Menu


Podsumowanie roku 2017 reprezentacji Polski

Podsumowanie roku 2017 reprezentacji Polski

To był rok wielkich emocji, pięknych bramek, rosnących nowych liderów i podkreślenia znaczenia przez dotychczas najważniejszych piłkarzy. Nie obyło się bez poślizgnięć, ale i eksperymentów. Były decyzje kluczowe, ale i te trudne. Specjalnie dla czytelników „Łączy Nas Piłka” wybraliśmy najważniejsze momenty i wydarzenia z ostatnich dwunastu miesięcy reprezentacji Polski.

Największy progres: Piotr Zieliński. Rozgrywający już w drugiej połowie 2016 roku był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski, ale w kolejnych dwunastu miesiącach nie było piłkarza z większą liczbą minut rozegranych w kadrze. Tym bardziej pokazuje to, że rozgrywający – skreślany po nieudanym epizodzie na EURO 2016 – dojrzał do roli jednego z liderów drużyny. W eliminacjach MŚ 2018 to on wykonał najwięcej podań oraz zaliczył najwięcej asyst z biało-czerwonych.

Największe zaskoczenie: Bartosz Bereszyński. Długo i cierpliwie musiał czekać na swoją szansę, jeszcze w Kopenhadze piłkarz Sampdorii wylądował na trybunach, ale najpierw pokazał się z odpowiedniej strony jako lewy obrońca, a potem wszedł na pozycję kontuzjowanego Łukasza Piszczka. I pokazał, dlaczego również w Genui nie zdecydowano się latem sprzedać czy wypożyczyć tego defensora – w spotkaniach w reprezentacji w 2017 roku Bereszyński miał wszystkie próby odbiorów udane!

Najładniejsza akcja: gol na 1:0 z Armenią w Erywaniu. Można oczywiście dyskutować, bo przecież gol na 2:1 w Podgoricy, który dał zwycięstwo z Czarnogórą również był ze względu na podanie Zielińskiego i wykończenie Piszczka ładny, lecz w Erywaniu Polacy swój atak wykonali szybciej, sprawniej i z udziałem czterech zawodników. Zaczął Piszczek przechwytem, Zieliński rozegrał krótko piłkę z Błaszczykowskim, a na prawym skrzydle pędził już obrońca. Wpadł w pole karne, gdzie uwagę rywali przyciągnął Lewandowski, a wbiegający za nim Grosicki sprytnie wykończył akcję. Ormianie nie wiedzieli, kiedy Polakom udało się tak rozpędzić i zaskoczyć ich już na początku spotkania.

Najważniejszy moment: Polska 3:0 Kazachstan. Wtedy trzeba było się podnieść – po porażce 0:4 w Kopenhadze, po najgorszym meczu od lat. Nie było to łatwe, ponieważ spotkania dzieliły ledwie trzy dni, a taka klęska słusznie zszokowała biało-czerwonych. Jednak trzeba przyznać, że sztab szkoleniowy i zawodnicy doskonale poradzili sobie z presją. Poprzez rozmowy grupowe, odprawy i indywidualne dyskusje udało się odbudować przekonanie o własnej jakości i z Kazachstanem wygrać w niezłym stylu.

Najważniejsza decyzja: zmiany na Kazachstan. Wspomnianemu wyżej zwycięstwu pomogły decyzje Adama Nawałki: wprowadził jako drugiego napastnika Arkadiusza Milika, na skrzydle postawił na Macieja Makuszewskiego, a na lewej obronie wystawił Macieja Rybusa. I to ta trójka stworzyła akcję, która przyniosła drużynie pierwszego gola.

Największe nerwy: gol Czarnogóry na 2:2. W ostatnim meczu eliminacji Polacy prowadzili 2:0 już po pierwszym kwadransie, lecz w drugiej połowie czujność gospodarzy spadła. Potrzebując zwycięstwa biało-czerwoni w krótkim czasie stracili kontrolę nad wydarzeniami na boisku, co wykorzystali wcześniej niemrawo atakujący Czarnogórcy. Doprowadzili do wyrównania – i ostatecznie remis również dałby Polakom pierwsze miejsce – a kibice na stadionie PGE Narodowym oniemieli, zszokowani myślą, że bezpośredni awans wyślizgnie się ich drużynie na ostatniej prostej. Na szczęście te nerwy trwały nawet nie dwie minuty, bo Robert Lewandowski wykorzystał błąd rywala, wygrał piłkę w starciu z bramkarzem i strzelił gola na 3:2. Po kolejnych kilku chwilach było już 4:2 po samobójczym trafieniu jednego z gości i znów można było świętować wyjazd na mundial.

Najciekawszy eksperyment: mecze towarzyskie z Urugwajem i Meksykiem. Po eliminacjach w których Polacy stracili dość sporo goli – aż 14, najwięcej z drużyn, które wywalczyły bezpośredni awans z Europy – selekcjoner uznał, że należy poszukać alternatywnego sposobu gry, który gwarantowałby większe wsparcie w defensywie. I tym samym biało-czerwoni wrócili do systemu dawno w reprezentacji nie widzianego: gry trójką środkowych obrońców. Zadziałało pomimo krótkiego okresu przygotowań – z Urugwajem Polska nie straciła gola, a z Meksykiem choć przegrała, to dopuściła tylko do dwóch celnych strzałów rywali. A Adam Nawałka był na tyle zadowolony, że ma zamiar jeszcze w treningach i meczach towarzyskich do ustawienia 3-4-3 wrócić.

Najważniejsza postać: Robert Lewandowski. Bo któżby inny, jak nie kapitan reprezentacji Polski? Ten, który w najtrudniejszym momencie eliminacji dźwignął Polskę, który był najskuteczniejszym strzelcem, który w 2017 roku pobił swój rekord goli (53), a w kadrze odpowiadał za połowę trafień w ostatnich dwunastu miesiącach. A najlepiej ile znaczy dla kadry było widać po tym, gdy nie wystąpił w listopadowych meczach towarzyskich – i dobrze, ponieważ każdy odpoczynek w bardzo intensywnym sezonie może odbić się pozytywnie na turnieju, który zacznie się w Rosji w czerwcu.

Najtrudniejsza decyzja: Artur Boruc. W ubiegłym roku karierę w reprezentacji postanowił zakończyć Artur Boruc. O swojej decyzji poinformował na początku marca, a w listopadowym meczu z Urugwajem wystąpił w kadrze po raz ostatni – zachowując czyste konto i kilka razy świetnie interweniując. Stał się tym samym rekordzistą pod względem występów golkiperów w reprezentacji, a dla kibiców był to wzruszający moment pożegnania bohatera wielu fenomenalnych parad i spotkań na MŚ 2006 i EURO 2008.

Najbardziej wyczekiwany gol: Łukasz Piszczek z Czarnogórą. Pięknie wykorzystał podanie Piotra Zielińskiego i nad wychodzącym bramkarzem, trafiając w słupek i tuż pod poprzeczką Łukasz Piszczek dał zwycięstwo Polsce z Podgoricy. Prawy obrońca na trafienie czekał dokładnie cztery lata: ostatni raz gola w kadrze strzelił z San Marino w Warszawie w marcu 2013, zanim Adam Nawałka został selekcjonerem. Ale jest i drugi mocny kandydat: gol Kamila Glika z Kazachstanem, pierwszy dla środkowego obrońcy od jesieni 2014 roku.

Największa rywalizacja: Łukasz Fabiański kontra Wojciech Szczęsny. Każdy z nich zagrał w 2017 roku w czterech meczach reprezentacji, każde zgrupowanie kadry zaczyna się od zastanawiania, który z golkiperów będzie numerem jeden. Ta rywalizacja trwa najdłużej, ale też dobrze robi reprezentacji: Szczęsny przecież jest bramkarzem Juventusu, a Fabiański należy do najczęściej interweniujących golkiperów Premier League. Dlatego Adam Nawałka nie wybiera jednego z nich na stałe, ale swoją decyzję podejmuje na podstawie formy oraz tego, co zobaczy na treningach już w trakcie zgrupowania. A kibice – niezależnie od tego, który z nich stanie w bramce – mogą być pewni wysokiego poziomu ze strony i Szczęsnego, i Fabiańskiego.

Reprezentacja Polski w 2017 roku: osiem meczów, bilans 5-1-2, bramki: 18-10.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę