Menu


Staram się wszystko robić po polsku

Staram się wszystko robić po polsku

Swoją wiedzą historyczną na temat Polski zawstydziłby niejednego rodaka. Patrick Ney – Brytyjczyk, przedsiębiorca, który od 2010 roku mieszka w Polsce. Rozmawia Milena Sieńko.

Pierwsze pytanie na pewno nie będzie zaskakujące. Dlaczego akurat Polska?
– Przyjechałem do Polski pierwszy raz w 2007 roku z moją dziewczyną Polką, którą spotkałem w Londynie. Później zacząłem przylatywać do Polski coraz częściej, poznałem jej rodziców, zacząłem poznawać ten kraj. Doszło do tego, że trzy lata później przeprowadziliśmy się do Warszawy, bo moja, już teraz była dziewczyna, znalazła tu pracę. Tak od 2010 roku mieszkam tu na stałe.

Czy trudno było tobie opuścić Londyn?
– Miałem 27 lat i trochę już miałem dosyć Londynu. Pracowałem tam przez kilka lat i chciałem czegoś innego. Tak jak mówię, miałem 27 lat i szukałem przygody i nie za bardzo myślałem w takich kategoriach, ale oczywiście, kupując bilet w jedną stronę, czułem, że to duży emocjonalny ruch, poważna decyzja. Może nie było to dla mnie aż takie trudne, bo robiłem to z miłości...

Jak to się stało, że tak bardzo zainteresowała cię Polska?
– Wiesz, przeciętny Brytyjczyk mało wie o Polsce, chociaż mamy ponad milion Polaków mieszkających na Wyspach. To jest tak, że znamy Polaków, ale nie znamy Polski. To w sumie dziwne, bo liczba turystów odwiedzających Polskę z roku na rok rośnie i dobrze, a jednak o Polsce wciąż mało się wie. Jeśli chodzi o mnie, to ja interesuje się historią związaną z drugą wojną światową. Wiedziałem oczywiście gdzie Polska leży na mapie, ale wciąż mało wiedziałem o historii.

Dlatego czytałem na ten temat wiele książek, dzięki temu znam losy Polski i Polaków z tamtych czasów.  Bo wiesz, u nas Brytyjczyków jest tak, że my przez komunę, która u was panowała nie mieliśmy żadnego kontaktu z wami. Dochodziły do nas tylko jakieś strzępki informacji. Przez to w naszych głowach utworzył się obraz postkomunistycznych krajów, które były dla nas szare, zamknięte, smutne i biedne. Niestety ten obraz  pozostaje w nas do dziś. Tak jak Polacy myślą, że Brytyjczycy mają okropne jedzenie, a to nieprawda, tak my mamy taki nieprawdziwy obraz Polski. Niestety to są stereotypy, które właściwie są po obu stronach.

Filmiki, które tworzysz i udostępniasz na swoim fanpage’u są bardzo poruszające. To chyba już nie tylko zainteresowanie samą historią?
– Wyglądało to tak, że zacząłem opisywać swoje życie w Polsce. Pisałem w internecie w języku angielskim. Trwało to trzy lata, ale jakoś nie było odzewu. Postanowiłem zmienić trochę kierunek. Wybrałem się na Mazury. Wędrowałem 250 km pieszo i zacząłem pisać po polsku o każdym dniu. Najlepsze jednak okazały się filmiki, które zacząłem produkować rok temu. I tak miesiąc po miesiącu zasięg filmików się zwiększał, a liczba followersów wzrastała. Teraz robię trzy rodzaje filmików. W jednych pokazuję Polakom jak Polska wygląda z perspektywy obcokrajowca, czyli z punktu widzenia Brytyjczyka. Druga kategoria to filmy promujące Polskę. Do tej pory zrobiłem ich kilka, ale planuję kolejne. Trzecia grupa to filmy śmieszne, edukacyjne, różne, dające, mam nadzieję, zastrzyk energii.

Masz teraz już bardzo wielu fanów na facebooku i nie tylko. Powiedz, który filmik był przełomowy?
– Wypuściłem film 11 listopada, to był taki wiersz o Polsce. Film miał ponad milion wyświetleń w trzy dni. Dla mnie był to ogromny zaszczyt i radość, że trafiłem do takiej ilości osób.

To musiało być motywujące...
– Tak. Można powiedzieć, że od tamtego momentu odkryłem coś w sobie i wydaje mi się, że obcokrajowiec umie czasem powiedzieć o Polsce więcej, pokazać ją lepiej niż Polak. Patrzy się wtedy z innej perspektywy. Obcokrajowiec staje się neutralnym obserwatorem, pozbawionym kompleksów, które Polacy w sobie noszą. Chyba mam świeże spojrzenie na to. Co więcej, moje filmy udostępnia między innymi KOD, PO, PiS i telewizja Republika.

Po prostu staram się być neutralną osobą, która pomaga Polakom rozwijać swój kraj i rozumieć, że świat może wyglądać inaczej, bo Polska, jak każdy inny kraj, ma dużo wyzwań przed sobą, ale też bardzo duży potencjał. Myślę, że największymi barierami, które blokują ten rozwój nie są ani polityka, ani ekonomia. Największą blokadą są nasze głowy, sposób myślenia. Nie można mówić, że jesteśmy tacy, bo jesteśmy. Nieprawda! Codziennie możemy zdecydować kim jesteśmy i osobiście, i jako społeczeństwo. Dla mnie ważne jest to, że chcę rozwijać ten kraj, po prostu być częścią rozwoju tego kraju, by iść w jednym kierunku jako naród. Myślę, że Polska tego potrzebuje.

Ładnie powiedziane. Trudno się z tobą nie zgodzić. Wracając do codzienności życia, to czy mógłbyś opowiedzieć, jak żyje się Brytyjczykowi w Polsce?
– Wiesz, ja uważam, że jestem jak typowy Polak. Od początku nigdy nie chciałem dołączać tutaj do Brytyjczyków, nie szukałem angielskich pubów ani angielskiej telewizji. Dla mnie najistotniejszą sprawą było nauczenie się języka polskiego jak najszybciej. Oczywiście nie udaję, że mówię tak świetnie, że już nie muszę się uczyć, dlatego wciąż celowo nie mieszam się z obcokrajowcami tylko przebywam w mojej polskiej grupie.

Staram się wszystko robić po polsku, czytam gazety po polsku, oglądam telewizję, wszystko co pomaga mi się zintegrować. Zdarza się nawet, że ludzie mówią, że jestem bardziej polski niż przeciętny Polak. Może coś w tym jest?

Możesz być pewien, że to duży komplement.
– Jestem po prostu zwykłym mieszkańcem Warszawy, typowym Polakiem. Mam dziecko, spłacam kredyt, chodzę do galerii handlowych, jem polskie jedzenie, piję piwo w weekend. Normalne polskie życie.

A gdybym postawiła pytanie: Warszawa czy Londyn?
– Tak, Warszawa, zdecydowanie Warszawa.

Wracając do kwestii językowych, jak to wyglądało? Wiem, że czytałeś gazety, oglądałeś telewizję, ale język polski jest dość trudny do opanowania, wymaga czasu i cierpliwości. Jak sobie z tym poradziłeś?
– Stworzyłem na ten temat nawet filmik – 12 porad na to jak nauczyć się języka obcego, można znaleźć na YouTubie, polecam. Według mnie, kluczem jest częstotliwość, czyli jak najwięcej kontaktu z tym nowym językiem. Tak jak mówię, czytać, słuchać, myśleć, próbować. Miałem też oczywiście lekcje indywidualne z nauczycielką i miałem coś takiego, jak dzień języka polskiego.

Wtedy nawet w pracy mówiłem tylko po polsku i oczywiście to było bolesne dla mnie, bo inni sklecali zdanie w pół sekundy, a ja musiałem tam stać i się wysilać. Ale pokonanie tych granic było opłacalne. Z nauką języka jest tak, że nie ma skrótów. To wymaga dyscypliny i czasu, a także pieniędzy i energii, ale musiałem to zrobić, bo uważam, że imigrant powinien to zrobić, jeśli decyduje się na życie w innym kraju.

Jak twoi polscy znajomi reagowali, gdy próbowałeś komunikować się w języku polskim? Wykazywali cierpliwość?
– Tak. Byli bardzo cierpliwi i śmiali się też. Często wynikały z tego śmieszne sytuacje. Bywało, że mieszałem słowa i powstawały wtedy liczne kłopoty, ale też zabawne incydenty.

Plany na przyszłość?
– Mam kilka różnych pomysłów. Będę robił film na temat imigracji i roli imigrantów, a także co to znaczy być prawdziwym polskim patriotą. Planuję też pisać książki o Polsce w języku angielskim. Będę też produkował filmy o Polsce, promocyjne. Tak naprawdę mam milion różnych pomysłów. Pozostaje tylko kwestia realizacji.

A konkursy? Umieszczasz na swojej stronie muzyczne filmiki. Czy twoi widzowie mogą liczyć na więcej?
– Na razie zajmuję się śpiewaniem irlandzkich piosenek, wraz z moją znajomą, która gra dla mnie na skrzypcach i muszę powiedzieć, że jest to jedna z najlepiej grających osób na skrzypcach w Polsce. No i będziemy umieszczać w internecie takie nagrania, gdzie ja śpiewam po angielsku irlandzkie piosenki, a ona gra. Mogę też zdradzić, że przygotowuję występ dla mojej córeczki. Zaśpiewam jej ulubioną piosenkę przy okazji naszego ślubu, to znaczy mojego i mojej narzeczonej.

 

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę