak długo, jak za twoją fotografią nie stoi koncepcja, to należysz do grupy robiącej pretty pictures, one of the thousands, tłumacząc na polski: ładne zdjęcia, jeden z tysiąca. Ważne w tym, co robisz jest to, żeby było w tym również... „dlaczego”. Czyli jakieś przesłanie.

Ciężko zaistnieć w tym biznesie?
– Północ Anglii raczej nie należy do miejsc dobrych pod względem funkcjonowania w tym biznesie. To bardzo niewielki rynek i tak naprawdę to tylko Londyn jest jedyną opcją.

Jesteś dobrze znaną postacią w świecie armwrestlingu. Uwieczniasz najważniejsze chwile, zawody. W przeszłości również trenowałeś. Po spotkaniach z takimi gwiazdami jak Devon Larratt nie masz czasami ochoty wrócić do treningów?
– Tak, kiedyś prowadziłem strony internetowe związane z armwrestlingiem; Armwrestling24h, Armwrestling History Channel i Armwrestlers ONLY i pewnie dlatego przez lata poznałem wiele osobistości z tego sportu. Devona poznałem w 2011 r., kiedy to miałem przyjemność fotografować jego pamiętny pojedynek z Michaelem Toddem na ARM WARS. Jeśli chodzi o treningi, to na siłowni wciąż wykonuję kilka ćwiczeń związanych z armwrestlingiem, tak, żeby nie zardzewieć, ale nic poza tym.

Kiedy będzie można zobaczyć wystawę twoich zdjęć z podróży albo związanych ściśle z armwrestlingiem?
– Jeśli chodzi o wystawy, to na pewno kiedyś będę chciał zaprezentować raz jeszcze projekt „Dedykacja” poszukując nowoczesnej męskości. To jest projekt, który będę kontynuował i będę chciał go kiedyś zaprezentować szerzej na indywidualnej wystawie. Armwrestling – pewnie kiedyś też zorganizuję wystawę, ale wcześniej możliwe jest, że coś opublikuję. Coś w rodzaju albumu lub książki. Co do podróży, na razie nic w planach nie mam.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę