Menu


Wiesław Weiss: „Rock jest niedoceniany”

Wiesław Weiss: „Rock jest niedoceniany”

Wiesław Weiss to wybitny dziennikarz muzyczny i pisarz, redaktor naczelny miesięcznika „Teraz Rock”, autor wielu książek o muzyce rockowej, a także encyklopedii rocka. Jeden z głosów kultowej radiowej „Trójki” w latach jej największej świetności. Rozmawia: Tomasz Furmanek.

Czy można powiedzieć, że napisana przez pana encyklopedia poświęcona muzyce rockowej jest ewenementem na skalę światową?
– Na świecie powstały na przestrzeni lat różne wydawnictwa encyklopedyczne tego typu. Moje na pewno wyróżnia się wśród nich drobiazgowością i szczegółowością. Co prawda najpierw, w 1991 roku, ukazała się skromna wersja jednotomowa, uzupełniona później suplementem, ale w 2000 r. zaczęła się publikacja wersji wielotomowej, „Wielkiej rock encyklopedii”, i do tej pory ukazały się dwa potężne tomy. Niestety, kontynuacji raczej nie będzie.

Z jakiego powodu?
– W dzisiejszych czasach raczej nie ma już zapotrzebowania na aż tak drobiazgowe opracowania – to raz. Po drugie – żyjemy w erze internetu i generalnie zmalało chyba zainteresowanie wydawnictwami encyklopedycznymi. Ludzioma łatwiej jest szukać informacji w sieci. Jestem przekonany, że moja encyklopedia dawała pełniejszy obraz wydarzeń z historii muzyki rockowej niż omówienia internetowe, pełniej też nakreślała sylwetki poszczególnych artystów, a poza tym zawierała rys krytyczny, dość szczegółowe omówienie dorobku każdego muzyka. Okazało się jednak, że odbiorcy niekoniecznie to doceniają. Wystarcza im, że otworzą Wikipedię...gdzie często znajdują się dość powierzchowne informacje.

– Powierzchowne to raz, ale w Wikipedii, redagowanej właściwie przez przypadkowe osoby, jest też sporo błędów – oczywiście nie we wszystkich hasłach, ale zdarzają się nawet drastyczne pomyłki. Jednak tempo życia jest dziś bardzo szybkie i coraz mniej osób ma czas i chęci, by pogłębiać swoją wiedzę na jakikolwiek temat. Może jednak warto byłoby dokończyć ten projekt? Dla ludzi zajmujących się muzyką profesjonalnie byłaby to nieoceniona pomoc.
– Może tak, ale jest to już dziś zupełnie nieopłacalne. Pierwsze jednotomowe wydanie rozeszło się bardzo dobrze, pierwszy tom „Wielkiej rock encyklopedii” też sprzedał się nieźle, ale drugi – dramatycznie źle. W tej sytuacji przerwałem pracę nad kolejnym. Kontynuowanie jej z poczuciem, że nie otrzymałbym wynagrodzenia, nie miało sensu. A nie bardzo mogę liczyć na to, że jakaś fundacja czy ktoś inny wesprze mnie finansowo.

Dlaczego?
– Przekonałem się przez lata działalności zawodowej, że muzyka rockowa jest kompletnie niedoceniana przez decydentów, przez osoby zajmujące się kulturą i dysponujące funduszami na nią. Jazz? Tak! To jest sztuka! Ale rock? To nadal są krzykacze i szarpidruty.

Stworzenie encyklopedii to zadanie monumentalne. Jak pan się do tego zabrał?
– Jako dziennikarz zajmuję się muzyką rockową od 1976 roku i od tamtych czasów bardzo uważnie obserwowałem światową scenę muzyczną. Zebranie informacji oraz selekcja materiału nie były więc dla mnie aż tak trudnym zadaniem. Poza tym jako redaktor naczelny pisma rockowego działającego od 1991 roku miałem możliwość przeprowadzenia setek wywiadów, zarówno z najwybitniejszymi artystami rockowymi, jak i z wykonawcami mniej znanymi, ale mającymi wartościowy dorobek

Ponieważ prace nad encyklopedią już wtedy trwały, mogłem wyjaśnić wątpliwości bezpośrednio u źródła. I wiele haseł w mojej encyklopedii, jak powiedzmy, biogramy The Animals, Black Sabbath, The Cure, Deep Purple, Jethro Tull czy King Crimson, zostało właściwie opartych na rozmowach z muzykami, na informacjach uzyskanych wprost od nich. Nie ma tu sytuacji powielania powtarzanych od lat mitów czy błędów na ich temat. Dlatego wydaje mi się, że moja książka jest w wielu miejscach rzetelniejsza nawet niż najpoważniejsze encyklopedie zachodnie. Ale prace nad nią, jak wspomniałem, zostały z powodów niezależnych ode mnie zawieszone.

Jest pan redaktorem naczelnym miesięcznika „Teraz Rock” od 2004 r., a wcześniej jego poprzednika „Tylko Rock” od 1991 r. Czy stworzenie magazynu było pańską inicjatywą?
– Owszem, to ja wymyśliłem to pismo. Po roku 1989 pojawiły się w Polsce możliwości, jakich wcześniej nie było, a jednocześnie nastąpił moment dużego ożywienia na scenie rockowej. Pomyślałem więc, że może warto spróbować stworzyć pismo rockowe z prawdziwego zdarzenia, jakiego w kraju w czasach PRL-u nie było. Miałem koncepcję i zacząłem szukać wydawcy. Pomysłem zainteresowała się oficyna Res Publica Press. Poprosiłem wtedy Wiesława Królikowskiego, z którym pracowałem od lat w „Magazynie Muzycznym”, a wcześniej w Jazzie, żeby włączył się w tworzenie pisma. Miesięcznik istnieje od 1991 roku, ale w wyniku różnych zawirowań musieliśmy w 2003 zmienić jego nazwę z „Tylko Rock” na „Teraz Rock”.

Związany był pan z legendarną radiową „Trójką” w okresie jej największej świetności. Napisał pan też bardzo ciekawą książkę zatytułowaną „33 x Trójka – Program Trzeci Polskiego Radia w 33 odsłonach”.
– Jak wspomniałem, od 1976 roku działałem jako prasowy dziennikarz muzyczny, ale marzyłem też o tym, żeby sprawdzić się w roli prezentera radiowego. Udało się to w 1984 roku. Najpierw nawiązałem współpracę z „Trójką”, potem z Programami Drugim i Czwartym. Aż do 1991 roku przygotowywałem i prowadziłem audycje na wszystkich tych antenach, a w Trójce pojawiałem się i później. Najbardziej prestiżowa była współpraca właśnie z Programem Trzecim – to on kształtował gusta muzyczne Polaków, tam działały wielkie indywidualności radiowe, jak Piotr Kaczkowski, Marek Niedźwiecki, Marek Wiernik, Jan Ptaszyn Wróblewski, Tomasz Szachowski czy Jan Weber. Znaleźć się w tym gronie było czymś zaszczytnym i ogromnie satysfakcjonującym!

Proszę powiedzieć, radio dawało wtedy dużą popularność?
– Na pewno większą niż pisanie, ale chyba nie w moim wypadku. Mam wrażenie, że audycje, które robiłem, nie odegrały większej roli, może dlatego, że podszedłem do nich trochę zbyt ambitnie. Mówiłem o estetyce rocka. Próbowałem uczyć słuchania bardziej wartościowych odmian tej muzyki, analizować formę utworów, itp., itd... Tymczasem ludziom w czasach PRL-u, kiedy w sklepach nie było płyt z muzyką zachodnią, zależało przede wszystkim na nowościach, które mogliby sobie nagrać. Nie trafiłem swoimi audycjami w oczekiwania słuchaczy tamtego okresu.

Przeprowadził pan setki wywiadów. Czy może pan opowiedzieć o jakimś szczególnie trudnym? Albo może zabawnym?
– Jednym z najcięższych rozmówców był bez wątpienia nieżyjący już, legendarny Lou Reed. Spotkałem się z nim kilka razy i przynajmniej jedna z rozmów była bardzo udana, ale pozostałe niekoniecznie. Pamiętam też wywiad bardzo nietypowy. Posadzono mnie wtedy razem z młodym dziennikarzem z Wilna – mieliśmy rozmawiać z Reedem we dwóch... Niestety, Litwin już na początku zachował się niedyplomatycznie i uraził artystę. Powiedział mu, że lubi tylko te jego płyty, które nagrał w latach 60. z zespołem Velvet Underground, natomiast późniejszych nie ceni. Reed zaczął go wówczas kompletnie zbywać, odpowiadając na jego pytania „tak”, „nie”, nie wiem” i „nie pamiętam”, a rozmową ze mną też właściwie stracił zainteresowanie.

Litwin zareagował na takie traktowanie bardzo emocjonalnie – rozpłakał się... Być może uświadomił sobie, że schrzanił sprawę i wróci do Wilna bez materiału. Reed zapytał go, dlaczego płacze. Chłopak nie miał chyba odwagi się przyznać i, jak sądzę, skłamał, że niedawno rzuciła go dziewczyna. O dziwo po tym wyznaniu wywiązała się między nimi niezwykle ciekawa rozmowa o kobietach, o związkach, o rozstaniach. Dziennikarz dostał od Reeda, który, być może, się nad nim ulitował, niezwykły prezent. Świetny materiał na temat o wiele ciekawszy niż muzyka, nagrania, płyty...

W jakim miejscu znajduje się muzyka rockowa dzisiaj?
– Jedna rzecz zmieniła się w sposób zasadniczy – w latach 70., 80., a nawet na początku lat 90. muzyka rockowa była ważnym elementem życia prawie wszystkich młodych ludzi. Dziś młodzi mają do wyboru wiele innych pokus. Z drugiej strony bardzo rozwinęła się scena muzyczna, jest tyle różnych ciekawych stylów i gatunków, że ktoś, kto zaczyna się interesować muzyką, niekoniecznie musi wybrać rock. Może sięgnąć po hip-hop, world music czy pop w różnych odmianach. W tej sytuacji rock nie spełnia już tej roli co kiedyś. Przestał być dla większości młodych ludzi najlepszym sposobem wyrażenia siebie, a tym samym nie jest czymś, co ich jednoczy. Ale na pewno nadal spełnia istotną rolę w życiu wielu osób, nie tylko zresztą młodych, bo często ci, którzy słuchali go w okresie dojrzewania, zostali mu wierni. Rock jest dla nich ważny i nadal, przynajmniej w najbliższych latach, pozostanie ważny.

A jak będzie się rozwijał?
– Trudno powiedzieć. Na pewno ciekawym kierunkiem jest obecnie nurt nostalgiczny. Wielu młodych muzyków inspiruje się klasyką rocka z lat 70. i 80. Niektórzy robią to w sposób nieudolny i jedynie kopiują dawnych mistrzów, ale jest mnóstwo artystów, jak chociażby Jack White czy The Black Keys, którzy potrafią te inspiracje przetworzyć w coś własnego, świeżego i ekscytującego.

Ostatnio zdecydował się pan spróbować swoich sił w zupełnie nowym dla pana gatunku literackim.
– To prawda. Od tak wielu lat zajmuję się pisaniem o muzyce, że postanowiłem też sprawdzić się w innej dziedzinie i napisałem powieść kryminalną pod tytułem „Biała wódka, czarny ptak”. Akcję umieściłem na tle zdarzeń z okresu stanu wojennego w Polsce, spróbowałem przywołać atmosferę życia codziennego w tamtych latach, ale sięgnąłem też głębiej w przeszłość, do czasów drugiej wojny światowej, czasów nazizmu. Książka została doceniona i znalazła się w finałowej siódemce powieści nominowanych do prestiżowej nagrody „Kryminalna Piła”. Nie zdobyłem pierwszej nagrody, ale sam fakt, że „Biała wódka...” znalazła się wśród siedmiu najwyżej ocenionych kryminałów napisanych przez polskich autorów w roku ubiegłym, jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę