Menu


Martyna Jakubowicz - outsiderka z wyboru

Martyna Jakubowicz - outsiderka z wyboru

Martyna Jakubowicz, wokalistka i kompozytorka, osobowość i legenda polskiej muzyki. Nagrodzona niedawno przez Program 3 Polskiego Radia prestiżowym „Mateuszem”. Rozmawia Tomasz Furmanek.

Pani piosenka „W domach z betonu nie ma wolnej miłości” z 1982 roku to hit ponadczasowy. Była pani bodaj pierwszą kobietą w komunistycznej Polsce, i prawdopodobnie jedyną w historii polskiej piosenki, która otwarcie poruszała temat wolnej miłości w sposób bezpruderyjny i bezpretensjonalny. Skąd taka inspiracja?
– Tej konstatacji nie należy traktować dosłownie. W ogóle nie chodziło o żadną wolną miłość. Wymowa szlagwortu piosenki jest głębsza. Trudno, żebym wychodziła na scenę i śpiewała, że komuna to beton i nie ma wolności w komunie, bo nikt by tej piosenki nie puścił. Ludzie pojmowali ją w dwojaki sposób – z jednej strony podobała się historyjka o miłości, a z drugiej wiadomo było, co jest pod spodem, że ten blok jest przenośnią więzienia w naszej szarej rzeczywistości. Mój mąż, który napisał ten tekst, mówi, że pewnego pięknego poranka latem 1980 zdarzyło mu się wyjrzeć przez okno naszego mieszkania na Stegnach i zobaczyć jakieś na oko kształtne i skąpo odziane ciało w oknie po drugiej stronie podwórza. Poza tym nasz największy przebój jest wyssany z palca. Mąż przysięga, że nie kojarzył frywolnej sąsiadki z naprzeciwka. Chodziło o alegoryczny opis dość szarej rzeczywistości. Do tego opisu dołączył fabułę, aby ożywić, a właściwie uczłowieczyć dokument o epoce. Przyuważonej kobiecie przypisał raczej kontestatorskie skłonności niż porno motywacje. To też forma buntu, także przeciwko życiu w domach z betonu. Andrzej pisał ten tekst wyjątkowo krótko, krócej niż godzinę i za jednym zamachem. To chyba jedyny tekst, który powstał tak szybko, tak łatwo. Napisał go na Portofino.

Utwór ten stał się wielkim przebojem i nic nie stracił ze swojej atrakcyjności. Czy, pani zdaniem, pozostaje w pewnym sensie aktualny w dniu dzisiejszym?
– Nagranie zostało zrobione dla Programu III PR w studiu Agnieszki Osieckiej tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. Piosenka weszła na listę przebojów i długo utrzymywała się na pierwszym miejscu. Sądzę, że sukces tej piosenki polegał na tym, że trafiła w „swój czas”. Teraz śpiewam ją jako jedną z wielu na koncertach. Publiczność się odmłodziła i dla nowego pokolenia „W domach z betonu...” nie jest już piosenką tak ważną. Już nie płoną przy niej zapalniczki, tak jak w Jarocinie kiedyś. Uważam, że dziwnym zbiegiem okoliczności utwór ten staje się teraz na nowo aktualny. I choć słowa „wolna miłość” nie są mile widziane, to i tak wymowa piosenki znowu trafia w „swój czas”.

Domyślam się, że nie mieszka pani w domu z betonu. Mam wrażenie, że kocha pani naturę i zapewne mieszka w jakimś pięknym domu z dużym ogrodem z dala od wielkich skupisk ludzkich.
– Mieszkam na wsi, w Górach Bardzkich, blisko Czech. Natura zbliża człowieka do wielu sensów, które miasto zagłusza. Jest wolniej, spokojniej, zdrowiej. Oczywiście rzeczywistość dociera i tutaj, bo wszędzie blisko, ale dopóki nagrywam i gram koncerty, to musi tak być. Mam spory ogród, stary sad. Musiałam się wielu rzeczy nauczyć, np. być ogrodnikiem – to wielka wiedza. Ja jeszcze jestem amatorem i nie na wszystkim się dobrze znam, ale jeżeli uruchomi się empatię, to rośliny same pokazują, co im pasuje, a co nie. Wystarczy obserwować. Moją intencją jest korzystanie z danego mi przywileju, jakim jest kooperacja z naturą w sposób korzystny i dobry dla obu stron. Staram się. Teraz zrobiło się nieco gęściej – była wieś, teraz jest to obszar podmiejski. Samochody, nowe domy. Zwierzęta lubią spokój i dzicz. Nie widuję już tak często muflonów. Sarnom zarząd dróg powycinał chaszcze przy drodze. Będzie im ciężko chować się przed myśliwymi, którzy mają tutaj mnóstwo ambon. Sypie się zwierzętom karmę w pobliżu tychże i dobry strzał pewny. Bardzo niemoralne takie zabijanie. Nie lubię myśliwych. Może więc i tak się stanie, że za jakąś chwilę przeprowadzę się w większą „dzicz”. Szkoda by było ogrodu. Jestem do niego bardziej przywiązana niż do domu.

Czym jest dla pani tzw. wizerunek artystyczny? Jak pani do tego podchodzi?
– Mój tzw. „wizerunek” sam się określał, bo wyglądałam jak wiele dziewczyn wtedy. Długie włosy, podkoszulki, dżinsy, tenisówki itp. Czasem, co prawda ubierałam się nieco bardziej dziwacznie, bo ten czas wymagał dużej inwencji, także w ubiorach, które na ogół były klecone samodzielnie. W sklepach nic nie było, co nadawałoby się do włożenia, za wyjątkiem kolekcji Barbary Hoff. Musiałabym zdecydować się na chodzenie w garsonkach z nylonu. To raczej nie było możliwe. Funkcjonowały też tzw. komisy. Ciuchy tam sprzedawane nie były fajne, ale za to bardzo drogie. Styl tzw. „butikarski”. Jestem raczej outsiderem z wyboru. To znaczy, że nie działam zgodnie z tym, co jest narzucane przez innych odgórnie. Wolę myśleć samodzielnie i wybierać dla siebie drogę, która wydaje mi się najlepsza. To dotyczy także tzw. wizerunku. Jest to droga ryzykowna, bo ludzie lubią „klisze”, czyli: jak skóra z zamkami, to znaczy, że heavy metal, jak spodnie dzwony i wyciągnięty podkoszulek, to znaczy, że hippis, jak dobry zegarek i garnitur, to znaczy solidna firma, a jak broszka wpięta w garsonkę, to znaczy, że twardy charakter, jak Margaret Thatcher. Nasz umysł lubi wracać do utartych ścieżek. I dlatego łatwo nami manipulować. Nie leży w moim systemie myślenia dokładanie się do ogólnoświatowego syndromu manipulacyjnego ubezwłasnowolnienia. Wszystko jedno, czy będzie to dotyczyło wizerunku, sposobu aranżowania i wyboru piosenek, sposobu promocji nagrań itd. I dlatego może nie będzie wielkiej popularności, ani ogromnych pieniędzy. Ale ja lubię swoje życie i nawet, jeśli walczę i borykam się, to i tak uważam, że jest ok. Przeżywam wiele fantastycznych chwil. Spotykam miłych ludzi. Mogę, prawdę mówiąc, czuć się szczęśliwa.

Powszechnie klasyfikuje się panią jako artystkę bluesową i wsadza w bluesowe ramki. Moim zdaniem pani muzyka wymyka się tak prostym klasyfikacjom. Jak pani to postrzega?
– Oczywiście w latach 80. tak się o mnie pisało. Potem jakoś ta naklejka pozostała pomimo tego, że żadna moja płyta ani żaden tzw. przebój nie był bluesem. Moje korzenie są w folku amerykańskim, w bluesie i muzyce rockowej. Moje korzenie, to także muzyka klasyczna. Słucham też jazzu. Słucham muzyki skandynawskiej folkowej. Mam otwartą głowę. Ja rozumiem, że ramki to wygodna sprawa, ale doprawdy nie powinno być problemem, że tworzy się muzykę złożoną z wielu elementów, różnych gatunków. Można też używać instrumentów np. folkowych w piosence balladowej, gitary bluesowej w balladzie folkowej. Odsyłam do mojej płyty z piosenkami Joni Mitchell. Być może wrócę na chwilę do bluesa w bluesie. To może być ciekawe doświadczenie. Ale tak naprawdę interesuje mnie śpiewanie własnych piosenek, chociaż przyznam, że z wielką przyjemnością śpiewam czasem piosenki „cudze”, bo zdarzają się spotkania przy tzw. projektach. I tak śpiewałam już Nalepę, Grechutę, Demarczyk, Tilt i Waglewskiego. To zawsze jest przyjemne i pouczające wyzwanie.

Otrzymała pani niedawno prestiżową nagrodę muzyczną Programu 3 Polskiego Radia – „Mateusza”, przyznawaną najciekawszym wykonawcom roku. W uzasadnieniu tego wyboru czytamy, że otrzymała ją pani za „pełne wyrozumiałości aluzje do dnia dzisiejszego, wierność gatunkowi i oszczędne gospodarowanie bogactwem talentu”.
– Co mogę powiedzieć? To bardzo miłe, że Trójka mnie tak uhonorowała. To jest ważna nagroda też dlatego, że to dzięki Trójce wszystko, w sensie mediów, się zaczęło. Trójka zna się na muzyce. Cieszę się, że płyta „Prosta piosenka” im się spodobała. Czy jestem „pełna wyrozumiałości”? Trudno powiedzieć. Dzień dzisiejszy wymaga żelaznych nerwów, cierpliwości, żeby te nerwy nie „puściły” oraz umiejętności nie wkręcania się w to, co proponują macherzy od wkrętek. Może moja wyrozumiałość się skończy? Kto to wie. Wtedy uzasadnienie straci na aktualności. Wierność gatunkowi – ostatnia płyta jest zdecydowanie bardziej folkrockowa, więc istotnie, jestem tutaj wierna gatunkowi. Oszczędne gospodarowanie – mam nadzieję, że nie jest to połajanka, że jakoś leniwie działam i że może wzięłabym się bardziej do roboty? „Aluzju paniał”. Mam nadzieję, że zdołam gospodarować „bogactwem talentu” mniej oszczędnie w przyszłości.

Co pani sądzi o dzisiejszym świecie? Jak się pani w nim odnajduje?
– Kiedy byłam dzieckiem swiat wydał się być tajemniczym, pełnym cudownych odkryć miejscem. Dzisiejszy świat, tak jak go widzę, nie zapada się tylko dzięki ludziom dobrej woli, którzy dzień po dniu robią swoje mądrze. Codziennie podejmujemy walkę z własnymi problemami i słabościami oraz  z całą masą "psuj", które w imię własnego egotyzmu psują na potęgę. Nie wierzę w rewolucje. Wierzę w codzienną pracę, w zachowywanie tego co dobre, a naprawianie tego, co złe i źle działa. Polityka stała się jedynie cynicznym spektaklem medialnym, w którym rozdęte ego ludzi władzy ma duże pole do popisu. Nie śmieję się z tych spektakli. Przerażają mnie. Skoro ma nie być zasad, tylko manipulacje, skoro kłamstwo jest narzędziem, skoro można publicznie mówic nieprawdę i głupty i nie brać za to odpowiedzialności, skoro można eksterminować naród na oczach całego świata w imię interesów tego czy innego państwa, to może mamy XXI wiek, ale pytanie brzmi – jak zmienił się człowiek od momentu, kiedy postawił swoją nogę na tej ziemi? Czy jesteśmy nadal plemienni, czy też możemy rozwijać się w innym kierunku?

Jeżeli jesteśmy plemienni, to znaczy, że albo nasze mózgi nie ewoluują, albo ewoluują powoli i w związku z tym nadal po okresach pozytywnego rozwoju w dobrym kierunku musi nastąpić rzeź, aby ludzkość się ocknęła. To wizja przerażająca. Skoro mamy być cywilizacją śmierci – a tak często się działo – i nadal ten stan rzeczy ma trwać, to znaczy, że nauka nie została jeszcze zakończona. Bedzięmy więc przechodzic przez te traumy tak długo, aż się nie nauczymy, że życie jest ważniejsze od zadawania śmierci innym ludziom. Że zaspakajanie naszego ego kosztem cierpienia innych ludzi jest głęboko destrukcyjne i niemoralne i nie służy ogólnemu dobru. Na szczęście wielu ludzi myśli podobnie jak ja. Żyje i działa bardzo pozytywnie, to jest niezwykle wspierające. Najlepszą metodą jest skupianie się na pozytwnych aspektach rzeczywistości. Z negatywnymi trzeba po prostu walczyć. Sytuacja w Polsce się komplikuje. Jest wiele pogardy i braku szacunku władzy w stosunku do do podzielonego już i tak społeczeństwa. Czas jest trudny, więc trudno się w nim odnajduję, ale nie mam problemu z określeniem swojego stanowiska.

Za chwilę święta, jak zazwyczaj spędza pani ten okres? Czego pani życzyć?
– Święta zawsze w domu. Można troszkę, na chwilę być dzieckiem. Cieszyć się z choinki, odpakować prezenty, spotkać się z rodziną. Przygotowania to też frajda. Właściwie ja i moi bliscy jesteśmy już głowami w okresie świątecznym. Dzielimy obowiązki kuchenne. Prezenty robią się już od jakiegoś czasu, bo często wkładamy pod choinkę to, co zrobimy sami. Życzyć mi można dokładnie tego samego, czego ja życzę wszystkim: spokojnych, pełnych miłości Świąt. Wigilijnego stołu w towarzystwie rodziny i przyjaciół! Pokoju i zdrowia.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę