Menu


[LIGA MISTRZÓW] 80% Lewandowskiego, czyli o Bayernie przy piłce

[LIGA MISTRZÓW] 80% Lewandowskiego, czyli o Bayernie przy piłce shutterstock

Mecz z Ajaksem w Amsterdamie był niejako podsumowaniem całej jesieni Bayernu Monachium, nie tylko w Lidze Mistrzów. Przy widocznej jakości najlepszej niemieckiej drużyny zauważalna była również niepewność i wady planu zespołu. – Dużo jest elementów, które powinniśmy poprawić, gdy jesteśmy przy piłce – zaznaczał Robert Lewandowski, zdobywca ośmiu bramek w fazie grupowej.

Lewandowski miał rację: mecz z Ajaksem był szalony, a zwłaszcza jego druga połowa. Jeszcze w pierwszej części spotkania Bayern przeważał, miał swoje sytuacje, ale stopniowo oddawał pole gospodarzom. Holenderski zespół to wykorzystywał, z przewagi optycznej stwarzał faktyczną, czyli szanse pod bramką Manuela Neuera. I przyszła świetna akcja na 1:1, a potem wymiana ciosów w ostatnich dziesięciu minutach i doliczonym czasie. – A ja mam przecież delikatną arytmię serca. Na pewno widzom się podobało, lecz na ławce rezerwowych wychodzi się z siebie z tych nerwów – mówił Hasan Salihamidzić, dyrektor sportowy Bayernu.

On, podobnie jak Karl-Heinz Rummenigge przyznawali, że choć emocje były ekstremalne, to gra już nie była najlepsza. Stąd to odzwierciedlenie dotychczasowego sezonu Bayernu Niko Kovaca – zespołu ewidentnie o wysokiej jakości, ale jeszcze bez wykrystalizowanego planu na jej wykorzystanie. – Dużo jest elementów, które powinniśmy poprawić, gdy jesteśmy przy piłce: lepiej wychodzić na pozycję, przegrać akcję z jednej strony na drugą – świetnie opisywał problemy Bayernu Lewandowski w wywiadzie z Polsatem Sport. – Jeśli z przodu utrzymamy się przy piłce, podejdzie druga linia, to wtedy można ją rozegrać na boki, utrzymać dłużej. W Bayernie ten element powinien być lepszy. 

Powinien i… był już lepszy. W trzy lata odkąd z Bayernem przestał pracować Pep Guardiola w Lidze Mistrzów średnie posiadanie piłki przez monachijczyków spadło aż o 10 punktów procentowych. Z bycia liderem w tej klasyfikacji w europejskiej futbolu nagle mistrz Niemiec jest szóstą drużyną. Wciąż w czołówce, ale – zgodnie ze słowami Lewandowskiego – ten element nie jest już wyróżniającym Bayern spośród innych drużyn. 

Może pojawić się pytanie, czy jest to takie ważne? Odkąd pojawił się pomysł zatrudnienia Kovaca w roli trenera Bayernu wiadomo było, że nastąpi odejście od tego, co po Guardioli kontynuowali Carlo Ancelotti i – w nieco mniejszym, ale bardziej efektywnym stopniu – Jupp Heynckes. Jednak ze słów piłkarzy po meczu w Amsterdamie (mając w pamięci pierwsze starcie w Monachium, które również fragmentami odbywało się pod dyktando Ajaksu) wynika jasno, że chcieliby poprzez posiadanie piłki mieć lepszą kontrolę nad spotkaniami. A skoro takie problemy w ataku pozycyjnym sprawia Ajaks, to wiosną w obliczu trudniejszych wyzwań w fazie pucharowej może mieć to znacznie większy wpływ na wynik końcowy. 

Jak w tym odnajduje się Lewandowski? – Po takim meczu widać, co można polepszyć – mówił, choć on akurat miał cztery niezłe okazje do strzelenia goli. – Jest naszą polisą na życie – podkreślał dzień przed spotkaniem Kovac i trudno się ze szkoleniowcem Bayernu nie zgodzić. W końcu w fazie grupowej Lewandowski miał udział w 80% akcji bramkowych zespołu, co jest najlepszym wynikiem w Lidze Mistrzów, wyższym od Neymara, Kyliana Mbappe (obaj PSG) i Lionela Messiego (Barcelona). Polak nie odstaje również w liczbie szans, które ma – 24 strzały to drugi wynik fazy pucharowej. 

Interesująco robi się przy sprawdzeniu indywidualnych statystyk Lewandowskiego. Ze wszystkich swoich sezonów gry w Lidze Mistrzów to właśnie w obecnych rozgrywkach jego średnia podań jest najniższa (19 na mecz). Co więcej, porównując go z drużynami, które są w klasyfikacji posiadania piłki wyżej od Bayernu, to jego wynik jest naprawdę słaby: Luis Suarez notuje średnio 35 zagrań, Sergio Aguero – 33, Karim Benzema – 39. 

Czy dla napastnika ma to znaczenie? Nie, jeśli otrzymuje wystarczającą liczbę podań w pole karne lub za linię obrony – tak, jak było to w przypadku Lewandowskiego w Amsterdamie. Zwłaszcza, że w Lidze Mistrzów Polak czuje się swobodniej, niż w obecnym sezonie Bundesligi. Także dlatego ma lepszą średnią goli (osiem w sześciu występach w porównaniu do dziewięciu bramek w trzynastu meczach), znajduje się również w dogodniejszych sytuacjach (o czym może świadczyć różnica średnich strzałów celnych: 2,7 w Europie, 1,2 w kraju). 

Jednak dla samego Bayernu brak udziału w grze jednego z najważniejszych zawodników w dłuższym wymiarze czasowym może być problemem. Skoro mniej podań ma dziewiątka, to cierpią na tym również skrzydłowi. Także dlatego atutem Bayernu w fazie grupowej były stałe fragmenty (niemal połowa goli została strzelona po rzutach rożnych lub karnych), a długość akcji bramkowej (śr. 7,7 podań) była bliższa średniej całej stawki (7,3), niż najlepszych (m.in. Barcelona – 20,3, Borussia – 15,8, Manchester City – 11,8). 

Także w Niemczech pomeczowe komentarze Lewandowskiego miały szerszy wydźwięk. – On wie, że jeśli zespół nie będzie bardziej pewny siebie, to podróż przez Europę może skończyć się już w lutym – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”. Na razie jedynym pewnikiem jest więc Lewandowski, którego już tylko dwa gole dzielą od najlepszego dorobku strzeleckiego w historii swoich sezonów w Lidze Mistrzów. Gdy w rozgrywkach 2012/13 trafił do bramki dziesięciokrotnie, jego Borussia Dortmund doszła do samego finału. Nic dziwnego więc, że napastnik ma świadomość, czego Bayernowi jeszcze potrzeba, by ten poziom osiągnąć i tak się z nią chętnie dzieli. 

Michał Zachodny, laczynaspilka.pl

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę