Menu


Aleksandra Oryńska-Grzybek: Fitness mama

Aleksandra Oryńska-Grzybek: Fitness mama

Wulkan energii i miłośniczka aktywności fizycznej – tak w skrócie można powiedzieć o Aleksandrze Oryńskiej-Grzybek. Jest młodą mamą, która zaraża swoją pasją i motywuje inne kobiety. Prowadzi bloga Active Happy Mama, pokazując, że każda mama może być fit i szczęśliwa.  

Aleksandra, jak sama mówi, od zawsze była aktywną, młodą dziewczyną, która uczestniczyła w wielu zajęciach dodatkowych – wszędzie było jej pełno, nie potrafiła usiedzieć na miejscu. 

– Przez 10 lat tańczyłam w zespole piosenki i tańca Pędziwiatry w Łodzi, na studiach zaś jako cheerleaderka na meczach koszykówki extraklasy kobiet Polfa Pabianice – opowiada Oryńska-Grzybek. 

Już prawie 20 lat temu, bo w 2001 roku ukończyła swój pierwszy kurs na instruktora fitness i prowadziła zajęcia z grupą. Po studiach otrzymała pracę marzeń w fitness klubie, która była połączeniem jej wykształcenia i pasji. 

– Zostałam managerem Fitness Klubu Gymnasion w Łodzi – wspomina Oryńska-Grzybek. Wtedy największej sieci fitness klubów w Polsce, założonej przez sportowców Mariusza Czerkawskiego, Jacka Wszołę, Ireneusza Wesołowskiego i Stefana Tatarka. Bardzo lubiłam swoją pracę – wspomina nasza rozmówczyni. 

Nowy start poza Polską

Wydawać by się mogło, że bycie w młodym wieku zaraz po studiach i otrzymanie satysfakcjonującego stanowiska pracy, jest spełnieniem marzeń i początkiem stabilizacji życiowej. Jednak u Aleksandry wyglądało to wszystko zupełnie inaczej. Po dwóch latach pracy w branży fitness podjęła decyzję o opuszczeniu Polski. Jej wybór podyktowany był głosem serca, które podpowiedziało jej, by pojechała do Irlandii, do swojego ukochanego, który tam przebywał. Wyjeżdżając z ojczyzny, znała angielski biegle, jednak jak sama przyznaje – irlandzki akcent ją zaskoczył. Spowodowało to swego rodzaju zwątpienie w swoje umiejętności i Aleksandra musiała się długo osłuchać z językiem oraz przyzwyczaić do nowych warunków komunikacyjnych. Szybko znalazła pracę w tej samej branży, co było miłym zaskoczeniem po przyjeździe do obcego kraju. Szczególnie, że początki na emigracji nie były zbyt łatwe.

– Bardzo tęskniłam za Polską, jestem blisko związana z rodziną, przyjaciółmi, bardzo mi ich brakowało – wyznaje. – Z czasem nawiązałam nowe znajomości w Irlandii, często też odwiedzali nas bliscy z Polski, my też dość często lataliśmy w rodzinne strony – dodaje.

Jednak po dwóch latach pobytu w Irlandii, Aleksandra wraz z ówczesnym narzeczonym postanowiła zamieszkać w Londynie. 

– Wyprowadziliśmy się z Dublina, ponieważ zainteresowaliśmy się tematem inwestowania w nieruchomości – tłumaczy. Odbyliśmy szereg kursów w Londynie i rynek brytyjski przedstawiał lepsze możliwości inwestycyjne w porównaniu do rynku irlandzkiego. 

Co ciekawe, pomimo ogromnej pasji do fitness i wcześniejszych możliwości pracy w tej branży, blogerka postanowiła rozpocząć zupełnie inną przygodę zawodową. Mianowicie... podjęła pracę w firmie motoryzacyjnej. – Od 2013 roku zmieniłam branżę na motoryzacyjną, pracuję w firmie LEVC, która buduje i sprzedaje tradycyjne londyńskie czarne taksówki – mówi Oryńska-Grzybek. 

Oczywiście nie zapomniała o fitnessie i aktywności fizycznej. Działa bardzo prężnie i na pytanie, czy fitness jest częścią zawodową jej życia, czy jedynie miłym dodatkiem do codzienności, odpowiada „i tak, i tak”. 

– W branży fitness pracowałam w różnych rolach, zawsze jednak dodatkowo prowadziłam zajęcia. Obecnie pracuję full time w taksówkach, ale w zeszłym roku ruszyłam z platformą on-line Active Happy Mama – opowiada. 

Fitness w internecie

Active Happy Mama to miejsce w sieci stworzone przez Aleksandrę dla kobiet, które planują potomstwo lub już urodziły dziecko. Celem tej platformy jest nie tylko niesienie pomocy mamom w zrzuceniu „nadprogramowych” kilogramów, ale pokazanie, jak pogodzić zdrowy i aktywny tryb życia z macierzyństwem. Aleksandra nazywa blog swoim małym biznesem, w który chce się angażować i dalej go rozwijać. 

Pomysł założenia Active Happy Mamy zrodził się właśnie po urodzeniu synka. I to nie z racji problemu ze zrzuceniem dodatkowych kilogramów, bo nastąpiło to bardzo szybko, ale właśnie podejmowania aktywności fizycznych z kilkumiesięcznym dzieckiem u boku. Aleksandra udowodniła sobie, że nie trzeba rezygnować ze swojego poprzedniego życia, gdy na świat przychodzi potomstwo. Opowiada, że już kilka miesięcy po porodzie zaczęła ciężko trenować. 

– Kiedy Kuba skończył trzy miesiące, zaczęłam trenować do swojego pierwszego w życiu maratonu i jednocześnie biegu z przeszkodami – Tough Mudder. Trening biegowy plus trening siłowy sześć razy w tygodniu, kiedy to karmiłam piersią i nie spałam w nocy, był prawdopodobnie najtrudniejszym czasem w moim życiu, ale jednocześnie pokazał mi, jak silne – my kobiety – jesteśmy – mówi z dumą blogerka.

Aleksandra podkreśla, że paradoksalnie te treningi pomogły jej przetrwać początki macierzyństwa. – Ja nie jestem typem Matki Polki, mimo wielkiej miłości do mojego malucha potrzebowałam też czegoś innego, odskoczni, innych wrażeń i wyzwań – przyznaje. – Potrzebowałam czasu dla siebie, by pobyć sama ze sobą, pozbierać myśli. Całe życie byłam aktywna, potrzebowałam ruchu, chciałam dobrze czuć się w swoim ciele. Pomimo zmęczenia z każdego treningu wracałam jako lepsza mama, lepsza żona, po prostu lepszy człowiek – dodaje. 

Przygotowywanie się do ciąży, jej przebieg, a także samo macierzyństwo było dla Aleksandry motywacją do stworzenia miejsca w sieci, gdzie czytelniczki będą mogły znaleźć wsparcie, gdzie ktoś powie „Dasz radę! To jest możliwe”. Na swoim blogu prezentuje historię swojego życia, udowadnia na każdym kroku, że po prostu się da, a pojęcie „słaba płeć” nie istnieje. Jej receptą na bycie fit i szczęśliwą mamą jest pamiętanie o swoich potrzebach, bo – jak wiadomo – szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i rodzina. 

– Nie wiem skąd wzięło się powszechne przekonanie, że kobieta, że mama ma się zająć wszystkimi i wszystkim dookoła i na nią nie wystarcza już czasu. Jest takie powiedzenie „z pustego i Salomon nie naleje”, więc jeśli ta mama nie zajmie się sobą i swoimi potrzebami, prędzej czy później nie będzie miała siły zająć się wszystkim innym. Dbanie o siebie, zdrowe jedzenie, aktywność fizyczna, pozytywne podejście do życia, to nie jest hobby, to jest obowiązek – mówi. 

Jak mówi Aleksandra, aktywność fizyczna wyzwala w człowieku endorfiny, czyli tzw. hormony szczęścia, które pomagają się odstresować i zapomnieć o trudach macierzyństwa. Uważa, że w tym okresie znalezienie chwili dla siebie jest najlepszym rozwiązaniem, bo „mamusiowe życie to ciągły rollercoster”. 

Mimo krótkiego stażu swojej działalności internetowej, blog Active Happy Mama zdobył rzeszę wiernych fanek, śledzących na bieżąco pojawiające się nowe wpisy. Zdarza się też, że na skrzynce mailowej Aleksandry lądują listy w sprawie porad. – Piszą do mnie dziewczyny z prośbą o radę, jak zacząć ćwiczyć, jak schudnąć, jak się do tego zabrać, jak to wszystko ogarnąć – tłumaczy. – Pytają, jak zacząć biegać, jaką wyciskarkę kupić, jak utrzymać motywację, itp. Piszą też osoby, które moja historia zainspirowała do zmian w swoim życiu, zaczęły biegać, startują w zawodach etc. – zaznacza.

Specjalnie dla swoich czytelniczek przygotowała e-booka, w którym opisuje 10 najczęściej popełnianych błędów, podczas odzyskiwania formy po ciąży, a także program on-line zatytułowany „7 kroków od zabieganej i zmęczonej do fit i szczęśliwej mamy”. 

Ludzkie słabości

Kolorowy świat sportu i zdrowia połączony z macierzyństwem wydaje się być idealnym, jednak chwile zwątpienia i kryzysu się zdarzają, nawet u najbardziej pozytywnego człowieka. O tym otwarcie też mówi Aleksandra. 

– Oczywiście jak każda mama, ba, każdy człowiek, mam takie momenty – mówi otwarcie. – Jestem daleka od wmawiania innym teorii o lukrowanym macierzyństwie, bo tak nie jest. Uważam, że przedstawiany w mediach świat o pięknym, radosnym czasie z cudnym pachnącym bobaskiem jest tylko połową prawdy – przyznaje.

Medialny stereotyp o cudownym czasie macierzyństwa jest wg Aleksandry zakłamaną rzeczywistością. Młoda matka, która w to wierzy, często przechodzi rozczarowanie, ponieważ nikt jej nie wytłumaczył, że wcale tak kolorowo nie będzie. 

Każda mama, tak też fit blogerka, jest często obolała, wycieńczona brakiem snu, czasami samotna i znudzona, a co za tym idzie – sfrustrowana. Takie czynniki powodują, że młode mamy łapią chwile zwątpienia i tracą radość z macierzyństwa. 

– [Kobieta] dusi w sobie prawdziwe emocje, bo wydaje jej się, że tylko ona tak ma, że tylko ona jest złą mamą i że to może z nią jest coś nie tak – tłumaczy Aleksandra. – A nie jest to prawda, wszystkie mamy tak mają, trzeba o tym rozmawiać i wspierać się nawzajem – dodaje.

Osobiście z takimi trudnymi momentami radzi sobie w charakterystyczny dla siebie sposób – biega. Jak mówi, jest to specjalny dla niej czas, kiedy może pozbierać myśli i odstresować się. Ponadto, wraz ze swoim mężem wprowadziła jedną, ważną zasadę: – Raz w tygodniu mamy tzw. quality time. To jest czas tylko dla nas dwojga, kiedy rozmawiamy o wszystkim, w tym o uczuciach. Jest to chwila na wysłuchanie siebie, „zrzucenie” wszelkich emocji, na zrozumienie i wsparcie – wyznaje Aleksandra. 

Najbliższe plany 

Aleksandra Oryńska-Grzybek nie ma zamiaru zwalniać tempa. Pragnie rozwijać się zawodowo i trafiać ze swym przesłaniem do jeszcze większej grupy kobiet potrzebujących wsparcia i motywacji, a także narzędzi do pogodzenia aktywnego stylu życia z macierzyństwem. Obecnie bardzo intensywnie pracuje nad swoim programem coachingowym, który ujrzy światło dzienne jeszcze w lutym. 

– Jest to trzymiesięczny program, podczas którego mama będzie miała okazję doświadczyć prawdziwej transformacji w swoim życiu i to zarówno w wymiarze fizycznym – w postaci utraconych kilogramów, jak też w wymiarze mentalnym i emocjonalnym – poczucia pewnej siebie, spełnionej i szczęśliwej kobiety. To będzie prawdziwa petarda – mówi z radością. 

Active Happy Mama planuje także przygotować darmowe live treningi, które nie zajmą dłużej niż 30 minut, a na wiosnę rusza z zajęciami w parku dla mam z wózkami, bo – jak mówi – ćwiczyć można również z dziećmi, szczególnie na świeżym powietrzu. 

Magdalena Kruszona

Ostatnio zmienianyczwartek, 15 luty 2018 09:39

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę