Menu



Paulo Sousa dla UEFA.com: Chcemy, by kibice byli z nas dumni

  • Napisane przez  laczynaspilka.pl
Paulo Sousa dla UEFA.com: Chcemy, by kibice byli z nas dumni

W trakcie marcowego zgrupowania selekcjoner Paulo Sousa udzielił wywiadu UEFA.com. – Reprezentanci muszą marzyć o zdobyciu międzynarodowego tytułu dla Polski. To pierwszy krok. Następnie musimy te cele mieć w naszych umysłach, a na boisku pokazywać grę i mentalność odpowiednią do ich realizacji. To oznacza ambicję, odwagę, organizację i agresywność – mówił Portugalczyk. Na Łączy Nas Piłka przedstawiamy tłumaczenie obszernej rozmowy o planach, inspiracjach oraz ocenie tego, co już po swojej drużynie zobaczył Sousa.

UEFA.com: Co zmotywowało pana do przejęcia roli selekcjonera reprezentacji Polski?

Paulo Sousa: Przede wszystkim telefon od prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, Zbigniewa Bońka. Poznałem go, kiedy pracowałem dla UEFA, zaraz po mojej karierze piłkarskiej, czasami wchodziliśmy w interakcje. Od tamtej pory nigdy się nie widzieliśmy, ale kiedy zadzwonił i bezpośrednio zapytał, czy ta posada mnie interesuje, to od razu miałem dobre przeczucie. Rozmowa z nim również mnie zachęciła i... oto jestem.

Czy mimo tego miał pan jakieś wątpliwości, czy od razu był zdecydowany na podjęcie tego wyzwania?

Od razu byłem pozytywnie nastawiony. Prezes poprosił mnie najpierw o refleksję, zastanowienie się. Oczywiście zrobiłem to, spojrzałem na poprzednie mecze, by lepiej poznać cechy zawodników. Nie tych najważniejszych, bo o nich wiemy, że są przyzwyczajeni do gry w najlepszych drużynach, oglądamy ich cały czas. Jednak ważne było zrozumienie poziomu i cech innych piłkarzy oraz tego, co moglibyśmy wnieść w tym momencie. Po kilku dniach Boniek znów do mnie zadzwonił i porozmawialiśmy, ale decyzja została podjęta od razu na początku. W kilka dni zrobiliśmy wszystko, by przedstawić mnie jako trenera. Od razu zaczęliśmy też pracę w sztabie, by zidentyfikować zawodników, porównać ich, stworzyć jeden plan i sposób na rozpoczęcie procesu wprowadzania nowych pomysłów i koncepcji do drużyny narodowej.

Czym różni się praca trenera klubowego od selekcjonera? Wiem, że to typowe pytanie, ale jest ważne: jeśli przejrzymy pana karierę szkoleniową, to był pan asystentem w reprezentacji Portugalii, jednak później pracował w klubach.

Najważniejsze różnice to czas jaki mamy na poziomie klubu, by poprowadzić graczy, odkryć nowy rodzaj piłki, który chcielibyśmy zobaczyć. Ten proces wdrażania naszych pomysłów jest szybszy, ponieważ jako trener muszę pracować z piłkarzami, by oni doświadczali tego, czego od niego wymagamy. Chcemy pracować nad podświadomością, w niej umieszczać informację, a to osiągamy w sposób poznawczy, w procesie rozumienia rzeczy przez momenty, w których można je wizualizować, odczuwać. Z reprezentacją nie mamy na to czasu. To wymaga pracy długoterminowej. Mamy trenerów, którzy od kilku lat dyktują pomysły i mają bardziej stabilną wiedzę o tym działaniu, ale z drużyną narodową nie ma na to czasu. Okresy zgrupowań są krótkie, a po nich zawodnicy wracają do swoich klubów, gdzie szkoleniowcy proszą o inne rzeczy, a my na nowo rozpoczynamy proces na kolejnym zgrupowaniu. Inne jest to, że nie kupujemy zawodników. Dla mnie to dobrze, ponieważ nie musimy przekonywać dyrektorów sportowych i prezesów. Zwłaszcza, że mam to szczęście i mogę w tej chwili powołać najlepszego zawodnika na świecie!

Jaką tożsamość chce pan nadać swojej drużynie? Powiedział pan, że oglądał mecze reprezentacji Polski przed zdecydowaniem się na pracę z nią, więc jakie były główne punkty, nad którymi się pan skupił w swojej pracy?

Uwielbiam oglądać, jak moje zespoły kontroluję grę, głównie poprzez posiadanie piłki. Jest to mniej więcej przeciwieństwo polskiej kultury gry, w której reprezentacja była przyzwyczajona do szukania kontr. Jest to ważne, bo to jeden z kluczowych momentów gry, który chcemy zachować. Jednak chcemy też mieć zdolność do dobrej organizacji, zdominowania przeciwnika posiadaniem piłki, tworzenia gry w różnych strefach. Pierwszym aspektem, który zidentyfikowaliśmy z moim sztabem, byli kluczowi zawodnicy. To do jakości piłkarzy z ataku musimy dopasować pomysły. Nie mogliśmy pozwolić, by Robert Lewandowski grał osamotniony, ponieważ także w klubie porusza się w różnych strefach, wie kiedy wbiec w pole karne, a nie może być wyłącznie napastnikiem tam stojącym. Chcemy, by gracze wokół niego współpracowali, by nie był sam, a jest to możliwe z innymi zawodnikami tak dobrej klasy, jak Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. To był mój pierwszy pomysł: jak możemy ich dopasować? Lubię, gdy moje zespoły budują grę od tyłu, a więc pozycja bramkarza jest również niezbędna, zwłaszcza w grze pod pressingiem przeciwnika. Nie mieliśmy jeszcze czasu tego przepracować, rozmawialiśmy o tym z zawodnikami i widzieliśmy kilka dobrych akcji. Być może przed mistrzostwami Europy będziemy mieli czas, by skupić się na tym bardziej, a wtedy jestem pewien, że zrobimy duży krok do przodu. Chcemy tworzyć grę od bramkarza, tworzyć przestrzenie ruchem bez piłki, możliwości podania w przód i na boki, gdzie możemy tworzyć trójkąty i romby, w których zawodnicy będą się odnajdować. Potrzebna jest różna dynamika, bo ostatecznie musimy dotrzeć do napastników i strefy boiska w której oni mogą zrobić różnicę. Nad tym już pracujemy.

Obawia się pan, że ma mało czasu przed finałami EURO 2020, by zrealizować te cele? Wygląda to jak wyścig z czasem.

To zawsze jest wyścig z czasem. Nigdy nie ma czasu. Czytałem wywiady z Pepem Guardiolą, w których mówił on, że po przejęciu Manchesteru City najważniejsze było to, że otoczył się osobami, które go znały i pracują w tym samym kierunku, by zyskać czas i wsparcie dla całego procesu. To wszystko pomaga, ale większość trenerów nie ma tego komfortu, bo wszystko skupia się na wynikach. Musimy jednak zmienić to uczucie stresu lub strachu, zyskać ambicję i odwagę w tym, co robimy. Nie możemy bać się o wyniki, bo myślę, że piłka nożna jest o wiele piękniejsza niż same rezultaty. Jest to też sposób na wejście w interakcje z kibicami. Na razie niestety nie ma ich na stadionach, ale wrócą. Piłka nożna dała mi bardzo wiele w moim życiu i ja chcę przekazać wszystko, co o niej wiem. Mam na myśli również to, co mnie ekscytuje, więc nie mogę bać się przegranej. Zawsze myślę strategicznie, jak mogę pokonać rywali z tymi konkretnymi zawodnikami, w konkretnej sytuacji... Szukamy właściwej taktyki, ponieważ wiemy, że nie we wszystkich meczach będziemy mieli dłużej piłkę. Musimy wiedzieć, jak być zorganizowanym w defensywie, jak kontratakować. To wszystko musimy przekazać zawodnikom, każdego dnia przekazywać im zwycięską mentalność, bo piłka nożna pokazała nam wielokrotnie: każdy może pokonać każdego.

Jako trener podróżował pan po wielu krajach. Czy pomogło to panu w rozwoju, czy raczej nie miał pan możliwości pracy dłużej nad jednym projektem? Poznanie wielu różnych kultur piłkarskich wpłynęło na pana umiejętność adaptacji?

Kiedy poznajesz różne kraje i kultury, wchodzisz w interakcje z różnymi osobami, to daje ci możliwość rozwoju jako człowiekowi i trenerowi. Zbierasz coraz więcej doświadczeń, podejmujesz lepsze decyzje, rozpoznajesz pewne sytuacje. Chciałbym mieć większą stabilizację, jednak futbol jest bardzo dynamiczny. Podjąłem decyzję, by rozwijać swoją karierę trenerską od podstaw. Dużo zainwestowałem po zakończeniu gry w piłkę, w kursy uniwersyteckie, współpracowałem z UEFA. Przez sześć lat chodziłem na praktycznie wszystkie seminaria dotyczące coachingu, które zorganizowała UEFA z trenerami klubowymi i reprezentacyjnymi. Wybrałem swój sztab, z którym pracowałem i rozwijałem się. A pracując dobrze zawsze otrzymuje się nowe wyzwania, coraz bardziej złożone, w lepszych ligach i nawet z trudniejszą sytuacją. Ludzie kierują się wskazówkami, które daje im życie.

Jako zawodnik pracował pan z kilkoma świetnymi trenerami. Który z nich najbardziej pana ukształtował w obecnej pracy?

Od każdego zaczerpnąłem coś innego. Po pierwsze, jakim być przywódcą, że należy być wiernym swojej osobowości. Jeśli chce się być kimś innym, to nie uzyska się wyników, ponieważ gracze to rozpoznają i tego nie lubią. Miałem to w głowie zostając trenerem. Także to, że w tej roli muszę przede wszystkim skupiać się na zawodnikach. Rozpoznać, jakimi są typami, jak im mogę pomóc rozwinąć inteligencję taktyczną, jak wchodzić z nimi w interakcję, co mogę z nimi osiągnąć. Patrząc na moją ścieżkę, to Carlos Queiroz był bardzo ważny dla mnie, jak i dla całej portugalskiej piłki. Grałem w prowadzonej przez niego reprezentacji z którą wygraliśmy mistrzostwa świata U-20 (w 1989 roku – red.). On wydobył z nas jakość, zwycięską mentalność i dodał nam organizacji. Później byli kolejni trenerzy. Sven-Goran Eriksson w Benfice pokazał, jak dbać o młodych zawodników, gdy sam miałem 17 lat. Nie bał się na mnie stawiać, bo wierzył, że to nie kwestia wieku, lecz tego, czy zawodnik jest dobry i co może zaoferować.

Nigdy nie zapomnę Bobby’ego Robsona ze względu na jego osobowość. Sposób w jaki wchodził w interakcję w trakcie i po treningu był świetny, pozytywny, pełen ambicji i dynamiki. Do dziś mam to w głowie. Z Marcelo Lippim pracowałem we Włoszech. Pomógł mi bardzo w tym, bym lepiej współpracował z innymi, ponieważ byłem nieśmiały. Rozmawiał ze mną, starał się zrozumieć o czym myślę w trakcie treningu i meczu, pokazywał mi nowe sposoby na rozumienie gry. Oczywiście to włoskie podejście, poznawanie różnych ról i pozycji na boisku.

Z kolei Ottmar Hitzfeld był inny, ale jego również nie zapomnę. Był trenerem, który pokazał mi, jak ważny jest kontakt z zawodnikiem bez utraty autorytetu, przywództwa. We współczesnym futbolu widać różne rodzaje trenerów pod względem relacji i komunikacji. Wcześniej działało to na zasadzie: „Ja jestem trenerem, wy zawodnikami. Podejmuję decyzję, a wy musicie wywiązać się ze swoich zadań na boisku”. Interakcja była zamknięta, co czasami prowadziło do nieporozumień. Pokazał, że tak nie musi być. Było to dla mnie wyjątkowe, ponieważ jest związane z moim postrzeganiem życia, przywództwa. Myślę, że biorąc pod uwagę relacje między trenerami i zawodnikami, to one są niezbędne do poznania się, lepszego prowadzenia piłkarzy, gdy rozumiesz ich emocje.

Po tak wielu doświadczeniach jak określiłby pan sam siebie jako trenera?

Ambitny, odważny, ktoś, kto kocha patrzeć na dobry futbol, z całym zespołem totalnie zaangażowanym, bez ograniczeń, dającym z siebie wszystko. Piłka nożna jest piękna, bo daje nam wielkie rzeczy. Ciągle powtarzam moim zawodnikom, że żyjemy naprawdę inaczej od innych ludzi. Realizujemy od wczesnych lat naszą pasję, gramy w piłkę i otrzymujemy za to zapłatę, jesteśmy rozpoznawalni na całym świecie. O co jeszcze można prosić? Z tego powodu musimy dać z siebie wszystko. Ponadto ludzie zmagają się z wieloma problemami w życiu, finansowymi, psychicznymi teraz związanymi z COVID-em, dlatego musimy dać im wszystko, co mamy. A to, co mamy, to gra w piłkę nożną i dostarczanie emocji.

Jak zamierza pan zarządzać oczekiwaniami wobec pana zespołu? Czy one są zbyt wysokie?

Mając najlepszego zawodnika na świecie automatycznie stawiane wymagania są wysokie, bo uwaga skupia się na nim. Jeśli jednak chcemy być uczciwi i realistyczni, to widzimy wiele innych drużyn narodowych z większymi zasobami od naszej. Mamy jakość w zespole, jednak musimy nadal ciężko pracować, skonsolidować idee, mentalność, wyznaczyć ważne cele, które możemy z naszymi możliwościami osiągnąć. Oczywiście mamy nadzieję, że to się uda, ale nie zawsze nasza gra będzie wybitna. Zawsze będziemy walczyć. To jednak może uczynić z nas silniejszy zespół.

Oczekiwania pochodzą zewsząd. Poziom analizy naszych występów na zewnątrz czasem nie jest realistyczny, nie jest zrównoważony. To jednak część procesu przekazywania ludziom informacji o tym, co staramy się zrobić z zespołem, jak dążymy do osiągnięcia spójności. Możemy się dzięki temu zbliżyć. Oczekiwania wynikają z tego, że ludzie kochają piłkę nożną, słuchają i czytają o niej. Opiniami kierują dziennikarze i krytycy, mogą wpływać na kibiców. Energia od fanów jest bardzo ważna, możemy ją poczuć, bo w Polsce kocha się futbol. Jedną z rzeczy, jaką mówię zawodnikom i w polskiej federacji, jest to, że chcemy być blisko fanów. Kibice zasługują na szczęście, bo jako kraj cierpieli w całej swojej historii, lecz zawsze pracowali bardzo ciężko, potrafili podnieść się z trudnych sytuacji. Futbol może dać coś pozytywnego, a my będziemy dawać z siebie wszystko, jak w meczu z Węgrami, gdy dwukrotnie przegrywaliśmy, ale nie poddaliśmy się. Pokazaliśmy jakość i chęć wygrania meczów. Chcemy sprawiać, by polscy kibice byli z nas dumni.

Mówił pan o potencjale zespołu, a jaki jest realny cel dla Polski w finałach EURO 2020?

Skupimy się na awansie z fazy grupowej do pucharowej, bo to najbardziej realistyczny cel. Powiedziałem to również moim zawodnikom, że musimy pomyśleć o ważnych celach, a to oznacza zdobywanie tytułów. Do tego potrzeba zwycięskiej mentalności. Przed nami długa droga, nie możemy od razu myśleć, co możemy osiągnąć, ale musimy wyznaczyć cele. Przekazywałem piłkarzom, że większość z nich grała jako dzieci na ulicach, w lokalnych klubach i marzyli o grze dla drużyny narodowej. Dziś muszą marzyć o zdobyciu międzynarodowego tytułu dla Polski. To pierwszy krok. Następnie musimy te cele mieć w naszych umysłach, a na boisku pokazywać grę i mentalność odpowiednią do ich realizacji. To oznacza ambicję, odwagę, organizację i agresywność. I strategiczne sposoby, które pomogą nam wygrać z zespołami od nas lepszymi.

Co byłoby sukcesem dla Polski na EURO 2020?

Myślę, że nie tylko dla Polski, ale dla każdej drużyny sukces wyniknie z zadbania o zdrowie i zmęczenie zawodników. Obecnie jest to trudne ze względu na liczbę meczów, które rozgrywają najlepsi. Będą tacy, którzy rozegrają ich mnóstwo w klubach. Dlatego tak ważne jest to, by byli zdrowi. Następnie trzeba uporać się z dyskwalifikacjami i kartkami w trakcie turnieju, co oczywiście jest łatwiejsze dla drużyn, które posiadają dwóch, trzech wybitnych zawodników na każdą pozycję.

Czego dowiedział się pan o swojej drużynie po tym pierwszym, krótkim okresie pracy?

Zidentyfikowaliśmy pewne kwestie, ale naprawdę trudno było dowiedzieć się wszystkiego. Staraliśmy się również z zawodnikami rozmawiać, poznać ich osobowości. Prowadzimy ich w zgodzie z naszymi pomysłami, bo nie możemy ich trenować. To, co zobaczyłem od pierwszych dni rozmów przez Internet i spotkania drużynowe, to wielkie serca, chęć pracy dla drużyny narodowej. Oni nie widzieli się przez cztery miesiące, dlatego zobaczenie, jak uwielbiają być razem, podniosło mnie na duchu. Dla trenera to niesamowite. Oczywiście, że potrzebujemy czegoś więcej. Musimy przejść do działań na boisku, a oni są otwarci na nowe pomysły. Wewnętrznie będą jeszcze je kwestionować, bo nie są to rzeczy, do których są przyzwyczajeni, które znają. Chcemy zachować część koncepcji, które mieli wypracowane, ponieważ nie możemy wszystkiego od razu zmienić. Jednak to, co mają, to chęć działania dla kraju, pokazania się z jak najlepszej strony. Chcą też uciszyć krytykę. To jedna z rzeczy, o której mi mówili: „trenerze, poziom krytyki w Polsce jest naprawdę wysoki, nie dostrzega się ani jednego pozytywu, wszystko jest negatywne”. Powiedziałem więc, że „musimy pokazać się z innej strony”. Z jakiej? Wygrywając, próbując zawsze wygrać. Jesteśmy w stanie to zrobić, ale musimy się upewnić, że zmienimy naszą mentalność.

Mówił pan już o Robercie Lewandowskim, kapitanie reprezentacji. Czy myślał pan o tym, jak będzie wyglądała praca z najlepszym obecnie zawodnikiem na świecie?

Był to jeden z kluczowych powodów, dla których przyjąłem pracę selekcjonera reprezentacji Polski. To otwiera nowe możliwości. Jest to również bardzo wymagające dla mnie i mojego sztabu ze względu na to, co osiągnął, co robi w tym sezonie. On również jest bardzo wymagający wobec siebie, zawsze zadaje pytania, by lepiej zrozumieć pewne rzeczy, chce tę wiedzę przekazać innym. Naszą rolą jest przekonanie pozostałych piłkarzy, by oni robili to samo: przekazywali te idee kolegom. Potrzebujemy jakości, wiary, oczekiwań i tacy zawodnicy jak Robert to mają. Od pierwszej chwili o tym rozmawialiśmy, odbyliśmy niesamowitą, trzygodzinną dyskusję. Pomógł mi i moim współpracownikom, jako osobom z zewnątrz, dowiedzieć się, o co chodzi w reprezentacji Polski, o zawodnikach i o tym, jak możemy współpracować. Przekazaliśmy również nasze przemyślenia, analizę zespołu i zaczęliśmy dzielić się pomysłami. Dla mnie to był sposób na przedstawienie mojej wizji, rozjaśnienie jej w głowie. Robert jest kimś, kto wpłynął na moją decyzję, kto oferuje nam możliwości, by rosnąć wraz z jego charakterem.

Jakie ma pan wnioski po dwóch meczach z Węgrami i Andorą? To były różne spotkania: pierwsze szalone, a drugie spokojniejsze.

Po pierwsze, jest sporo pozytywów. Bez treningu, od razu widzimy fantastyczne zmiany, naszego sposobu gry i podejścia. Na Węgrzech, z jednym z rywali w eliminacjach, zagraliśmy po dwóch sesjach treningowych i zobaczyliśmy wiele bardzo pozytywnych rzeczy. Zespół stworzył kilka okazji, mogliśmy strzelić więcej niż trzy gole. Praktycznie zdominowaliśmy cały mecz, choć nie zawsze z taką samą intensywnością, ale to normalne z różnymi zawodnikami i innym podejściem. Musimy być silniejsi w podejmowaniu decyzji indywidualnych i zwłaszcza w organizacji defensywnej. Jako całość zaprezentowaliśmy się porządnie. Zmieniliśmy sposób gry obrony, broniliśmy naprawdę wysoko. Przez większość czasu nam się to udawało, jednak te drobne, kluczowe sytuacje nie pozwoliły nam wygrać. Jest to więc coś, co musimy ulepszać i będziemy poprawiać. W drugim meczu z Andorą trudno grało się przeciwko drużynie tak nisko ustawionej, niezostawiającej miejsca między liniami. Trzeba więcej cierpliwości, ale też grać szybko. Musimy identyfikować przestrzenie w bocznych strefach i w środku… Takie zespoły często grają agresywnie, blisko, przez co można stracić kontrolę. Pracujemy również nad tym, by być stabilnymi. Nie dopuściliśmy do żadnego kontrataku. Słuchałem zawodników, którzy mówili, że w przeszłości zawsze zdarzały się takie ataki, a my nie dawaliśmy takich okazji. Naciskaliśmy, mogliśmy zagrać lepiej, mieć lepszą dynamikę w ataku, stworzyć o wiele więcej możliwości, mieć więcej instynktu zabójcy w ostatnich momentach, mogliśmy zdobyć o wiele więcej bramek. To jednak część procesu.

Jak ocenia pan skalę trudności grupy eliminacyjnej MŚ 2022?

Po pierwszej rundzie widzieliśmy, że będzie trudno. Widzieliśmy różnice między drużynami, ich siłę, a Anglia to dla mnie jedna z najlepszych reprezentacji na świecie. Gareth Southgate rozpoczął pracę w 2016 roku, prawie wszyscy jego zawodnicy grają w najlepszej lidze świata, z dużą intensywnością i na wysokim tempie. W każdy weekend rywalizują z najlepszymi piłkarzami. Dlatego widać już wszystkie jego pomysły na boisku. Może zmieniać zawodników, ma spore zasoby i sprawdza możliwości. Węgry to również zespół dobrze zorganizowany przez Marco Rossiego, bardzo trudny w rywalizacji, stabilny w defensywie i dobry w kontratakach. Albanię zawsze trudno pokonać, ponieważ to zespół walczący za swój kraj, chcący przejść do historii. Oczywiście Andora i San Marino grają inaczej, ich cele są zupełnie inne, ale zawsze rywalizacja jest trudna. Widzieliśmy to w kilku meczach innych grup, że te reprezentacje o niższej jakości stają się trudne do pokonania. Są taktycznie i fizycznie przygotowani, wypracowali różne sposoby bronienia, czerpią z różnych doświadczeń. Musimy być zawsze czujni, stabilni w naszej mentalności i pod względem stylu, który chcemy pokazywać na boisku.

Wywiad dla UEFA.com

Powrót na górę