Menu


Po co los postawił na naszej drodze koronawirusa?

  • Napisane przez  Małgorzata Mroczkowska
Małgorzata Mroczkowska Małgorzata Mroczkowska

Mój mąż kilka tygodni temu wrócił z zagranicznej delegacji. Wrócił chory. Zaraził się jakimś paskudnym przeziębieniem, które przykuło go do łóżka na ponad tydzień. 

Leżąc z gorączką, co nie zdarza mu się zbyt często kupił przez internet książkę, żeby umilić sobie czas choroby. Jaka to była książka? Dżuma, Alberta Camusa. Lektura z dawnych szkolnych lat, do której warto wrócić w dzisiejszych czasach.

Człowiek zawsze bał się chorób, które dziesiątkowały ludzkość. Pamiętam, jak moi dziadkowie mówili o hiszpance, grypie, która na początku dwudziestego wieku zebrała bogate żniwo na całym świecie. W Kazimierzu nad Wisłą, jest góra Trzech Krzyży, gdzie jak głosi lokalna legenda spoczywają prochy mieszkańców, którzy zmarli na cholerę. Na południu Londynu, w Blackheath gdzie mieszkam także znajduje się kopiec upamiętniający ofiary czarnej dżumy, którą zarazili się mieszkańcy średniowiecznego Londynu.

A kiedy media zaczęły głośno pisać o koronawirusie stacja TVN w poniedziałkowym paśmie filmowym zaproponowała widzom słynny film sprzed lat z Dustinem Hoffmanem pod tytułem Epidemia. Jakże na czasie!

Podczas, gdy lekarze leczą pacjentów, psychologowie uspokajają spanikowanych obywateli, a pracownicy sanepidu instruują jak myc ręce, jako dziennikarka obserwuję zachowania społeczne w tym trudnym dla wszystkich nas czasie. I muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawa obserwacja. W tak dramatycznych okolicznościach wychodzą z nas najgorsze cechy charakteru. Nagle okazuje się, że jesteśmy egoistami i chętnie wskazujemy palcem na winnych całego zamieszania. Na początku informacji o koronawirusie każdy Chińczyk, a zwłaszcza Chińczyk w maseczce na twarzy był winny. Londyńskie China Town opustoszało, jakby zarazić się można było od samego widoku obywatela Chin. 

Później przyszło kolejne uderzenie niechęci skierowanej tym razem we Włochy, a raczej we Włochów. Początkowo tylko tych z północy, a potem we wszystkich. Najgorsze, że wirus w tym kraju pojawił się w najgorszym momencie, czyli wtedy kiedy połowa Europy, w tym również Polacy zwykle spędzają w tym kraju zimowe ferie, czy to na stokach narciarskich czy to na zakupach. I nagle stolica mody, Mediolan opustoszał, pozamykano szkoły i muzea. Polakom, którzy wracali z Włoch pracownicy lotniska na Okęciu mierzyli temperaturę, a tych lądujących na przykład w Modlinie pytano czy nie mają objawów grypy. Tak po prostu zamiast dzień dobry i witamy w kraju.

Wśród sąsiadów jednej kamiennicy rozpoczęto niekończące się debaty na temat: kto tego wirusa przywlókł i czy nie lepiej byłoby po prostu zamknąć granice i lotniska? Niestety nie jest to takie proste. Nie da się przecież zamknąć świata i po prostu przeczekać. To tak jakbyśmy mieli zamknąć granice, bo szaleje wirus grypy.

Zauważyłam też znaczną różnicę w przekazywaniu wiadomości o koronawirusie między Polską a Wielką Brytanią. W kraju nad Wisłą, praktycznie w każdych wiadomościach o wirusie dało się wyczuć atmosferę paniki i zagrożenia. Informowano o tym, że test na obecność koronawirusa jest bardzo kosztowny, po czym już następnego dnia Minister Zdrowia wstrzymał decyzję o udzielaniu takich testów pacjentom prywatnym. Spanikowani i skołowani obywatele nie bardzo wiedzieli, gdzie mogą takie testy wykonać. A co jak co, ale badać to Polacy lubią się bardzo i dostępu do takich badań oczekują, a wręcz żądają.

Tymczasem mieszkańcy wysp do koronawirusa mają podejście spokojniejsze, żeby nie powiedzieć flegmatyczne. Tacy już Brytyjczycy są. Nie będą latać od lekarza do lekarza i walić w drzwi szpitali. Owszem, w każdym wydaniu wiadomości podawane są informacje o wirusie, ale ze spokojem, na zasadzie obserwowania rozwoju choroby. Na stronie państwowej służby zdrowia, czyli NHS znajdziemy konkretne informacje o objawach i o tym, jak się ustrzec zakażenia, czyli jak często myć ręce. Póki co jest to najskuteczniejsza metoda ochrony przed wirusami. 

Warto przy tej okazji zaznaczyć, że oprócz zasad zdrowej higieny osobistej warto pamiętać o zachowaniu człowieczeństwa. Człowiek człowiekowi wilkiem, jak pisał poeta, Edward Stachura. Nie czyńmy drugiemu, co nam niemiłe. Nie piętnujmy Chińczyków, Włochów, a na końcu turystów za to, że mieli czelność podróżować. Nie handlujmy papierowymi maseczkami, które jak się okazuje nie uchronią nas przed wirusem a tylko dadzą nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Bądźmy dla siebie dobrzy, nie zachowujmy się egoistycznie, bo właśnie teraz potrzebujemy wzajemnego wsparcia.

A najważniejsze, nie panikujmy. Bo tylko spokój może nas uratować. I szczepionka, nad którą już w pocie czoła pracują naukowcy.

(Małgorzata Mroczkowska)

Powrót na górę