Menu


Karolina Tuszyńska poleca: książki Agaty Przybyłek

Karolina Tuszyńska poleca: książki Agaty Przybyłek

Zapraszam dziś na rozmowę na jedną z najbardziej optymistycznych autorek literatury kobiecej na polskim rynku wydawniczym. Życzę przyjemnego spotkania z Agatą Przybyłek i polecam lekturę jej książek.

Agato, ile książek twojego autorstwa obecnie możemy przeczytać? Czy czujesz się czasami, jak Remigiusz Mróz literatury kobiecej (śmiech)?

- Do rąk czytelniczek trafiło już dwadzieścia pięć książek mojego autorstwa – policzyłam specjalnie na potrzeby naszego wywiadu, bo po dwudziestej straciłam rachubę i przestałam już to robić. Dla mnie nie liczy się bowiem ilość wydanych książek, ale zaklęte w każdej z nich emocje i podczas pisania każdą z nich traktuję jak tę jedną, najważniejszą. A jeśli chodzi o Twoje porównanie - chociaż porównania do osób, które odniosły sukces, zawsze są miłe, to wolę po prostu być sobą. Agatą Przybyłek, która kocha pisać książki.

Obecnie na rynek trafiają dwie twoje serie – Tak smakuje miłość i seria z domkami, którą wolisz jako autorka? Czy w ogóle potrafisz tak rozgraniczyć?

- Prawdę mówiąc nie potrafię wybrać, czy wolę obyczajówki, czy komedie romantyczne i właśnie dlatego już od kilku lat poruszam się między tymi dwoma gatunkami. Pierwszą książką, którą napisałam, była właśnie komedia romantyczna, chociaż to zaskoczyło wtedy mnie samą. Wierz mi lub nie, ale do tamtej pory nie uważałam siebie za optymistkę i naprawdę nie mam pojęcia, jak to się stało, że debiutowałam komedią – byłam raczej nostalgiczną, płaczliwą nastolatką, a pisałam tę powieść tuż po maturze. Gdy jako młoda dziewczyna wyobrażałam sobie siebie jako pisarkę, zawsze sądziłam, że będę pisała właśnie takie książki, jak te, które ukazują się w serii z domkami - romantyczne, sielskie, poruszające problemy bliskie kobietom. 

Na ten moment jednak oba te gatunki są tak bliskie mojemu sercu, że naprawdę nie umiem dokonać wyboru. Właśnie dlatego na zmianę tworzę to humorystyczną, to romantyczną fabułę i cieszę się, że Czytelniczki również lubią tę moją różnorodność.

Jak pewnie wiesz, oprócz rubryki literackiej w Gońcu, na co dzień prowadzę kanały czytelnicze w mediach społecznościowych i wielokrotnie jestem pytana – od czego zacząć przygodę z literaturą Agaty Przybyłek. Co sama byś poleciła?

- Ostatnio polecam Czytelniczkom zacząć przygodę z moimi książkami albo od „Masz wiadomość”, albo od którejś pozycji z serii z domkami. „Masz wiadomość” polecam dlatego, że to świeża premiera i jedna z niewielu moich książek, która jest taką pojedynczą książką. Poruszam w niej też dość aktualny i powszechny temat poszukiwania drugiej połówki przez internet, ta książka zbiera naprawdę świetne opinie. 

Serię z domkami polecam natomiast dlatego, że właśnie tę serię kochają najbardziej moje Czytelniczki. To takie romantyczne, poruszające historie, które tak naprawdę mogłyby przydarzyć się każdej z nas i myślę, że dlatego zyskały takie grono wiernych odbiorczyń. Dodatkowym plusem tej serii jest fakt, że poszczególny tomy można czytać w dowolnej kolejności, niezależnie, więc każdy może znaleźć w niej coś dla siebie, historię bliską swojemu sercu.

Ja przyznaję, że moją ulubioną książką jest „Masz wiadomość”, tylko to zakończenie… I teraz mam sposobność żeby zapytać. Dlaczego pozbawiłaś nas szczęśliwego zakończenia?

- Będę z tobą zupełnie szczera – bałam się, że jeżeli zakończę tę książkę ślubem albo chociaż stwierdzeniem „…i żyli długo i szczęśliwie”, to nikt tej książki nie zapamięta. Zwrot akcji, zwłaszcza na końcu, zawsze budzi emocje, a otwarte zakończenie zmusza do refleksji.Takie historie dłużej nosi się w sercu, poza tym sama lubię czytać książki, które zaskakują. Chcę jednak wierzyć, że historia Adama i Julii tak naprawdę kończy się dobrze i oni jeszcze kiedyś się odnajdą. Przecież powinni.

A przechodząc do twojej najnowszej serii – Tak smakuje miłość, czy masz ulubionego bohatera tej serii?

- Moje serce w komediowych seriach często kradną te najbardziej zabawne postaci i choć uwielbiam Olę i Julię, to największą sympatią w tych książkach obdarzyłam Maksa. To taki roztrzepany młody mężczyzna, bałaganiarz i naprawdę dobrze pisało mi się sceny z jego udziałem. Okazał się też bohaterem nieskorym do współpracy i sporo w moich książkach namieszał, a ja bardzo lubię, kiedy tak się dzieje. Gdy bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem to zawsze dla mnie sygnał, że są autentyczni i pełnokrwiści. Zresztą Maks jest taki przystojny i czarujący… Myślę, że niejednej kobiecie skradł serce.

W drugim tomie – „Recepta na szczęście”, zrobiłaś nam, jako autor, ogromnego  psikusa. Zakończyłaś powieść w takim momencie, że nie wiemy zupełnie nic i nie możemy się doczekać kolejnego tomu. Zatem powiedz proszę, kiedy możemy się spodziewać kolejnej części i czym nas zaskoczysz tym razem? Czy możesz zdradzić co nieco?

Trzecia część serii ukaże się jesienią i tym razem główną bohaterką będzie siostra Julii. Gdy planowałam tę serię postawiłam sobie za cel poruszenie w niej problemów bliskich młodemu pokoleniu kobiet i w ostatniej części opisałam dziewczynę, która nieustannie porównuje się do gwiazd z internetu i marzy o sławie. Te pragnienia popchną ją ku kilku szalonym decyzjom, ale nie chcę na razie zdradzać za dużo o tej fabule. Na pewno mogę jednak obiecać, że będzie zabawnie, a Czytelniczki dowiedzą się, jak potoczyły się dalsze losy Julii i Maksa. 

I powiedz koniecznie jakie są twoje dalsze plany literackie? Kolejna seria, czy może powieść samodzielna?

- W tym roku ukażą się kolejne tomy znanych Czytelniczkom serii, ale u wydawcy czekają też już nowe historie, w tym bardzo ważna dla mnie, pojedyncza książka. W przyszłym roku sporo się więc zadzieje i znani bohaterowie ustąpią miejsca nowym, innym, ale myślę, że równie wartym sympatii.

Wiem, że jesteś pełnoetatową pisarką. Opowiedz proszę, jak wygląda twój typowy dzień pracy.

- W moim odczuciu do bólu zwyczajnie – po prostu wstaję rano, jem śniadanie i piszę. Określenie „pełnoetatowa pisarka” świetnie pasuje do mojej osoby, bo zazwyczaj kończę pracę około piętnastej i potem oddaję się już prywatnemu życiu, a ostatnie głównie remontowi domu, który zdaje się nie kończyć. Od pewnego czasu nie pracuję też w weekendy, ponieważ mam problemy z nadgarstkiem, więc poniekąd naprawdę można mówić tu o etacie. Ale nadal zdarza mi się zarwać noc na redakcję powieści, co przypomina mi dawne, szalone lata, kiedy pisałam właściwie ciągle.

I czas na dwa obowiązkowe pytania:

Jako osoba kreatywna – co radzisz na czas kwarantanny, by przetrwać i nie zwariować?

- Mnie ratują książki, seriale i prace w ogródku. Gdy kupiliśmy z mężem dom na wsi odkryłam w sobie miłość do roślin i ostatnie ciepłe popołudnia chętnie spędzam w ogrodzie. Wiem jednak, że nie wszyscy mają ten luksus, więc polecam wszelkie robótki ręczne, malowanie, a nawet pisanie. Kto wie, może podczas izolacji społecznej powstaną jakieś świetne, debiutanckie powieści?

Co radzisz osobom marzącym o pisaniu książek?

- Przede wszystkim radzę takim osobom, żeby, zamiast tylko o tym marzyć,zabrały się do pisania, a podczas pracy podążały za głosem serca. Pisanie książek to wbrew pozorom żmudna praca – polega na spędzeniu niezliczonych godzin przy laptopie, pokonywaniu lenistwa i mniejszych lub większych kryzysów. Jeśli jednak podchodzi się do tego wszystkiego z sercem i pasją, można stworzyć coś naprawdę wyjątkowego i te zajęcie nigdy się wtedy nie znudzi. Warsztatu można się nauczyć, ale dla mnie pisanie to coś więcej niż tworzenie pięknych zdań czy ciekawych rozwiązań fabularnych. Dla mnie w tej pracy najważniejsze są emocje, wkładam w każdą z książek kawałek swojego serca. To taka rada ode mnie 

Bardzo dziękuję za rozmowę. To była wielka przyjemność. A Wam, drodzy Czytelnicy, polecam najnowsze powieści Agaty Przybyłek:

„Recepta na szczęście” z serii Tak smakuje miłość
„Zrobię dla ciebie wszystko: z serii z domkami
oraz „Masz wiadomość”.

Przyjemnej lektury!

Karolina Tuszyńska - w sieci szerzej znana z niepohamowanej miłości do książek jako Londyneczka.

Blog
Instagram

Youtube
Facebook

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę