Menu


Walentynki, czyli miłość na różnych południkach

Walentynki, czyli miłość na różnych południkach Shutterstock

Walentynki zostały skomercjalizowane przez Amerykanów. Jednak mimo pędzącej globalizacji, w niektórych państwach miłość i jej święto nie wyglądają jak w hollywoodzkiej superprodukcji.

Wbrew panującemu przekonaniu, że Walentynki rozsiały się na całym świecie dzięki Amerykanom, ich kolebką są Włochy. Z początku święto nie miało żadnego związku z tym pięknym stanem zakochania, a obchodziło się je, aby… zwalczać pogaństwo!

Nowe pary

Do IV wieku – 15 lutego obchodzony był dzień miłości, kiedy czczono bożków płodności, dlatego nie miało to wiele wspólnego z chrześcijańskim kultem czystej miłości. Wrzucano wówczas imiona kobiet i mężczyzn do dużej beczki, a następnie dziecko losowało pary, które przez kolejny rok miały ze sobą żyć jako kochankowie. Każdego roku w ten sposób tworzono nowe pary. Takim praktykom sprzeciwiał się stanowczo kościół. Dlatego w V wieku zdecydowano o ustanowieniu swoistej instytucji świętego od spraw zakochanych. Padło na Walentego z Interamny, który dwa wieki wcześniej został ścięty w związku z wyznawaną religią. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku, który miał miejsce 14 lutego 269 roku, zakochał się w niewidomej córce strażnika, a silne uczucie miało uzdrowić dziewczynę. Tuż przed ścięciem wysłał do ukochanej list z podpisem „Od Twojego Walentego”. Zwyczaj ten został zapomniany na wiele lat i powrócił dopiero w XIX wieku, na skutek amerykańskiej ekspansji. Obecnie każdego roku miliony Włochów wysyłają sobie miłosne kartki wszystkim, których kochają i przez których chcieliby być kochanymi. Często takie kartki wysyłane są bez podpisów, co zwykle uchodzi za nietakt, jednak w tym dniu jest to mile widziane. Zamiast imienia i nazwiska na bileciku umieszczane są wskazówki, które pomogą odbiorcy zgadnąć, kim jest adresat.

Wbrew tradycji

Rosjanie wykorzystali własną legendę o miłości, dla stworzenia alternatywnych Walentynek. Fiewronia, będąca prostą chłopką, ukazała się w śnie młodego księcia, obiecując mu w cudowny sposób wyleczyć jego chorobę. Jak obiecała, tak zrobiła. Zdrowy książę poślubił dziewczynę, czym rozgniewał bojarów. Zmusili oni żonę do pozostawienia męża i opuszczenia miasta. Książę Piotr ruszył jednak za Fiewronią, pozostawiając miasto pod panowaniem bojarów. Wraz z ich wyjazdem w mieście zniknęła miłość. Według rosyjskiej legendy od tego momentu zaczęły się walki o władzę i wszędzie panowała nienawiść. Bojarzy odnaleźli małżeństwo i ubłagali ich, aby wrócili do miasta. Przez wiele lat rządzili sprawiedliwie, a na stare lata wstąpili do klasztoru. Gdy w 1228 roku zmarli, tego samego dnia i o tej samej godzinie, wbrew ich woli zostali pochowani w osobnych trumnach i w osobnych świątyniach. Mimo rozdzielenia, trzykrotnie ciała znaleziono razem. Po śmierci zostali uznani za patronów zakochanych, wzór małżeński, a od XVI wieku również za świętych.

O wierności

W 2007 roku historia ta została przytoczona przez media. Rosjanie tak się nią zachwycili, że na wniosek rosyjskiej Dumy, 8 lipca ogłoszono świętem kościelnym i państwowym ku czci Piotra i Fiewronii. Obchodzi się go pod nazwą Ogólnorosyjskiego Dnia Rodziny, Miłości i Wierności. Patronat nad tą inicjatywą pełni żona ówczesnego rosyjskiego prezydenta, Swietłana Miedwiediewa. – Nasze święto ma przede wszystkim służyć promocji rodziny i stanowić przeciwwagę dla coraz bardziej popularnych Walentynek. 14 lutego to dzień zakochanych, ale zakochanie wcale nie daje gwarancji miłości, trwałości rodziny, a tym bardziej wierności – powiedział w rozmowie z Rosyjską Gazetą metropolita Cyryl. W Rosji jest bowiem tylu samo zwolenników zachodniego święta, co jego przeciwników. Mimo to młodsze pokolenie Rosjan obchodzi Walentynki. Mężczyźni wręczają wówczas kobietom kartki, serduszka, kwiaty czy drobne upominki. Jednak starsi Rosjanie uważają, że jest ono niezgodne z religią oraz tradycją prawosławną i obchodzą jedynie lipcowe święto.

Na pamiątkę

Mimo niechęci do Walentynek, to właśnie z Rosji pochodzi praktyka stosowana często właśnie w ten dzień przez zakochanych na całym świecie. Mowa o „kłódkach miłości”, nazywanych również „zamkami szczęścia”. Tradycja ta narodziła się w Rosji w latach 90. Młodzi małżonkowie lub narzeczeni na znak swojego silnego i wiecznego uczucia wieszają na mostach, kratownicach, latarniach czy poręczach kłódki, do których kluczyk wyrzucają do wody. Na kłódkach wygrawerowane, zapisane czy zwyczajnie wyryte są często inicjały partnerów, daty i wyznania. Jest to tak popularny zwyczaj w Rosji, że mosty pod ciężarem miłości dosłownie się uginają. Żeby uniknąć konieczności ściągania kłódek i narażania się tym samym wszystkim zakochanym, władze zaczęły obok mostów stawiać specjalne miejsca na kłódki – zazwyczaj są to metalowe drzewka.

Baśń trzech nocy

W krajach arabskich natomiast obchodzenie Walentynek nie jest takie proste. W Iranie panują ściśle określone reguły w przypadku relacji damsko – męskich. Dwoje nieznajomych nie ma możliwości spotkania się na randkę, w trakcie której pójdą do restauracji czy kina. Spotkania dwóch obcych sobie osób, które miejsce mają w przestrzeni publicznej, muszą być ściśle nadzorowane. W 2009 roku w Iranie islamscy duchowni, imami, utworzyli specjalny portal randkowy. Para, która umówi się za jego pośrednictwem ma prawo do trzech spotkań. Pierwsze dwa odbywają się pod kontrolą imama i to on wydaje zgodę na ewentualne trzecie spotkanie. Jeśli wyrazi on swoją aprobatę, para ma możliwość spotkania się bez jego obecności. Trzecia randka jest kluczowa. Po niej para musi zdecydować, czy chce się pobrać, czy nie. Jeśli stwierdzi, że małżeństwo nie jest im pisane, nie mają oni możliwości ponownego spotkania się.

Z kolei w Jordanii czy Syrii nadal istnieje instytucja swatki, nazywanej tam khadbe. Kojarzy ona pary zgodnie ze starym wzorcem – bogaci wychodzą za bogatych, biedni za biednych. Khadbe udaje się na zwiady do obu stron i jeżeli obie wykazują zainteresowanie, ich rola się kończy. Nie jest to już tak popularny zwyczaj jak kiedyś. Obecnie w znacznej większości istnieją dwa modele zalotów. Bardziej tradycyjny, kiedy następuje spotkanie dwóch rodzin, w trakcie którego ustalają one szczegóły dotyczące wspólnego życia ich dzieci. Poruszane są wówczas kwestie gdzie i za co będą żyli młodzi małżonkowie, jaki posag wniesie dziewczyna lub ile wyniesie odszkodowanie w przypadku rozwodu. W bardziej nowoczesnych modelach rodziny to chłopak przychodzi do rodziny dziewczyny, którą chciałby pojąć za żonę, przedstawia się i uzyskuje akceptację jej rodziców (albo nie). W domu narzeczonej odbywa się wówczas spotkanie dwóch delegacji – z jej strony i ze strony narzeczonego. Wygłaszane są wówczas mowy zachwalające obojga kandydatów, które mogą trwać nawet ponad godzinę. Jeżeli główny przedstawiciel ze strony panny młodej poczęstuje swoich gości kawą, będzie to oznaczało, że oświadczyny zostały przyjęte. Całą sytuację z ukrycia obserwują kobiety, które w przypadku przyjęcia oświadczyn wydają z siebie wibrujący dźwięk językiem, nazywany „zalghuta”. Kolejnym krokiem są już oficjalne oświadczyny, które mogą być skromne lub huczne niczym wesele. Młodzi podpisują wówczas kontrakt. Jest to niczym umowa ślubna, która daje im możliwość spędzenia wspólnej nocy. Jednak zazwyczaj odbywa się to dopiero po publicznym ogłoszeniu ich zaślubin i weselu.

Bez względu na szerokość geograficzną, istnieją różne sposoby na okazywanie sobie miłości czy to w dzień zakochanych, czy na co dzień. Wpływ na to mają wierzenia, kultura czy tradycja. Jednak jest jedna rzecz, która jest niezmienna i występuje niezależnie od zwyczajów czy tadycji obowiązujących w danym kraju. Jest to uczucie, które łączy dwoje ludzi.

Maja Orzechowska

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę