Menu


Facebookowa grupa „Memories not Dreams”

Facebookowa grupa „Memories not Dreams”

Rolki w najbliższą niedzielę! – taki tytuł widnieje na tablicy głównej grupy facebookowej Memories not Dreams. Za tą nazwą kryje się ponad 500-osobowa społeczność młodych ludzi, którzy nie znają nudy, a ich główne hasło głosi ,,Wspomnienia nie Marzenia”. Kim są?

Są mieszanką różnych charakterów i fascynacji. Czego chcą? Spełnienia małych i większych marzeń, poznawania ludzi i świata. Co robią, by to realizować? Umieszczają na tablicy głównej profilu propozycje miejsc do odwiedzenia, a poprzez komentarze dopracowują termin i godzinę spotkania. Ich teren działania to głównie Londyn. Każdy członek grupy może zaproponować sposób na spędzenie wolnego czasu. – Ważne, by przy wyborze miejsca kierować się własnymi zainteresowaniami. Chcemy poznawać ludzi i ich pasje – podkreśla założyciel grupy, Michał Schlabs.

Jak to się zaczęło?

Umieszczanie postów na tablicy to jedno, zaś organizacja takiej akcji wymaga większego zaangażowania. Każde takie spotkanie poprzedza wspólna kawa, która daje szansę na luźne poznanie siebie nawzajem. – Nowym osobom czasem trudno jest się otworzyć – mówi Michał. – Staram się jednak, by każdy czuł się swobodnie, wspomagam się YouTube’em. Znajduję różne gry integracyjne i poprzez zabawę łamiemy pierwsze lody.

Jak to wszystko się zaczęło? Bodźcem do działania stała się przytłaczająca nuda, a właściwie próba znalezienia sposobu na jej przeciwdziałanie. – W pewnym momencie oglądasz się za siebie i stwierdzasz, że nie ma tam nic ciekawego, sfera niespełnionych marzeń, poczucie straconego czasu, to był znak, że trzeba z tym skończyć – wspomina założyciel grupy. Pierwsze spotkanie miało zgromadzić entuzjastów psychologii. Wybór Michała, zgodnie z jego zainteresowaniami padł na Muzeum Zygmunta Freuda przy Maresfield Gardens. Wówczas liczba obecnych na spotkaniu równa była... jeden, bo Michał przyszedł sam. Obecnie wszystko wygląda inaczej. Grupa ma już wspólne wspomnienia. Są to m.in. wieczory taneczne, seanse filmowe, łyżwy, rolki, a nawet bardziej ekstremalne przeżycia, jak te związane z tunelem aerodynamicznym.

W grupie siła

Ta 500-osobowa społeczność wciąż się rozwija i powiększa. Głównie za sprawą jej członków, którzy informacje o portalu przekazują swoim znajomym, a ci podają ją dalej i klikają „lubię to”. Jednak nie chodzi o jak największą liczbę zebranych lajków, ponieważ profil nie ma statusu fanpage’a. Najważniejsi są ludzie, ich pasje oraz marzenia. Swoją rosnącą popularność Memories not Dreams zawdzięcza również innym portalom społecznościowym oraz ogłoszeniom umieszczanym na stronach polonijnych. Tygodniowo przybywa około 60 członków. Nie ma ograniczeń wiekowych ani narodowościowych, każdy może dołączyć do grupy. Mile widziani są także rodzice z dziećmi. Planowane są wspólne pikniki i zabawy na świeżym powietrzu. Aktualnie Michał planuje zajęcia dla rodziców. Jako że trenował kick boxing, chciałby aktywnie spędzić czas z ojcami, natomiast dla mam przewidział zajęcia taneczne, które poprowadzi jego kolega, nauczyciel tańca, Szymon.

Fundamenty Memories not Dreams są stawiane przez wiele osób. Wspólna praca nad tworzeniem, organizacją i realizacją wszystkich akcji zbliża członków wspólnoty jeszcze bardziej. – Każdy dokłada swoją cegiełkę i chyba to jest w tym najlepsze – stwierdza Michał. Marcin skupia entuzjastów jazdy na rolkach, Alan chętnie dzieli się swoją wiedzą na temat tricków na desce. Patrycja i Adrianna stoją na straży pojawiających się postów na profilu, Ania stara się, by ich wymowa, gramatyka i ortografia były poprawne, podobnie zresztą jak Monika, która w przyszłości ma zostać moderatorem Head Office’u Memories not Dreams. Lider grupy Michał trzyma wszystko w ryzach i oferuje pomoc przy organizacji każdego spotkania.

Początki grupowiczów

Popularne powiedzenie mówi: Najtrudniejszy pierwszy krok. Jednak nawet najbardziej wymagający członek grupy znajdzie tu coś dla siebie, tym bardziej, że propozycja z jaką się wychodzi musi być przede wszystkim dopasowana do nas samych. To daje szansę na to, że danym wydarzeniem zainteresują się osoby o podobnych fascynacjach, co z kolei skutkuje prostszą drogą do nawiązania nowych znajomości, a nawet przyjaźni.

Szymon opowiada jak grupa pomogła mu odnaleźć się w Londynie. – O MND dowiedziałem się z ogłoszenia Michała na stronie londyńskiej Polonii. Ujęło mnie prostotą połączoną z energią i pasją do aktywnego przeżywania dnia codziennego. Przeprowadzając się z zielonej Szkocji do szarego Londynu, szybko przekonałem się, że pomimo wielu możliwości, łatwo można się zatracić w ciągłym pędzie, gdzie znajomości często i gęsto ograniczają się do rozmów o pogodzie, a twarze w metrze są obce. O czymś takim nie ma mowy w MND. Grupa składa się z indywidualności z różnych środowisk, a każdy wnosi coś nowego. Najbardziej podoba mi się to, że członkowie grupy są przyjaźni i otwarci na nowe znajomości. Mimo, że jestem w grupie dość krótko, udało mi się już nawiązać bliższe znajomości z paroma osobami, między innymi z Anią, która przypomina mi o poprawnej polszczyźnie i daje wskazówki jak... uprawiać dynie! Właśnie ta polskość i oryginalność zarówno osób, jak i wydarzeń organizowanych przez Michała sprawiają, że tęsknota za ojczyzną trochę mniej doskwiera, a człowiek otwiera się na nowe wyzwania i doświadczenia.

Martyna, która dołączyła na początku formowania się MND wspomina: – Byłam w grupie od początku. Teraz jest więcej osób i bardzo się cieszę, bo to bardzo fajna forma poznania nowych ludzi. Wyjeżdżając z Polski zazwyczaj zostawiasz znajomych, przyjaciół, a w Londynie kontakty z ludźmi schodzą na dalszy plan. Dzięki tym wyjściom poznali nie tylko interesujące miejsca, ale także ciekawych ludzi, którzy chętnie zarażają swoimi pasjami. Sama jestem tego przykładem i dzięki temu zapisałam się na zajęcia taneczne – przyznaje Martyna.

Trudno opuścić swój kraj i wyjechać w nieznane. Najlepiej wiedzą o tym Mateusz i Kasia, dla których początek w Londynie to też początek członkostwa w Memories not Dreams. – Przeprowadziliśmy się do Londynu w listopadzie i od tamtego czasu próbowaliśmy się ustatkować. Ale doszliśmy do wniosku, że dziadziejemy i trzeba wyjść do ludzi. Zwłaszcza ja, gdyż nie miałem tutaj żadnych przyjaciół – przyznaje Mateusz. – Uważam, że grupa Memories not Dreams jest wspaniałym rozwiązaniem dla młodych ludzi na emigracji. Dzięki grupie można oderwać się od codzienności i zrelaksować po całym dniu pracy. Pomysłów na spędzanie wolnego czasu jest wiele, każdy może znaleźć coś dla siebie. W piątek wybraliśmy się do klubu jazzowego, gdzie można było odpocząć, posłuchać dobrej muzyki w świetnym towarzystwie. W planach są jeszcze rolki, łyżwy, gry planszowe – opowiada Mateusz.

Historia Ani zaczęła się od jej chęci pójścia na wystawę fotograficzną, a że nikt z jej znajomych nie podzielał jej zainteresowania, postanowiła dołączyć do grupy. – Miałam ochotę iść do galerii na wystawę fotograficzną, ale nie miałam z kim. Trochę w ciemno „zapostowałam” na grupie i dostałam wiadomość od Michała, który super się tą ideą podekscytował i nawet powiedział, że zrobi wydarzenie. Zgłosiło się około 6 osób, ale tak naprawdę na wystawę dotarliśmy tylko my. Do dzisiaj bardzo miło to wspominam, bo to była taka dziwna, ale miła sytuacja – byliśmy totalnie sobie nieznajomymi ludźmi, nawet nie rozmawialiśmy wcześniej, a tu spędziliśmy ze wspólnie jakieś cztery godziny.

W grupie najbardziej lubię to, że wszyscy są tacy grzeczni. Każdy stara się być jak najbardziej szanujący w stosunku do drugiej osoby i znaleźć jakieś punkty wspólne. To są naprawdę fajne, rozwijające wyjścia i zawsze jest zabawnie. No i oczywiście, jeszcze podoba mi się to, że już nigdzie nie muszę chodzić sama – jest więcej chętnych niż wydarzeń! Po kilku wyjściach z grupą czuję, jakbym znała tych ludzi od zawsze. Czuję się akceptowana, to jest bardzo miłe. Myślę, że grupa to w gruncie rzeczy bardzo duża zasługa Michała, przede wszystkim jego ogromna pasja i zaangażowanie, które widać na każdym kroku. Michał jest też takim „wodzirejem” wszystkich spotkań, bardzo stara się, żeby każdy w grupie dobrze się czuł – podkreśla Ania.

Monika nie tylko dołączyła do grupy, ale także zaangażowała się w organizację i realizację wydarzeń. Można śmiało powiedzieć, że jest prawą ręką lidera Memories not Dreams. – O grupie dowiedziałam się w trzecim dniu mojego przyjazdu tutaj, pod koniec sierpnia zeszłego roku. Szukałam pierwszej dorywczej pracy i trafiłam na restaurację, w której Michał był managerem. Wtedy opowiedział mi o Memories NOT Dreams i dodał do grupy na Facebooku. Na początku nie śledziłam grupy tak uważnie, ale od czasu do czasu dostawałam wiadomości od Michała o organizowanych wydarzeniach. Pierwszy raz z grupą udało mi się wyjść tuż przed Świętami Bożego Narodzenia zobaczyć ciężarówkę Coca-Coli pod London Eye. Byliśmy we czwórkę.

Nikt się wcześniej nie znał, ale bardzo miło spędziłam czas. Po głównej atrakcji poszliśmy razem coś zjeść i na długi spacer wzdłuż Tamizy, z racji tego, że była to niedziela i każdy miał wolny czas. Teraz spotkań jest zdecydowanie więcej, jak i ludzi, którzy na nie przychodzą. Od jakiegoś czasu Michał zaczął mi podsyłać opisy wydarzeń przed umieszczeniem na Facebooku, żeby uniknąć jakichkolwiek błędów. Z czasem zaczęłam dzielić się z nim moimi pomysłami na wydarzenia, obecnie sama dodaję posty jak znajdę coś ciekawego, albo mam ochotę gdzieś wyjść. Strona internetowa i umieszczony tam kalendarz również pokazuje jak szybko się rozwijamy. Myślę, że każdy nie tylko z obserwacji czy przychodzenia na spotkania, może stać się częścią grupy. Michał jest bardzo pozytywnie nastawiony do całego projektu i robi to z pasją, spełniając swoje marzenia, jak i próbując nowych rzeczy, które są marzeniami innych. Odkąd zaczęłam wychodzić z grupą, czuję się w Londynie lepiej tym bardziej, że jestem tu od niedawna i otoczenie bliskich osób jest dla mnie ważne. Myślę, że powoli zaczynamy tworzyć tu taką rodzinę, gdzie każdy jest mile widziany – przyznaje Monika.

Przyszłość

Profil, który powstał dokładnie 2 września 2015 roku, początkowo był luźnym pomysłem mającym na celu zwalczenie nudy. Z czasem okazał się dla niektórych formą terapii radzenia sobie z samotnością, a także bodźcem do rozwoju pasji. Najciekawsze jest to, że nie miejsca i ich atrakcyjność są najważniejsze. – Z mojej perspektywy chodzi o ludzi. Sprawia mi przyjemność, gdy nowe osoby przychodzą i integrują się, bo to, jak będzie zależy tylko od nas – stwierdza Michał. – Widzę to w ten sposób, że my prowadzimy samochód, to my budujemy atmosferę i od nas jest zależne nastawienie wszystkich. Zarażamy także pozytywną energią i namawiamy wszystkich do spełnienia małych marzeń. Dlatego nie ma lepszych czy gorszych wyjść, wszystkie są niesamowite i nietypowe – zaznacza.

Przyszłość Memories not Dreams maluje się w kolorowych barwach, tak jak logo organizacji, które składa się z różnobarwnych kartek niedbale rozrzuconych blisko siebie. W całym tym nieładzie widać wyraźne przesłanie. Kartki symbolizują zdjęcia, które niewątpliwie są najtrwalszą formą zachowywania wspomnień. Na całości rozciąga się wymowne: Memories not Dreams. Profil na Facebooku to jednak nie wszystko. Grupa posiada swoją stronę internetową, na której w dziale kalendarz można znaleźć informację o nadchodzących imprezach. Znajduje się tam również zakładka pomysł – akcja, czyli wydarzenia, które czekają na dopracowanie i realizację. Godny uwagi jest także dział pozytywni, gdzie znajdują się linki do ciekawych, równie inspirujących miejsc w sieci. Szata graficzna strony przyciąga oko ciepłymi, tęczowymi barwami. Cała wymowa jest bardzo pozytywna. Uczestnicy wspomagający kierowanie profilu w nienachalny, bardzo otwarty i zachęcający sposób nakłaniają do przyłączenia się do grupy.

Jest wiele czynników, które wpływają na stale rosnącą popularność Memories not Dreams. Hasło: pomysł – akcja to tylko początek tego łańcuszka. Należałoby jeszcze dorzucić kolejno: – realizacja – spełnione marzenie – poznanie nowego miejsca – poznanie nowych ludzi – na nowo odkrycie samego siebie. W mieście takim jak Londyn, gdzie liczba mieszkańców sięga kilku milionów, łatwo się schować lub zgubić w tłumie. Grupa Memories not Dreams to bezpieczny pierwszy krok do wyjścia naprzeciw marzeniom i nowym znajomościom w przyjaznej atmosferze.

Milena Sieńko

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę