Menu


Łodzią wiosłową z Polski do Anglii

Łodzią wiosłową z Polski do Anglii

Znają się od 25 lat, najpierw połączyła ich relacja trener – uczeń, później wspólna praca, zawody i kadra narodowa. Teraz zamierzają popłynąć łodzią wiosłową z Polski do Anglii, aby udowodnić, że nie ma żadnych barier, że przeszkodą nie jest ani inny język, ani granice. Trasa wyniesie około 2400 kilometrów, a planowany start to 18 sierpnia. Wyprawa rozpocznie się w Kędzierzynie-Koźlu, a zakończy w Londynie. Z Krzysztofem Więckiewiczem rozmawia Agata Trzaskawka.

Jak narodził się pomysł zorganizowania wyprawy?
– Dość spontanicznie. Podczas zeszłorocznej wizyty Piotra w moim domu w Darlington, wspominaliśmy minione lata, wspólne zawody, rywalizację. Razem doszliśmy do wniosku, że moglibyśmy raz jeszcze zrobić coś szalonego. Jesteśmy ludźmi, którzy nie znoszą stagnacji i bezczynności. Po krótkiej dyskusji wybraliśmy rejs łodzią wiosłową z Polski do Anglii. Poświęciliśmy już wiele czasu i energii, by tego dokonać i nie zamierzamy się poddać. Aby dodać całej wyprawie głębszego sensu, postanowiliśmy połączyć ją z akcją charytatywną o nazwie „We Are Equal” („Jesteśmy równi”). Wszystkie pieniądze uzyskane ze zbiórki, czyli sprzedaż łodzi i osprzętu plus niewykorzystane środki zostaną przekazane na cele charytatywne.

Jaki jest wasz cel?
– Nie robimy tego dla sławy czy popularności, nie jest naszym celem bicie rekordów – chcemy promować ideę równości, przyjaźni i walki z własnymi słabościami. Przy okazji pragniemy uzbierać jak najwięcej pieniędzy, by pomóc potrzebującym. Chcielibyśmy zainspirować młodych ludzi do zwiększonej aktywności fizycznej. Być może ktoś zapisze się na treningi wioślarskie, zacznie pływać na basenie lub ćwiczyć na siłowni? Kto wie, może uda nam się zwiększyć wrażliwość ludzi na pomoc potrzebującym? Ratowaliśmy ludzkie życie przez wiele lat i nadal chcemy wspierać tą ideę. Gdziekolwiek mieszkasz, komukolwiek pomagasz, w jakikolwiek sposób to robisz – to jest naprawdę ważne. Sprawność fizyczna i komfort psychiczny oznaczają radość z życia. Mając na uwadze, że nie każdy ma ten przywilej, chcemy promować te wartości. Czy to będzie rekord świata? Być może, ale nie ma to żadnego znaczenia. Wysiłek, jaki ma przenieść nas z jednego zakątka Europy do drugiego służy przesłaniu: Jesteśmy równi!

Dlaczego zdecydowaliście się na trasę Polska – Anglia?
– Piotr mieszka w Polsce, ja obecnie w Anglii, dlatego jest to trasa, na którą się zdecydowaliśmy. Pewne znaczenie ma też fakt, że nikt do tej pory nie pokonał takiej trasy w łodzi wiosłowej. Nie chcieliśmy powielać cudzych pomysłów. Oczywiście jest to też najlepsze rozwiązanie od strony logistycznej.

Obydwaj jesteście ratownikami, instruktorami pływania, macie na swoim koncie wiele zasług i medali, jednak pokonanie 2400 kilometrów to ogromny wysiłek dla organizmu, nawet dla najlepszego sportowca. Jak się przygotowujecie, żeby nie narazić się na kontuzje?
– Trenujemy całe życie, nie jesteśmy facetami, którzy wstali z kanapy i stwierdzili: „Hej, czas odłożyć chipsy i piwo, i zrobić coś szalonego!”. Oczywiście żartuję, mamy ułożony trening, odpowiednią dietę. Biegamy, pływamy, wiosłujemy, ćwiczymy na siłowni. To nasza pierwsza taka wyprawa, ale wiemy, że damy radę. Oby łódka, wiosła i ramiona wytrzymały, a w Londynie powitały nas nie tylko ciekawskie mewy, ale też przyjaciele i życzliwi ludzie, którzy trzymali kciuki za powodzenie naszej wyprawy.

Jak narodziła się wasza przyjaźń?
– Piotra poznałem 25 lat temu jako początkujący zawodnik – on był już wtedy sławą ratownictwa wodnego i bardzo mi imponował. Po kilku latach awansowałem do kadry Polski i występowałem ramię w ramię z Piotrem w zawodach. Wkrótce on zakończył zawodniczą karierę i został trenerem kadry, przekazując swoje doświadczenie młodszemu pokoleniu. Nasza znajomość cementowała się z każdym rokiem i dziś mogę stwierdzić, że to jeden z moich najlepszych przyjaciół. Nasza przyjaźń wytrzymała próbę czasu i odległości – pomimo dzielących nas kilometrów staramy się widywać tak często jak to możliwe.

Długo opracowywaliście plan trasy? Powiedz, jak na przykład będzie wyglądać wasz nocleg?
– Tak, to była żmudna praca. Bardzo pomógł nam nasz przyjaciel Stanisław Zajfert, „stary żeglarz”, który opracował dla nas część trasy. Spędziliśmy dużo czasu poszukując informacji, map, porad od doświadczonych „wodniaków”. Mieliśmy wyznaczone dwie trasy i musieliśmy podjąć decyzję czy płynąć wodami śródlądowymi aż do Holandii, czy z ujściem Łaby wypłynąć na Morze Północne. Ostatecznie wybraliśmy tą drugą wersję. Łódka będzie naszym domem na 25 dni. Będziemy tam spali, jedli, odpoczywali i oczywiście wiosłowali. Będzie to niezła próba charakterów, będziemy skazani tylko na siebie, 24 godziny na dobę, przez prawie miesiąc.

Szukacie chętnych, którzy chcieliby dołączyć do waszej wyprawy?
– Na chwilę obecną nie mamy takich planów, może później, gdy wszystkie szczegóły będą już dograne. Natomiast pojawił się pomysł, aby w Dunkierce zabrać na pokład zaprzyjaźnionego redaktora z portalu Fabryka Podróżnika, który towarzyszyłby nam w ostatnim etapie podróży, a zarazem przygotował fotorelację. Są to jednak bardzo wstępne plany.

Jaka kwota jest wam potrzebna, aby wyprawa doszła do skutku?
– Potrzebujemy około 12000 funtów z czego połowa to szacunkowy koszt łodzi. Oprócz niej potrzebujemy minimum dwa komplety wioseł, system nawigacji, sprzęt ratunkowy, lekarstwa, żywność, generator prądu itd. Dodatkowo dochodzą koszty ubezpieczenia, transport łódki do Polski, opłaty za korzystanie z kanałów. Lista wydatków jest długa.

Na co przeznaczycie zebrane pieniądze?
– Od samego początku przyświecała nam idea, aby zebrane środki przekazać na polską i angielską fundację, co wynika niejako z przekazu naszego przedsięwzięcia „We Are Equal”. Na chwilę obecną mamy umowę z dużą brytyjską fundacją Macmillan Cancer Support, rozmawiamy też z kilkoma polskimi fundacjami i liczymy, że wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik. Na pewno część pieniędzy przekażemy na fundację Ewy Błaszczyk, która wspiera dzieci znajdujące się w śpiączce. Poszukujemy sponsorów chętnych wesprzeć nasz projekt w zamian oferując miejsce reklamowe na łodzi, wiosłach, ubraniach. Akcja zdobywa coraz większą popularność w mediach. Chcieliśmy także serdecznie podziękować wszystkim darczyńcom, pamiętajcie, że wpłacając pieniądze pomagacie tym, którzy tego naprawdę potrzebują.

Jak ich wesprzeć?
– Niestety nie jesteśmy w stanie samodzielnie udźwignąć kosztów wyprawy, dlatego serdecznie prosimy o wsparcie. Udowodnijmy, że razem możemy wszystko, że jesteśmy równi. Każdy, kto chciałby pomóc, może wpłacić darowiznę, podzielić się informacją w mediach społecznościowych, pomóc w znalezieniu sponsorów. Liczy się dla nas każda forma wsparcia – pozytywny komentarz czy świadomość, że są ludzie, którzy nam kibicują dodaje nam energii i mobilizuje do ciężkich treningów. Po zakończeniu rejsu wszystkie niewykorzystane środki i pieniądze uzyskane ze sprzedaży łódki i sprzętu, Piotr i Krzysztof przekażą dla wybranych organizacji charytatywnych w Wielkiej Brytanii i Polsce. Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć ich w realizacji wyprawy mogą to zrobić za pośrednictwem poniższych stron:

 

Ostatnio zmienianyśroda, 12 lipiec 2017 13:17

Skomentuj


Skomentuj artykuł za pomocą konta Facebook
Skomentuj artykuł bezpośrednio
Powrót na górę