Menu


Polka z nagrodą the Linbury Prize

Polka z nagrodą the Linbury Prize Fot. Sheila Burnett

Maluje ściany teatru na burgundowo, wykłada scenę lustrami, a bohaterów, jeśli trzeba, ubiera na wzór własnego dziadka i babci. 24-letnia Barbara Bińkowska okazała się najlepszą młodą scenografką w Wielkiej Brytanii wygrywając prestiżową The Linbury Prize.

Absolwentka liceum plastycznego w Bydgoszczy, która do szkoły z rodzinnej kujawskiej wsi latami dojeżdżała autobusem, zaraz po maturze postanowiła kontynuować naukę w Wielkiej Brytanii. Zamiast wybrać karierę grafika komputerowego, postanowiła swój talent związać z teatrem. Właśnie została zwyciężczynią The Linbury Prize.

The Linbury Prize to najbardziej prestiżowa nagroda dla projektantów scenicznych ufundowana 40 lat temu przez lorda Sainsbury jego żonę lady Anyę Linden, angielską balerinę.

Przyznawana jest tylko raz na dwa lata i daje nieograniczone możliwości laureatom. Zwycięzcy sprzed lat dzisiaj pracują przy produkcjach Króla Lwa czy w Globe Theatre. Celem nagrody jest łączenie najlepszych młodych projektantów z profesjonalnymi zespołami z uznanych teatrów, oper i zespołów tanecznych. A nagrodą jest możliwość zrealizowania swojego projektu w jednym z wiodących w Wielkiej Brytanii teatrów lub oper.

Basia Binkowska w tym roku skończyła licencjat na Royal Conservatoire od Scotland na kierunku Production Art and Design. Jest to jedna z najstarszych i najbardziej prestiżowych uczelni artystycznych w Wielkiej Brytanii i jednocześnie trzecia w rankingach na świecie.

Jednym z ciekawszych projektów realizowanych podczas studiów było „Koło Kwintowe” Szymona Bogacza. Trafiła do zespołu Matthew Lentona, reżysera i dyrektora wielokrotnie nagradzanego teatru Vanishing Point, który akurat reżyserował tą sztukę.

Bardzo dużo się od niego nauczyłam, zwłaszcza podczas pracy na próbach. Cały projekt mojej scenografii powstawał na próbach, co uważam jest najlepszym sposobem na scenografię, jeśli ma ona coś znaczyć – mówi Basia. – Często jest tak, że scenografie powstają dużo wcześniej, nawet przed spotkaniem z aktorami. A jednak ten reżyser pracuje w taki sposób, że próby trwają dużo dłużej, dlatego mogą być dopracowane do perfekcji.

W „Kole Kwintowym” jest dziesięciu bohaterów, którzy podróżują podczas świąt Bożego Narodzenia. W czasie zamieci śnieżnej mają wypadek i muszą się zatrzymać w wiejskiej szkole na sali gimnastycznej. Każdy z bohaterów ma swoją historię i swój moment w życiu, a wszystkie te różne momenty spotykają się w jednym czasie na ograniczonej salą gimnastyczną przestrzeni.

Dwóch bohaterów to dyrektor szkoły i jego żona. Mój dziadek był dyrektorem szkoły, więc doskonale pamiętam jego sylwetkę. Pani dyrektorowa była wzorowana na mojej babci. Jej cały kostium wzorowany był na mojej babci, kiedy była młoda i była nauczycielką. Dużo elementów użyłam z mojej przeszłości. Chodziłam do szkoły podstawowej na wsi, wychowałam się na wsi. W realizacji użyłam dużo elementów z mojego dzieciństwa.

Realizowanie polskiej sztuki w Wielkiej Brytanii z całym zespołem Brytyjczyków pokazało polskiej studentce, że każdy kraj ma swoje niuanse znaczeniowe, które czasem ciężko oddać przekładając tekst.

W sztuce jest autobus marki Jelcz. Brytyjczykom to słowo nic nie mówi i trzeba opisać cały wygląd pojazdu. Tymczasem ja miałam od razu gotowy jego obraz, bo takim autobusem w dzieciństwie dojeżdżałam do miasta.

W „Kole Kwintowym” Basia wprowadziła do scenografii trampolinę, co pozwoliło na dużo gry aktorskiej i ciekawe zakończenie.

Nie każda uczelnia pozwoli studentce przemalować studio na czerwono. W przypadku Basi również nie było łatwo uzyskać taką zgodę, ale udało się. Jednym z ostatnich przedstawień realizowanych podczas studiów był musical o Broadwayu w Nowym Yorku. Jest to opowieść o ludziach teatru lat 60. Dużą trudnością dla scenografki było zmierzenie się z wieloma różnymi miejscami, w których odbywają się poszczególne sceny.

Nie lubię dosłownego umieszczania akcji w konkretnym miejscu w moich scenach. Chciałam to zrobić bardziej abstrakcyjnie, jednak scenariusz na to nie pozwalał. Wymyśliłam, że cały teatr będzie jednym wielkim Broadwayem. Wymalowałam studio teatralne na czerwono. Ściany miały fakturę cegieł, które podkreślały bardzo głęboką burgundową czerwień. Wykorzystałam całą architekturę studia, aby przemienić tę przestrzeń w ulicę. Dodałam dużo akcentów sugerujących wyjścia i wejścia – wspomina swój projekt Basia. – Ludzie z produkcji, nie chcieli się zgodzić na to pomalowanie, ale jakoś udało mi się uzyskać zgodę, ale po spektaklu musiałem sama przemalowywać z powrotem. Jednak efekt był taki, że publiczność, gdy weszła do studia, od razu czuła się, jakby przeniosła się do Nowego Yorku lat 60.

Zanim powstanie scenografia, scenograf buduje ją sam w skali 1:25. Jest to tak zwana makieta i musi zawierać każdy detal, łącznie ze wszystkimi krzesłami, które również musza być wykonane w tej skali. To samo zadanie czekało na Basię, gdy już była zakwalifikowana do nagrody The Linbury Prize. Na czas trwania konkursu trafiła do zespołu Lyric Theatre na Hammersmith w Londynie, gdzie jej konkursowym zadaniem było zaprojektować scenografię do przedstawienia składającego się z dwóch sztuk Szekspira. W pierwszym akcie mają być rozegrane sceny z „Otella”, w drugim z „Makbeta”. Na tym etapie przygotowań Basia nie wiedziała jeszcze, które fragmenty sztuk będą zagrane, więc sama w głowie projektowała sceny, które będą pasowały do całości koncepcji. Dużo pracowała z tekstem, co, jak przyznaje, uwielbia.

Uważam, że sztuki Szekspira lepiej osadzać we współczesnych czasach, bo jego teksty są trudne, więc aby były zrozumiałe, lepiej powiązać je z problemami współczesnego świata – wyznaje Basia Binkowska.

Po pracy z tekstem przyszedł czas na zbieranie wizualnych referencji, czyli kolekcjonowanie obrazków i fotografii, mogących mieć swoje miejsce w scenach. Przeglądając katalogi, zdjęcia, szukając przestrzeni i elementów wyposażenia, Basia, często na zasadzie skojarzeń, budowała świat, który najlepiej oddałby klimat przedstawienia. Szukała inspiracji w zdjęciach pustych basenów, w szpitalnych przestrzeniach, w łazienkach, w budynkach, w których stwierdzała, że „podoba mi się ta winda”. Przeglądała katalogi z modą i natrafiając na sukienkę stwierdzała „to jest moja lady Makbet”. Aby sztuka miała sens, czasem wystarczy jedno krzesło. Ale to musi być właściwe krzesło. Basia pokazywała reżyserowi puste baseny, krzesła i łazienki, aż koncepcja nabrała w jej głowie takiego kształtu, że można było rozpocząć budowę makiety. Dostała wymiary teatru, wynajęła studio w Swindon i z płyty modelarskiej, drewna, dykty, luster, przy użyciu mnóstwa rodzajów kleju i sprejów, budowała makietę.

Cała moja scena jest zamknięta lustrem, widownia, gdy wejdzie do sali, będzie widziała swoje odbicie w lustrze – opisuje swój projekt młoda scenografka. – Musiałam uważać, żeby nie dotknąć lustra, bo zostałby ślad, a szkło było bardzo delikatne. Cięłam je skalpelem chirurgicznym. Praca musi być wykonana z niezwykłą precyzją. Takie są standardy w Wielkiej Brytanii. Ale jestem dumna z mojego modelu.

Co tydzień wkładała makietę w ochronne pudło i wiozła pociągiem do teatru, gdzie z reżyserem przestawiali meble, krzesła i wyobrażali sobie spektakl. Można nawet powiedzieć, że wyglądało to, jak zabawa z domkiem dla lalek, tyle, że w towarzystwie głównego reżysera jednego z bardziej rozpoznawalnych teatrów w Wielkiej Brytanii.

Zwycięzka makieta /barbary Binkowskiej


Makiety 12 finalistów tegorocznej The Linbury Prize są do obejrzenia w National Theatre w The Lyttelton Lounge na I piętrze. Próby do spektaklu rozpoczną się w sierpniu przyszłego roku, a premiera planowana jest na jesień 2018.

Jak przyznaje Basia bycie scenografem to nie jest dobrze płatna praca i głównie polega na byciu freelancerem. Aby osiągnąć dochód pozwalający na swobodne utrzymanie, trzeba zrealizować około 8 projektów rocznie. Zwycięstwo The Linbury Prize otwiera wiele drzwi i możliwości, dzięki którym laureaci i zwycięzcy mogą pracować w zawodzie i to w najlepszych teatrach w Wielkiej Brytanii. Basia Binkowska myśli o kolejnych studiach, tym razem w Polsce, i o polskim teatrze, który jest dla niej najważniejszy i najlepszy.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę