Menu


Z Europy na brazylijskie fawele

Z Europy na brazylijskie fawele

Karolina Kozioł jest młoda, ma swoje pasje i marzenia. Jednym z nich była podróż do slumsów w Ameryce Południowej. Jak pomyślała, tak zrobiła. Lada dzień możemy spodziewać się jej książki z tej wyprawy. Z mieszkanką Londynu rozmawia Joanna Szmatuła.

Jadąc do Ameryki Południowej pewnie nie myślałaś, że może powstać z tej podróży książka.
– Nie, bardziej zależało mi na tym, by powstał film dokumentalny. Ale udało się i jeszcze w tym miesiącu na rynku pojawi się książka. Kartki z pamiętnika, które tam wówczas pisałam połączyłam, wysłałam do paru wydawnictw, po czym dostałam odpowiedź o możliwości wydania książki, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Książka ma tytuł „Poszukiwacz Marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii”.

Nie bałaś się podróży do slumsów – w końcu jesteś kobietą, Europejką?
– Wcześniej wiele osób mówiło mi, że brazylijskie fawele rzeczywiście należą do jednych z najbardziej niebezpiecznych miejsc na ziemi. To miejsca przedstawiane przez media w bardzo złym świetle, gdzie ludzie zazwyczaj boją się wchodzić, boją się wejść do świata zupełnie innego, bardzo biednego, gdzie śmierć i głód jest na porządku dziennym. Ja się odważyłam i okazało się, że ci ludzie, którzy są tak źle postrzegani przez media i przez innych mieszkańców kraju, tzn. członkowie mafii i gangów, są tak naprawdę małymi chłopcami z karabinami, a zostali nimi, bo nie mieli innego wyjścia.

Udało ci się bliżej poznać tych ludzi?
– Tak. I okazało się, że to zazwyczaj osoby z ogromnym sercem, z ogromnymi marzeniami, z ogromną pasją do życia i do ludzi.

Długo obserwowałaś prawdziwe życie mieszkańców faweli w Rio de Janeiro?
– W Ameryce Południowej byłam trzy miesiące, w fawelach – 1,5. Tam każdego dnia toczy się nieustanna walka między mieszkańcami, gangami a policją (milicją). To skomplikowany problem, bo władzy zależy na likwidacji faweli, która jest położona na „ich” terenie, ci ludzie w zasadzie nie mają więc prawa tam mieszkać. Wielu uważa, że powinniśmy bać się mieszkańców faweli, ale według mnie to właśnie policja jest największym problemem, bo to ona strzela do niewinnych ludzi.

Wielu ludzi bardziej boi się gangów niż policji. Możesz wytłumaczyć dlaczego?
– Z wywiadów, które przeprowadziłam wynika, że ludzie czują się bezpiecznie, jeżeli są otoczeni przez gangi. Mafia chroni tu mieszkańców przed policją, ma swoje zasady i reguły – takie jak na przykład szacunek do kobiety.

To problem, który porusza wielu dziennikarzy i reporterów, którzy mają kontakt ze slumsami – nie tylko tymi w Ameryce Południowej, ale także np. w Indiach. Czy twoim zdaniem jest to miejsce dla turysty?
– Z mojego doświadczenia i z rozmów z osobami, które weszły na fawele widzę, że jest to rodzaj katharsis, oczyszczenia, docenienia tego, co się ma. Osoby, z którymi udało mi się porozmawiać mówiły, że dzięki tej podróży odkryli siebie na nowo i spojrzeli na swoje problemy z odpowiedniej perspektywy. Nawet jeśli wydaje nam się, że w naszym życiu jest cały czas pod górkę, to wystarczy wejść na fawele, by przekonać się, że nasze problemy są niczym w porównaniu z tym, z czym muszą się mierzyć mieszkańcy slumsów. Tu śmierć jest na porządku dziennym, a mimo to ci ludzie są szczęśliwi. Mimo tego, że nie mają prawie nic. Europejczykom trudno to zrozumieć i trudno nawet wyobrazić sobie, z czym ci ludzie tutaj muszą się borykać.

Jak mieszkańcy zareagowali, kiedy się tam pojawiłaś? Pewnie nieczęsto mają kontakt z gośćmi z Europy.
– Ludzie są tam mili i otwarci, są zadowoleni, kiedy powiemy im miłe słowo czy podziękujemy za pomoc. Można tam spotkać na przykład Europejczyków uczących angielskiego – dla tych ludzi to czasem jedyny sposób na poprawienie swojego losu. I nawet jeśli może się wydawać, że nie jesteśmy w stanie zmienić losu wszystkich – to trzeba próbować pomóc chociaż niektórym.

Pamiętasz może swoje pierwsze wrażenia po wejściu do slumsów?
– Pierwsze co mi się zawsze kojarzy ze slumsami, to zapach, można powiedzieć, że odrażający. Obok leżą sterty śmieci, toalety są na zewnątrz, jest upał – na początku jest on nie do zniesienia. Pierwsze wrażenie – zaniemówiłam, nie wiedziałam, że tak można żyć. Wcześniej wiele czytałam na ten temat, ale to naprawdę trudno wcześniej sobie wyobrazić. Jak widzisz to na własne oczy, to zdajesz sobie sprawę, jak jest źle.

Jak wygląda codzienne życie na faweli?
– To są tacy sami ludzie jak my, którzy chodzą do pracy, szkoły, naprawiają domy – miejsca, w których mieszkają, przygotowują jedzenie, spotykają się z sąsiadami. Fawela to miasto samo w sobie – są tu sklepy, restauracje, ludzie pracują jako przewodnicy dla turystów. Znajdziesz tu wszystko czego chcesz. To co nas różni, to pojęcie szczęścia – ci ludzie, których poznałam, cieszą się dosłownie ze wszystkiego co mają i to doceniają. Ich życie wygląda podobnie do naszego, choć zostali zupełnie inaczej potraktowani przez los. To też bardzo wierzący ludzie i Bóg jest dla nich czymś oczywistym, ważnym. Fawela to jedna wielka rodzina, tu każdy każdego zna. Nie jest tak, że ktoś jest „lepszy” czy „gorszy”, bo każdy stara się każdemu pomóc. Nie zauważyłam tam też bezdomnych – jak nie masz dachu nad głową, na pewno ktoś ci pomoże. Nawet jak to oznacza, że będzie trzeba spać w siedem czy osiem osób w jednym pokoju.

Są tam miejsca bardziej bezpieczne i takie, których lepiej unikać?
– Te bardziej niebezpieczne miejsca to te, w których częściej dochodzi do walki policji z gangami, ale to są miejsca, do których nawet mieszkańcy faweli nie lubią zaglądać.

Jak wyglądają warunki, w których tam się mieszka?
– Na faweli w Rio de Janeiro poznałam Francesco, który mieszkał z ośmioma osobami w jednym małym pokoju, łazienkę mieli na zewnątrz. To są trudne warunki, ale Francesco, który nie doświadczył niczego innego, i tak cieszył się z tego, co ma. Z kolei fawele położone na granicy między Argentyną i Paragwajem, w Foz do Igazu, nie są budowane na wzgórzach, a na płaskiej powierzchni, są jeszcze biedniejsze, nie mają nawet podłóg. W czasie deszczu jest tam błoto.

Rozmawiając z mieszkańcami faweli zapewne słyszałaś wiele różnych historii, ale jest taka, którą najdłużej zapamiętasz?
– To historia 50-letniej Mariny, mieszkanki faweli w Foz do Igazu. Gdy zapytałam ją czy czuje się szczęśliwa, odpowiedziała, że tak, ale boi się, że gang zabierze jej kolejnego syna. Kilka lat wcześniej jej najstarszy syn zginął z rąk jednego z członków gangu i Marina ma nadzieję, że ta historia w jej rodzinie się już nie powtórzy. Jest jeszcze inna opowieść, którą zapamiętam z pobytu na faweli. Pamiętam to spotkanie tak, jakby wydarzyło się niespełna parę minut temu. Poznałam tam 40-paroletniego mężczyznę, ręce miał całe zaczerwienione, trochę zakrwawione. Pomimo tego, że na jego twarzy widać było trud i zmęczenie pracą, i w jakiś sposób życiem, biła od niego ogromna dobroć i wielka nadzieja. Zabrzmi to może trochę osobiście, ale poczułam się wtedy jak w domu. Przypomniał mi się wówczas mój tata, mężczyzna, który bardzo dużo pracuje, pomimo przeciwności losu nigdy się nie poddaje i zawsze bije od niego ogromna dobroć i pozytywne nastawienie do życia. Było to jakiś miesiąc po przyjeździe do Ameryki Południowej i wtedy właśnie odczułam tęsknotę za domem, rodziną. Zapytałam go o jego największe marzenie, największy żal. Powiedział mi, że marzy o tym, by mieć normalny dom, by jego rodzina była bezpieczna, a dzieci miały lepszą przyszłość. Czułam, że chce powiedzieć więcej, że potrzebował rozmowy z kimś, kto być może nie znał go tak bardzo jak jego najbliżsi. Opowiadał, że pracuje czasami całe dnie i noce, i że to możliwość realizacji marzeń jego dzieci sprawia, że czuje, że żyje, czuje się szczęśliwy. Powiedział mi wtedy, że uszczęśliwianie innych jest marzeniem ludzi szczęśliwych.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę