Menu


Sportowa brytyjska trójka

Sportowa brytyjska trójka Shutterstock

Rugby, krykiet, polo – na Wyspach kultowe, w Polsce wciąż mało znane. O co chodzi w tych sportach i czy rzeczywiście są one tak elitarne, jak się wydaje?

34-letni Patryk jest inżynierem w firmie budowlanej w Londynie. Z kolegami z załogi dogaduje się świetnie. Jest tylko jeden temat, który ich dzieli: krykiet. – Nie mam pojęcia, co oni w nim widzą. Na co dzień sobie z nich żartuję, że tylko ich na świecie ten sport interesuje – opowiada. Jednak na własnej skórze przekonał się, że to nie do końca prawda. – Cztery lata temu byliśmy na kontrakcie budowlanym w Indiach.

A tam znowu to samo: zarywanie nocy z powodu mistrzostw świata w krykieta! Byłem jedynym z trzydziestoosobowej grupy w pracy, który nie wiedział nawet, o co w tym sporcie chodzi – śmieje się. W meczu krykieta udział biorą dwie drużyny liczące po 11 osób. To, co pierwsze rzuca się w oczy przy oglądaniu meczu, to płaskie kije podobne do bejsbolowych, którymi gracze odbijają skórzaną piłkę. Jednak zasad jest o wiele więcej, a każdy mecz może trwać do ośmiu godzin. Sport powstał w Wielkiej Brytanii i został przyjęty z entuzjazmem przez „kraje zaprzyjaźnione”, takie jak Australia czy Indie – stąd trwający do dziś w tych regionach świata szał na krykieta.

Krykietowy Puchar

Właśnie imigranci z tych trzech krajów założyli w Polsce w 1993 roku pierwszą drużynę krykieta. Od tego czasu drużyn przybyło (również w kategorii juniorów i kobiet) i dziś odbywają się nawet mecze Polskiej Ligi Krykieta i Pucharu Polski. – To nieprawda, że sport jest elitarny – uważa 22-letni Mateusz, student wychowania fizycznego z Warszawy, który w ramach zajęć był członkiem uczelnianej drużyny krykieta i przeglądał później ofertę warszawskich klubów.

– Dołączyć może każdy, a dopóki nie zajmie się tym na poważnie, dostanie na treningu podstawowy sprzęt do wypożyczenia. Stali członkowie muszą pokrywać koszty wynajmu boisk (ostatnio w podwarszawskiej Zielonce) czy składki, ale to są symboliczne wydatki – tłumaczy. Na Wyspach drużyn krykieta jest oczywiście o wiele więcej. Swoją ma właściwie każda dzielnica. Zwykle działa przy niej klub sportowy, gdzie można zapisać się do drużyny dla początkujących i wypożyczyć sprzęt. Jednak nawet w parkach, na plażach czy łąkach widok grup osób z charakterystycznymi kijami nie jest niczym dziwnym. 

Taka gra jest legalna. Aby zacząć, wystarczy więc zebrać grupę znajomych i znaleźć teren do swobodnej gry. W internetowych sklepach najtańszy kij do krykieta kosztuje ok. 6 funtów. Cena hełmu ochronnego zaczyna się od 40 funtów, ale na początek może go zastąpić każdy inny kask ochraniający twarz i głowę. Poza kijem, strój czy piłki do krykieta nie różnią się wiele od tych, jakie obowiązują w innych popularnych sportach, dlatego na początek może wystarczyć wygodne ubranie sportowe i piłka tenisowa.

Na oklep

Innym typowym dla Wysp sportem jest polo. To sport, który jednak pierwotnie pochodził z Azji, skąd w XIX wieku przywieźli go do ojczyzny brytyjscy żołnierze. W czasie meczu po czterech zawodników z dwóch drużyn próbuje wbić za pomocą kijów piłkę do dwóch bramek. Brzmi podobnie do wielu innych dyscyplin? Tą wyróżnia fakt, że gracze muszą w tym czasie utrzymać się na koniach, a piłkę wbijają  do bramek, posługując się kijami podobnymi do tych golfowych. Całość wymaga więc dość dobrej koordynacji i umiejętności, a godzinny trening mocno ćwiczy całe ciało. Ten sport z oczywistych względów jest już nieco droższy – nie każdy ma przecież własnego konia, gotowego w każdej chwili do meczu. Jednak również w przypadku polo, klubów oferujących naukę są w kraju dziesiątki. Adresy można znaleźć za pośrednictwem strony www.hpa-polo.co.uk. Wiele z nich oferuje pierwsze lekcje dla dzieci i młodzieży za ok. 25-50 funtów. Kilkugodzinne wprowadzenie w grę dorosłego może kosztować już ok. 100-200 funtów.

Reprezentuj Polskę

Kolejną dyscypliną, która znajduje się wysoko na liście najpopularniejszych sportów jest rugby. Polacy mieszkający na Wyspach mogą nie tylko grać amatorsko, ale też... dołączyć do reprezentacji. I to polskiej! Zawodników w grudniu szukał tu Polski Związek Rugby, wychodząc z założenia, że łatwiej znajdzie tu amatorów tego sportu niż w ojczyźnie, gdzie zainteresowanie nim i znajomość zasad nie są duże. – Dzieci miliona polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii codziennie stykają się z rugby w szkole i klubach sportowych. Chcielibyśmy tę szansę wykorzystać – mówił wtedy prezes PZR Dariusz Olszewski.

Osoby, które chciałyby dołączyć do drużyny, nie muszą znać wcześniej zasad ani mieć doświadczenia, ale na pewno będzie to dodatkowym plusem. – To gra między dwiema piętnastoosobowymi drużynami, polegająca na podawaniu owalnej piłki ręką lub nogą. Bramka ma kształt litery H, a czas gry to dwa razy po 40 minut – tłumaczy zasady na swojej stronie autorka bloga Ja i York, wielbicielka i znawczyni brytyjskich sportów. Szczególnie związana z tą dyscypliną może być liczna Polonia w brytyjskim miasteczku Rugby. To właśnie tam po raz pierwszy spisano zasady tego sportu.

Od dawna znany

„Zasadniczym celem każdej piętnastki jest położenie piłki za linią bramkową przeciwników” – tak o regułach informowali czytelników w 1971 roku członkowie Gminy Polskiej Londyn-Południe. Dla starszego pokolenia sport był owiany tajemnicą, jednak młodsza społeczność coraz częściej spotyka się z nim w szkole czy na osiedlu. Grażyna, mama 15-letniego Piotrka, ucznia szóstej klasy, miała możliwość zapisania syna na trening rugby. – To była lekcja w ramach wychowania fizycznego. Nawet nie wiedziałam, o co w tym chodzi. Ale co zrobić: chłopak się zakochał, teraz jest w szkolnej drużynie i gra dwa razy w tygodniu – opowiada. Jej jedyne zastrzeżenie?

– Przestrzegam rodziców, że to jest bardzo kontuzyjny sport. W drużynie syna były już złamane nosy i wybite zęby. Nie wiem, co młodzi w tym widzą.... – wzdycha Grażyna. Podobne zdanie wyraziła ostatnio część lekarzy. W zeszłym roku opublikowali oni list otwarty, w którym przestrzegali, że statystycznie prawie co trzeci 17-latek, który w sezonie gra 15 meczów, ma szansę na poważny uraz. Mimo to chętnych nie brakuje. Zdaniem zwolenników gry, dodaje ona odwagi, pewności siebie i sprawia, że zawodnicy łatwiej radzą sobie z codziennymi zmartwieniami.

Jak zacząć?

W większych miastach istnieją też drużyny kobiece. Podobnie jak w przypadku krykieta, w rugby można grać ze znajomymi w parku czy na łące. Warto jednak dołączyć do klubu, których jest niemal tyle, ile brytyjskich miast – od Avon po Worcestershire. Ich adresy można znaleźć na portalu Unii Rugby –  www.rugbyclubs.info. W większości klubów można liczyć na dni otwarte, niewielkie opłaty członkowskie i wypożyczenie sprzętu początkującym graczom. Samemu podstawowy sprzęt można skompletować już za ok. 50 funtów. Jednak akcesoriów jest wiele, więc z czasem na ochraniacze na różne części ciała czy pokrowce rzeczywiście można wydać setki funtów. Na starcie jednak w zupełności wystarczy zapał i sprzęt wyposażony z lokalnego klubu sportowego.

Sonia Grodek

 

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę