Menu


Maciej Skwarek: Mistrz w tańcu irlandzkim

Maciej Skwarek: Mistrz w tańcu irlandzkim Agencja BE&W

W napiętym grafiku Maćka Skwarka znalazła się chwila dla „Gońca Polskiego”. Maciek jest mistrzem Europy w tańcu irlandzkim, półfinalistą programu „Got to Dance” oraz trenerem. Nam opowiada o początkach, o osobliwym charakterze tańca irlandzkiego i o tym, dlaczego wybrał taką drogę. Rozmawia: Milena Sieńko.

Jakie to uczucie być mistrzem?
– Jestem mistrzem, a właściwie byłem mistrzem Europy parę razy. Trzy czy cztery razy? Za pierwszym razem to było ogromne zaskoczenie i duma. Właściwie w ogóle się tego nie spodziewałem. A z każdym kolejnym razem to było takie zadowolenie, że zrealizowałem cel. Ale są inne cele, które fajnie byłoby osiągnąć, tym bardziej, że te konkursy wyglądają różnie.

Inaczej jest u nas w Europie, a inaczej na Wyspach, bo właśnie tu, na Wyspach, jest bardzo wysoka poprzeczka i można się wykazać, ponieważ konkurencja jest bardzo silna. W Stanach i Wielkiej Brytanii czy w Irlandii mają naprawdę bardzo dobrych nauczycieli, a my musimy sobie ich ściągać, no i wiadomo, że możliwości odbycia zajęć z takimi profesjonalistami są u nas rzadsze.

Czyli można by wysnuć wniosek, że taniec irlandzki jest mniej popularny w Polsce. Zgodzisz się ze mną?
– No tak, w Polsce wciąż jest średnio popularny. Swój pierwszy rozkwit miał wtedy, kiedy powstało pierwsze show tańca irlandzkiego, czyli Riverdance i Lord of the Dance. W Polsce po tym, jak powiedzmy ludzie poznali ten rodzaj tańca, to zaczęły powstawać grupy taneczne, pojawiły się również szkoły tańca irlandzkiego prowadzone przez Polaków, którzy posiadają specjalne certyfikaty. Czyli generalnie coś się dzieje w tym temacie, aczkolwiek nie jest to jakoś szczególnie popularne.

Jak dochodzi się do takiego sukcesu? Krew, pot i łzy?
– Tak, dokładnie tak. Krew, pot i łzy – powtórz razy sto. Trzeba cały czas powtarzać, powtarzać i powtarzać. Nie wyjdzie? To jeszcze raz, powoli powtórzyć, a jak wyjdzie, to też jeszcze raz powtórzyć. Nie masz kondycji? To powtórz, powtórz, powtórz. Można powiedzieć, że to ciągła powtarzalność.

Jak więc doszło do tego, że taniec irlandzki zawładnął twoim życiem?
– Przez przypadek tak naprawdę, bo wcześniej w latach szkolnych, dziecięcych tańczyłem taniec towarzyski, ale zrezygnowałem. Nie sprawiało mi to wielkiej radości, nie podobała mi się atmosfera, wyczuwało się „wyścig szczurów”, a ja będąc dzieckiem chciałem czerpać z tego głównie radość. Potem idąc do gimnazjum postanowiłem dołączyć do kółka tańca irlandzkiego. Pomyślałem wtedy, że już wiem czym jest taniec towarzyski i chciałem zobaczyć, jak wygląda taniec irlandzki.

Coś cię zaskoczyło?
– Nie za bardzo, ale spodobało mi się. Pomyślałem: spróbuję! I jak widzisz, tak zostało.

Na co zwracasz szczególną uwagę podczas treningów?
– Jak trenuję innych to zwracam uwagę na rytm, żeby był idealny. Nawet jak ktoś zrobi minimalny błąd w rytmie to strasznie się o to czepiam, ale staram się być wyrozumiałym nauczycielem. Jeśli chodzi o moje własne treningi, to rytm mam opanowany, więcej czasu i uwagi poświęcam na technikę i kondycję. Najciężej jest właśnie z kondycją. Tym bardziej, że człowiek już młodszy nie jest i ciężko ją zbudować, a stracić można bardzo szybko.

Jak wygląda twój dzień?
– Kawa, maile, ogarnięcie kwestii treningowych, szkolnych, tanecznych, zespołowych. Popołudniami moje zajęcia, treningi moje własne i szkolenie. No i odpoczynek, bo odpoczynek i regeneracja też są bardzo ważne. Bez tego można sobie łatwo zrobić krzywdę psychiczną i fizyczną. Jeśli przygotowuję się do mistrzostw, to to jest praca rozplanowana na cały rok, podzielona na poszczególne etapy.

Żeby być na mistrzostwach świata należy się zakwalifikować, a kwalifikację dostaje się na przykład na mistrzostwach regionalnych, które w moim przypadku są mistrzostwami Europy, ale na innych dużych zawodach, takich jak mistrzostwa Szkocji, Irlandii.

Co cię relaksuje? Jak spędzasz wolny czas?
– Relaksuję się przy książkach – powieściach grozy, obyczajowych, fanstasy – Lovecraft, King, Joe Hill. Dodatkowe doznania podczas czytania lektur daje mi słuchanie spokojnej muzyki post rockowej. Często zdarza się, że podczas takiego relaksu zasypiam.

Czy myślisz o wzięciu udziału w mistrzostwach świata?
– Myślę. Co roku się kwalifikuję. To jest cel i główny motyw moich treningów.

Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
– W butach tanecznych i fajnie byłoby mieć więcej włosów na głowie, ale chyba raczej ich już nie będzie za te 10 lat... Może w jakiejś większej szkole tańca z dużą liczbą uczniów, którzy będą zaangażowani, a ja będę się starał zarazić ich bakcylem, który ich pochłonie.

Studiowałeś kulturoznawstwo. Czy to była jakaś alternatywa, gdyby nie wyszło z tańcem? Skąd ten pomysł?
– Początkowo chciałem iść na fizjoterapię, ale wyszło jak wyszło i kulturoznawstwo było opcją rezerwową. Nie było to złe rozwiązanie, bo studia uzupełniały się z pasją, czyli z tańcem, a zdobytą wiedzę mogę wykorzystać do otwarcia swojej szkoły tańca.

Czy Maciek Skwarek ma swojego guru tańca irlandzkiego?
– Można powiedzieć, że guru tańca irlandzkiego, a nawet nad guru albo mega guru dla mnie jest Michael Flatley, który rozpowszechnił ten taniec poprzez te dwa show, o których wspomniałem wcześniej. A tak właściwie to chyba należy powiedzieć, że każdy tancerz ma swój własny styl, każdy coś wymyśla nowego i takim jednym z nich, którego uwielbiam za rytm i za to co robi, za jego naturalność jest David Geaney.

Jeśli nie taniec to…
– Nie wiem, pewnie byłbym „korposzczurem”.

Korposzczurem? Napiszę to.
– Ojej. No dobrze, już trudno. Zostanę shejtowany, więc dodam ciekawostkę, może pomoże.

Ciekawostki zawsze mile widziane.
– Szkoła, w której teraz jestem i pracuję ma swój główny oddział właśnie w Londynie i jest to szkoła McGahana Lees.

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę