Menu


I. Łepkowska: „Ja się umawiałam na pisanie bajek”

  • Napisane przez  Goniec.com
  • 2 komentarzy
I. Łepkowska: „Ja się umawiałam na pisanie bajek” Agencja BE&W

Autorka, pisarka, scenarzystka, producentka, królowa seriali. Ilona Łepkowska. Caryca polskiej telewizji, zaraz obok Niny Terentiew i Edwarda Miszczaka, z którymi, jak twierdzi, nie łączy jej nic, bo nie ma władzy absolutnej. Rozmawia: Bartek Fetysz.

Pani książka „Pani Mnie Z Kimś Pomyliła” to opowieść Joanny, kobiety dojrzałej, ledwo wiążącej koniec z końcem, samotnie wychowującej córkę, której życie nagle przewraca się do góry nogami i wkracza do show-biznesu. Ile jest Joanny w Ilonie Łepkowskiej?
– Sporo, nie będę ściemniać. Najważniejsze podobieństwo to takie, że mam czarnego teriera rosyjskiego i uważam, że pies jest lekiem na całe zło. Także zło show-biznesu. Książkowa Joanna jest na początku naiwna i czysta jak dziecię przed Pierwszą Komunią Świętą, ja, zanim zaczęłam być zaczepiana  na ulicy w celu rzucenia się w moje ramiona, ucałowania i pobrania autografu, pracowałam w filmie dobrych kilka lat i sporo już widziałam. Ostrożniej stawiałam nogi na tym polu minowym, ale realia, anegdoty, zdarzenia – sama prawda. Niestety.

Jak pani odnalazła się w show-biznesie? Bo zaczęło się w latach 90., najpierw „Radio Romans”, potem monumentalny „Klan”...
– Wcześniej napisałam scenariusz do „Och Karol” i paru komedii. Wtedy nie było Pudelka i „Na żywo”, więc nikogo nie interesowały moje trzy rozwody, torebka, tylko moja praca. Milej było, proszę mi wierzyć. Dym się zaczął od „Klanu”, to był mega sukces. Potem poszły następne seriale, które też kupiła publiczność, jakiś dziennikarz powiedział, że jestem Midasem telewizji, potem następny dorzucił królową polskich seriali i poszło.

A ja się nie musiałam odnajdywać, bo bardzo, bardzo długo nie bywałam, nie stawałam na ściankach i nie udzielałam wywiadów. Siedziałam w domu, gotowałam obiad córce, sprzątałam, prasowałam, robiłam zakupy, a pomiędzy tym stukałam odcinki.

Potem reklama zaczęła mieć coraz większe znaczenie, trzeba było mówić o nowym projekcie – to mówiłam. Chcieli zdjęcia – nie znoszę, ale jak trzeba, to trzeba. Zaprosili – no to pójdę, niegrzecznie nie pójść. Mnie się wydawało, że jak zacznę odmawiać, to znaczy, że się sadzę, wywyższam. I tak wdepnęłam w celebryctwo. Jedną nogą, ale zawsze.

To pani przypisuje się kariery wielu aktorów i aktorek – choćby Kasia Cichopek czy bracia Mroczkowie dzięki pani rozwinęli skrzydła. Z drugiej jednak strony oni byli wielokrotnie krytykowani za brak warsztatu. Co pani myśli o tej krytyce? To polska zazdrość?
– Pewnie, że tak. Jezu, ilu ja widziałam na castingach drewnianych aktorów z dyplomami magistra sztuki! Takich, którzy mieli mniej umiejętności aktorskich niż Kasia czy Rafał i Marcin, i dużo, dużo mniej wdzięku, uroku osobistego, ale za to więcej przekonania, że są wspaniali, bo są zawodowcami. Zobaczcie, jaki progres zrobiła Kasia Cichopek czy Mroczkowie!

Poza tym, trudno znaleźć osiemnastoletnich absolwentów studiów aktorskich, a tyle miały lat te dzieciaki, gdy zaczynali w „M jak miłość”. Miałam wziąć ich na pierwsze dwa lata, a potem wymienić na Dereszowską czy Małaszyńskiego? Mam przejmować się takimi uwagami? Jak mówił Michael Corleone, to obraża moją inteligencję.

Pani bohaterka z „Pani Mnie Z Kimś Pomyliła” wpada w wir, romanse z producentami, reklamy, ogromne pieniądze – samotność. Sukces wymaga samotności? Czy może sukces zawsze jest samotny?
– Myślę, że w większości wypadków sukces oznacza samotność. Bo nikt, kto jest obok, nie rozumie w pełni, jak się czuje człowiek, którego serial ogląda 12 milionów widzów. Jak potrafi przytłoczyć taka świadomość. „Cywil” pomyśli, że to po prostu zajebiste, taki rząd dusz, a tak naprawdę to jest zajebiście niebezpieczne co najwyżej. Napisałam w „Na dobre i na złe” odcinek o ewakuacji szpitala spowodowanej przez fałszywy alarm bombowy i następnego dnia po emisji dzwonią do mnie o 7.30 z PAP-u, że były wczoraj trzy takie alarmy wywołane przez dzieciaki, które obejrzały serial i uznały, że to super numer tak zadzwonić.

Ja się pytam, czy ktoś ucierpiał przy tych ewakuacjach, czy komuś coś się stało i zanim usłyszę odpowiedź, że nie, to sama nieomal umieram. No więc jeśli taki rząd dusz jest zajebisty, to bardzo proszę, ja się chętnie zamienię. Ja się nie umawiałam na rząd dusz. Ja się umawiałam na pisanie bajek. I tyle. Więc to na przykład była cena mojego sukcesu. Reklamę mi kiedyś zaproponowano. Odmówiłam. Udział w jury talent show – tak samo. A sława oznaczała dla mnie między innymi listy od widzów, z których wypadały niewykupione recepty z prośbą o pieniądze, bo „pani jest taka dobra, jak pani wymyśla takie piękne historie”. No, dziękuję bardzo. Miło jest, jak na targu w Tarczynie pani mnie pozna i wybierze ładniejsze pomidory.

Bohaterka Joanna robi bardzo głupią rzecz, która kosztuje ją prawie pół miliona. Nie chcę zdradzać co, pozostawmy to do odkrycia Czytelnikom. Dlaczego w każdej kobiecej książce, w każdym filmie („Nigdy w Życiu”) jest ten „fantastyczny” facet? Nie wystarczy silna kobieta, samotna i z bańkami na koncie?

Joanna robi głupią rzecz, bo spotyka na swojej drodze złamasa, manipulanta i oszusta. Dostaje po dupie i kieszeni za dobroć i naiwność. Przedtem miała męża, który też okazał się niefajny. Miałam ją zostawić z takim doświadczeniem damsko-męskim?


A do tego ze świadomością, że pracowała w branży średnio etycznej i sama nie zawsze była całkiem w porządku? Miałaby wtedy kasę, złamane serce, świadomość, że dała dupy, dosłownie i w przenośni jakiemuś sukinsynowi i po tym wszystkim kupiłaby sobie dom na wsi i byłaby szczęśliwa?

Sorry, ale nie. Są soliści, ale ja do nich nie należę, więc i moja bohaterka też nie. Ja byłam niezależną, silną kobietą z pieniędzmi na koncie i z sukcesem, i nie byłam nieszczęśliwa, ale szczęśliwa też nie. Tak już mam. I większość kobiet tak ma. Poza tym uważam, że Joannie należało się coś fajnego po mężu sukinsynie, gównianej karierze w show-biznesie i tym draniu manipulancie. Choć oczywiście, najlepszym, co ją spotkało był pies.

W pani powieści, kontrakt to pakt z diabłem – trzeba potem objeżdżać wsie i centra handlowe. Bardzo się to różni od rzeczywistości? Dlaczego w Polsce wciąż promuje się te same twarze?
– Bo mają dużą klikalność. Dlatego. Poważnie mówię, to się bada. A jak ktoś ma klikalność, to – jeśli delikwent się zgadza – eksploatuje się go tak długo, aż klikalność spadnie, a wzrośnie komu innemu. Mało kto chce ryzykować. Rozenek dobrze się sprzedaje, to dostanie piąty program, no, może dla odmiany ten piąty będzie razem z Radosławem. Magda Gessler jest kochana – to wszystkie garnki i patelnie są jej.

Kurdej-Szatan jest słodką blondynką z reklam Play to ją wsadzimy do dwóch seriali i jeszcze damy do prowadzenia program w TVP. No i buty skutecznie zareklamuje i może coś innego też. Jak się zużyje po czterech sezonach, to się znajdzie nowa. Moja obsesja znajdowania nowych twarzy albo przypominania zapomnianych aktorów jest kompletnie wbrew obecnym trendom. Nikt nie pozwoliłby mi dzisiaj obsadzić tak „Barw szczęścia”. Nie mówię, że wszystko to były strzały w dziesiątkę, ale przynajmniej próbowałam urozmaicić paletę. A jeżdżenie po centrach handlowych to już zazwyczaj własne, samodzielnie zawierane kontrakty.

W mojej książce bohaterka bierze udział w reklamie i w ramach kontraktu jest obwożona jak baba z brodą po całej Polsce – no, ale to jest czyściec, który musi przejść za karę. Nasi celebryci stają się twarzami centrum handlowego i uważają, że to super biznes, a nie czyściec. Jak ktoś z nich ciągnie za to łacha, to powiedzą, że zarabiają na studia dla synów.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale czy tak rozchwytywana scenarzystka jak pani, wszystko może za nie kupić? Wyobrażam sobie, że w latach największej popularności seriali „M jak Miłość” czy „Klanu” nie narzekała pani na brak profitów.
– No nie wszystko. Zdrowia kupić nie można, choć jak na przykład złamie człowiek nogę w trzech miejscach to go stać na prywatną klinikę ortopedyczną i roczną rehabilitację, co jest nie do przecenienia. Oraz nowe buty, bo w stare noga się nie mieściła. Nie jestem szczególnie rozrzutna, najłatwiej idzie mi wydawanie kasy na prezenty dla bliskich oraz cele charytatywne.

Latam tanimi liniami, mieszkam w starannie wybranych, ale jednak trzygwiazdkowych hotelach. Piję wina średniej klasy. Rzadko jadam w restauracjach. Ostatnim samochodem jeździłam 8 lat. Był to zresztą samochód mojego psa – ja byłam tylko jego kierowcą. Pożyczam pieniądze przyjaciołom czy rodzinie. Zostawiam sobie tyle, żebym nie musiała się bać, że na starość nie będzie mnie stać na taksówkę, lekarza czy opiekunkę. I żeby coś zostało jeszcze dla mojej córki.

Czy seriale w Polsce potrzebują odświeżenia? „Barwy Szczęścia” czy „M jak Miłość” to raczej takie seriale edukujące seniorów niż młodzież… I nagle – wszechobecni geje. Taka nowa polska egzotyka.
– W „Barwach” poza gejami są jeszcze syryjscy uchodźcy. Teraz pracuję przy telenoweli historycznej, czyli czymś, czego u nas nigdy nie było. 

Na Woronicza w dwóch halach zbudowano wnętrza średniowiecznego Wawelu, to naprawdę coś! No więc będzie jakaś odmiana, ale „Dynastii Tudorów” nie zrobimy przy naszym budżecie. Jesteśmy za biedni. Musimy kombinować i wtedy powstaje „Wataha” – gdzie widać jakieś pieniądze, ale oczywiście i tak niewielkie. Są oczywiście pomysły takie jak „Bez tajemnic” – psychoterapeuta i pacjent, kanapa i fotel i jedna rozmowa. Na to nas stać.

Jaki największy błąd popełniła pani w dotychczasowej karierze?
– Zgodziłam się stworzyć projekt serialu na konkurs TVP przed paru laty. Powstał w wyniku tego scenariusz „Wszystko przed nami”. Konkurs wygraliśmy, ale jakoś dziwnie mnie to nie cieszyło. Potem obsadziliśmy – to nie był całkiem mój pomysł, ale podpisałam się pod nim, więc jestem współwinna – samych ślicznych, choć niekoniecznie super zdolnych aktorów i aktorki. Zbudowaliśmy im na hali śliczne mieszkanka, które nawet jak były niby nieurządzone, bo bohater na dorobku, to były tak ładnie nie urządzone, aż strach. No i ci śliczni w tych ślicznych wnętrzach przeżywali swoje poważne problemy, które nikogo nie interesowały. 

2 komentarzy

  • doktor Lubicz
    doktor Lubicz wtorek, 25, lipiec 2017 21:18 Link do komentarza

    Tępa, wulgarna i obleśnie gruba.

  • widz
    widz sobota, 15, lipiec 2017 15:37 Link do komentarza

    Specjalistka od "tasiemców" i zaśmiecania tandetnymi, głupawymi serialami. Ile lat można ciągnąć te kretyńskie opowieści o niczym.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę