Menu


Brytyjscy kredytobiorcy w stanie zagrożenia?

Brytyjscy kredytobiorcy w stanie zagrożenia? Shutterstock

Zjednoczone Królestwo wciąż zauważalnie traci w ostatnim czasie na finansowej atrakcyjności i to pomijając już nawet kwestię Brexitu. Co symptomatyczne, w ubiegłym roku po raz pierwszy spadła liczba osób przyjeżdżających tu do pracy z Unii Europejskiej. Nie powinno być to wielkim zaskoczeniem, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że Wielka Brytania jest obecnie powszechnie uznana za zdecydowanie najsłabiej prosperującą spośród rozwiniętych gospodarek świata.

Od czasu finansowego krachu z 2008 r. realna pensja wciąż maleje – średnio o 1 proc. rocznie, jako że podwyżki płac ciągle pozostają w tyle za inflacją. W ostatnich miesiącach dość drastycznie spadły na Wyspach wydatki na konsumpcję, co z kolei musi przełożyć się na osłabienie wzrostu gospodarczego. Jest to jednak logiczną konsekwencją sytuacji, gdzie dochód pozostający do dyspozycji gospodarstw domowych (pieniądze, które można przeznaczyć na dowolny cel po zapłaceniu rat, rachunków i zakupie jedzenia) spadł tylko w ostatnim roku o blisko 25 proc.

Bez pieniędzy?

Wydaje się, że w zestawieniu z tymi informacjami trudno byłoby wytłumaczyć fenomen pojawienia się na brytyjskich drogach wielkiej ilości nawoskowanych SUV-ów z napędem na cztery koła, które dopiero co zjechały z taśmy produkcyjnej. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, a przynajmniej takie można odnieść wrażenie, kiedy przyglądamy się skutkom pracy finansistów. To oni odpowiadają w największym stopniu za to niezwykłe, biorąc pod uwagę sytuację gospodarstw domowych, zjawisko. Skuteczność opracowanej przez nich polityki nowoczesnych kredytów oferowanych kierowcom już dawno przerosła najśmielsze oczekiwania. Sukces ultra tanich kredytów na zakup własnych czterech kółek napędził w ciągu ostatnich 

10 lat przemysł samochodowy bardziej niż jakikolwiek inny dział gospodarki UK! Realista, który widzi stan środków na swoim koncie nie sądzi, że stać go na luksus posiadania samochodu marzeń. Natarczywy marketing jednak często skutecznie przekonuje potencjalnego konsumenta, że ten żyje w błędzie.

Wypełnienie aplikacji trwa przecież tylko kilka minut i pozwala niezbyt zamożnym ludziom na korzystanie z luksusu własnego, nowego samochodu wysokiej klasy. Tylko w ubiegłym roku korzystanie z łatwo dostępnych i niezwykle tanich kredytów pozwoliło konsumentom na zakup aż 90 proc. nowych samochodów zarejestrowanych w UK. By stało się to możliwe zaciągnięto kredyty na rekordową kwotę 31,6 miliardów funtów. 

W tym roku prognozowana kwota to już 40 miliardów. Dzięki temu w krótkim czasie zubożone Zjednoczone Królestwo stało się europejskim liderem jeśli chodzi o sprzedaż nowych samochodów.

Uszczęśliwi nas PCP?

Tanie kredyty oferowane chętnym na zaznanie odrobiny luksusu to zupełnie nowy produkt finansowy. Umowy PCP (personal contract plan), bo o nich mowa, stanowią narzędzie finansowe, które przypomina nieco tradycyjny leasing. Różni się jednak od niego tym, że zależnie od postanowień umowy na przestrzeni pierwszych 24-48 miesięcy kredytobiorca spłaca tylko ok. 1/3 wartości samochodu, co gwarantuje niskie miesięczne raty. Schody zaczynają się po upływie tego okresu, kiedy pozostała część musi zostać uregulowana jednorazowo, jako tak zwany baloon payment.

Większość umów zezwala co prawda na zwrot samochodu po uregulowaniu pierwszej fazy płatności i... podpisaniu kolejnej identycznej umowy PCP na nowy samochód. Tak jak w przypadku innych produktów finansowych nic nie jest jednak tak proste jak się wydaje. Należy dokładnie przeczytać umowne postanowienia, bo np. samochód w czasie trwania kontraktu musi być „naprawiany i serwisowany zgodnie z zaleceniami producenta”.

Złym pomysłem wydaje się także przekraczanie umownej ilości mil – uiścimy wówczas opłatę karną. Właściciele, którzy oddawali samochody, mając nadzieję na beztroskie zakończenie umowy, często zaskoczeni byli koniecznością zapłaty za naprawę niewielkich otarć, nowe opony i wiele innych kosztownych „drobiazgów”. Dlatego jeśli ktoś ma zamiar zatrzymać samochód, który spłaca, tańszy i dogodniejszy okaże się... tradycyjny leasing.

Podobny boom samochodowy przeżywały w ostatnich latach Stany Zjednoczone, a teraz zaczynają pojawiać się tam problemy z bieżącą spłatą rat. Terminowo nie jest spłacanych aż 10 proc. z podpisanych umów PCP i następują coraz częściej konfiskaty samochodów.

Finansiści zrzeszeni w The Finance & Leasing Association (FLA), którzy odpowiadają za pożyczanie pieniędzy na umowy PCP w UK przekonują, że słabo zabezpieczone jest jedynie 3 proc.z udzielonych kredytów i nie ma powodu do obaw. Trudno jednak uwierzyć w ich zapewnienia, skoro stowarzyszenie... utajniło wymogi, które klient musi spełnić, by przyznano mu zdolność kredytową.

Kryteria te są w znacznym stopniu jawne w USA. Trudno nie zgodzić się zatem z ekspertami, którzy ostrzegają, że rynek nowych samochodów może runąć jak domek z kart, w razie podniesienia stóp procentowych lub wzrostu bezrobocia. Dlatego dość zdecydowane zapowiedzi rychłego podniesienia przez Bank of England rekordowo niskich stóp procentowych w celu zdławienia inflacji, mogą oznaczać gwałtowny i niezbyt przyjemny koniec boomu na rynku umów kredytowych PCP.

Więźniowie kredytu

Sytuacja na rynku mieszkaniowym również nie napawa optymizmem. Po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w 2009 r. ceny domów spadały przez trzy miesiące z rzędu. Od marca do maja łącznie o ok. 1 proc. Możliwość dalszych spadków, połączona z ewentualnością podniesienia przez Bank of England stóp procentowych oznacza, że możemy stać się świadkami pojawienia się nowego pokolenia „mortgage prisoners” – więźniów kredytów mieszkaniowych.

Analogiczna sytuacja miała miejsce osiem lat temu, kiedy to blisko milion niefortunnych pożyczkobiorców zakupiło mieszkania korzystając z niewielkiego wkładu własnego. Umowy gwarantowały niskie, stałe (fixed) oprocentowanie na okres 2-3 lat. Kiedy ten okres dobiegał końca, banki w obliczu spadku wartości nieruchomości i pogorszenia sytuacji kredytobiorców zmuszały ich do spłaty odsetek w oparciu o niekorzystne stawki SVR (standard variable rate), odmawiając im możliwości podpisywania nowych, gwarantujących oszczędności umów ze sztywnym oprocentowaniem.

„Variable”, a nie „fixed”

Historia może się powtórzyć w obliczu niespotykanego boomu na rynku kredytów dla osób nie posiadających znaczącego wkładu własnego. W ostatnim miesiącu znalazło się na rynku aż 287 różnych kredytów mieszkaniowych oferowanych przy wkładzie własnym wynoszącym 5 proc. wartości nieruchomości. Dwa lata temu w ofercie było 190 takich kredytów, w 2009 r. – tylko 6. Rzecz w tym, że typowa SVR banków komercyjnych wynosi dziś około 3,7 proc. rocznie, podczas gdy umowa gwarantująca sztywne oprocentowanie na 2 lata może oznaczać jedynie 1,2 proc. odsetek od pożyczonej kwoty.

Przy kredycie na 100.000 funtów daje to aż 2.500 funtów różnicy w rocznych odsetkach, a miesięczną ratę podwyższa aż o 200 funtów. Ofiarami tego rodzaju polityki banków padają głównie niezamożni kredytobiorcy, którzy nie mają możliwości wpłacenia dużego wkładu własnego. Kiedy kończy się okres, na który klient podpisał umowę o sztywne oprocentowanie, bank automatycznie przenosi go na SVR. Kiedy pokrzywdzeni proszą o podpisanie nowej, korzystniejszej umowy, bank oświadcza, że ich kredyt nie jest wystarczająco dobrze zabezpieczony i nie kwalifikują się na tańsze produkty finansowe.

Perspektywa znalezienia się w pułapce kredytowej dla tych, którzy w ostatnich latach dokonali zakupu domu na kredyt, staje się całkiem realna. Z dnia na dzień okazać się może, że mieszkają w domu, który jest mniej warty niż pozostały do spłacenia kredyt. Bank wyzyskuje zaś tak powstałą sytuację w swoim interesie i zmusza ich jako posiadaczy „zagrożonego” kredytu do spłaty horrendalnych, ponad dwukrotnie wyższych odsetek.

Jak widać nad brytyjską gospodarką zaczynają znów zbierać się czarne chmury. Pozostaje mieć nadzieję, że burza przejdzie bokiem, bo sytuacja jest już i tak wystarczająco trudna i napięta.

Luk Pilatowski

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę