Menu



Piątkowski time, czyli nieustanny progres

  • Napisane przez  Piotr Wiśniewski (laczynaspilka.pl)
Piątkowski time, czyli nieustanny progres

O jego grze, drodze do ekstraklasy, a potem do kadry, napisano i powiedziano już wiele. Przy okazji rozmów o postępie to właśnie na młodego obrońcę wskazywano jako przykład pokonywania kolejnych poziomów piłkarskich i to w trybie ekspresowym. Szybko też przekonuje wszystkich, że regularna gra w Rakowie Częstochowa, transfer do Red Bull Salzburg, występ w reprezentacji Polski wcale nie stanowią dla niego sufitu – Kamil Piątkowski poszedł dalej: wykorzystuje swoje pięć minut w najlepszy z możliwych sposobów.

Zacznijmy od końca, w zasadzie to od szczytu, który może osiągnąć Polak, czyli reprezentacja Polski. Kamil Piątkowski dostał się do niej, występując w młodszych rocznikach kadry: w jesiennych miesiącach 2020 grał w drużynie U-21 Czesława Michniewicza, wcześniej terminując krótko w U-20 Jacka Magiery. W marcu tego roku jego postępy w klubowej piłce docenił Paulo Sousa, zapraszając jeszcze zawodnika Rakowa Częstochowa, od lipca już RB Salzburg, na zgrupowanie przed spotkaniami eliminacji mistrzostw świata z Węgrami, Andorą i Anglią. Mało tego, Piątkowski dostał szansę gry w wyjściowym składzie biało-czerwonych przeciwko Andorze. Debiut w narodowej drużynie można traktować jako kolejny dowód na potwierdzenie tego, że jego rozwój przebiega prawidłowo.

Efektywny i efektowny

O swoim premierowym występie w koszulce z orzełkiem na piersi 20-latek powiedział m.in.: – Świetnie grało mi się u boku Kamila Glika. Już wcześniej byliśmy w kontakcie, ale bardzo się cieszę, że mogłem wystąpić z nim w reprezentacji narodowej.

O tym, czy taką naukę, Piątkowski odpowiednio spożytkuje, mogliśmy się przekonać w ostatnich spotkaniach PKO Ekstraklasy. Niedawny debiutant w drużynie narodowej miał bezpośredni udział w czterech z siedmiu goli Rakowa. Po kolei: asysta z Wisłą Kraków i to efektowna, asysta w półfinale Fortuna Pucharu Polski z Cracovią, wreszcie gol (uderzenie głową) i asysta z Lechem Poznań. We wcześniejszych spotkaniach ligowych i pucharowych miał na koncie dwa gole, w tym jeden w ekstraklasie w 21. kolejce, kiedy Raków grał z Wisłą Płock.

– Jeżeli będę dobrze się prezentował, moja pewność siebie też poszybuje w górę. Spotkam się z zawodnikami, którzy grają na co dzień w najlepszych ligach w Europie. Robert jest najlepszym piłkarzem świata, więc dla mnie sporym wyróżnieniem jest sam fakt, że będę mógł z nim trenować. Moja obecność tam jest wspaniałym przeżyciem – mówił w rozmowie z Łączy Nas Piłka 20-letni obrońca.

Dużo i więcej wymagań

Skupmy się na stwierdzeniu „moja pewność siebie też poszybuje w górę”. Fakt debiutu w reprezentacji Polski podziałał na Piątkowskiego na tyle dobrze, że potem błysnął w lidze. Jakby chciał potwierdzić, że nie dostał powołania na wyrost.

Rzeczonej pewności Piątkowki nabrał w ostatnim, intensywnym okresie swojej kariery. Przecież jeszcze dwa lata temu biegał po boiskach w III lidze. Wówczas nastąpił nagły skok do przodu. Transfer do Rakowa, stopniowe zdobywanie zaufanie nowych kolegów, wpasowanie się do systemu gry z trójką obrońców. Dalej ustabilizowanie pozycji w Rakowie, podpisanie kontraktu z austriackim zespołem. I reprezentacja.

– Historia niczym z bajki. Dla mnie to piękna sprawa. W Zagłębiu Lubin nie dostałem swojej szansy, grałem jedynie w rezerwach, więc zmieniłem klub. Po transferze do Rakowa wykorzystałem nowe możliwości w stu procentach. Dużo od siebie wymagałem – trenowałem indywidualnie, pracowałem z psychologiem, stosowałem dobrane odpowiednio diety. Wszystko złożyło się na to, w jakim miejscu się znalazłem. To dla mnie ogromny bodziec do dalszej pracy. Widzę, że to, co robię, ma sens i przynosi efekty. Jestem coraz lepszym zawodnikiem, ale także człowiekiem – wyjaśniał nam zawodnik. Jeśli chodzi o ostatnią kwestię, to trudno z tym polemizować, patrz: jego gra w ostatnich tygodniach w ekstraklasie.

Nowoczesny i basta!

Kiedy opisywaliśmy Piątkowskiego w materiale, którego bohaterami są młodzieżowcy ekstraklasy, napisaliśmy, że całe życie, kariera piłkarza to przyśpieszony kurs w dorosłość. Zdaniem Marka Adamiaka, trenera jednokrotnego reprezentanta Polski oraz wychowawcy w Gimnazjalnym Ośrodku Szkolenie Sportowego Młodzieży, Kamil nie bez powodu znalazł się w takim miejscu. Nagroda za jego poświęcenie się piłce musiała wcześniej czy później przyjść. – Do wszystkiego doszedł małymi kroczkami. Po malutku stabilizował formę, podnosił umiejętności. Po Zagłębiu rozważał różne ruchy, wybrał Raków. Dobrze zrobił, bo gra w miarę regularnie. Dziś się broni na boisku – zaznaczył Adamiak.

To jeszcze Piątkowski: – W bardzo młodym musiałem wyjechać ponad 500 kilometrów od domu rodzinnego. Wtedy wydawało się to dla mnie daleko. Wiedziałem, że oznacza to całkowite odcięcie się od rodziny. [...] Sam się też wychowywałem. Ale z miesiąca na miesiąc czułem coraz mniejszy dyskomfort spowodowany tak wielką zmianą w życiu. To mi pomogło w pełni się usamodzielnić i szybko dorosnąć.

Dorósł, to znaczy, dorasta także piłkarsko. I w rozwoju nie poprzestaje. Pytanie, gdzie w tym wszystkim jest limit, lub jak kto woli: sufit możliwości? Bo w ekstraklasie pokazuje, że wciąż ma wiele do zaoferowania jako współczesne uosobienie nowocześnie grającego obrońcy. Akcje, w których miał czynny udział przy golach, czyli Wisła, Cracovia, Lech, tylko to oddają.

Powrót na górę