×

Ostrzeżenie

JFolder::pliki: Ścieżka nie jest folderem. Ścieżka: /home/goniec-new/www/public_html/images/gallery/poszukiwacze skarbow.
×

Uwaga

There was a problem rendering your image gallery. Please make sure that the folder you are using in the Simple Image Gallery Pro plugin tags exists and contains valid image files. The plugin could not locate the folder: images/gallery/poszukiwacze skarbow
Menu



Polscy poszukiwacze skarbów na Wyspach

Polscy poszukiwacze skarbów na Wyspach

– Po kilku miesiącach badań w archiwach i bibliotekach ruszyliśmy wreszcie w teren, by zweryfikować naszą pracę – opowiada Igor Murawski, poszukiwacz skarbów. – Gdy dojechaliśmy na miejsce, wyciągnąłem z bagażnika wykrywacz, włączyłem go i pierwszy sygnał odkrył złotą monetę, o której tak długo marzyliśmy! Takich chwil nie zapomina się do końca życia.

Wychowani na przygodach Pana Samochodzika i Indiany Jonesa, przyjeżdżając do Anglii, zabrali ze sobą pasje i marzenia. Wyposażeni w najnowsze technologie: skanery laserowe i wykrywacze metali odkrywają zagadki historii sprzed wieków. W sekcji podwodnej szukają zatopionego wraku wypełnionego złotem. Tropią ślady polskich lotników i badają słynne pola bitew na terenie Anglii. Zgromadzili się w przyjacielskie i rodzinne stowarzyszenie o nazwie Polski Klub Eksploracji Historycznej „Thesaurus”. Klub stał się największą organizacją zrzeszającą poszukiwaczy skarbów poza granicami Polski.

Z założycielem i kilkoma członkami klubu rozmawiamy przez internet podczas telekonferencji. Inaczej trudno się spotkać. Jak mówią członkowie, stowarzyszenie jest jak wielka rodzina rozsiana w różnych częściach kraju. Zasiadamy przed komputerami z Igorem Murawskim, Anną Brzezińska, Bartłomiejem Gajem i Błażejem Lewandowskim.

Na pomysł założenia klubu wpadł Igor Murawski, który od 20 lat prowadzi fora dyskusyjne dla poszukiwaczy. W 2009 r. wraz z grupą przyjaciół uformował stowarzyszenie, by przyjeżdżający na Wyspy pasjonaci mogli znaleźć swoje miejsce i poczuć się jak w domu. Są też członkowie, którzy dopiero na miejscu zaczęli interesować się poszukiwaniami skarbów. Należy do nich Ania.

– U mnie zaczęło się od Igora, który zabrał mnie i syna na plażę, na której pokazał nam jak wyglądają poszukiwania – opowiada Ania Brzezińska. – Wcześniej nie byłam szczególną fanką historii, a wykrywacz kojarzył mi się bardziej z saperem niż z poszukiwaniem złota. Coś mnie  jednak naturalnie przyciągnęło do poszukiwań, może dlatego, że jako dziecko lubiłam szukać grzybów i teraz, po tym gdy zaczęłam chodzić z wykrywaczem metali, naturalnym stało się wypatrywanie czegoś nawet na ulicy. Później weszła w to historia i zanim się obejrzałam połknęłam haczyk. Pasja do historii może się dopiero narodzić. Przynajmniej ze mną tak było, ale gdy człowiek ma świadomość, że wykopaną właśnie monetę czy pierścionek po raz ostatni przed nami miał ktoś w ręce kilkaset czy czasami nawet kilka tysięcy lat temu, to robi niesamowite wrażenie – wyznaje Ania.

Cenne znaleziska

– To, co najczęściej znajdują poszukiwacze uwarunkowane jest od położenia geograficznego – wyjaśnia Błażej. – Ja akurat szukam w West Yorkshire, okolice Leeds, więc u mnie teren jest nie orny, ale bardziej trawiasty i przeważają pastwiska. Dlatego znajduję zwykle przedmioty do 300 lat wstecz, monety od czasów panowania Georga III po czasy wiktoriańskie i współczesne, choć zdarza się znaleźć starsze rodzynki. Cieszy mnie jednak każde znalezisko – zapewnia Błażej.

– W zależności od tego w jakim miejscu Wysp się znajdujemy, zakładając, że zrobiliśmy dobre przygotowanie do poszukiwań, możemy się spodziewać bardzo różnych znalezisk – tłumaczy Bartek, z West Sussex. – Tam gdzie np. była dość duża aktywność celtycka i rzymska każdy chciałby znaleźć jak najwięcej artefaktów i monet z tych czasów, ale nie jest powiedziane, że tak właśnie będzie.  Oczywiście zdarzają się przedmioty czy monety ze złota czy srebra, ale także najzwyklejsze guziki, naparstki i inne przedmioty codziennego użytku. Wszystko jest uwarunkowane skutecznością przeprowadzonych badań poprzedzających wybór miejsca, w którym szukamy i przede wszystkim zależy od szczęścia, samozaparcia i sprzętu – podsumowuje.

{gallery}poszukiwacze skarbow{/gallery}

Bartkowi najbardziej utkwił w pamięci dzień, w którym znalazł swoją pierwszą celtycką monetę. – Pamiętam, że było bardzo słonecznie i wiosennie. Pastwisko, na którym prowadziłem poszukiwania było pokryte jaskrami. Kilka pierwszych godzin eksploracji nie przyniosło efektu i już mieliśmy wracać do domu, gdy ostatni cel zupełnie mnie zaskoczył. Była to złota, celtycka moneta sprzed ponad 2000 lat. Pamiętam jak pięknie lśniła w słońcu – wspomina Bartek.

– Nie mam w sobie kolekcjonerskiej żyłki i raczej nie przywiązuję się do znalezisk – wyjawia Igor. – Ostatnio przekazałem nawet bardzo rzadką, piękną i znalezioną na Wyspach średniowieczną pieczęć do muzeum w jednym z niemieckich miast, skąd pochodziła. Cieszy mnie świadomość, że znalazła się we właściwym dla siebie miejscu, gdzie będzie podziwiana przez zwiedzających. Muszę jednak przyznać, że są znaleziska, z którymi nie chciałbym się rozstać – należy do nich XVI-wieczna złota obrączka, którą znalazła dla mnie Ania. Problem w tym, że teraz muszę się jej jakoś zrewanżować!

Anglia rajem poszukiwaczy

Igor podkreśla, że polskie przepisy w porównaniu z angielskimi, bardzo utrudniają pracę poszukiwaczom. – Nie będę się specjalnie mijał z prawdą jeśli stwierdzę, że dla większości z nas ta różnica jest wystarczającym powodem do emigracji na Wyspy – twierdzi Igor. – W Anglii do poszukiwań wystarczy zgoda właściciela terenu. W Polsce legalne poszukiwania zabytków są obwarowane wieloma pozwoleniami, które naprawdę nie jest łatwo uzyskać. W efekcie ludzie albo się ukrywają, albo kombinują jak tu ominąć przepisy. Znaleziska są prawie nigdy nie zgłaszane, a te bardziej spektakularne najczęściej lądują w szufladzie albo są sprzedawane na czarnym rynku za granicą. I mówimy tu o kilkudziesięciu tysiącach poszukiwaczy, którzy funkcjonują w takiej strefie cienia.

Mój przykład jest typowy – jakiś czas temu wytoczono mi proces, ponieważ zgłosiłem znalezienie skarbu niewłaściwej osobie. Mimo że bezpośrednim skutkiem mojego odkrycia była wyprawa archeologiczna zakończona spektakularnym sukcesem, przez kilka lat ciągano mnie po sądach. Nasz klub powstał m.in. po to, by pomagać naszym kolegom i koleżankom w Polsce walczyć o uczciwe prawo. Jest to jeden z głównych celów, corocznie organizowanego przez naszą organizację spotkania poszukiwaczy o nazwie „Poszukiwania Bez Granic”, które w tym roku organizowaliśmy wspólnie z brytyjskimi poszukiwaniami na południu Anglii. Zapraszamy wtedy gości z Polski i innych krajów i oprócz poszukiwań prowadzimy dyskusje o możliwościach zmiany prawa w naszym kraju. Mamy nadzieję, że kiedyś nasza praca przyniesie owoce – podsumowuje założyciel Thesaurusa.

Drzwi do przygody

Do klubu Thesaurus może przystąpić każdy, kto zapozna się i zaakceptuje Kod Poszukiwacza, w którym bardzo precyzyjnie są określone zasady postępowania podczas poszukiwań – zakopywanie za sobą dołków, zabieranie znalezionych na polu śmieci, współpracę z archeologami, wzajemną pomoc i solidarność. – Na starcie pomagamy w uzyskaniu członkostwa także w organizacji, która jest jakby federacją wszystkich klubów i stowarzyszeń w Wielkiej Brytanii – dodaje Bartek. – Po przyjęciu do klubu często zapraszamy też nowych członków na własne pola i w ten sposób poznajemy się bliżej. Współpracujemy ze stowarzyszeniami i klubami mającymi podobne cele. Nasi brytyjscy przyjaciele bardzo sobie chwalą wspólne poszukiwania – przyznaje.

Dołącz do nich

Ostatnio zmienianyczwartek, 01 grudzień 2016 12:44
Powrót na górę