Menu


Sławomir Workun: Najlepszy krupier na Wyspach

Sławomir Workun: Najlepszy krupier na Wyspach

– Zdarza mi się zagrać w kasynie, ale do hazardzistów nie należę. Przez lata pracy nauczyłem się, że żadna wiedza i umiejętności nie pomogą, jeśli szczęście nie sprzyja – mówi Sławomir Workun, zdobywca tytułu Najlepszego Krupiera w Wielkiej Brytanii 2018.

To była twarda walka. Najpierw wewnętrzne eliminacje w firmach prowadzących kasyna rozsiane po całych Wyspach, a potem ostateczna rozgrywka w Londynie, w której uczestniczyło 24 najlepszych zawodników. Do ścisłego finału imprezy, organizowanej pod patronatem National Casino Forum, zakwalifikowało się pięciu z nich.

– Zawód krupiera opiera się na szybkim liczeniu, zdolnościach manualnych, panowaniu nad grą oraz obsłudze klienta. I w takich kategoriach byliśmy oceniani. Mieliśmy wykonywać to, co robimy na co dzień, czyli dealować grę (po 20 minut ruletki i Black Jacka), tyle że zamiast klientów przy stołach znajdowali się członkowie jury. Byli wśród nich menedżerowie i pracownicy kasyn, którzy przez lata pracy nauczyli się jak utrudnić pracę krupiera, a ich oceny stanowiły punktację i decydowały o końcowym werdykcie – opowiada Sławek, który okazał się najlepszy spośród wszystkich konkurentów, za pierwsze miejsce otrzymując nagrodę w wysokości 2 tys. funtów. Ale, jak podkreśla, nie pieniądze są tu najważniejsze, liczy się przede wszystkim prestiż – zarówno zwycięzcy, jak i kasyna, które reprezentuje. W swoim macierzystym Sportsman Casino Workun od razu po tym sukcesie otrzymał długo oczekiwany awans na stanowisko dealera inspektora, do którego zadań należy nadzorowanie gier, kontakt z klientem oraz sprawdzanie wypłat. Niby robił podobne rzeczy również wcześniej, tyle że bez formalnego tytułu i za znacznie mniejsze pieniądze.

Ale to nie koniec rywalizacji. Polak w maju będzie reprezentować Wielką Brytanię na mistrzostwach Europy krupierów, które odbędą się w Czarnogórze. Ta elitarna impreza, organizowana od 11 lat, z roku na rok cieszy się rosnącym prestiżem, gromadząc coraz większą liczbę uczestników.

24 godziny na dobę

To specyficzna profesja. Bardzo ważny, a być może najważniejszy, jest w niej kontakt z klientem, sprawienie, żeby wspomnienia z pobytu spędzonego w kasynie, chociaż w większości przypadków łączącego się ze stratą pieniędzy, pozostawiły pozytywne skojarzenia w jego pamięci. Jednak, żeby tak się stało, musi się zgrać kilka elementów – trzeba zadbać o to, aby gry toczyły się według odpowiednich zasad, wygrane były poprawnie wypłacane, a gość ufał, że kasyno nie chce go oszukać. Na ostateczny efekt składa się praca całego zespołu – krupierów, inspektorów, kelnerów, menedżerów…

– Mowa ciała wyraża o wiele więcej niż wypowiadane słowa. Nasi klienci pochodzą z bardzo różnych zakątków świata, więc trzeba się mocno starać, żeby w jakiś sposób niechcący ich nie urazić – mówi Workun, dodając, że najczęściej kasyna odwiedzają mężczyźni. W okolicach Leicester Square dominują Chińczycy i młodzi Brytyjczycy, dzielnica Mayfair oblegana jest przez Arabów, a poza centrum Londynu można spotkać prawdziwą narodowościową mieszankę.

Większość kasyn jest otwarta 24 godziny na dobę. Wcześnie rano przeważają nocne niedobitki, goście, którzy wierzą, że mogą się jeszcze odbić. Pomiędzy ósmą a jedenastą jest praktycznie pusto, natomiast później powoli zaczynają się schodzić klienci z okolicznych hoteli, albo ci, którzy chcą dorobić w przerwie na lunch. Po piętnastej pojawiają się osoby, które skończyły pracę, ale jeszcze nie zamierzają wracać do domu, a od dwudziestej zaczyna się prawdziwe nocne życie – z apogeum przypadającym około północy. Po drugiej kasyno powoli zaczyna się wyludniać i taki schemat, mniej bądź bardziej dokładny, można obserwować codziennie. W weekendy ruch jest większy niż w dni powszednie, ale i w środku tygodnia potrafi być gwarno.

Liczba pracowników uzależniona jest od wielkości kasyna. – W moim na nocnej zmianie mamy około 20-25 krupierów i inspektorów, a na porannej już tylko 6. Z kolei w super kasynach, takich jak Empire na Leicester Square, ludzi jest nawet dwa razy więcej – przyznaje Sławek.

Rekordowy napiwek

Pochodzi z niewielkiej miejscowości Grabowiec na Podkarpaciu. W 2006 roku ukończył studia licencjackie na kierunku informatycznym w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Przemyślu, po czym postanowił wyjechać do Londynu – na pół roku, żeby zarobić na kontynuację nauki oraz finansowo wesprzeć rodzinę. Miał sporo szczęścia, bo dzięki pomocy znajomych trafił do kasyna Golden Nugget na Piccadilly Circus, gdzie został pomocnikiem szefa kuchni. Dwa miesiące później, kiedy okazało się, że firma poszukuje krupierów do nowo otwieranego kasyna, długo się nie zastanawiał. Mimo że wcześniej znał tego typu klimaty jedynie z filmów z Jamesem Bondem, zaaplikował o to stanowisko i został skierowany na sześciotygodniowy kurs przygotowawczy. W jego trakcie przyswajał sobie zasady prowadzenia gry, uczył się tabliczki mnożenia (35x, 17x, 11x, 8x i 5x), a także wszystkich niezbędnych procedur.

Na początku pracy świeżo zatrudniony krupier ogranicza się do prowadzenia ruletki i Black Jacka, które są w każdym szanującym się kasynie, a następnie, wraz nabywaniem doświadczenia, dochodzą do tego inne gry. Ich ilość, w zależności od miejsca, może być bardzo szeroka – począwszy od różnorakich pokerów, poprzez kości, mahjongi, koła fortuny, po najróżniejsze gry karciane, jak na przykład wojna (tak, tak, są kasyna w których można spróbować swoich sił i w takim rozdaniu). Wszystko zależy od chęci i zapotrzebowania.

Sławek obecnie pracuje w kasynie Sportsman znajdującym się przy stacji metra Marble Arch, prowadzonym przez Caesars Entertainment UK. Oprócz rozrywki przy stołach, można tam również świetnie zjeść w restauracji Zaman, która trzy lata z rzędu wygrała konkurs „Curry Awards”.

– Biorąc pod uwagę wysokość stawek plasujemy się w średniej londyńskiej półce. Nie mamy klientów milionowych, jak na Mayfair, ale zdarzają się kilkusettysięczni. Widziałem gościa, który grał w Black Jacka 25 tys. na rękę, a przed sobą miał 1,5 mln funtów. Z kolei inny z zainwestowanego tysiąca dobił do ponad 200 tys., ale tej samej nocy wszystko przegrał. Natomiast najwyższa wypłata mojego klienta to ponad 120 tys. Skorzystałem na tym i ja, bo dostałem od niego najwyższy jak do tej pory napiwek, w wysokości tysiąca funtów – opowiada Workun.

Biznes się kręci, potentaci w tej branży na brak obrotów nie narzekają. Według danych National Casino Forum, w Wielkiej Brytanii jest około 10 tys. krupierów, pracujących w 148 kasynach. Poszczególne miejsca różnią się od siebie pakietem oferowanych gier oraz wysokością stawek i właśnie te ostatnie z reguły decydują o tym, jakie kasyno wybierają klienci. Są takie, w których można zagrać w ruletkę za 25 pensów, ale i takie, gdzie kwota wyjściowa to 5 funtów. Podobnie sprawa wygląda z Black Jackiem, w przypadku którego w niektórych miejscach najniższa stawka oscyluje w granicach 25 funtów. Oczywiście, im wyższe minimum, tym większa maksymalna wygrana, dlatego gracze, których stać na wyłożenie na stół dziesiątek tysięcy funtów, korzystają z kasyn oferujących takie warunki.

Magia dwóch kółek

Mieszka w dzielnicy Chessington, w południowo-zachodnim Londynie. Do pracy dojeżdża rowerem 25 kilometrów, prawie codziennie. Sporo, ale przyzwyczaił się – tym bardziej, że traktuje to jako dobry trening i sportową zaprawę. Kolarskiego bakcyla połknął dzięki koledze.

– Najpierw zacząłem razem z nim jeździć na niedzielne przejażdżki, a później ciężko było mnie w domu zatrzymać. Najdalej dotarłem do Plymouth, natomiast w ubiegłym roku wspólnie z trzema towarzyszami z pracy zaliczyliśmy trasę do Brighton i z powrotem. 100-kilometrowe wyprawy wpisały się już w weekendowy grafik, a nasza grupa pasjonatów dwóch kółek stale się powiększa. Pozalondyńskie krajobrazy robią wrażenie, ludzie są tam milsi, a powietrze czystsze – wylicza Sławek, którego inną pasją jest BJJ. Tę sztukę walki zaczął ćwiczyć w ubiegłym roku, potem ze względu na brak czasu musiał na kilka miesięcy przerwać treningi, ale ma nadzieję, że niedługo wróci do zmagań na macie. To pokłosie jego zainteresowań MMA.

– Mixed Martial Arts jest esencją sportu, zmagań dwóch ludzi, gdzie nie liczą się pieniądze, sprzęt czy sponsorzy, a żeby udowodnić, że jest się lepszym, trzeba postawić swoje zdrowie na szali. Trudno zliczyć nieprzespane noce i transmisje telewizyjne, jakie oglądałem przy ściszonym telewizorze, żeby nie obudzić syna śpiącego za ścianą – mówi Workun i podkreśla, że w wolnych chwilach zdarza mu się także grywać w kasynie, chociaż do hazardzistów nie należy.

– Jako klient odwiedzam tego typu miejsca raz, góra dwa razy w roku i zawsze w towarzystwie znajomych. Traktuję to jako zabawę, z budżetem przeznaczonym na przegraną, nigdy nie ryzykując więcej niż mnie na to stać. Pracując przez tyle lat w kasynie nauczyłem się, że żadna wiedza i umiejętności nie pomogą, jeśli szczęście nie sprzyja…

Dariusz Dzikowski

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 09 kwiecień 2018 09:09

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę