Menu


Polskie pachnidło

Polskie pachnidło

Na punkcie MO61 – perfumerii przy ul. Mokotowskiej – już zdążyli oszaleć warszawiacy. Tradycyjne zapachy kwiatowe mieszają się z oryginalnymi np. wonią papieru czy benzyny. Niezależnie od wyboru, gdy raz tu się wejdzie, natychmiast zapomni się o markowych perfumach. Z Moniką Zagajską, właścicielką, rozmawia Natalia Ros.

Jak wygląda proces wymyślania nowego zapachu?
– Jesteśmy jedynym w Polsce miejscem, gdzie każdy może skomponować swój własny zapach. U nas zapachy wymyślają sami klienci. Oczywiście w asyście perfumiarza. Jednak dajemy im wolną rękę. Mogą w ten sposób odświeżyć pamięć zapachową i pobudzić dawne emocje.

Czy to bardziej sztuka, czy raczej nauka i technologia?
– Technologia jest na etapie laboratorium. My współpracujemy z francuskim laboratorium z Grasse – miasta znanego z książki pt. „Pachnidło”. To mekka świata perfum. Natomiast sztuką jest złożenie z poszczególnych nut zapachowych perfum. Ale tu z pomocą perfumiarzy każdy nasz klient wychodzi ze sklepu zadowolony.

Macie ponad 200 nut zapachowych, z których można otrzymać nieskończoną liczbę kombinacji. Czy znajdują się wśród nich jakieś dziwne zapachy i nietypowe składniki?
– Mamy dużo zapachów odzwierzęcych, takich, jak np. cywet. Jest to raczej brzydki zapach, ale używany w małych ilościach podkręca zapach innych składników np. kwiatów. Mamy także modne zapachy „kościelne” – kadzidła w wielu wydaniach, a nawet zapach benzyny.

Co mówią o nas perfumy? Bardzo często zdarza nam się oceniać ludzi po wyglądzie. A co zapach perfum może o kimś powiedzieć?
– Tyle samo co wygląd. Zapachem można intrygować np. pachnąć czarną porzeczką z solą morską i różowym pieprzem. Można wręcz manipulować – wpływać na otoczenie zapachem. Osoby pachnące grejpfrutem wydają się chudsze, kobiety wybierające męskie nuty zapachowe chcą dodać sobie profesjonalizmu, zaś wybierając kwiaty – chcą być bardziej sexy.

Inspiracją do założenia MO61 były podróże. Berlin, Londyn, Paryż, Nowy Jork, Tel Aviv, aż wreszcie przyszedł czas na Warszawę. Brakowało tu miejsca, gdzie każdy miałby szansę skomponować zapach, który będzie stanowił znak rozpoznawczy. Jak dużo czasu spędziliście nad wdrożeniem projektu marki w życie?
– Bardzo szybko. Od lat interesowaliśmy się perfumami, odbyliśmy staże w Grasse, stąd decyzja o otwarciu perfumerii była naturalna. Znaleźliśmy lokal na modnej ulicy Mokotowskiej i tak się zaczęło. Teraz świat zapachów to całe nasze życie!

Czy mężczyźni też sięgają po komponowane zapachy?
– Jak najbardziej. Uwielbiają to. Mężczyźni przychodzą do nas dobrze przygotowani. Studiują etykiety swoich perfum, nie operują tylko nazwami, ale i składem, zatem fajnie się z nimi pracuje. U nas główny perfumiarz jest mężczyzną i wciąż tworzy nowe kompozycje męskie – głównie na bazie ukochanego paczuli.

Jaki zapach cieszy się największym powodzeniem?
– W zależności od sezonu. Zimą królowała mieszanka „Rosie” (różano-kadzidlana), teraz przyszedł czas na egzotyki. Przyjechały do nas owoce egzotyczne, mango, marakuja, arbuz, który robi furorę. Nasz najnowszy zapach to Mango Tango: w nucie głowy mamy odrobinę kaktusa, zaś w nucie serca dominują kokos z mango. Nuta mango jest bardzo głęboka, drzewna. W nucie bazy perfumiarze dodali mieszankę trzech drzew – cedrowego, sandałowego i mchu dębowego.

Co sądzicie o trendzie na antyperfumy? Np. mieć na skórze woń papieru?
– Lubimy dziwne zapachy. Jesteśmy zdecydowanie za dowolnością w zapachach. U nas też są zapachy niszowe. Jednak są to zapachy inspirowane papierem, a nie sam zapach papieru.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę