Menu


Ogrodnictwo – praca, która daje szczęście

Ogrodnictwo – praca, która  daje szczęście Shutterstock

Chcesz uprawiać zawód, który daje najwięcej szczęścia? Zostań ogrodnikiem. W ogrodnictwie i rolnictwie pracują tysiące naszych rodaków.

Po przyjeździe do Londynu poszedłem do kawiarenki internetowej i wydrukowałem ogłoszenie o koszeniu trawników. Roznosiłem je od domu do domu, dzielnica po dzielnicy. Pamiętam, jak zarobiłem w ten sposób moje pierwsze 20 funtów – byłem w siódmym niebie – wspomina 38-letni Mikołaj, który do Londynu przyjechał w 2006 roku i od tamtej pory z krótkimi przerwami do dziś pracuje w branży ogrodniczej. Do tej pracy pchnął go przypadek – wydawało mu się, że to jedyna rzecz, którą z doskoku może robić nie mówiący po angielsku Polak. Z czasem zaczął coraz lepiej rozumieć rośliny i doceniać możliwości, jakie daje to zatrudnienie.

– Gry komputerowe to moja pasja. Jak mam wolne, to mogę siedzieć 24 godziny przed komputerem. Choć praca czasem jest męcząca, to można przynajmniej oderwać się od internetu i przebywać na świeżym powietrzu. Poza tym każdy sam ustala sobie godziny i rzadko robi każdego dnia to samo – uważa. Teraz i praca zamieniła się w hobby. Mikołaj marzy o własnym ogrodzie, gdzie mógłby testować sadzonki i tworzyć cieszące oko kompozycje.

O pracę jest łatwo

Pracę przy zbiorach, wyrywaniu chwastów czy sadzeniu wykonują dziś na Wyspach głównie osoby z Europy Wschodniej. Przedstawiciele tego biznesu twierdzą, że bez nich musielibyśmy zapomnieć o świeżych kwiatach czy brytyjskich pomidorach na półce w lokalnym sklepie. Takie oferty jest wyjątkowo łatwo poszukać. Można je znaleźć zarówno w polskich agencjach pracy, na portalach polonijnych, jak i w Jobcentre, gazetach czy w prywatnych agencjach pracy. W przypadku prostych prac fizycznych, jak grabienie liści czy koszenie trawy, może też sprawdzić się sposób Mikołaja, czyli rozwieszanie ogłoszeń czy wrzucanie do skrzynki ulotek.

Przy takiej pracy wynagrodzenie ustalane jest za całość zlecenia, a jeśli jest płatne za godzinę, to zwykle nie przekracza najniższej krajowej. Wymagania są małe, bo wystarczy podstawowa znajomość angielskiego i tężyzna fizyczna, pozwalająca przez kilka godzin dziennie nosić ciężkie worki czy wyrywać chwasty. W szklarni czy na farmie może być potrzebne doświadczenie związane ze zbiorami konkretnego rodzaju warzyw czy owoców, takich jak truskawki czy pieczarki.

Pasja do ogrodów

Nieco trudniej jest znaleźć pracę prawdziwego ogrodnika. – To odpowiedzialne zajęcie. Niektórzy zatrudniają kogoś do podlewania kwiatków i myślą, że to wystarczy. Dobry ogrodnik jednak robi o wiele więcej, bo zna się na roślinach, potrafi je zabezpieczyć przed chorobami czy mrozem – uważa 29-letnia Patrycja, która prowadzi w Londynie małą firmę zajmującą się pielęgnacją ogrodów. Podstawą do znalezienia takiej posady jest pasja. To dzięki niej pierwszą pracę zdobyła Patrycja. 

– Kocham naturę i wychowywałam się na wsi, więc zawsze mnie to interesowało. Po przyjeździe na Wyspy starałam się „zaczepić” jak najbliżej pracy ogrodnika. Pracowałam w kwiaciarni, kosiłam trawę i robiłam wszystko, żeby ktoś mnie dostrzegł – opowiada. W końcu znajoma załatwiła jej pracę u rodziców przy pielęgnacji ogrodu. – To nie przyszło od razu. Jakieś dwa lata pracowałam tak dorywczo, po godzinach – tłumaczy. Gdy z polecenia miała już kilku stałych klientów, zaryzykowała i założyła własną działalność. Jako ogrodnik pracujący „u kogoś” najczęściej zarobić można 

11-14 funtów za godzinę. Dyplom polskiej szkoły ogrodniczej może się przydać, choć bardziej liczy się doświadczenie i wiedza. Można też skończyć kilkudniowy kurs – szkolenia organizowane są w każdym mieście.

Wolontariat w ogrodzie

Osoby, które mają czas i odrobinę zaparcia, mogą zacząć od wolontariatu. Praca charytatywna w ogrodzie – brzmi dziwnie? Nie na Wyspach, gdzie piękny ogród w tradycyjnym stylu traktuje się bardzo poważnie i uważa za część dziedzictwa kulturalnego, o które trzeba dbać. Organizacje takie, jak The Conseration Volunteers, Wildlife Trust czy National Trust zajmują się pielęgnacją miejsc zagrożonych czy zabytków. Osoby bez doświadczenia mogą zgłosić się do podstawowych prac. Z czasem można zyskać doświadczenie przy trudniejszych zajęciach, a referencje od takiej organizacji mogą zagwarantować później znalezienie pracy. 

W przeciwieństwie do Polski, gdzie na usługi ogrodnika stać najbogatszych, w Anglii czy Walii to popularny i pożądany zawód. Ogrodników poszukują parki rozrywki, gminy i miasta, zapracowani przedstawiciele klasy średniej czy właściciele domów z ogródkiem, którzy chcą mieć ładny ogród, a nie wiedzą, jak się za to zabrać. Wiele średnich i dużych firm traktuje zadbany ogródek dookoła biura jako swoją wizytówkę i jest w stanie wydać na niego rocznie nawet kilka tysięcy funtów.

Doradca wie więcej

Praca ogrodnika to nie jedyne, co można robić po tym, jak zdobędziemy już doświadczenie na polu czy przy grabieniu liści. Mając podstawową wiedzę ogrodniczą można zatrudnić się w sprzedaży, na przykład w jednym z popularnych na Wyspach centrów ogrodniczych. – Wiem, że ludziom się wydaje, że żeby dostać taką pracę, wystarczy się zgłosić, ale to nie tak. Każdy ma pod opieką jeden dział, w którym jest ekspertem. Sprzedawcy naprawdę mogą dobrze doradzić, bo znają się na tym, co robią – zauważa 30-letnia Milena, która pracę w centrum ogrodniczym pod Middlesborough znalazła w kilka lat po skończeniu technikum ogrodniczego. 

Inne ciekawe zajęcie, do którego można awansować po przycinaniu kwiatów w szklarni, to florysta. Formalne kwalifikacje nie są tu najważniejsze, bo na rozmowie o pracę kandydat często jest proszony, żeby... po prostu wykazał się, układając bukiet. Wiedzę można też uzupełnić na kursie, a najkrótsze można skończyć już w weekend. Trzy weekendy nauki w prestiżowej School of Floristy kosztują ok. 500 funtów i pozwalają nauczyć się wszystkiego o bukietach ślubnych czy kwiatach w dekoracji wnętrz.

Referencje od królowej

Wiedza o roślinności i zrozumienie świata przyrody to też pierwszy krok do kariery botanika, który może liczyć nawet na ok. 65 tys. funtów rocznie. Podobne są zarobki architekta krajobrazu, który zajmuje się planowaniem ogrodów i rozmieszczeniem zieleni przy domach, ale też w parkach czy na lotniskach. Jak widać, zajść można naprawdę daleko. 

W zeszłym roku posadę ogrodnika oferował nawet... Buckingham Palace. Znana z zamiłowania do pielęgnacji kwiatów królowa potrzebowała pomocy przy pracy w jej 16-hektarowych ogrodach. Od kandydata wymagała doświadczenia, dokładności i zamiłowania do roślin, ale w zamian nie oferowała zbyt dużo. Ogrodnik w pałacu królewskim może liczyć na 16.500 funtów rocznej pensji. To jednak inwestycja na całe życie, bo z takimi referencjami można dostać pracę praktycznie w każdym miejscu, i to nie tylko w Wielkiej Brytanii.

Lepsze to niż biuro

Nic dziwnego, że tysiące osób garną się do tego zawodu. To jedna z branż, w których pieniądze mogą przyjść z czasem, ale satysfakcję mierzy się nie tylko wysokością pensji. Z jednego z badań BBC wynikło, że floryści i ogrodnicy to najszczęśliwsi pracownicy w kraju. Przepytano tysiące osób reprezentujących różne profesje. Najwięcej, bo aż 87 proc. wszystkich pracowników zieleni odpowiedziało, że jest szczęśliwa z powodu wykonywanej pracy. To wyjątkowo wysoki odsetek, nieporównywalny z satysfakcją w tak prestiżowych profesjach, jak pilot czy lekarz. Podobne wyniki daje niedawne badanie szkoły ogrodniczej Cafre’s Greenmount Campus. Badacze zapytali wówczas dwa tysiące losowo wybranych Brytyjczyków o to, jakie wybraliby miejsce pracy, gdyby tylko mogli. 

70 proc. odpowiedziało, że dni wolałoby spędzać w ogrodzie, podczas gdy tylko 9 proc. wskazało na biuro. Badani jako główne zalety takiego miejsca pracy wskazywali możliwość samodzielnego ustalania obowiązków i satysfakcję, jaką daje świadomość, że wyhodowany od zera piękny okaz to nasze dzieło.

Sonia Grodek

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę