Menu


Róże Europy: „Zawsze trzeba być sobą”

Róże Europy: „Zawsze trzeba być sobą” Agencja BE&W

Róże Europy to jeden z najważniejszych polskich zespołów lat 90. Jako pierwszy podpisał kontrakt z wytwórnią na miliard złotych, a wszystko za sprawą piosenki „Jedwab”, którą napisał dla swojej dziewczyny. Ich ostatni album to „Zmartwychwstanie”. O muzyce, ostatniej płycie i karierze opowie Piotr Klatt, lider grupy.

Wasz sukces, a w późniejszym okresie wyciszenie końcem lat 90., było po części spowodowane sytuacją w polskim „szołbiznesie”? Czy to po prostu była decyzja o wycofaniu się z mediów?
– Nie graliśmy, ponieważ nie było klimatu w nas samych. Granie rock’n’rolla powinno być pasją, hobby, a dopiero później pracą. Jeśli brakuje emocji, wibracji, zanika radość z najbliższego koncertu, to granie – ponieważ trzeba napełnić michę – jest słabym rozwiązaniem. Lepiej znaleźć inną robotę. Tak ja zrobiłem. To chyba uczciwe wobec publiczności.

Wylansowaliście wiele przebojów, a teraz pracujesz jako dziennikarz w Radiu RDC, w związku z czym czujesz się spełnionym muzykiem?
– Gdybym raz jeszcze miał wybrać drogę, stojąc ponownie w wieku lat 18 przed światem, wybrałbym tę samą. Kiedyś myślałem, że za mało, za wolno, bez polotu i radości. Teraz jestem pewien, że moje pierwsze półwiecze było idealne dla mnie, biorąc pod uwagę mój rytm, zdolności i/lub ich brak, estetykę, poczucie humoru, cechy indywidualne. Generalnie dostałem to, na co zasłużyłem zarówno w pozytywnym znaczeniu, jak i w ramach kary i pokuty za jakieś boki bądź błędne decyzje. Zwyczajne życie.

Na pewno ludzie o niższym poziomie samooceny wylewali na ciebie bądź zespół „pomyje” w internecie. Jak reagujesz na hejt?
– Urok netu i sieci. Kwestia przyzwyczajenia. Czasami złość ogarnia, kiedy hejt jest od fanów. Np., że nie szanujemy publiki, ponieważ nie dbamy o nagłośnienie. A tymczasem nigdy nie wystawiamy przodów, zawsze na scenie mamy komfort swojego backline’u, ale za komfort widowni odpowiada organizator i jego ekipa, bądź wynajęty sprzęt z ludźmi. Zdarzyło się, że nie graliśmy kiedy wcześniej udało się wyśledzić wtopę, ale też czasami daliśmy się nabrać, kiedy mówiono nam „nie walcie focha, na tym sprzęcie grali Bednarek, Organek, Podsiadło i amerykańscy jazzmani”, no i wpadamy w pułapkę, za co dostajemy hejt. Taki hejt dopinguje nas.

„Ugryzłeś” się przy tym czasami w język? Żeby nie powiedzieć za dużo.
– Rzadko, ale czasami tak.

Jak reagujesz na komentarze,że Róże Europy to zespół jednego utworu?
– Po 33 latach w Różach w ogóle nie reaguję już na jakiekolwiek zaczepki i krytyczne recenzje. Emocje przechowuję gdzie indziej. Konie, Tatry, Puszcza Kampinoska, Warmia i Mazury, Białowieża, Dolny Śląsk, Hel, rower, narty, książki… Lubię odprężać się, a nie młotkować z ludźmi.

Są zwolennicy teorii, że nie powinno śpiewać się o polityce wyłącznie ani o miłości wyłącznie. U was jest balans zachowany. Czy uważasz, że są tematy, o których nie powinno się śpiewać?
– Tematy, których nie czujesz, nie ruszasz. To kwestia uczciwości wobec siebie i potencjalnego odbiorcy.

Piosenka „Zgorszymy nienormalnych” mimo upływu lat jest bardzo aktualna, a może nawet aktualniejsza. To przykre chyba?
– Coś co żyje niekoniecznie musi być przeklęte. Raczej bierze żałość, że bywa nadal haniebne.

Jak doszło do spotkania z Sobotą? Miałeś jakiś inny wkład poza zaśpiewaniem swojego tekstu?
– Zadzwoniła Ewelina, menago Michała. Zapytała, a ja zgodziłem się. Krótka piłka... Nie widziałem przeszkód, tym bardziej, że mieli mój namiar od mojego frienda z NY, Gregorego Fryca, wielkiego fana polskiego hip hopu. Pojechałem do Szczecina. Spotkałem się z Sobotą i Matheo i odpaliliśmy rekorder. I poszło. Zapłacili za hotel i bilet PKP na trasie Wawa-Szczecin-Wawa. To był deal dla zabawy. Nie dla profitów. A zabawa była z nimi wyborna w studiu. Do dziś mam przyjacielski kontakt z Michałem.

Piosenka „Karimata” to moim zdaniem wspaniała piosenka o miłości, ale wykonana w zupełnie innym stylu niż znane wszystkim ballady. W latach 60. to „The Beatles” śpiewali o miłości w sposób inny niż dotychczas znany publiczności. Taki był zamysł przy tworzeniu czy to po prostu przypadek sprawił?
– Jakiekolwiek konotacje są przypadkowe.  Rytm gitary sam generował słowa. Po prostu magia chwili.

Powiedziałeś kiedyś, że „muzyka między Presleyem a Led Zeppelin jest fundamentem rock ‘n rolla”. Myślisz, że nadal kryją się tam jakieś niedosłyszane dźwięki? Przecież ta muzyka była odsłuchana milion razy.
– Gdyby była przejrzysta, nie wracałaby jak sinusoida co dekadę. Ciągle odkrywamy w niej coś nowego, kreatywnego, pobudzającego do działania, nieokreślonego w czasie i przestrzeni. To tylko rock’n’roll albo aż rock’roll – jak mawia Marek Wiernik z Radia RDC: „to najważniejsza muzyka ze wszystkich”.

Po wydaniu ostatniej płyty „Zmartwychwstanie” pojawiły się dziwne komentarze, że to nie te same Róże. Płyta, jak wspomniałeś kiedyś, jest inspirowana twórczością Jacka Whitea. Jak myślisz, skąd się bierze, niestety, u ludzi taka niechęć do muzyki ambitnej?
– Ludzie starzejąc się gubią emocje, które towarzyszyły im przed laty. Stąd dla nich nasza muzyka, chociaż dojrzalsza i lepiej zagrana, lepiej nagrana, nie jest już tym samym czym była dla nich, kiedy mieli naście lat. Teraz, w wieku lat 40-50 nie mogą odnaleźć siebie z młodości, w której nas słuchali… To normalne. Też wolę Stonesów do końca lat 70. bardziej niż tych z dekad 80-90 XX wieku.

W Londynie wystąpi przed wami Magda Czuła z taką właśnie muzyką. Myślisz, że młodzi artyści mają dziś szanse przedostać się wyżej? Mimo wszelkich serwisów, jak Youtube czy Facebook, dziś jest jeszcze trudniej...
– Dziś jest więcej pasm transmisji promocji, która nie wymaga nakładów finansowych. Ale też liczba owych pasm powoduje, że nie ogarniesz wszystkiego. Stąd łatwiej, jeśli trafisz odbiorców, ale trudniej jeśli musisz ich szukać w sieci. Sieć jest głębsza i rozleglejsza niż wszystkie oceany świata. Łatwo zgubić azymut. Każde czasy mają swoje uroki i wady. Ważne jest, by trzymać rękę na pulsie i być sobą. Polubisz siebie, polubisz ludzi, a oni zaakceptują ciebie.

Jakub Mikołajczyk  

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę