Menu



Pavol Stano stawia "Lewego" za wzór dla młodych piłkarzy na Słowacji

  • Napisane przez  Jaromir Kruk (laczynaspilka.pl)
Pavol Stano stawia "Lewego" za wzór dla młodych piłkarzy na Słowacji

Pavol Stano zbiera znakomite recenzje za pracę na Słowacji. Z MSK Żilina zajął w poprzednim sezonie drugie miejsce w kraju i awansował do europejskich pucharów. Teraz, mając najmłodszy skład w lidze i jeden z najmłodszych w Europie, także z Polakami – Jakubem Kiwiorem i Dawidem Kurminowskim – ekipa z Żiliny plasuje się na trzecim miejscu w tabeli. Stano, który grał w przeszłości w Jagiellonii Białystok, Koronie Kielce czy Podbeskidziu Bielsko-Biała nie narzeka na brak ofert, ale na razie nie zamierza zmieniać miejsca pracy.

Jak ty to robisz, że z takim młodym składem MSK Żilina znajduje się w słowackiej czołówce?
Korzystam z doświadczenia z kariery zawodniczej. Staram się uświadamiać młodych piłkarzy i jestem wobec nich bardzo wymagający. Oni sami wiedzą też dobrze, co trzeba robić, by zajść jak najdalej. To, co nam wychodzi w MSK Żilina, to efekt wspólnej pracy całego sztabu szkoleniowego, a kilku z nas grało w piłkę na dobrym poziomie.

Młodzi wiedzą, że można się wybić z MSK Żilina?
Oczywiście, że tak. Klub wypracował sobie pewną markę, nasze mecze są bacznie obserwowane przez skautów, a zawodnicy wiedzą, że muszą być świetnie przygotowani do poważnych wyzwań. Mocno pracują, właśnie jesteśmy po badaniach wydolnościowych i to wygląda obiecująco. Każdy z nich wie, że ma szansę trafić do lepszej ligi, a przy okazji klub na tym zarobi. Tak jak choćby na Robercie Bożeniku, którego Feyenoord sprowadził za 4 miliony euro. Przecież z Żiliny na podbój Italii wyruszył Milan Skriniar, który z Sampdorii przeniósł się do Interu Mediolan i od dłuższego czasu jest kluczową postacią reprezentacji Słowacji. Występy w Lidze Mistrzów, Lidze Europy zbudowały renomę Żiliny, a klub nie zmarnował pieniędzy, tylko postawił na poprawę infrastruktury, bazy i szkolenie młodzieży. Na Słowacji są kluby, które płacą wyraźnie lepsze pieniądze piłkarzom, ale kasa to nie wszystko. My funkcjonujemy w innych warunkach niż w Polsce, miasta nie wspierają tak klubów jak u was, nie możemy marzyć o pokaźnych środkach z telewizji, więc trzeba się skupiać na szkoleniu. Na pewno pomagają nam też w jakimś stopniu dobre wyniki reprezentacji Słowacji. Każdy kolejny awans do wielkiego turnieju zwiększą zainteresowanie piłkarzami MSK Żilina.

Polakom z MSK Żilina – Jakubowi Kiwiorowi i Dawidowi Kurminowskiemu – też wspominasz o Milanie Skriniarze?
Analizujemy na wideo nie tylko ligę słowacką, ale też inne rozgrywki. Milana pokazujemy często, także po to, by działać na wyobraźnię naszych obecnych zawodników. Oni doskonale wiedzą, że z Żiliny można wypłynąć na głębokie wody. Co okno transferowe sprzedajemy bądź wypożyczamy piłkarzy.

Twoi polscy podopieczni wiedzą, że tyle lat grałeś w Polsce?
W dobie Internetu nietrudno coś sprawdzić. Śmieję się, że w moich żyłach płynie 30 procent polskiej krwi i mam ogromny sentyment do waszego kraju. Ja coś tam w piłkę grałem, nawet w Lidze Mistrzów. Owszem, żałuje, że nie udało mi się wystąpić w pierwszej reprezentacji Słowacji w meczu oficjalnym, bo kiedy byłem w życiowej formie doznałem poważnej kontuzji i zostałem wyeliminowany z futbolu na kilka miesięcy. Na pocieszenie pozostały dwa spotkania nieoficjalne w Portugalii. To już jednak historia, skupiam się na swojej pracy szkoleniowej i nie ukrywam, że chciałbym zostać znacznie lepszym trenerem, niż byłem zawodnikiem. Pierwszą szansę też dostałem w Polsce, w Niecieczy, gdy do pomocy wziął mnie Jacek Zieliński. Jestem mu wdzięczny, a u was też zrobiłem UEFA A. W piłkę wciąż grywam na treningach, a uwielbiam pojedynki z środkowymi obrońcami, gdy ja jestem napastnikiem. Sporo wygrywam i zachęcam chłopaków do jeszcze cięższej pracy. A tak całkiem poważnie, to wróżę duże kariery Kiwiorowi i Kurminowskiemu. Kuba to czołowy obrońca słowackiej ligi, z dnia na dzień staje się coraz lepszy, gra bardzo mądrze i nie zdziwię się, jak za rok, półtorej znajdzie się w pierwszej reprezentacji Polski. Oglądałem go w młodzieżówce i tam też dało się zauważyć, że czyni postępy. Kurminowski za wiele szans nie dostał w kadrze U-21, ale już wchodzi na wyższy pułap. Walczy o tytuł króla strzelców, a ja liczę, że wiosną będzie jeszcze skuteczniejszy. To materiał także na kadrę seniorów i ja jestem dumny, że Polacy tak pięknie rozwijają się w Żilinie. Im i ich kolegom z MSK Żilina jako wzorzec przedstawiam Roberta Lewandowskiego, z którym miałem przyjemność rywalizować z na boiskach ekstraklasy. To były ciężkie starcia, u młodego „Lewego” biła pewnością siebie i nie bał się twardych pojedynków. Wtedy był bardzo silny, agresywny, co podpierał wyszkoleniem technicznym, dynamiką i oczywiście skutecznością. Rósł na napastnika kompletnego. O wynikach moich konfrontacji z Robertem nie wspominam, ale jestem dumny, że walczyłem na całego z najlepszym piłkarzem świata. Taką możliwość dostałem w ekstraklasie i nie ma się co dziwić, że sentyment pozostał. Późno, bo w wieku 29 lat, trafiłem do Polski, ale pograłem tam długo i poznałem  wielu wspaniałych ludzi. W Jagiellonii miałem choćby przyjemność występować z Kamilem Grosickim, obecnym reprezentantem Polski i zawodnikiem drużyny z Premier League.

Czy często dzwonią już do ciebie dziennikarze i pytają o zbliżający się mecz Polski ze Słowacją na Euro?
Aż strach pomyśleć co się zacznie dziać gdy będzie bliżej meczu, bo już teraz mam sporo telefonów w tej sprawie, ze Słowacji i Polski też. Nie  oszukujmy się, Polska uchodzi za faworyta. Macie Roberta Lewandowskiego, grupę bardzo dobrych piłkarzy, przemawia za wami liczba mieszkańców, potencjał futbolu. Na boisku jednak wszystko może się zdarzyć, a my też posiadamy ciekawą kadrę. Polacy wygrali z nami o stawkę ostatnio w 1995 roku, potem Słowacja była górą, w tym w pamiętnych eliminacjach do mundialu 2010. Na Euro się nie jedzie na wycieczkę, tylko po to, by powalczyć o jak najlepszy wynik, więc nie musimy się stawiać na straconej pozycji.

Zostałeś wybrany na Słowacji najlepszym szkoleniowcem rundy  jesiennej i słyszałem, że dostajesz wiele propozycji pracy z innych klubów… Co dalej?
Oferty są, także z Polski. Na razie jednak nigdzie się nie wybieram, bo tak się umówiłem z właścicielem, który zaufał mi w Żilinie i należy mu się za to z mojej strony szacunek i uznanie. Nie zawiodę kogoś, kto na mnie postawił. Zaczynając treningi jako dzieciak w SK Cierne, małym wiejskim klubiku, nawet nie myślałem, że kiedyś wokół mojej osoby zrobi się takie zamieszanie. Ba, i to jeszcze po karierze piłkarskiej. Cieszę się z faktu, że zostałem wybrany na Słowacji najlepszym szkoleniowcem rundy  jesiennej w lidze. To wspaniały bodziec i zachęta do tego, by stawać się coraz lepszym.

Rozmawiał: Jaromir Kruk

Powrót na górę